LUDZIE WYOBRAŹNIA

Życie wśród istnień

tłum piesi


Czasami spoglądamy na przechodniów i myślimy – kim jesteś? Jak wygląda Twoje życie?

Godzina ósma trzydzieści, miasto stoi w korkach. Każdy obiera jakiś cel, wszyscy się gdzieś spieszą. To do pracy, żeby jak najszybciej włączyć komputer i usiąść do roboty, to do szkoły, żeby nie dostać uwagi za spóźnienie, to na spotkanie, żeby nie zacząć znajomości o pięć minut za późno. Chaos, wolne elektrony, stukanie obcasów.

Stoję.

Mijają mnie, jeden za drugim, jak stado mrówek po ekstazie. Chodzą szybko, niektórzy rozmawiają przez telefon, część wbija wzrok w ziemię, inni w ekran smartfona. Piękna kobieta w bordowym kapeluszu, z lekkim makijażem i aktówką schodzi do metra. Pryszczaty nastolatek z nadętą miną idzie po ścieżce rowerowej. Starszy pan z plastikową siatką podąża za tłumem.

Stoję.

Dziewczyna z naszywką Gunsów na kostce ma opuchnięte od nocnego płaczu oczy. Wytatuowany dwudziestoparolatek poprawia okulary i uśmiecha się do telefonu. Facet w garniturze wpatruje się skupiony w jakiś zawieszony w powietrzu punkt, pogłębia mu się zmarszczka na czole.

Stoję.

Kobieta ciągnie za rękę dziecko, które krzyczy, że nie chce iść do przedszkola. Chłopak szuka w powietrzu ręki swojej dziewczyny, łapie ją i ściska jakby złapał złoty znicz; jakby już nigdy nie chciał jej wypuścić. Mężczyzna w za krótkich jeansach krzyczy do telefonu „porozmawiamy o tym w domu!”.

Stoję.

Patrzę na każdego z nich i na ogół, bo mijają mnie setki ludzi, przepływają jakby właśnie pękła tama, jakby ktoś odkręcił zawór, nie jestem w stanie zobaczyć każdego, nie umiem ogarnąć wzrokiem takiej liczby istnień.

Stoję.

Każdy z nich ma inne życie. Każdy ma inne ambicje, każdy ma innych przyjaciół, każdy inaczej myje włosy, martwi się innymi rzeczami i inaczej kocha. Ale każdy z nich ma życie, dokładnie jedno, tak jak ja i Ty.

Stoję.

Nasze doby mają po tyle samo godzin, wszyscy czujemy się czasem smutni, płaczemy, a czasem uśmiechamy się bez powodu. Wszyscy byliśmy kiedyś zranieni i kiedyś kogoś kochaliśmy za bardzo. Wszyscy się czasem boimy, a czasem wzruszamy. Każdy z nich to przeżywa, dokładnie tak jak ja i Ty.

Stoję.

Odgrywam w ich życiach zupełnie nieznaczącą rolę. Już nigdy więcej się nie spotkamy, nie wypijemy razem kawy, nie będziemy się całować, pożyczać sobie książek i wysyłać do siebie listów. Oni nigdy nie dowiedzą się o moim istnieniu, a ja jutro zapomnę jak wyglądali. Taki jest scenariusz.

Będą dla mnie zapalonym światłem w wieżowcu, samochodem przejeżdżającym przed przejściem, śladem butów na śniegu. I będziemy żyć obok siebie, zupełnie nieświadomi tego, kim jesteśmy, co dzieje się w naszych głowach i z którym etapem aktualnie się zmierzamy.

Stoję.

Patrzę na nich. Jak wygląda Twoje życie? — pytam każdego wzrokiem. — Jesteś szczęśliwy? Podoba Ci się tu? Czego się boisz? Kim jesteś?

Ale zanim zdążę to pomyśleć, przechodzi już kolejna fala istnień, kolejne uczucia, opinie, emocje, lęki, kolejne życia. Kolejne światła w wieżowcu, przejeżdżające samochody i ślady na śniegu.

Idę.
  • AJD

    Jej, Haniu, za właśnie takie teksty Cię uwielbiam!
    Jak Ty to robisz, że czytasz w moich myślach?

  • Jolanta Sidoro

    Mnie również często zdarza się taka refleksja. Kim są ludzie których mijamy na co dzień. Może zorganizujesz dzień z kartką opisową na plecach? To by było ciekawe

    • Wegetarianie to nie potrzebują kartki, bo i tak Ci o tym powiedzą przy najbliższej okazji. :D

      • Wiktoria Aleksandra Barańska

        To prawda, z reguły wychodzi przy kilku pierwszych rozmowach xD

  • Cholera. Gdy to czytałam, w tle leciało Hilang Child – Endless String. Tekst jest świetny, ale TO dopiero było intensywne.

    • Aż włączyłam Allie Moss – Passerby. #logic

  • Kamil

    co poradzić

  • Paweł Majcher

    Widzę, że ktoś tu mocno łączy kropki.

  • Jeden z Twoich lepszych tekstów :).

  • Idę.

    Idę razem z tłumem, bo inaczej się nie da. Tłum wkurza, bo idzie obok ciebie, ale wcale cię nie widzi. Depcze po piętach, szturcha w ramiona, zachodzi drogę. Nie przeprasza. Ale co zrobisz? Musisz iść tym samym chodnikiem, na ten sam przystanek, wsiąść do tego samego autobusu. Nic nie zrobisz…

    Dochodzę.

    Przystanek pełen ludzi z niemym wzrokiem wbitym w dal, we własne buty, w ekran telefonu. Stoi Ona. Też patrzy, ale jej oczy są inne. Błyszczą. Błądzą, dziwią się, lekko uśmiechają. Przeskakują z punktu w punkt. Podążam za jej wzrokiem. Te punkty to ludzie. Obserwuje mijających ją przechodniów. Myślę sobie — lol, terminatorka, skanuje. Przechodzę obok. Chyba mnie nie zauważyła. Wsiadam do nadjeżdżającego autobusu.

    Jadę.

    Spoglądam jeszcze raz przez szybę na dziewczynę, która stoi i obserwuje ludzi, jakby chciała zajrzeć w ich dusze i zapytać: Jak wygląda twoje życie? Jesteś szczęśliwy? Podoba ci się tu? Czego się boisz? Kim jesteś?

  • Patrycja

    Jednak w małym miasteczku to jest piękne, ludzie kłaniają się sobie, znają się, albo przynajmniej znajomych mają tych samych, jest bardziej ludzko, chociaż też w biegu, życie pisze wiele ciekawych historii ludzkich istnień.
    To jednak ciekawe jak wiele ludzi przewija się przez nasze życie w ciągu jego trwania.
    Pozdrawiam :)

  • Lubię sobie dopowiadać życiorysy do ludzkich istnień. To samo robię na cmentarzach.

  • Niesamowitą forma tekstu. Paradoks jest taki, że w większym mieście jest większą prywatnoßć. W takiej awarszawie nie patrzy się na ludzi bo jest małe prawdopodobieństwo, że się kogoś spotka

  • Karolina Górna

    Co do formy tekstu bardzo mi sie kojarzy z wierszem Szymborskiej ;)))

Przeczytaj poprzedni wpis:
usmiech dziewczyna
Szczęśliwi ludzie cieszą się z sukcesów innych

Bo nie znajdują ani jednego powodu, dla którego nie mieliby tego robić.

Zamknij