LUDZIE RELACJE WYOBRAŹNIA

Tracenie ludzi to etap dorastania

llisty


Związki się rozpadają, przyjaciele nas porzucają, a po dobrych znajomych zostaje nam tylko folder ze zdjęciami. I dobrze.

Kiedy dorastasz, wydłużają Ci się nogi, zrasta czaszka, blokują stawy i tracisz swoich ludzi. To jeden z naturalnych etapów, nie da się go obejść i dopóki tego nie zrozumiesz, będziesz się frustrować.

Możemy mieć tłum znajomych, ale przywiązujemy się do kilku najważniejszych. Bardziej niż setki kolegów potrzebujemy tej garstki przyjaciół, dla których bez zastanowienia skoczymy w ogień.

Wielu z nas, mimo pełnego folderu z kontaktami, spotyka się z trzema najbliższymi i nie ma w tym nic dziwnego. Ale hej, to nie będzie stała trójka. Te same składy po jakimś czasie przestają działać, dokładnie jak na boisku. Już Wam tłumaczę dlaczego.

Na przestrzeni lat dzieją się z nami ciekawe rzeczy. Jesteśmy częściami różnych grup, wchodzimy w różne środowiska i dochodzimy do różnych wniosków. Ludzie się nie zmieniają, ale dorastają.

Wszystko jest niby okej, a nagle okazuje się, że są tacy, którzy budzą się obok kogoś, kto przestał im pasować. Całkiem dobrze się wiedzie, a za chwilę najlepszy przyjaciel robi im pod górkę. Dlaczego?

Po prostu ludzie czasem przegapiają moment, w którym ich życia rozjeżdżają się w dwie strony.

Jeśli nie możecie teraz zrozumieć, dlaczego kiedyś trzymaliście się z tą, chodziliście z tamtym, a imprezowaliście z tamtymi – pomyślcie, że jakiś czas temu oni po prostu pasowali do Waszego życia. To, że teraz ich nie ma, że nasz skład się zmienił, jest zupełnie normalne. To płynna rotacja, zawsze tak było i będzie.

Jeśli właśnie cierpicie, bo zawiedliście się na kimś ważnym – nie zapominajcie, że to naturalny etap życia. Statystycznie rzecz biorąc to musiało się kiedyś stać. Statystyka pokazuje, że nic nie jest na zawsze, że tracenie bliskich to etap dorastania.

Ludzie nie są trwali.
Jeśli będziesz o tym pamiętać, wszystko będzie dobrze.

  • Przywiązywanie się do ludzi jest bez sensu. Już lepiej jest przywiązywać się do przedmiotów – one są z natury bardziej stałe.

    • Pfff, maksyma godna wypisania helveticą i na fejsika.

    • Heloł, związek to niekoniecznie przywiązanie a przywiązanie to niekoniecznie związek.
      Kurde, tylko jak coś przywiążemy to jest związane… Przemyślę to jeszcze :)

  • Peter Bunk

    straszne to jest, czas zamiast nas bardziej laczyc, odzela nas na s

  • Hania Lewandowska

    Miałam w podstawówce przyjaciółkę, potem przestałyśmy rozmawiać, bawić się razem na przerwach. Potem przez całe liceum znów trzymałyśmy się razem. Teraz znów będziemy osobno, bo zamierzamy iść na zupełnie różne uczelnie. Pełno miałam takich sytuacji , które opisałaś, ale po jakimś czasie zbierałam się w garść :) i tak powinno być. Gdyby otaczali nas wciąż ci sami ludzie przez całe życie, byłoby nudno.

  • Fajnie, że jestem niestatystyczna. W tym samym trzyosobowym składzie spotykamy się nadal na tym samym osiedlowym boisku tak, jak 20 lat temu. Tylko czasem trzeba zejść z huśtawki, bo któreś z dzieci mówi; mama, teraz już ja się bujam.

    • TomaszSzkudlarek

      Bo to nie ma nic wspólnego ze statystyką. Związek to nie mebel, który po pewnym czasie nie pasuje do stylu mieszkania. O każdy związek trzeba dbać i go pielęgnować, w przeciwnym razie staje się on wcześniej czy później historią. No chyba, że chcemy całe życie pozostać pustakami, które jedyne co lubią, to otaczać się ładnymi przedmiotami.

      • Ładne przedmioty też lubię, żeby nie było :)

        • TomaszSzkudlarek

          Też lubię, ale ładny przedmiot kupuje się w sklepie, związki buduje się całe życie.

          • Jakoś same się zbudowały, nawet nie zauważyłam kiedy.

          • TomaszSzkudlarek

            Jak to mawiała babcia mojego kumpla – samo to się nawet nie zagrzmi, bo się muszą dwie chmury potrzeć:)

    • Woah, to super! :) Ja jeszcze nie wiem, za 20 lat Ci powiem, czy jestem niestatystyczna, ale brzmi super. :)

  • Iza

    Prawdziwa, ale mimo wszystko trochę smutna prawda…

  • Coś w tym jest. Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego nie utrzymuję kontaktu ze znajomymi sprzed założenia bloga. I doszłam do wniosku, że gdzieś w trakcie nasze drogi się rozminęły. Ja oczekiwałam od życia czegoś więcej, a ta druga osoba nie potrafiła tego pojąć. Przykre to.

  • Mam dwie znajome, jedną od 12 lat, drugą od 5. Z oboma miałam „ciche tygodnie” potrafiłyśmy nie rozmawiać ze sobą po kilka miesięcy, albostrasnzie ograniczał nam się kontakt- a potem znów do siebie wracałyśmy. I mam nadzieję, że tak bedzie zawsze.

    • Najlepsi znajomi to tacy, z którymi możesz nie gadać pół roku, a potem się zdzwaniacie i opowiadacie sobie wszystko tak, jakby minął jeden dzień. :)

      • Ala

        Moja koleżanka też tak kiedyś mówiła. Nie gadałyśmy, spotkałyśmy się no i cóż, to już nie było to samo. Od tamtego spotkania w ogóle się nie widujemy. Coś nie wyszło.

  • Czy to znowu taka smutna prawda? Normalna rzecz, po co mieć koło siebie ludzi na siłę. To nigdy nie kończy się dobrze. Fajnie jest utrzymać kontakt, napisać do siebie od czasu do czasu.
    Z koleżeństwem jest trochę jak ze związkami: poznajecie się, spędzacie ze sobą czas i dopiero potem okazuje się, czy idziecie dalej razem, czy jednak lepiej będzie się rozejść w pokoju.

    • Dokładnie tak. Z tym że jest trochę ludzi, którzy nie mogą się z tym pogodzić, a to nigdy niczym dobrym nie skutkuje.

  • Właśnie skończyłam liceum (tzn – wczoraj) i smutne jest to, o czym piszesz. Ale prawdziwe. Niestety. Pewne rzeczy i pewne znajomości się kończą bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy, żeby trwały nadal.

    • Tak jest, ale znajomych z liceum to wielu ludzi ma jeszcze lata później. :)

      • Na pewno nie wtedy, gdy uczyło się w innym mieście, niż się mieszkało, a na studia idzie się na kolejny koniec Polski :)

  • Nie odniosę się do tego posta ale ogólnie do bloga. Po przeczytaniu kilkudziesięciu postów stwierdzam, że jesteś Kominkiem nowego pokolenia.

    • Ja nie wiem czy Wy wiecie, ale takie porównania jak na YouTube „jesteś trochę jak Dem/Gonciarz/zdupy/ktokolwiek” mówią dokładnie nic.

  • Tracenie ludzi to tak naprawdę wymienianie ludzi, szczególnie jeżeli idziemy do przodu. Otoczenie, które zostało w miejscu szybko przestaje już być naszym najbliższym gronem.

    Jeżeli nasze otoczenie się zmienia to pierwsza oznaka tego, że się rozwijamy :)

  • Był czas kiedy ta świadomość „ciągnięcia do przodu wraz ze wszystkim skutkami ubocznymi” bardzo mi przeszkadzała. Bo przyjaciele. Bo wspólne wspomnienia. Bo czas.

    Dziś jestem mądrzejsza. Nie przejmuje mnie to co mija w sposób nieunikniony. Dziś ludzie raz są, raz ich nie ma. A często są, gdy sami mają dobry interes. Więc może to i lepiej, że są przez zaledwie moment. Po nich przychodzą inni. A potem kolejni. Każdy z nich kształtuje nas w inny sposób. A my wyciągamy (lub nie) odpowiednie wnioski. Na przyszłość.

    • Nie popadajmy też w skrajności w stylu „na nikim nie będę polegać, z nikim się wiązać, bo oni i tak odejdą”, to chore. Ale jeśli coś mija – dajmy mu minąć.

  • Martyna Rojek

    Trochę mi się zawsze takie podejście kojarzyło z pójściem na łatwiznę. No rozeszliśmy się, tak bywa, no i co z tego, trudno. A czasami to wielka szkoda, bo z kimś przebywało ci się najlepiej na świecie, ale jednemu z was albo obojgu nie chciało się nic zrobić, żeby to zatrzymać. To taka druga strona medalu, czasami wystarczy po prostu trochę o coś zadbać a nie odpuszczać.

    • Tylko wiesz, ja nie mówię, że o żadne związki czy przyjaźnie nie mamy się starać, bo i tak się rozpadną. Nie-e. Chodzi o to, że jeśli czujemy, że coś już nie ma sensu, to najwyraźniej czas się z tym pogodzić i iść dalej. Po prostu.

      • Martyna Rojek

        Z tym masz rację.To chyba taka moja przypadłość, zawsze mi było strasznie żal, jak coś się rozchodziło.

  • To naturalna kolej rzeczy, teraz gdy jestem starsza łatwiej mi się z tym pogodzić, ale gdy byłam nieco młodsza trudnym było dla mnie takie rozchodzenie się dróg.

  • Maciek

    I pomyśleć, że parę dni temu doszedłem do podobnych wniosków a dziś czytam wpis, który podsumowuje moje myśli. To prawda, że im wcześniej damy sobie z sprawę z znajomości, które przemijają tym łatwiej jest nam się rozwijać.

    Najgorszy wybór to tkwić w tym samym środowisku pomimo chęci czegoś więcej.

  • A czasami gdy się pogodzisz z czyimś odejściem i zaakceptujesz, że już nic nie będzie takie samo, okazuje sie, że ta osoba wraca.

  • Ostatnio doszłam do podobnych wniosków :) Stwierdziłam, że dzieje się u mnie tak wiele, że kilka osób mniej dobrze mi zrobi dla mojej organizacji życia rodzinnego. I fantastycznie się z tym czuję. Egoistyczne, ale ważne są w tym momencie moje plusy i święty spokój :)

  • Ja bym to ugryzła inaczej, że to tęsknota świadczy o dorastaniu, dorosłości. W dzieciństwie co wakacje miało się innych przyjaciół, raz do roku zmieniało partnera w ławce. Wszyscy rozwijaliśmy się tak szybko, że nieomal zapominaliśmy, że coś, gdzieś, nas kiedyś łączyło. W wieku 15 lat nie zastanawiałam się gdzie jest i co robi tamta, czy ten kumpel sprzed dwóch lat. A od przekroczenia dwudziestki wygląda to już inaczej, bo też inne rzeczy między nami były i niektórych ważnych kiedyś dla mnie ludzi chciałabym po prostu w swoim życiu z powrotem.

  • Pingback: Ach ci głupi samobójcy! - hania.es()

  • Pingback: Jak popełniać błędy? - hania.es()

  • Pingback: Czemu się nie odzywasz?! - hania.es()

  • Pingback: Najbardziej potrzebujemy kontrastów - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
pole zboze
Odpuść

Perfekcjonizm potrafi być zabójczy. Ale wiecie, świat się nie zawali, jak czasem odpuścicie.

Zamknij