LUDZIE

Wierzysz, bo boisz się ryzyka?

facet nauka praca


W pewnym momencie ostrożność robi się tak głupio urocza. Albo po prostu głupia.

Codziennie w setkach gazet przedrukowywane są horoskopy. Zabobony wciąż są powtarzane z pokolenia na pokolenie. W kościołach tłumy. Po Internecie nadal latają łańcuszki i mają się bardzo dobrze.

Swoją drogą – nadal nie mogę uwierzyć, że ludzie boją się, że jeśli nie wkleją czegoś w ciągu piętnastu minut do dziesięciu komentarzy, to ich rodzice umrą. Serio, niesamowita sprawa.

na wszelki wypadek

Uśmiechamy się z politowaniem, ale jak babcia kazała ubrać coś czerwonego na maturę, to jednak dla świętego spokoju się włożyło, co? Na rogu stołu raczej nie siadamy, a jak ktoś rzuci złą przepowiednią, oczywiście szybko to odpuka. Tak na wszelki wypadek, bo gdyby jednak…

Sami się z tego śmiejemy, bo przecież jest coś absurdalnie głupiego w myśleniu, że zajmowanie odpowiedniego miejsca przy stole zadecyduje o tym, czy weźmiemy ślub albo w tym, że pożyczony długopis świadczy o zdanej maturze.

Nie wierzymy w to do końca, uznajemy wszystkie te sprawy za mocno naciągane i trochę żałosne.

Ale jednak…

Ale jesteśmy ostrożni. W naszym społeczeństwie uczy się chuchania na zimne, sprawdzania gruntu i niekuszenia losu. Kalkulujemy co się opłaca i jak możemy zminimalizować ewentualne straty.

Kojarzycie zakład Pascala? Mówił o tym, że opłaca się wierzyć w Boga, bo jeśli nie istnieje, to nic wielkiego nie tracimy, a jeżeli jednak jest, to możemy zyskać życie wieczne wśród jednorożców na wygodnej chmurce.

rachunki

To wszystko prosta matematyka i obliczanie opłacalności. Niwelowanie możliwych strat i strach przed ryzykiem są wpisane w nasze życia. Tylko zastanówmy się, czy to wystarczająco dobre wytłumaczenie dla porzucania całej logiki?

Wierzycie w coś naprawdę, czy po prostu wyliczyliście, że tak się opłaca?

  • No patrz, a ja z tych zabobonów nic. Ciagle sie wkurzam, jak mi zwracają uwagę ze kładę torebkena ziemi, nie miałam na maturę nic czerwonego ani pożyczonego i generalnie nie interesuje sie przesądami. Dziwią mnie chrześcijanie, którzy są bardzo przesądni.
    a co do religii, to w moim wypadku to nie jest kwestia wyboru. Po prostu wierze.

  • Agnieszka Piątkowska

    Ani w bóstwa ani w zabobony nie wierzę. Śmiało przechodzę pod drabiną, rozbiłam około 10 luster, więc do śmierci powinnam żyć w nieszczęściu, często siadam na rogu stołu (z przekory, bo tak jak Ty, Haniu, tak i ja mam w poważaniu małżeństwo :P przynajmniej póki co), na maturę włożyłam coś czerwonego, owszem, ale to po prostu mój ulubiony kolor, nie wierzyłam w nic więcej poza własnym mózgiem. Co do odpukiwania w niemalowane – „złe przepowiednie” odpukuję w najbliższą nieumalowaną osobę w towarzystwie, bo przecież odpukuje się w niemalowane :D
    Torebka też wiecznie leży na podłodze, ale portfela w niej nie noszę :P

    • Torebka na podłodze się brudzi i obciera, czasem też powoduje potykanie – taki zabobon słyszałam, nie wiem, czy w to wierzyć…

      • Agnieszka Piątkowska

        Pokonałam to – mam czystą podłogę i kładę ją w miejscu, gdzie nie chodzę, więc nie ma ryzyka potknięcia :D

  • Hania N

    Z tym czerwonym kolorem to jednak jest tak, że nawet gacie założone w kolorze czerwonym dodają nam pewności siebie, chociaż nikt ich nie widzi, tylko my wiemy, że mamy więc może się opłacać :)

    • Ale czym się różnią od niebieskich?

      • Hania N

        Kolorem :)

  • Ja nie przestrzegałam maturalnych zabobonów, a i tak zdałam na piątkach, ale możliwe, że wyjątek potwierdza regułę.

    • dobrymjud

      I see what you did there!

    • Czuję się bardzo młoda gdy ktoś mówi „zdałam maturę na piątkach”.

  • moim zdaniem sam fakt, że w coś wierzymy może sporo dawać. i nie ważne czy wierzymy z wiary czy ze strachu lub ostrożności.

    • Maciej Cąderek

      Tak, Twój stan psychiczny wpływa na Twoje życie – z tym nikt nie dyskutuje.

  • Chyba nie ma takiego przesądu, w który wierzę naprawdę. Wszystko traktuję bardziej w formie zabawy niż z faktyczną obawą o moje dalsze życie. :)

  • „To wszystko prosta matematyka i obliczanie opłacalności. Niwelowanie
    możliwych strat i strach przed ryzykiem są wpisane w nasze życia. Tylko
    zastanówmy się, czy to wystarczająco dobre wytłumaczenie dla porzucania
    całej logiki?”

    Tego fragmentu nie czaję. Jak matematyka, prawdopodobieństwo i opłacalność – to jakie to porzucanie logiki? Jeśli przypisujemy minimalne prawdopodobieństwo prawdziwości zabobonów, a one wymagają od nas jeszcze mniejszego wysiłku (jak np. niesiadanie na rogu stołu) – to logiczne jest właśnie postępowanie zgodne z zabobonami. Czy czegoś nie zrozumiałam?

    • Chodzi mi o to, że nie wierząc w zabobony obliczamy opłacalność – „lepiej przestrzegać niż nie”, ale przy tym myślimy „damn, przecież to jest totalnie nielogiczne, żeby nasze miejsce przy stole wpływało na nasz stan cywilny, co za głupota”.
      Może faktycznie napisałam trochę zawile. :)

    • Maciej Cąderek

      Porzucanie logiki jest wtedy, gdy opierasz się na potocznym pojęciu prawdopodobieństwa mającym z tym matematycznym niewiele wspólnego. Mogę sobie powiedzieć, że szanse są fifty-fifty i na tym opierać postępowanie, tyle że dla zdarzeń niemierzalnych nie da się określić matematycznego prawdopodobieństwa. Więc tak – opieranie wniosków na intuicyjnie przyjętych założeniach z logiką ma niewiele wspólnego. Podobnie można sobie sumować wartość dwóch żabek i trzech biedronek i porównywać z wartością jednej żabki i siedmiu biedronek, ale matematyka to to nie jest. Hania trochę skopała ten fragment, ale wniosek jak najbardziej słuszny.

      • Najważniejsze, że wiesz o co chodzi. Mogłam napisać nie do końca zrozumiale :)

        • Maciej Cąderek

          No wiem, bo wiedziałem zanim napisałaś ten tekst ;) A jak widzi to osoba, która się nad tym wcześniej nie zastanawiała to nie mam pojęcia.

      • No to sorry, my z Pascalem mamy z matematyką trochę na bakier.

        • Maciej Cąderek

          Nic nie szkodzi, każdy może się pomylić, nawet Ty i Pascal, co nie umniejsza wartości Waszych pozostałych tekstów.

          • Macieju, ale wiesz generalnie, że prócz obiektywnie wyliczanego prawdopodobieństwa jest też prawdopodobieństwo subiektywne, aprioryczne, przypisywane faktom na podstawie wiedzy jednostki dokonującej obliczeń, prawda? I że wśród metod ustalania twierdzeń wchodzących w zakres tej wiedzy prócz dedukcji – mamy też indukcję i abdukcję?

            Wreszcie: to, że moich przesłanek nie przyjąłby nawet żaden inny człowiek prócz mnie, nie oznacza, że przypisywane przeze mnie na ich podstawie prawdopodobieństwo nie ma nic wspólnego z logiką.

          • Maciej Cąderek

            Tak, ale chodzi właśnie o to, żeby przyjrzeć się sensowności własnych przesłanek.

          • Rozumowanie logiczne jest ślepe na prawdę materialną. Więc nie, nie chodzi o przyjrzenie się sensowności własnych przesłanek, kiedy mówimy przypisywaniu niezerowego prawdopodobieństwa danej tezie na podstawie jakichś przesłanek, których obiektywne prawdopodobieństwo jest nawet zerowe.

            Zaczynam się czuć jak na tym obrazku „ktoś nie ma racji w Internecie” – kwestia prawdopodobieństwa i jego interpretacji jest szeroka i głęboka jak ocean i obecna dyskusja może zmierzać wyłącznie w kierunku czystego bezsensu. A ponieważ jako kobieta nie zostałam poddana procesowi socjalizacji ukierunkowanej na „możliwie szybko zmiażdż przeciwnika”, więc jeśli tylko zechcesz – pozwolę Ci mieć ostatnie słowo, a sama w tym miejscu milknę.

          • Maciej Cąderek

            Ok, przyznaje – zatkało mnie – chowam się do szufladki, którą mi przydzieliłaś.

Przeczytaj poprzedni wpis:
odleglosc morze kobieta milosc
Nie masz dystansu

Są tacy ludzie, których należy wypieprzyć ze swojego życia i trzymać daleko, daleko od tej części mózgu odpowiadającej za zmartwienia.

Zamknij