LUDZIE

Ile kosztuje życie w Warszawie?

wawa3


Od września jestem warszawskim słoikiem. Pytacie mnie czy warto się przeprowadzać, czy jest fajnie, czy mi się podoba, ale przede wszystkim – ile to kosztuje? No to policzmy.

Będę pisać o życiu takim, jakie się opłaca. Nie, nie mówię o zabieraniu cukru z kawiarni i paleniu fajek po studencku. Nasza stolica to nie Dubaj, ale codzienność wygląda tu trochę inaczej niż w Swornegaciach. Albo Ci się podoba i to kupujesz – dosłownie, albo nie. Do rzeczy.

Mieszkanie

Jeśli chcecie mieszkać w dobrej lokalizacji – czyli, załóżmy, 20 minut drogi od centrum miasta i w przyzwoitych warunkach (przez co rozumiem dość fajne, trzypokojowe mieszkanie, a nie norę bez okien), powinniście liczyć minimum trzy tysiące złotych miesięcznie za wynajem i opłaty. A, powiedzmy sobie szczerze, nie ma sensu żyć w słabym miejscu albo w jakiejś klitce w stolicy.

warszawa

Jedzenie

W zasadzie w sklepach ceny są takie same, ale bycie w Warszawie zobowiązuje. Tu nie je się mielonych, tu się je jagnięcinę. Nie dla ziemniaków, tu królują bataty. Nie kupujemy też kaszy, bo jest komosa ryżowa. Żeby wskoczyć poziom wyżej wybieramy się do dietetyka i wkraczamy do #teamdieta (jeśli nie wiecie o co chodzi – sprawdźcie na Twitterze).

Więc na jedzenie można liczyć, przy dobrych wiatrach, około tysiąc dwieście złotych. Dietetyk to dodatkowa stówa miesięcznie, ale polecam wydanie jej. No ale o tym kiedy indziej.

Komunikacja

Generalnie pisałabym o kupnie jakiegoś niedużego auta, ale skoro mówimy o jedynym mieście w Polsce, w którym jest metro – wykorzystujmy je, bo jeszcze jest to jakkolwiek hipsterskie. Bez zniżek to sto dziesięć złotych na miesiąc. Luz.

wawa

Miasto

To są te wydatki, których niby nie planujesz, ale zawsze wpadają. Tu kawa ze znajomymi, to jakaś impreza, to obiad na mieście, a do tego już masz odrosty i czas pójść do fryzjera na farbę – czyli to wszystko, co w Warszawie jest najdroższe. Mimo wszystko, średnio dwieście miesięcznie powinno na to wystarczyć.

ubrania

Czasem trzeba przejść się po sklepach, poprzymierzać kolejne pary butów, wymienić część garderoby. Zakładając, że nie robi się tego w każdym miesiącu – bo na przykład nie ma się na to czasu, wygospodarowanie na ciuchy z sieciówek trzech stów miesięcznie będzie okej. Nie liczę poważniejszych zakupów, bo to bardziej indywidualne.

A iPhone?

No nie, nie kupuje się nowego telefonu co miesiąc. Nawet ja tego nie robię. Ale jak przyjdzie czas wymiany sprzętu – warto mieć kasę w kieszeni, dlatego odkładanie dwustu złotych miesięcznie jest spoko. Niby nie musicie tego robić, ale fajnie móc sobie pozwolić czasem na nowy, porządny zegarek czy jakiegoś tam Macbooka.

Czyli ile?

Po podliczeniu wszystko daje nam około pięciu tysięcy. Za co? Za studenckie, powtarzam: studenckie, życie na całkiem okej poziomie – bez kokosów i fajerwerków, ale w dość spoko standardzie w stolicy. Mi się przynajmniej całkiem podoba i nie narzekam.
A czy to dużo? Chyba nie najmniej, bo nieźle przebija średnią krajową, ale wiecie co?

To przemoc żyć za mniejsze pieniądze.

  • Metrem jeździ plebs. Normalnie doradziłbym Lambo ale skoro po studencku to Mini ujdzie w tłoku. W końcu jesteś blogerką.

    • Ale wiesz, najpierw powożę się chwilę drugą linią, żeby móc pohejtować. Wtedy kupię Mini.

    • Olo

      Lambo srambo… Mini owszem, może Fiat500, wiosną/latem Vespa. Lambo jest dla lanserów. Tych drugich ;)

      • Polemizujesz z dowcipem?

        • Olo

          Bynajmniej. Pilnuję tylko granic lansu ;)

  • Traktuję Twój dzisiejszy wpis raczej z przymrużeniem oka ;) Ale co ja tam mogę wiedzieć, przekonam się sama za miesięcy sześć, bo wtedy też zostanę warszawskim słoikiem…

  • Nie rozumiem, dlaczego w części dotyczącej jedzenia są odniesienia do ceny produktów w sklepach? Powinnaś podawać jednak ceny ostateczne, to znaczy w restauracji.
    No, chyba że masz kucharkę, ale nie pisałaś, ile taka kosztuje w stolicy.

    • Ach, dzięki! Faktycznie zapomniałam dopisać o Pani Krysi! W restauracji za dużo glutenu i GMO, co Ty.

      • A widzisz, ja lubię kuchnię jak u mamy, więc mi bez glutenu i gmo nie smakuje. Ale każdemu według czegoś tam.

  • Tanio dość. Mieszkałbym :)
    #wszedzieblisko #centrumpolski #centrumeuropy #centrumswiata

  • Kurdeż. Ja utrzymuję rodzinę za mniej i dajemy radę. No ale my lubimy ziemniaki i nie używamy produktów z jabłuszkiem, więc ten, no ;-)

  • Hugh

    HAHAHAHAHAHAHA PADŁEM :D Mieszkam w Warszawie od urodzenia i wątpię aby moja rodzina i grono moich znajomych jedli jagnięcinę zamiast mielonych. To jest takie typowe przeświadczenie człowieka z zewnątrz, którzy obserwując ludzi z wyższej półki, miejską elitę, bądź zwyczajnie dzieci bogatych ludzi stołujących się na Nowym Świecie lub Krakowskim Przedmieściu, dochodzi do wniosku, że każdy Warszawiak sra pieniędzmi i mieszka w apartamencie.

    W zasadzie co tu się czepiać, skoro masz takie wygórowane wymagania, to cena życia w stolicy też nie jest mała. Mieszkanie najlepiej w centrum i to jeszcze trzypokojowe. Beka. Młodych ludzi nie stać na takie gniazdko i raczej szukają mieszkań na ochocie, pradze, włochach i ursusie, gdzie z łatwością można znaleźć przytulne lokum i dojazd też jest bardzo korzystny.

    Strasznie płytki tekst, bo te wydatki są niestety mało proporcjonalne i trafne, jeżeli weźmiemy pod uwagę życie w Warszawie. Z tego co się orientuję kupienie iphone’a macbooka albo pójście do dietetyka – to nie są przyjemności wybrane dla stolicy – ba są dostępne w każdym mieście w Polsce i ceny tych produktów są stałe a nie wyższe bądź niższe w Warszawie, czy Sosnowcu albo Białymstoku.

    Dlatego ten tekst jest po prostu z dupy. W zasadzie mógłbym tu napisać, że studiuję prawo i medycynę, mieszkam na placu Trzech Krzyży w czteropokojowym apartamencie, codziennie rano jadam świeże bułeczki z Saint Honore i ubieram się tylko u Ralpha Laurena, Jeana Paula Gaultiera lub Ricka Owensa. A i każdy weekend spędzam w klubach na Mazowieckiej, zbijając piątki ze sławnymi aktorami i postaciami showbizu. Zaśmiałbym się pod nosem, przypominając sobie, że trzy tysie wydaję każdego dnia, a nie w skali miesiąca.

    Warszawa to miasto z drogim, prosperującym centrum, ale także z tanimi i rozwijającymi się peryferiami, na których zwykli szarzy ludzie żyją dniem codziennym, bez blichtru i sztucznego przepychu.

    Pozdro.

    • Już myślałem, że Ty tak na serio, ale zdradził Cię fragment o iPhone i dietetyku w Sosnowcu – że niby też tam są. Przedni żart!

      • Hugh

        Hue hue hue. A ty głupi cz od Hani?

        • Hugh

          Aaaa sorry. Też bloger. To wszystko tłumaczy.

          • Sprawdzasz rozmówcę z komentarzy pod żartobliwym wpisem na blogu. Twoje życie musi być pasjonujące :-)

            Oraz – nie przepraszaj. Nie Twoja wina.

          • Hugh

            Zgadłeś, jest zajebiście pasjonujące. Chyba jesteś wróżem blogerem, skoro tak dobrze potrafisz wywnioskować nie znając rozmówcy. Ty się przyjebałeś do detalu, którym był Sosnowiec. Zrobiłeś to, bo nie ogarnąłeś zabiegu zastosowanego przeze mnie. Musiałeś zdyskredytować to co napisałem, żeby uznać mnie za debila, bo myślę że w Sosnowcu biegają z IPhone’ami czy macami. Ja mam to szczerze mówiąc w dupie. Ty nie napisałeś żadnego merytorycznego argumentu i odszedłeś od tematu tekstu. Cóż, chciałeś to masz :))))

          • Nie wiem co jest gorsze: to, że wciąż kopiesz sobie dołek, czy że tego w ogóle nie zauważasz.

          • Bo to taki zabieg jest. Albo już jest po zabiegu. Ech, stare złe czasy na Bloksie mi się przypomniały… łezka się w oku kręci :)

          • Hugh

            Cicharski, skoro ty zrobiłeś aluzje co do mnie to czemu miałbym ci być dłużnym? Trafiliście dzisiaj kiepsko, bo mam szczególną ochotę powkurwiać pseudointelektualnych, wszystkowiedzących blogerów, którzy są znani tylko z bycia blogerami, ale nie z wiedzy i rozeznania. Kochany Bartku, Bartoszu, Bartłomieju – ponieważ nie wiem jak się do ciebie zwracać, będę mówił ci Człowieku z Gdańska. Człowieku z Gdańska/naczelny obrońco hani es/blogerze z pomorza – zamilcz jeżeli chodzi o mój wpis, ponieważ nic ciekawego do tej pory tutaj nie napisałeś – a przecież klawiatura to ma być twoje narzędzie, oręż blogerskiej walki, którym powinieneś wojować, udowadniać swoją wyższość. Nie masz w temacie stolicy zbyt wiele do powiedzenia bo jej nie znasz, więc sam nie wiem po co mnie tutaj prowokujesz? Powiem ci krótko, że brak ci po prostu jaj. Zamiast coś napisać rozsądnego to ty wolałeś poczekać z wystawieniem ciężkich dział do momentu pojawienia się właścicielki tego śmiesznego blogaska. Chcesz się jej podlizać albo ją wyruchać ze tak bardzo się tutaj udzielasz??? Tell me please.

            Co do ciebie Haniu. Czytam cie dla beki i nawet nie mam z tym problemu, ze nabijam ci wyswietlenia. Co z tego ze je masz, skoro nie masz reklam – a te są głównym źródłem zarobku w internecie. Ubolewam nad twą inwencją twórczą, sama nie jesteś w stanie wymyślić nic kreatywnego poza ściemnianiem jakichś idiotycznych historii o babciach szaleńczo szukających miejsca w autobusie albo o koleżance, której tata przysłał wibrator. Próbujesz być kontrowersyjna ale ci nie wychodzi, lub wychodzi ci średnio. Silisz się na górnolotne teksty o Warszawie, w której mieszkasz dopiero od 3 miesięcy i co w niej zobaczyłaś? Wiesz jak tu wygląda życie? Wiesz co mają na talerzach przeciętni warszawiacy? Czy to jak żyją rózni się od stylu życia który zobaczyłas wśród swoich koleżków z uczelni albo od ludzi ze galerii handlowych? Po tak krótkim okresie egzystowania w stolicy mogłabyś napisać jedynie tekst jak ubierają się ludzie spacerujący po chodnikach. To mogłaby być wyśmienita obserwacja.

            Masz tendencję do przejaskrawiania, pokazywania tylko jednej strony medalu. To co cie broni to tylko wybujała fantazją, której niektórzy mogą ci jedynie pozazdrościć.

            Nie pozdrawiam i liczę na cieplutkiego bana.

            PS. Już wykopałem jeden dołek dziś. Chcesz drugi? Ziemia w Warszawie wystarczająco jest dziś przesiąknięta…

          • Usunęłabym ten debilny komentarz, ale jest tak wyjątkowo głupi i pokazujący jak bardzo nie rozumiesz tekstu, komentarzy Bartosza i całej idei bloga, że zostawię, żeby wszyscy mogli się pośmiać. ;)

            Btw: najpiękniejsze w hejterach jest to, że bez nas są nikim.

          • Hugh

            Jedyne co potrafisz to usuwać komentarze. Komedia za darmo :)

          • Dlatego wspomniałem stare, złe czasy Bloksa – myślałem, że tego typu trolle już wymarły. Ba – nawet ja sam, w najmroczniejszych czasach, potrafiłem pojąć aluzję.

            Kusi, żeby pokarmić. Kusi. Mogę? ;)

          • A prosz Cię bardzo!

          • teddybeer

            Ale w sumie co mam odpisać? Nadal nic nie zrozumieliście, a szczególnie tobie Hanko nie mam nic do przekazania, bo to nie moja wina, że jesteś trochę niekumata. Masz swój swiat w którym żyjesz. Tylko uważaj na kartony. Powodzenia :)

            Nie jestem Bartku trollem i pierwotnie pisząc tutaj nie zależało mi na wywołaniu jakiejkolwiek awantury z osobą postronną. Łatwo jest oskarżać, ale pamiętaj że to Ty swoją aluzją sprowokowałeś mnie do takiej a nie innej odpowiedzi. Z tego co widzę, to pod większością komentarzy ironizujesz, próbujesz być sarkastyczny np. pisząc, że Warszawę widziałeś tylko w TVNie. No i po co robisz? Pamiętaj, że kij ma dwa końce.

            Szkoda, że ani razu nie spróbowałeś pójść ze mną na merytoryczną wymianę, podpartą rozsądnymi argumentami. Wydaje mi się, że założenie „to mój blog i to ja kurwa decyduję jakie dostanę komentarze, opinie i odbiór” jest po prostu żałosne i godzi w samą ideę bloga, bądź jakiejkolwiek działalności publicystycznej. Tyle.

            P.S. Jest coś takiego jak ochrona danych osobowych. To, że Ty decydujesz się na upublicznianie swoich danych to twoja sprawa i jeżeli tego potrzebujesz – okej – twój wybór. Ja nie muszę się ujawniać, wiesz jestem osobą lubiącą anonimowość, tak zawsze jest o wiele ciekawiej. Ja nie zamierzam ciągnąć tej dość mocno jałowej konwersacji i apeluję o zaniechanie pisania. Hanko, szczególnie do ciebie.

          • Uważaj na kartony. LOL :3

          • O takich hejterów walczyłam! Intelektualiści, mądrzy, oczytani ludzie, odniesienia do literatury, Hanka Mostowiak! <3

          • Kurwa, ciesz się, że nie masz na imię Rysiek <3

          • Hahah! :D
            Byłam Hanią zanim to było modne!

          • Karolina :)

            teddybeer, imie i nazwisko to nie jest jeszcze dana osobowa…

          • Widzisz – Ty masz ochotę powkurwiać pseudointelektualnych blogerów. Ja nie mam ochoty wkurwiać nikogo. Bycie wkurwiającym innych chujem na dłuższą metę jest nudne. Sam to wkrótce zrozumiesz. Podobnie jak to, że można chcieć wejść w czyjąś stylistykę tak po prostu, dla zabawy. Nawet nie znając tej drugiej osoby. Uwierz mi, nie wszystko się robi, aby kogoś wyruchać. Jeśli tak do tej pory żyłeś, to uspokoję Cię – mnie możesz o przysługę prosić bez lęków.

            Bawimy się w rozkazy? Ty mi mówisz „zamilcz”, ja Ci mówię „podpisz się swoim imieniem i nazwiskiem”. Bo i ile moje głupoty idą na moje konto, o tyle Twoje mądrości pozostają anonimowe. Szkoda, aby się marnowały.

            Mógłbym jeszcze odnieść się do tego, jakobym nie znał Warszawy, ale przyznam Ci się, że dotknąłeś mnie do żywego. Tym „Bartłomiejem” mnie obraziłeś. Na szczęście uratowałeś skórę tym „kochanym”. No ja Ciebie też! Buźka!

            I mam szczerą nadzieję, że Hania nie da Ci bana. Szkoda, żeby mi się popcorn zmarnował…

            PS: Podrzuci ktoś koledze encyklopedię otwartą na słowie „poczucie humoru”?

          • Zdjęłam koledze bana specjalnie na tę okazję, by mógł popisać się intelektem i odpisać Ci tutaj. Doceń, Hugh.

          • No ba, mrcichy zawsze spoko! Ale co to tłumaczy? Że myśli? Do tego nie trzeba być blogerem ;).
            Tobie polecam spróbować. Nie blogować. Myśleć.

        • Jeżeli to jedyne dwie opcje, które – jak się domyślam – wzajemnie się wykluczają, to muszę odpowiedzieć, że „od Hani”. Cokolwiek to znaczy (brzmi jak hasło J-23).
          A Ty, pod którą kategorię podpadasz?

    • Co Ty. To przemoc żyć za niższe pieniądze.
      Wszystkim wiadomo, że bez batatów, jagnięciny (no dobra, tego nie jem), dietetyka, trzech pokoi w dobrej lokalizacji i iPhone’a to koszmar, nie życie.

    • Dałabym bana za głupotę wszystkim lajkującym ten komentarz, ale… no tak, to anonimy.

    • what? O.o

    • Jasiek

      36 lajków od ludzi bez poczucia humoru i zerowym wyczuciem ironii ?

      • Dobrze, że prawie 90% to anonimy, bo też głupio byłoby mi lajkować taki komentarz pod swoim nazwiskiem.

  • Zgłasza się słoik ze stażem od kwietnia, no i koleżanko, popłynęłaś. To co opisałaś, to najwyżej jakaś wersja minimum, dla studentów. Jak chcesz się gnieździć w trzypokojowym mieszkaniu albo wydawać 2 stówy na kawę (to chyba jakąś rozpuszczalną lol) to Twoja sprawa, ale nie wmawiaj ludziom, że to jakiś standard. Żeby żyć na poziomie, to niestety trzeba trochę wydać, te Twoje parę tysięcy to w samej Biedronce się wydaje

    • Shit. Masz rację. Przestanę odkładać ten cały hajs z bloga na konto i zacznę wreszcie godnie żyć.

    • Tak mi się wydawało, że te kwoty coś zaniżone… znam się na temacie, bo widziałem kiedyś Warszawę w TVN.

  • Hahaha! Haniu, miej litość i napisz jakiś disclaimer, bo zaraz nastąpi wysyp studentów/ek poszukujących sponsorów!

  • Kacper Wikieł

    Haniu, zazdroszczę Ci haterów – też chciałbym mieć takich na blogu.

  • Pf, biednie u was w tej Warszawie. Nie to co w Krakowie.

  • Coś jakoś skromnie żyjesz w tej Wawie. Przepraszam, w zasadzie to wegetujesz.
    200 zł na miasto? No chyba w knajpie na Białołęce i w kinie w Żyrardowie..
    ;)

    (dodałam uśmieszek, ponieważ jestem tu pierwszy raz.)

    • Bo wychodzę na miasto tylko raz na miesiąc! Wiadomo, blogerzy nie ruszają się sprzed komputerów.

      No cześć! Zostań na dłużej, fajnie się uśmiechasz. :)

      • Rany faktycznie.
        Poniosła mnie blogerska wyobraźnia :D

  • MariaB

    Czy zdarzaja sie blogerzy, ktorzy rzeczywiscie tak mysla … jak pisza? A moze inaczej pisza, niz mysla, a moze nie mysla i pisza, albo moze mysla, ale pisza cos zupelnie innego? Mam wrazenie, ze mysla, ale pisza tylko to, co mysla, ze inni nie pomysla i przeczytaja.
    Obawiam sie, ze jestem jedna z niewielu, ktorzy powaznie potraktowali Twoje rozwazania na temat, czym sie rozni zycie sloika w Warszawie od zycia mamisynka w Swornegaciach. Postaram sie trzymac sie faktow i pisac tylko to co wiem napewno, z doswiadczenia matki, ktora „przepuscila” przez studia cztery corki, do konca, czyli do dyplomu z wyroznieniem. Wprawdzie nie w Warszawie, ale jakie ma to znaczenie? A wiec… w Niewarszawie wiadomo dokladnie ile kosztuje zycie, mieszkanie, wydatki na kulture, ciuchy i inne. 597 EUR musi miec student (na pelnym etacie) na przezycie, aby mogl sie uczyc bez koniecznosci biegania (w nadgodzinach) w pogoni za groszem. Albo rodzice, albo panstwowe stypendium! Za takie pieniadze zyja studenci w Niewarszawie. Czasami musza sobie dorobic do laptopa, albo umiescic w gazecie studenckiej ogloszenie „kto podaruje laptopa?”, albo… napisac dlugi list (najlepiej odrecznie, starannie na papierze listowym) do babci, albo jeszcze lepiej do wszystkich babc i dziadkow, ktorzy wchodza w rachube. Zwykle gehenna studiowania w Niewarszawie trwa 5-6 lat, ale potem…. szybko mozna liczyc na miesieczny przychod w wysokosci przynajmniej 4.000 EUR, w zaleznosci od kierunku studiow.
    Jesli w Warszawie zycie studenta kosztuje 5.000 PLN, a po skonczeniu studiow mozna liczyc na … duzo mniej, to zastanawia mnie: gdzie sens, gdzie logika? Ten brak logiki wyjasnia, dlaczego tak wielu absolwentow natychmiast po skonczeniu studiow, albo i wczesniej, wybieraja sie do Niewarszawy. A moze by tak od razu, od pierwszego semestru, wybrac sie do Niewarszawy?
    Doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze Warszawa, to Niewarszawa, ale….

  • alice

    ejej serio za tyle trzeba wyżyć? To w takim razie mogłabyś napisać posta o pracy/sposobie zarabiania w stołecznym mieście? (nie mam na myśli bloga ;) chodź ekstra forma zarabiania)
    pozdrawia człowiek z niewarszawy :)

    • Wierzę w Ciebie. Przeczytaj tekst jeszcze raz. Jak dalej nic, przeczytaj komentarz Ichaboda. Trzymam kciuki.

  • Patras

    Mam wrażenie że autorka jest strasznie tępa jak stara rzymska dzida. :-)

  • AJD

    Studenckie życie takie ciężkie :D

  • Jak dobrze, że mieszkam w Gdańsku i mogę wydać trzy tysiące mniej miesięcznie :D

  • Aleksandra

    Ciuchy w sieciówkach? I to za trzy stówy? Tyle to wydawać sobie możesz na tę rozpuszczalną, no bo nawet porządnej kopi luwak za to nie kupisz… Weź upewnij się, czy na pewno mieszkasz w Warszawie.

  • bexyyy

    Haniu myślałam, że napiszesz ten tekst poważnie, a nie z wielką kpiną w stosunku do „godnego” życia w stolicy i trochę chyba hiperbolizacji wydatków. Szkoda. A ten wynajem to cena za osobę czy jak ?

  • Pingback: Makaron to nie kluski - hania.es()

  • Pingback: Kiedy silne emocje są zbyt silne - hania.es()

  • Ewa

    No to ile to zycie w koncu kosztuje bo juz nie wiem o co tu chodzi w tym blogu. Planuje wrocic do Polski za pare miesiecy i chcialabym naprawde wiedziec jakiej pracy szukac, zeby wyzyc jak czlowiek :-/

  • dajdo

    Pewnie, że wawa jest mega droga. My nie mieliśmy nawet zdolności kredytowej na mieszkanie, tak trafiliśmy do Radzymina i to był naprawdę dobry wybór. Nowe mieszkanie za ponad 4k za metr, a jednak rata na tyle niska, że możemy normalnie żyć, niczego specjalnie sobie nie odmawiamy. Stolica to jednak tylko dla bardzo dobrze zarabiających.

  • animek2015

    Dla singla w zupełności wystarczy moim zdaniem dwu pokojowe mieszkanie na np. Ursynowie albo Pradze, gdzie zapłaci się bez problemowo do 2000 zł z opłatami. A jeżeli koniecznie musisz jeść te niestandardowe dania, to świadczy to tylko o twoich kompleksach związanych z byciem słoikiem a nie byciem ,,nowoczesnym”

    • Widzę, że nie znacie się z panią ironią. No przykre.

Przeczytaj poprzedni wpis:
nnd9
Niedziela Nie Działam #9

Cześć! Za trzy dni Wigilia, dużo wolnego, jedzenie i Mikołaj! Zanim jednak pobiegniecie myć okna dla Jezuska, lepić pierogi i...

Zamknij