MOTYWACJA

Co najgorszego może się wydarzyć?

facet spacer


Okazało się, że pesymiści przez cały czas mieli rację.

Kojarzycie te momenty, kiedy chcielibyście coś zrobić, ale się boicie? Bo nie wyjdzie, bo się nie uda, bo coś pójdzie nie tak? To normalne. Wszyscy to mamy.

Możecie być nie wiem jakimi kozakami, możecie dostać Nobla, Oscara i darmową pizzę, ale to nie zmieni faktu, że nie da się w życiu uniknąć stresu, niepewności i strachu. Po prostu się nie da.

to normalne

Mam piękne, cudowne, tęczowe życie i otaczam się ludźmi, którzy też takie wiodą, ale wszyscy czasem marzymy o tym, żeby świat na chwilę przestał istnieć i dał nam urlop od myślenia. Bywają noce, które składają się ze strachu, a nie ze snu. Są popołudnia, które przynoszą więcej niepewności niż babcia jedzenia na stół. Zdarza się, że ktoś dni wypycha nam stresem. Ale to normalne.

Nawet najbardziej szczęśliwy człowiek na świecie się czegoś boi i czymś stresuje. Nie wierzcie nikomu, kto temu zaprzecza. Ludzie tak już mają i kłócenie się z tym jest jak mówienie, że dwa plus dwa daje pięć.

Ale jakże okropne musi być życie człowieka, który nie umie sobie z tym poradzić i daje się zżerać wszystkim takim emocjom! W tym pojedynku wygrywają pesymiści i to moment, w którym powinniśmy się czegoś od nich nauczyć.

Pesymiści robią jedną bardzo ważną rzecz – zakładają najgorsze. Są na nie gotowi i nie będą specjalnie rozczarowani, gdy cały świat im się zawali.

Dlatego są gdzieś krok przed wszystkimi, bo oni – pesymiści -przynajmniej nie boją się odważnych decyzji. Inni srają w gacie na samą myśl o konsekwencjach i siedzą całe życie w comfort zone, bo przecież jest stabilnie i bezpiecznie. To nic, że ten moment między narodzinami a śmiercią wcale nie pokrywa się z ich wyobrażeniem o życiu, które chcieli mieć. Boją się ryzyka.

Przez to żyją asekuracyjnie, co jest słabe, zważywszy na to, że zaraz umrzemy. Trochę głupio nie korzystać, co?

A to nie tak. W całym tym stresie, niepewności i strachu, trzeba nauczyć się zadawać sobie jedno bardzo ważne pytanie:

co najgorszego może się wydarzyć?

I robić to za każdym razem, kiedy wpada się w jakąś niekomfortową sytuację. Serio, to upiększa życie bardziej niż Photoshop modelki, bo pomaga poradzić sobie z podejmowaniem odważnych decyzji i robieniem wielkich rzeczy.

Zanim zaczniecie się czymś porządnie martwić i przejmować, załóżcie najgorsze i przygotujcie się na tę ewentualność. Wtedy macie pewność, że może być tylko lepiej i nic Was nie zaskoczy.

Nie zdasz na studia? Najwyżej spróbujesz za rok, a ten wykorzystasz na coś fajnego.
Rzucisz pewną pracę? Najwyżej będziesz robić w gorszym miejscu.
Weźmiesz ślub? Najwyżej będzie fatalnie i się rozwiedziesz.
Założysz bloga? Najwyżej nikt nie będzie go czytał.
Wyryjesz sobie bliznę na pół twarzy? Najwyżej będzie się z Ciebie śmiało pół Polski.

Ale jeśli chcesz – ponoś takie ryzyko. Drugiego życia nie dostaniesz.

To powinno być w programie szkolnym zamiast budowy pantofelka. To jest to, czego ludzie potrzebują się nauczyć. To jest sposób na rozwiązanie milionów problemów, z którymi zmaga się każdy z nas. To tak można uspokoić stres, niepewność i strach. To pesymizmem trzeba leczyć świat.

Zakładajcie najgorsze, oswajajcie się z konsekwencjami i zacznijcie żyć naprawdę. Bo co takiego może się wydarzyć?

  • Wyjdziesz za mąż? Najwyżej spędzisz resztę życia z mężczyzną, który Cię nie kocha, bo nie będziesz mogła go zostawić z racji uzależnienia psychicznego, wspólnych dzieci i gorszej sytuacji finansowej.

    Wyryjesz sobie bliznę na pół twarzy? Najwyżej dostaniesz zakażenie i odetną Ci pół twarzy.

    Kupisz sobie jagody na targu? Najwyżej się zatrujesz i umrzesz. Podobnie grzyby.

    Wsiądziesz do samochodu? Najwyżej będziesz mieć wypadek, w którym zginiesz.

    Słowem: czasem lepiej nie wyobrażać sobie najgorszej wersji, tylko właśnie zakładać, że wszystko będzie dobrze.

  • Jest taka książka: jak przestać się martwić i zacząć żyć? Ona właśnie zakłada to, o czym mówisz (być może właśnie na jej podstawie powstał ten wpis). Założenie jest bardzo dobre – że często stresujemy się na zapas, podczas gdy tak naprawdę konsekwencje są nieadekwatne do tego, co sobie wyobrażamy.

    Przykłady, które podajesz do mnie akurat nie przemawiają – bą są sfery, w których przed podjęciem decyzji nie chcę zakładać planu B (mówię konkretnie o ślubie).

    Ale ogólnie założenie, by przyjąć najgorsze konsekwencje, wyluzować i przestać się stresować jest jak najbardziej spoko.

  • Zauważyłem po sobie, że ponoszenie ryzyka zależy od wieku i tego, czy się ma o kogo martwić/troszczyć. Od kiedy mam Dzieciorki ryzykuję jakby mniej, a nawet jeśli, to najpierw solidnie sobie to przekalkuluję.
    W pewnym wieku spontanicznie to się już tylko robi kupę :)

    • Maciej Cąderek

      +1 za porównanie ;D

  • „Zanim zaczniecie się czymś porządnie martwić i przejmować, załóżcie
    najgorsze i przygotujcie się na tę ewentualność. Wtedy macie pewność, że
    może być tylko lepiej i nic Was nie zaskoczy.” – to moim zdaniem pomieszanie ról, takie podejście mają optymiści, bo wiedzą o tym, że są różne ścieżki wyjścia z problemu. Pesymiści trzymają się kurczowo najwygodniejszej, często będącej jedną z najgorszych…

    Przy okazji cytat z jednej z książek, którą ostatnio przeczytałem, bo jak wynika z trwających 9 lat badań na blisko 1000 starszych dorosłych „osoby o wysokim poziomie optymizmu miały o 23% niższe ryzyko śmierci na choroby układu krążenia i o 55% niższe przy innych przyczynach, w porównaniu do pesymistów”

  • Agnieszka Piątkowska

    Zawsze wolę myśleć, że będzie źle, bo przynajmniej mogę być pozytywnie zaskoczona, jeśli będzie dobrze, albo być przygotowana na najgorsze :)

  • Iwona Witos

    Namieszałaś jednak. Wyobrażanie sobie konsekwencji jest ok, bo urealniamy wizje i jest szansa, że potwór pod łóżkiem okaże się tylko śmierdzącą kanapką . Natomiast nie zgadzam się z tym, że pesymiści odważnie podejmują decyzje. Właśnie najczęściej ich nie podejmują ze strachu przed owymi konsekwencjami, bo oprócz tego, że ‚widzą” co może pójść nie tak, to niestety „nie widzą” tego co może się akurat udać. Odważne decyzje podejmują optymiści, a w szczególności wtedy kiedy rozważą konsekwencje i co może pójść nie tak.

    • Cam Ql

      Zgadzam się całkowicie. Co więcej, pesymiści nie podejmują odważnych decyzji, bo zakładają, że ‚przecież i tak się nie uda’, a optymiści podejmują, bo przecież ‚wszystko się uda!’ ;] Najlepiej mają realiści, którzy po przeliczeniu za i przeciw, całkiem nieźle potrafią wykalkulować szanse powodzenia danego założenia [chociaż brakuje im nieco spontaniczności.. znam z doświadczenia..].

    • Mylisz „nauczmy się czegoś (jakiejś jednej konkretnej rzeczy) od pesymistów” z „pesymiści są najlepsi, przestańmy być optymistami/realistami!”.

      • d6632

        „Dlatego są gdzieś krok przed wszystkimi, bo oni – pesymiści
        -przynajmniej nie boją się odważnych decyzji. Inni srają w gacie na samą
        myśl o konsekwencjach i siedzą całe życie w comfort zone, bo przecież
        jest stabilnie i bezpiecznie.” Zgadzam się z Iwoną i myślę, że trochę niesprawiedliwie sugerujesz jej, że się myli/ nie rozumie tekstu, który napisałaś. Jasne, nigdzie nie padło stwierdzenie, że wszyscy mamy być pesymistami, jednak z fragmentu powyżej jednoznacznie wynika, że według Ciebie pesymiści podejmują odważne decyzje w przeciwieństwie do innych (optymistów/ realistów/ niezdecydowanych/ whatever).

  • Moim zdaniem i tak optymizm wygrywa. Przy takim nastawieniu przynajmniej ma się motywację, chce się robić całą masę rzeczy, a pesymiści? „Fuck it, i tak nie wyjdzie”. Najważniejsze to nie popadać w depresję po porażce – a potem już z górki.

  • Z jednym się zgodzę: gdyby człowiek brał pod uwagę fakt, że długo tej życiowej ławy nie zagrzeje to może śmielej podchodziłby do tego życia, nie bał się sięgnąć po swoje. Zakładanie najgorszego nie jest konieczne, to nie motywuje, a my ludzie jak nic potrzebujemy motywacji. Biorąc pod uwagę najgorszy wariant trzeba wierzyć w ten najlepszy i działać, bo w końcu co mamy do stracenia? :)

    • No jasne, że działać. Ale wiesz, to przydatne. Wtedy wiesz, że jesteś gotowa na wszystko.

  • Brzeska

    ryzyko trzeba podejmować, bo ono nas napędza – snujemy jakieś plany, marzenia i zaczynamy kombinować jak do tego dojść. Ale czy pesymiści są tu przodownikami to wątpię mocno. Oni zakładają zawsze najgorsze, twierdzą że po co próbować skoro i tak się to wszystko rozpieprzy. Więc suma summarum nie podejmują go wcale, bo i po co, skoro i tak się nie uda? To oni tkwią w comfort zone

    • Ty też:
      Mylisz „nauczmy się czegoś (jakiejś jednej konkretnej rzeczy) od pesymistów” z „pesymiści są najlepsi, przestańmy być optymistami/realistami!”.

      • Brzeska

        Ale ja nie uważałam, że napisałaś że oni są super

  • AJD

    Stosuję tę taktykę od dawna, szczególnie przy egzaminach czy jeszcze przed studiami, przy sprawdzianach. Zakładam najgorsze, bo wolę się pozytywnie zaskoczyć, niż rozczarować.

    • Ja sobie powiedziałam „ale w sumie co może się najgorszego stać, jak sobie wezmę i rzucę studia?”. I rzuciłam. Nie stało się najgorsze (pst, stało się najlepsze), ale na nie też byłam gotowa. :)

  • Hania Lewandowska

    Dopiero się tego uczę, ale idzie mi coraz lepiej :)

  • Nazywam to na blogu poszerzeniem pola świadomości. Jeżeli dopuszczamy więcej wariantów rozwiązania danej sytuacji, to spokojniej do niej podchodzimy.

  • Jeśli nic nie masz, to nie masz nic do stracenia. Przewidywanie najgorszej konsekwencji może łagodzić stres przed sytacjami typu egzamin, rozmowa o pracę itp. czyli raczej drobnymi w perpektywie całego życia. Natomiast jeżeli stanie się przed poważną sytuacją życiową typu: jeżeli nie dam rady to stracę dorobek 10 czy 20 lat a moje dzieci wylądują na bruku, wtedy myślenie o najgorszym scenariuszu jedynie będzie potegowało stres.

    • To nie ma być myślenie tylko o najgorszym scenariuszu, ale mówienie sobie – najgorsze, co może teraz mi się zdarzyć, to że wyleją mnie z roboty, bo nie będę mieć kasy na utrzymanie rodziny. Co wtedy zrobię? Będę szukać nowej.
      Chodzi o szukanie rozwiązań.

  • Pingback: 10 rozkmin na niedzielę - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
kobieta kluczz
Court: rozmowa rekrutacyjna

Praktycznie każdy to kiedyś przechodzi. I praktycznie każdy napotyka na takiej rozmowie pewne problemy. Albo je tworzy.

Zamknij