NA SZYBKO

Dwadzieścia cztery godziny w Wilnie

20150519_105548


Jak wiele da się zaobserwować w ciągu doby w litewskiej stolicy? Ile zobaczyć? To tylko czy aż doba? Sprawdziłam sama.

Dwa dni temu napisałam Wam o spontaniczności. Wtedy stwierdziłam, że chcę gdzieś wyjechać, nawet na chwilę, zupełnie sama (zobacz: Bycie samemu jest super).

Lubię miasta. Lubię ich życie, lubię podglądać codzienność innych ludzi. Wilno to niewielka stolica, ma trochę ponad pół miliona mieszkańców, ale byłam tam na wymianie street artowej cztery lata temu i kojarzę, że mi się podobało. W ogóle mam bardzo dobrą pamięć do miejsc, Paryż znałam już po pierwszym wypadzie, a za każdym razem jak tam jadę, czuję się jakbym wracała do domu.

20150519_105439

dlaczego 24 godziny?

Z jednej strony miałam zobowiązania w Warszawie i nie było czasu na dłuższy wypad. Z drugiej – tyle mi wystarczyło. Nie chciałam zwiedzać muzeów i czytać przewodników tylko wyrwać się i poczuć klimat innego fajnego miasta. Udało się. Przyjechałam do Wilna o północy, wyjechałam o północy. Byłam tam dokładnie dwadzieścia cztery godziny i to był bardzo fajny czas.

Mam wrażenie, że jeśli ogląda się dane miasto tylko w dzień, to trochę jakby czytać co drugą stronę książki. Niby wiesz o co chodzi, ale wiele Cię omija. Dlatego postanowiłam dać tej stolicy dokładnie całą dobę na przekonanie mnie do siebie.

Noc

Jak mówiłam Wam na Snapchacie, totalnie mnie to zdziwiło. O północy w centrum nie było nikogo. Żadnych klubów, żadnych pubów otwartych całą noc, żadnych pijalni wódki, imprez, nic. Cisza. Nawet światła się w oknach nie świeciły, oni chyba faktycznie chodzą spać po dobranocce. Wykorzystałam ten czas i obeszłam kilka dzielnic. Burżujską, biedną, stare miasto i centrum, które w zasadzie jest po prostu bardziej ruchliwą częścią starówki.

Starówkowe centrum.

20150519_133227

Rano

Nagle, chwilę przed szóstą, jakby ktoś włączył miasto. Ludzie tłumnie wyszli na ulicę, spiesząc się do pracy. Znaczna większość mieszkańców wpadała do jakiejkolwiek kawiarni, chwytali kubek w rękę i szli z nim przez miasto. Serio, wszyscy z kubkami w łapach. Kawiarni jest pełno i najczęściej są małe, bo prawie nikt nie pije na miejscu. Zresztą zobaczcie jak wygląda ich największa sieciówka przy głównej ulicy, tam usiadłam na materacu na parapecie i pracowałam, co było takie nielitewskie. I zerknijcie na menu, mnie kapucinas niezmiennie bawi.

KAWIARNIA

Poza tym odniosłam wrażenie, że panuje tam lans na Francję. Pełno francuskich restauracji, bibliotek i banery o tym, jak bardzo francusko jest w tym sklepie. I croissanty, wszędzie croissanty. Minęłam mnóstwo kawiarenek z jednym rzędem krzeseł ustawionych przodem do ulicy, by móc sobie bezkarnie obczajać wszystkich przechodniów.

20150519_101515

moda

Nie wiem, czy był ostatnio jakiś litewski Fashion Week, ale większość ludzi, których mijałam na ulicy, było super ubranych. Serio, świetne stylówki! Gdyby ktoś tam prowadził fanpage Faszyn from raszyn, to nie znalazłby za dużo kontentu na ulicy. Tak mi się to podobało, że znalazłam przyjemne miejsce przy ruchliwym deptaku, siedziałam i oglądałam przechodniów przez dwie godziny. Generalnie pozytywni ludzie z fajnym poczuciem stylu i kawą w łapie, najs!

czysto

Okej, to było fajne. Zero latających papierków, zero wysypujących się śmieci, zero syfu. Nawet palacze donosili pety do koszy i nie rzucali nimi po drodze! No, tego byśmy się mogli nauczyć od Litwinów.

Powiedzmy sobie szczerze – Polacy są słabymi kierowcami. Przydałaby nam się nauka kultury jazdy i jakieś osiem ton ogarniętości za kółkiem. Mimo to, przy kierowcach z Wilna jesteśmy kurwa mistrzami. Zero zasad, zero konsekwencji, zero bezpieczeństwa. Jak będziecie tam jechać, zabierzcie ze sobą oczy dookoła głowy, inaczej nie wrócicie żywi.

20150519_105649

W bezpośrednich kontaktach jednak Litwini są bardzo mili, przyjemni i w ogóle tęcza. Nikt nie chciał dać mi wpierdol za spytanie o drogę albo o przetłumaczenie dziwnych wyrazów, które się w ich śmiesznym języku wszystkie kończą na „as”. W Macu był jogurtas, a w restauracji menu dietas. Jak dla mnie – mistrzostwo. Tzn., mistrzostwas.

Typ z krzyżem i buk z prawej (tam w niebie).

20150519_102330

I miejsce, w którym łączy się centrum z burżuazją, a poza tym pełno tu kolesi z deskorolkami i przenośnymi radiami.

20150519_102104

I to wszystko w zaledwie dwadzieścia cztery godziny. Fajnie, co?

Wilno, lubię Cię.

  • Ula Trepczynska

    A więc Wilno? Super miejsce, swoją drogą jeszcze z 70 lat temu była tam Polska, ciekawi mnie czy w związku z tym znalazłaś jakieś „nasze” akcenty? Ja właściwie na wschód nigdy się nie udawałam a chyba powinnam. Szczególnie zobaczyć to Wilno! A 24 godziny no serio Extra pomysł moim zdaniem, taki trochę niestandardowy a jednak ciekawy… A spałaś tam chociaż?;)

    • W podróży, a całą noc łaziłam dookoła miasta. :)
      A nasze… na przykład:

      • Ula Trepczynska

        Ooo… Supcio! Dzięki;)

  • AJD

    Wow, to musi być świetne uczucie. Niby tylko 24h ale aż 24h :O I właściwie, może takie zwiedzanie bez przewodników, muzeów i obowiązkowych miejsc na trasie jest czasami o wiele lepsze?

    • Ja tak wolę często. :) To znaczy zależy od miasta etc., ale nie bawi mnie zwiedzanie dla zwiedzania, wolę posiedzieć i popatrzeć na zachowania ludzi z innej kultury etc.

  • Rewelka! 24h wykorzystane jak należy :) ( choć pewnie ja zasnęłabym w drugiej połowie dnia – twardzielka z Ciebie!)

  • Zupełnie nowy sposób zwiedzania jak dla mnie, ale podoba mi się! Spojrzałaś na sprawę z zupełnie innej perspektywy. Nocą na pewno można sobie wszystko fajnie obejrzeć, skoro nie ma ludzi, a w dzień na nich popatrzeć. Poczucie klimatu miasta murowane :D

  • Genialny pomysł miałaś z tym Wilnem! Ostatnio przeczytałam 2 relacje z wyjazdu tam i już strasznie mnie kusiło, żeby tam pojechać, a tutaj do tego Twój wpis ( i relacja na snapie :D) zachęca jeszcze bardziej! Chyba czas zacząć zbierać fundusze na wyjazd :D

    • No właśnie tu też plus – Wilno jest tanie, więc taki wypad na dwa dni zbytnio nie boli w portfel. :)

  • A spałaś choć trochę, czy tak 24h na pełnych obrotach?

    • Podróż w dwie strony przespałam, mi wystarczyło. Ja w tym trybie dość często funkcjonuję, więc no prob. Nawet znalazłam hotel, w którym przez chwilę chciałam się zatrzymać, ale stwierdziłam, że nie chcę marnować czasu na spanie. :)

      • To Ty jesteś twardsza, niż TomiLiDżons w „Sciganym” :)

  • Mnie Wilno nie porwało wcale, ale bawiły mnie wszystkie ziemniaczane potrawy ;)

  • Hania Lewandowska

    Świetna przygoda :) aż mam ochotę się gdzieś wybrać (np. do Wilna) teraz po maturach mam dłuugie wakacje i muszę jakoś wykorzystać ;)

  • Wilno już mi chodzi po głowie od dłuższego czasu, ale połączenia z Wrocławia trwają trochę dłużej niż z Warszawy. Chyba opatentuję jakąś teleportację. :)

  • SYongNeul

    Super, chciałabym tak podróżować :) To musi być naprawdę fajne, móc zobaczyć tylu ludzi, ich zwyczaje, to, jak się zachowują, itd :)

  • Dominika Łach

    Kurcze, nie zgadłam :D Ale świetna sprawa taki wypad :) I dlatego, że Wilno (kiedyś tam pojadę, to na pewno) i dlatego, że na spontanie. Chociaż jeżeli chodzi o mnie, to wolałabym chociażby dwa dni – doba to jakoś tak krótko :)

  • Martyna Banaś

    Kolejny świetny wpis, Hania :) Coraz bardziej lubię Twojego bloga! Pozdrawiam serdecznie z Oslo :)

  • Wanda Pawłowska

    fajnie, że na blogu umieszczasz również posty o podróżach :)
    mam pytanie (zastanawiałam się czy napisać email, ale tak chyba będzie szybciej)
    co sądzisz o samym pomyśle prowadzenia bloga podróżniczo/fotograficznego? bo w ciągu kilku najbliższych miesięcy uda mi się prawdopodobnie odwiedzić kilka ciekawych miejsc, jednak nie wiem, czy w Polsce jest w ogóle zapotrzebowanie na takie blogi. może powinnam go prowadzić po angielsku? co o tym sądzisz???

  • Tym wpisem tak fajnie mi przypomniałaś mój wypad do Wilna sprzed roku, wróciły świetne wspomnienia :).

  • Dopiero po tych zdjęciach widzę, że to nie Praga. Serio, zrobiłaś mi wodę z mózgu! Patrząc na snapy myślałam sobie: „O była na tej górce”, „Pamiętam ten widok”, „Kojarzę tego maka na głównej ulicy, to tam ubrudziłam się lodem” :D
    No a cóż powiedzieć, w Wilnie nigdy nie byłam ;)

    • Hahah, ale ludzie sobie umieją dostosować rzeczywistość. :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
pisze na snapa
Poznaliśmy się na Snapchacie

To bardzo wyjątkowa aplikacja jeśli chodzi o bezpośrednią komunikację. Dlaczego rozmawiamy na Snapchacie, a nie Facebooku czy Twitterze? Już mówię.

Zamknij