LUDZIE RELACJE

Zdobyta kobieta

zdobyta


Każdy mężczyzna, który myśli, że zdobył kobietę, jest głupcem.

Dlaczego? Bo zdobyć to czasownik dokonany, więc w tym przypadku nie jest to możliwe. Wiecie, faceci czasem mają taką tendencję, że zaczynają sobie myśleć – mam. Zaliczyłem, zaobrączkowałem, zabrałem do swojego domu. Jest moja. Zdobyta.

A w życiu żadnemu mężczyźnie nie powinno przejść przez myśl, że posiada kobietę, bo to nie kwestia posiadania.

Jeśli nagle wydaje mu się, że może przestać puszczać ją w drzwiach, podawać płaszcz, wysyłać jasne komunikaty o treści Ej Ty, Kocham Cię i że nagle wolno mu poklepywać ją po boku jak spasioną krowę to łajdak, a nie facet.

Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że nawet te wszystkie przyziemne sprawy jak dwudziesty rok związku, kredyt, praca na ośmiu etatach, trójka dzieci w tym jedno z Downem i pies są dostatecznym powodem na to by uznać, że kobieta została zdobyta.

Że Wy, faceci, jesteście jak Armstrong, który na Księżycu wziął flagę, wbił i może sobie wpisać do CV „zdobyłem!”. Że od tego momentu już jest spoko, bo już nie trzeba odstawiać tych wszystkich cyrków, które były fajne w liceum. Że już jest luz, normalka, mamy to.

No nie.

Facet nie może sobie wmówić, że stan rzeczy z nami jest stały. To byłoby za proste, nudne, wtedy nikomu nigdy nie biłoby szybciej serce, nie byłoby tych wszystkich motyli w brzuchach, spoconych dłoni i uśmiechów przed snem. W miłości wszystko jest od nowa. Za każdym razem od nowa.

Jasne, że ważna jest pewność, jakaś stabilność i względny spokój, który maksymalnie sobie cenię, ale chodzi o tę świadomość.

Że on będzie się o nas starał i nigdy nie usiądzie w spokoju w fotelu z przeświadczeniem „no, już, koniec. Wszystko zrobione”, bo to jest właśnie moment, w którym związki zaczynają się kończyć. Zaczyna się myślenie czy powinniśmy być razem? i przecież to nie powinno się tak szybko wypalać. To wtedy, kiedy facet posadzi wszystkie swoje starania na kanapie, w naszych żołądkach wytwarza się coraz więcej kwasów i motyle w nich umierają.

Nigdy nie zdobywa się kobiety na zawsze. Każdego dnia jest na dziś.

  • Najprawdziwszy tekst ever.

  • Cała sztuka polega na nieustannym zdobywaniu…Siebie nawzajem. Podtrzymanie zainteresowania w związku powinno być obustronne. Faceta też można usadzić w domu, pozbawić możliwości wychodzenia z kumplami na piwo, zacząć chodzić tylko w dresie, a malować się tylko do pracy, a spontaniczny ‚szybki numerek’ zastąpić rutynowym seksem w sobotni wieczór, po odpowiednio długiej grze wstępnej. Zarzucić go perspektywą obowiązków domowych, konieczności wspólnego oglądania tv i planowania budżetu domowego. To o czym piszesz, działa w dwie strony.

    • Ej, wiadomo, ale tu akurat się to wszystko trochę różni. Wy wiecznie zdobywacie, my wiecznie uwodzimy. To część z przepisu na idealny związek, kiedyś go napiszę. Jak już znajdę idealnego faceta do researchu.

      • Ej laski też zdobywają nie rób z nich aż takich sierotek jak z harlequinu :D

  • Widzisz, jednak jakieś równouprawnienie jest, bo to działa w dwie strony…

  • A to nie tak, że kobieta upita to kobieta zdobyta? ;)

  • Dziś napiszę tylko, że to piękny tekst :) Niby wszyscy wiedzą o co chodzi, a i tak w nadchodzącą niedzielę mnóstwo kobiet dostanie popularnego kwiatka, a w poniedziałek… No od poniedziałku to już wróci normalność… :-/

  • Każdego dnia jest na dziś – prawie jak w korpo, na wczoraj…

  • Guest

    To samo często działa w drugą stronę – kobiety w stałych związkach są czasami tak pewne tego, że będą z tym facetem na zawsze, że kompletnie przestają dbać o ten związek. Myślę, że na pewnym poziomie rozwoju emocjonalnego takie rzeczy nie występują – jest to raczej domena związków gimnazjalnych i licealnych (ewentualnie u ludzi pozostałych mentalnie na tym poziomie). Jeśli spotykają się dwie inteligentne osoby to potrafią mówić o swoich potrzebach i uczuciach i rozumieją, że fakt, iż są ze sobą nawet 20 lat nie oznacza, że mogą położyć się na kanapie i uznać to za stały stan rzeczy. Jest to kwestia pewnego zrozumienia partnera, wiadomo, że po kilku latach etap poznawania się mija, zaczynamy dostrzegać wady, ale wchodzimy wtedy na wyższy poziom bycia wręcz jednością. Jest to kwestia wsparcia, zaufania i zainteresowania sobą nawzajem. Nie oczekuję od faceta, że będzie mnie codziennie obdarowywał kwiatami, ale gdy widzę, że interesuje go to, co robię, mówię i jestem dla niego najważniejsza, bo okazuje mi to drobnymi nawet gestami i słowami to po prostu czuję się kochana i myślę, że to tak samo działa w drugą stronę – nie trzeba codziennie żarliwie wyznawać sobie miłości, ale mieć poczucie na co dzień, że się kocha i jest się kochanym. A brak zainteresowania drugą osobą i brak zaangażowania skutkuje rozpadem związku, po prostu, następuje wtedy wypalenie, a gdy coś nie działa i próby naprawy nic nie dają – trzeba to zakończyć.

  • Aje… szkoda, że jak takie kwestie pisze facet o kobietach to jest prawie ukamienowany. Ostatnie kilka dni te same tematy widzę w obronie kobiet. :) To chyba z powodu tego nadchodzącego dnia kobiet.

    • Gdzie te tematy? To są prawdy ogólne, nie piszę o nich z żadnej okazji.

      • Ostatnio mi wpadło na kilku blogach. Ja rozumiem, że Ty nie piszesz z żadnej okazji. Ja to tylko sobie tłumaczę, taka ze mnie romantyczka. Chyba po przeczytaniu tylko opinii o „50 twarzy Greya” bardziej krytycznie na wszystko patrzę. Przepraszam jeżeli Cię uraziłam swoim komentarzem, nie chciałam.

  • Adrenalina

    Znalazłam się tu całkowitym przypadkiem, po tym jak zobaczyłam komentarz do twojego posta o ludziach, których spotykasz na ulicy. Bardzo lubię osoby, które wiedzą czego oczekują od życia i nawet jak metaforycznie nie mogą tego dosięgnąć, to zapierdzielają po drabinę i biorą to, co im się należy. One dają mi pozytywną energię i siłę, aby iść robić to samo. Z tego powodu od jakiegoś czasu śledzę to co publikujesz, tak często jak tylko czas mi na to pozwala. Staram się zaglądać również losowo do wcześniejszych tematów i dzisiaj znalazłam ten. Łzy mi pociekły po twarzy, kiedy przeczytałam ostatnie zdanie. Od 2 lat jestem w związku z facetem, którego kocham ponad wszystko na świecie, a mimo to w dni, kiedy ściągam maskę „silnej i niezależnej kobiety”, mam wrażenie, że za chwilę jak ziarnka piasku znoszone pod butami do domu, wpadnę w najciemniejsze, najgłębsze szczeliny i zaklinuję się tam razem z nimi na zawsze. Od 1,5 roku nie usłyszałam, że mnie kocha. Od 1 roku nie dostałam żadnego głupiego kwiatka z żadnej głupiej okazji. Nie wychodzimy na głupie spacery, czy głupi wspólny obiad na mieście, a na piwo z jego kolegami. To drobnostki, a ja wiem, że bardzo mu na mnie zależy… ale czasami to, że o tym wiem, to za mało. Czasami po prosu czuję niedosyt i marzę o ponownym przeżyciu chociaż jednego dnia wyjętego z czasu, kiedy zaczynaliśmy się ze sobą spotykać. Myśl o byciu zdobywaną codziennie od nowa sprawia, że na mojej twarzy tworzy się wodospad, bo w środku powtarzam sobie, że „wystarczyłoby od czasu do czasu”.

    • Ojej, dzięki za ten komentarz. Wiesz, ja jestem generalnie zwolenniczką rozmawiania i szczerości, pisałam o tym też tutaj – http://www.hania.es/nie-domyslaj-sie/
      Serio, jeśli coś Ci nie pasuje, mów o tym. Nie baw się w domyślanie, bo to zawsze szwankuje. Może on po prostu tego nie widzi. :)

      • Adrenalina

        Też tak uważam. Czasami ktoś może nie dostrzegać czegoś, co dla nas wydaje się oczywiste. Szczerość jest bardzo ważnym elementem, zwłaszcza w związku, dlatego jak czasami „tupnę nogą” to wychodzimy przejść się… do sklepu. Później najczęściej słyszę, że nie mam na co narzekać, bo przecież byliśmy na spacerze. W takim momencie brakuje tylko, żeby wyjął z kieszeni listę rzeczy do zrobienia i zaznaczył „wyprowadzić dziewczynę” jako wykonane. Zdaję sobie sprawę, że w wielu kwestiach jesteśmy swoimi przeciwieństwami i np. ja uwielbiam spędzać czas w ruchu, a on zdecydowanie preferuje koczowanie w domu, ale związki wymagają kompromisów. Poza tym są rzeczy, które powinny być naturalne, jak np. mówienie drugiej osobie, że się ją kocha. W tym przypadku chciałabym, aby to wyszło od niego. Nie chcę sytuacji, w której zwrócę mu na to uwagę i on mi powie coś, co chcę usłyszeć. Chciałabym, aby sam poczuł potrzebę powiedzenia mi o tym, co czuje, tym bardziej że ja nie przestałam tego robić. Podobnie jest z resztą z kwiatami, które może i nie są podstawowym elementem związku, ale nie oszukujmy się, są miłe. Kobiety zawsze mówią: „Oh, dziękuję, nie musiałeś.”, ale wewnątrz czują, jak robi im się cieplej. Tu istotny jest element zaskoczenia. Dopraszanie się o coś nie sprawia najmniejszej satysfakcji, czy radości, a poruszaliśmy już kiedyś ten temat. Odchodząc trochę od kwestii mojego związku, a bardziej uogólniając, zastanawiam się czasami jak wiele człowiek wynosi z domu i jak duży wpływ ma to na jego późniejsze życie. Ludzie często nie zauważają tego, że popełniają dokładnie te same błędy co rodzice i kiedy ktoś próbuje ich w tym utwierdzić, oni wzbraniają się przed jakąkolwiek możliwością wystąpienia takiego zjawiska. Nawiązując do poprzedniego, nie tylko on zachowuje się w taki sposób, robi dokładnie to samo co jego ojciec, dlatego po części udzielam mu rozgrzeszenia, co nie oznacza, że ja chcę żyć dokładnie tak, jak jego mama. :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
trening1
Jak polubić ćwiczenia?

Dobrze jest ćwiczyć i dobrze jest robić wyłącznie to, co się lubi. No to co z takim fantem, jak się...

Zamknij