LUDZIE RELACJE

Sztuka niewysyłania wiadomości

work praca blog


Każdy z nas zna ten moment, gdy po wstukaniu wiadomości rozmyśla się i usuwa tekst – a jest to pewna sztuka.

Niedawno jechałam z koleżanką do pracy tramwajem, godziny szczytu, ścisk i tłok. Obok niej chłopak wyjął telefon, przejrzał niemieckie portale informacyjne i napisał wiadomość po angielsku do Jessiki:

„Hope you had a good flight. Have a nice day!”

Kliknął „send” i po sprawie.
Po chwili otworzył rozmowę jeszcze raz i dopisał:

„It feels so lonely without you”

Tu się zatrzymał, spojrzał przez okno, wykasował literkę po literce z niewysłanego SMS-a i schował telefon.

***

Wszyscy miewamy te momenty. Zawahania, niepewności, czy już możemy to powiedzieć głośno, nazwać, sklasyfikować, czy jednak jeszcze za wcześnie i byłoby to niekomfortowe lub niezręczne.

Mamihlapinatapai (język yaghan) – uczucie, moment, spojrzenie dzielone przez dwie osoby, z których każda chce zainicjować coś, czego obydwie pragną, ale żadna nie chce być tą, która zacznie.

Czasem ryzykujemy, uznajemy, że lepiej spróbować albo po prostu nie zdążamy się rozmyślić. Czasem jednak się reflektujemy, że teraz jedna taka wiadomość może przekreślić to, co mamy, coś zepsuć, coś zburzyć.

Zerkamy na telefon cały czas, tęskniąc za powiadomieniem. Czujemy w kieszeni wibracje, które nie istniały. Przed snem sprawdzamy dziesięć razy, czy nic nie przyszło i zastanawiamy się, czyj teraz ruch. Czy spisać to, co wypełnia nasze myśli i nie daje spokoju, czy jednak poczekać. Czy kliknąć „send”, czy nadal czekać na ikonkę na ekranie.

I cała sztuka niewysyłania wiadomości polega na tym, by wyczuć, kiedy trzeba się do niej zastosować, a kiedy nie.

  • Świetny tekst. Sama miewam takie wahania wysłać czy nie… I nie tylko mam tak z wiadomościami sms, ale również z prostym komentarzem. Ilekroć już mam go napisanego, już sięgam przycisku wyślij i nagle, jakby niewidzialna siła odciąga mnie od tego, bo może jest on źle napisany itp… pozdrawiam

    • Pamiętaj, że może też jest dobrze napisany. ;)

  • Edzia

    Czasami strasznie ciężko się przełamać i coś napisać, ale zazwyczaj warto to zrobić. Ja chyba przez dwa tygodnie codziennie pisałam wiadomość do chłopaka, który mi się podobał, ale za każdym razem bałam się ją wysłać. W końcu stwierdziłam „YOLO, najwyżej mnie oleje i tyle”… i od prawie trzech lat jesteśmy razem. Także warto, warto! :)

    • Dzięki filozofii YOLO powstało już tyle związków! <3

  • Jak miałam 17 lat to zakochałam się w jednym koledze. Pisałam do niego listy miłosne przez ok. Zebrało się tego 42 strony. Dałam mu to. To tak jakby nazbierać te wszystkie niedopowiedziane sms i wiadomości w jeden monolog.Trochę go to przytłoczyło.
    Do dziś mam te listy i czasami się śmieje, z tego jaką Anią z Zielonego Wzgórza byłam. Dzięki temu wiem, że nie wolno trzymać w sobie takich rzeczy. Człowiek może eksplodować.

    • Hahah, wyobraziłam sobie właśnie nastolatka, który dostaje od jakiejś dziewczyny taki plik listów. Cudowne.

  • Brzeska

    Monolog który sami ze sobą w głowie wtedy prowadzimy jest niezwykle trudny. Z jednej strony cholernie tego chcemy, potrafimy pięknie argumentować czemu warto, że przecież szczerość jest dobrym aspektem relacji jakichkolwiek. Z drugiej właśnie myślimy czy oby na pewno warto, bo to nie tylko nasze uczucia są, że jakoś bierzemy odpowiedzialność za to co się stanie po wysłaniu. Ale trzeba czasem ryzykować i stawiać wszystko na jedną kartę. Chodź to niezwykle trudne, bo nie jesteśmy z kamienia przecież – jasne, że niekiedy warto się wstrzymać, ale sądzę że wewnętrznie każdy jakoś mniej lub bardziej wie, czy warto, czy nie napisać daną wiadomość

    • No właśnie pytanie, czy faktycznie każdy wewnętrznie wie. Chyba nie, bo nie byłoby na świecie tylu nieporozumień. Jak w tytule, to sztuka.

  • Yamvia

    Jaki ten blog jest super, nie widziałam lepszego tego typu! Pozdrawiam

  • Jancia

    Właśnie napisałam tekst, który usunęłam, bo stwierdziłam, że jednak nie potrafię logicznie wytłumaczyć tego w jakiej sytuacji się teraz znajduję i co czuję. Ale gdzie logika i uczucia? To raczej nie idzie w parze…
    Jestem ja i jest On. Wydaję mi się, że oboje wiemy, oboje „coś” do siebie czujemy, ale znajdujemy się w takiej sytuacji i otoczeniu, że każde się boi. Dajemy sobie znaki, ale to dla każdego za mało. Kiedy zrezygnuję i odpuszczam, On zawsze zrobi lub powie coś, co zawraca mnie z obranej drogi. Kiedy ja próbuję coś przekazać to wydaję mi się, że On tego nie dostrzega. Czasem sobie myślę, że to złe miejsce, zły czas i zły moment.
    I wiem, że ja się nie przemogę i będę się coraz bardziej wkurzać…
    I wiem też, że albo któreś z Nas dojdzie do granicy i w końcu weźmie pałeczkę w swoje ręcę, albo to wszystko się rozmyje i będzie koniec.

    • Niesamowite, jak ludzie są sparaliżowani strachem przed rozmową z drugą osobą, kiedy tak bardzo jej potrzebują.

  • To rzeczywiście sztuka. I to trudna sztuka..
    Kurczę, uwielbiam Twój blog, świetnie piszesz, lektura każdego kolejnego tekstu to czysta przyjemność. Czasem rozbawisz, a czasem skłonisz do refleksji i dłuższej chwili zadumy. Myślę, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Fajnie, że jesteś :)

    • Takie słowa na poniedziałek zawsze bardzo chętnie przyjmę. Dziękuję, dałaś mi dziś trochę radości! :)

  • Mam tak samo jak Ty, wiadomości dziwne, a w nich… treści chybotliwe. Tyle, że nie smsy i maile, bo stary już jestem:/
    Czasami mam tak, że trochę stukam w tą klawiaturę, wydaje mi się, że to co pisze jest całkiem dobre i dochodzi do miejsca „opublikuj”.. i zaczyna się dramat, rozterki i rozkminy. Do tej pory nie żałowałem żadnej decyzji, ale kiedyś przyjdzie ten pierwszy raz. Opanowanie sztuki wysyłania/ nie wysyłania to bardzo trudne zadanie.
    Pozdrawiam znad morza:)

  • Darek P

    Często oglądam filmiki na YT, w sumie codziennie i zawsze po oglądnięciu idę w strefę komentarzy. Widzę że ktoś się tam sprzecza, ja wiem swoje tak więc zazwyczaj lubię dodać coś od siebie, no i po 3-5 minutach pisania, zerkam na to co napisałem i mówię „po co?”… Jeszcze mnie wciągną w kłótnie, a na co to komu? Dlatego naprawdę warto mieć taką sztukę. :)

    • Najlepszy sposób na kłótnię w Internecie:
      > znajdź dyskusję, w którą czujesz, że musisz się wciągnąć
      > wymyśl 15 sensownych argumentów, dlaczego masz rację
      > napisz wiadomość, w której wylejesz swoje emocje
      > zrozum, że w ten sposób tylko zmarnujesz pewnie kilka godzin życia, ciągnąc dyskusję, nikogo nie przekonasz i podniesiesz sobie ciśnienie
      > zamknij okno, nie wysyłając komentarza

      > WYGRYW

  • Super post. :-) Czasami żałuję, że zbyt szybko coś napisałam i wysłałam, zamiast poczekać aż się uspokoję. Pozdrawiam!

    • Dzięki, Justyna! Może to, że czasem jednak się nie uspokoiłaś i wysłałaś sprawiło też trochę dobrych rzeczy? ;)

  • Nadia

    Doskonale znam to uczucie, ale czasami mam zupełnie na odwrót. Piszę coś nie zastanawiając się nad konsekwencjami i wysyłam, a potem żałuję tego działania pod wpływem silnych emocji i bez namysłu.

  • Daria J

    Cały ten post sprawił, że poczułam to zdenerwowanie w brzuchu, dokładnie to samo, które mam podczas rozmyślania nad wysłaniem tego jednego sms-a, który może zaważyć np. o znajomość. Nie wiem, jak to robisz, że każdy post do mnie trafia, ale rób to dalej. Gratulacje takiego mądrego bloga.

Przeczytaj poprzedni wpis:
mała dziewczynka
Mała

A co, jeśli wcale tego nie chcesz?

Zamknij