ZDROWIE

O co chodzi z tabletką „po”?

tabletka_po_zdj


Ze zdziwieniem przyglądałam się, jak wiele szumu, dyskusji i nieporozumień może wywołać jedna pigułka. O co więc tak w zasadzie chodzi i skąd te kontrowersje?

Na szczęście żyjemy w czasach, kiedy nie musimy rezygnować z seksu, jeśli nie chcemy przy okazji zostać rodzicami – czy to dlatego, że jesteśmy za młodzi, niegotowi psychicznie lub finansowo, żądni wyjazdów do Tokio we dwójkę albo zwyczajnie nie wyobrażamy sobie siebie w tej roli.

To już nie średniowiecze, mamy wybór i możliwości – bo jest antykoncepcja.

Niestety, pamiętajmy, że ta może zawieść lub w całym tym amoku pożądania i spadających ubrań, zdarzy nam się seks bez zabezpieczenia. To wciąż nie koniec świata i jeszcze nie czas na kupowanie śpioszków dla tych, którzy aktualnie dzieci mieć nie chcą – bo tu z pomocą przychodzi antykoncepcja awaryjna, czyli tabletka „po”.

BEZ RECEPTY

Na pewno kojarzycie szum, jaki zrobił się wokół tego tematu niedawno, gdy wprowadzono pigułki do aptek jako środek dostępny bez recepty. Toczyły się długie dyskusje i rozmowy, ale co tak naprawdę się zmieniło?

Ano tylko tyle, że w sytuacjach podbramkowych jest nam łatwiej, bo nie musimy latać po ginekologach (czy nawet internistach lub weterynarzach), którzy wciąż mogą nas przecież zaskoczyć swoimi przekonaniami, powołać się na klauzulę sumienia (na szczęście farmaceuci nie mają tego prawa) i nie wypisać recepty na taką tabletkę.

IMG_1861

TO NIE LANDRYNKI

Owszem, pigułki „po” dostępne bez recepty zawierają niemałą dawkę hormonów. Jest ona bezpieczna, jednak na tyle duża, aby opóźnić owulację, więc nie są środkami, które można łykać jak cukierki. Ale dlatego nazywają się antykoncepcją – uwaga – awaryjną.

Największym nieporozumieniem jest jednak mylne nazywanie tabletek „po” środkami wczesnoporonnymi i porównywanie takiej antykoncepcji do aborcji.

JAK DZIAŁA TABLETKA „PO”?

Jeśli nie doszło jeszcze do owulacji, pigułki opóźniają ten proces o pięć dni, czym znacznie zmniejszają szanse na zapłodnienie. Jednak w sytuacji, gdy już do niej doszło, tabletki dostępne bez recepty nie wykazują działania. Żadnego.

I tu mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego tak ważny jest czas przyjęcia antykoncepcji awaryjnej – po prostu jeżeli komórka jajowa się zagnieździ, będzie już na to zwyczajnie za późno.

Czyli taka metoda antykoncepcji nie ma nic wspólnego z aborcją, która jest właśnie przerywaniem ciąży.

SKĄD TE KONTROWERSJE?

Próbowałam sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo bardzo dobrze pamiętam, jaki szum wywołało wprowadzenie ich do aptek jako dostępne bez recepty. Przyglądałam się też aferom, nagłówkom i komentarzom, które zalewały media.

Przeciwnicy mówili najczęściej o zabijaniu nienarodzonego dziecka, a to – jak już wyjaśniłam – zwyczajna nieprawda, argument wynikający z braku informacji, bo nie tak działa tabletka „po”.

DOSTĘPNE… I CO?

Były też głosy o gimnazjalistkach, które miały mylić pigułki z cukierkami. Nic takiego się nie stało i wcale mnie nie zdziwiło, bo byłoby to conajmniej niezrozumiałe – na przykład dlatego, że standardowa antykoncepcja jest po prostu tańsza.

Poza tym dostępność jakiegoś środka nie sprawi przecież, że młodzi ludzie nagle się na niego rzucą i się potrują, naprawdę.

Dorosłym daje jednak w sytuacji podbramkowej więcej spokoju, brak stresu o to, jakie przekonania ma lekarz, do którego trzeba biec po receptę i uniknięcie dodatkowego wydatku, bo wizytę też trzeba opłacić.

***

Antykoncepcja awaryjna obrosła w dziwne mity, które wzięły się wyłącznie z braku informacji. Nie chcę, żebyście je powtarzali, dlatego tłumaczę sprawę w ramach kampanii edukacyjno-informacyjnej www.tabletka.edu.pl

  • Ollbi

    Dzięki za ten tekst. Dobrze to opisałaś i ujęłaś. Wbrew pozorom każdy jest odpowiedzialny za swoje życie i to on powinien decydować o tym, co z nim robi.

    • Tak to powinno funkcjonować i niezbyt jestem w stanie zrozumieć inne głosy, tym bardziej, że nie mówimy tu o aborcji (która jest bardziej kontrowersyjna), ale o antykoncepcji! Nie ogarniam przeciwników, choć bardzo bym chciała, ale tu dochodzimy do zagadnienia, czy seks służy wyłącznie do prokreacji czy konsumowania relacji/przyjemności/zabawy.

      • Ollbi

        Seks to samo zdrowie :-)

  • Pigułka po = mniej niechcianych dzieci. Wystarczająco dużo mamy ich w sierocińcach i nawet dla najbardziej zatwardziałych przeciwników jakiejkolwiek antykoncepcji powinno to być jasne.

  • Anna Dopart

    Farmaceuta też może powołać się na klauzulę sumienia i jej nie sprzedać bądź nie sprowadzić nawet do apteki :)

    • Kasia Kowalewska

      Nie może. Często to robią, ale nie mają takiego prawa. Wtedy trzeba stanowczo wyjaśnić, że nie obowiązuje ich klauzula sumienia, więc jeśli nie wydadzą tabletki, mogą mieć problem z prawem. Powinno zadziałać.

    • Serio? Pierwsze słyszę.

    • Na szczęście nie. :)

  • Hubert Jankowski

    Spokojnie, rozsądnie, tak jak lubię. :)

  • ania

    dlaczego nie podajesz zrodla zdjec na blogu?

  • Martyna

    To nieprawda, że tabletka „po” opóźnia tylko owulację. Kiedy dojdzie do zapłodnienia, uniemożliwia ona zagnieżdżenie się zarodka w błonie śluzowej macicy. Nie zadziała, jeśli doszło już do zagnieżdżenia.

    • Zgadza się, ale tak jest w przypadku pigułek dostępnych na receptę. :) Ja mówię o tych bez.

  • Jak dla mnie to te całe zamieszanie wokół pigułek to kolejny temat zastępczy, żeby ludzi czymś zająć.

  • Fajnie że tłumaczysz, uległam magii propagandy i nawet nie dopuszczalam do siebie myśli o takiej pigułce, choć jako kobieta ktora długo zmagała się z bezplodnoscia, może patrzę na ten problem od innej strony. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Najciekawsze jest to, że zdobycie recepty – nie jest trudne. Nie rozumiem więc też całego szumu, a ludzie sami sobie strzelają w kolana. By tabletka była na receptę. Tu przypominam sobie pewną historię, kiedy to musiałem załatwić receptę na zwykłe antykoncepcyjne tabletki. Otworzyłem więc internet, wpisałem grzecznie – ginekolog kielce, wybrałem od tak – pierwszego lepszego i zadzwoniłem „Dzień dobry, potrzebuję receptę na (…) – Proszę zjawić się w gabinecie o 16”. Tyle. Problem jest tylko taki, że kiedy coś jest na receptę, trzeba po prostu dołożyć 50zł dla lekarza, za to że tą receptę wypisze.

    • Zdobycie recepty na antykoncepcję awaryjną nie jest trudne i nie występują żadne ryzyka, że się to załatwi (przypominam, w krótkim czasie), tak? Aha.
      Pytanie skąd te dane, bo jeśli z jednej Twojej wizyty, to trochę kiepska statystyka.

      Te pigułki trzeba przyjąć szybko, żeby miały szanse zadziałać. Umówić się do ginekologa w takim terminie już często graniczy z cudem, a poza tym można trafić na takiego, który powoła się na klauzulę sumienia i recepty nie wypisze. Do tego dochodzą koszty i stres. Wciąż nie rozumiesz „tego szumu“?

      • Nie wiem w jakim mieście mieszkasz. Ja (FACET) do ginekologa umawiałem się w niecałe 5 minut i nie było problemu z wypisaniem recepty. Jasna sprawa – dajesz 50zł, a ginekolog czy inny lekarz wypisuje. Może w innych miastach umówienie się na wizytę – jest problematyczne, na pewno nie w Kielcach.

        Odnośnie tego, że tabletkę trzeba przyjąć „jak najszybciej” – to wiem, dlatego też nie rozumiem zbytnio tej zbędnej papierologii – jak recepty.

        Wyjaśniam jedynie, że jeżeli ktoś chce receptę zdobyć – to ją zdobędzie. Tak samo jak swego czasu były modne tabletki (w działaniu podobnym do amfetaminy) – całe masy gówniarzy mieli recepty i je zdobywali bez większych problemów, gdyż tabletki były tańsze niż nielegalny, często zanieczyszczony zamiennik ;-)

        • Lidia Kubiak

          To ja podziele sie swoja jednorazowa przygoda z tabletkami ‚po

        • To ja się wypowiem z perspektywy osoby pochodzącej z Lubawy. To taka miejscowość w woj. Warmińsko-Mazurskim, 70km od Olsztyna.
          Otóż w Lubawie w publicznej przychodni jest pani ginekolog. Przyjmuje od poniedziałku do piątku w godzinach porannych oraz popołudniowych. Niestety aby dostać się do ginekologa trzeba stać w kolejce, w zależności od dnia i pory, od godziny do nawet trzech godzin. Jeżeli sytuacja awaryjna zdarzy się wieczorem lub co gorsza w weekend, nie ma szans na przyjęcie. Prywatnych ginekologów w mieście nie ma. Prywatny ginekolog jest za to w pobliskiej Iławie, odległej o 15 kilometrów jednak wizyta tam kosztuje 100 złotych. Czego więc potrzeba do zdobycia tabletki? Samochodu z paliwem aby dojechać do Iławy, 100 złotych na ginekologa, 50 złotych na tabletkę.
          Nie sądzisz że tych warunków jest sporo? Nie mówiąc już że przeciętny mieszkaniec dziesięciotysięcznej Lubawy nie zarabia tyle co mieszkaniec Kielc i wydanie 150 złotych często równa się 10% jego pensji.

          • O, Weronika, dzięki za taki głos w sprawie, bo faktycznie – z punktu widzenia kogoś, kto jest z mniejszego miasta wygląda to wszystko dosyć… tragicznie!

  • Ag.

    Głupimi ludźmi łatwo manipulować a mało kto wie, na jakiej zasadzie działają takie tabletki. W szkole średniej, gdy ktoś interesuje się tym tematem, tłumaczy się to tak: każdy środek antykoncepcyjny jest antyBoski… nie zdziwię się jeśli za jakiś czas prezerwatywy będziemy kupować na czarnym rynku.
    Fajnie, że są też ludzie myślący. Szkoda, że mamy tak mało do powiedzenia.
    Pozdrawiam i życzę przetrwania poniedziałku!

Przeczytaj poprzedni wpis:
flaga polski
Wstyd mi w Święto Niepodległości

Coś tu chyba poszło nie tak.

Zamknij