NA SZYBKO

Starbucks, po co Ci moje imię?

coffee-shop-729347-2


Wszyscy pragną miłości, ciepła i bliskości, ale w łóżku, a nie przy kasie w kawiarni.

No dobra, w łóżku czasem wolą kajdanki i bicze, a nie jakieś tam ciepło, ale nie o tym dzisiaj będziemy mówić.

Jeśli nie jesteście biednymi dziewczynkami z zapałkami, chłopcami z zapalniczkami, albo mieszkańcami Wypizdowia Wielkiego, którzy nadal nie mogą pojąć, że są już na mieście inne miejsca niż Pewex i bazar, na pewno kiedyś wstąpiliście do Starbucksa.

Może po to, żeby poczuć się jak hipster (serio, jak największa sieć kawiarni na świecie może być uznawana za hipsterską?!) i wstawić fotkę na Insta, może po to, żeby sprawdzić o co tym wszystkim ludziom chodzi, a może po prostu zgubiliście się po drodze do Biedronki. Nieważne. Byliście tam i kojarzycie ich zwyczaj proszenia o podanie imienia przy zamówieniu. I tu pojawia się moje grzeczne pytanie:

po chuj?!

Chodzę do Starbucksa, bo chcę kawy (którą – swoją drogą – lubię). Nie bliskości, nie czułości, nie miziania mnie po nosku. Kawy. Nie sztucznego uśmiechu, pytania jak mam na imię i papierowego kubka z napisem Ania (no bo kto w zatłoczonej kawiarni usłyszy pierwszą głoskę?). Po prostu kawy.

starbucks2

Jeżeli barista obsługujący mnie chce się ze mną umówić, spytać o numer albo sprawdzić, czy jestem tą blogerką z „es” na końcu, to jeszcze rozumiem. Ale to nie to. To sztuczne, nadmuchane i zadawane setny raz tego dnia – bo szef tak każe – pytanie. Oni nie mają w umowie „bądź uprzejmy”, „nie rzucaj w zamawiającego puszkami kawy”, tylko „pytaj każdego klienta o imię”. Jakby to miało jakiś sens.

marketing

Ja doskonale rozumiem, że to taki marketing i próba zmniejszenia dystansu marka-klient, ale Starbucks chyba nie rozumie, że w największej sieciówce na świecie nigdy klient nie będzie się czuł wyjątkowo. To tak nie działa.

W McDonaldzie już nawet składa się zamówienie przez automaty, bo jasne jest, że każdy przychodzi tam po fast fooda, a nie buziaczka. Wszyscy wiedzą, że są jednym z miliona i to, że wciśniecie mu w łapę kubek podpisany jego imieniem naprawdę niczego nie zmieni.

to źle?

Zresztą – czy jest w tym coś złego? Że wiem, że jestem tylko kolejną jednostką w kolejce? Nie ma. Tak działają sieci i to jest w porządku.

Gdybym chciała poczuć więź z baristą, kelnerem, czy innym magikiem, poszłabym pewnie do jakiejś zacisznej knajpki na skraju miasta, w której pracują trzy osoby, a w ogóle to jest ona na skraju bankructwa, bo poza mną przychodzi tam ośmiu klientów w miesiącu. Wtedy owszem, pewnie nawet opowiadalibyśmy sobie historie z dzieciństwa.

ale nie

Ale najwyraźniej tego nie chcę, bo kieruję się do Starbucksa. Kawiarni, która ma ponad 21 tysięcy placówek na świecie. Nie łudzę się, że będę dla Was jakkolwiek wyjątkowa i potraktujecie mnie jakkolwiek indywidualnie. Serio, dobrze wiem, że to bardziej sztuczne niż cycki Pameli Anderson, więc naprawdę nie ma sensu udawać, że jest inaczej.

Starbucks, nie chcę Twojej fałszywej bliskości. Wystarczy kawa.

  • Ostatnie zdanie. Tak, wystarczy kawa. Tylko i aż :)
    Cytując Żulczyka:
    „Zaraz go zajebię. Tylko wypiję kawę”

  • lol

    Serio? A nie Wpadłas na to ze szybciej Dowiesz się o tym ze Twoja kawa jest gotowa? Niż gdyby krzyczeli „vanilla latte” i podbiegaloby 6 osób

    • W innych kawiarniach nie ma z tym problemu. Poza tym tak samo jak kilka osób może zamówić latte, kilka osób może mieć na imię Ania. Twój argument jest inwalidą.

      • Nieprawda. Tylko jedna osoba, będąca gdzieś w tym samym miejscu może mieć konkretne imię. Reszta jest jego kopią i kawy nie dostanie!

        • Prawdopodobieństwo, że Pani, dajmy na to, Ania weźmie latte i obok niej kolejna Ania weźmie latte jest mniejsze, niż to, że dwie osoby po prostu wezmą latte. Prosta matematyka ;)

      • No tak, ile jest tych kawiarni, które można porównać do Starbucksa? Jedna? Dwie? Costa? Dunkin Donuts? Tak, też mają z tym problem.

        To nie jest żaden marketing, zmniejszanie dystansu, czy inne rzeczy. Robimy tak, by klienci nie wzięli napoju innej osoby. Przedtem zdarzało się to notorycznie. Łatwo także zawołać klientów po imieniu, gdy odejdą gdzieś na bok podczas przygotowania ich kawy. Cafe latte Ania, to konkret. Cafe Latte, to tłum osób, które się kłócą uważając, że to jest właśnie ich zamówienie. Proste. Naprawdę rzadko kiedy jest kilka Ann, które zamówiły ten napój. Nie ma potrzeby dopisywania temu zbędnych ideologii. Nie chcesz podawaj imienia, podaj swoją ksywkę. Nie obchodzi nas Twoje imię. Masz tylko zareagować na to co podałaś, by moi pracownicy nie zdzierali sobie gardła, czekając, aż ruszysz się po swoją kawę.

        • Konrad Norowski

          To czemu nie zastosować rozdawanych numerków?

          • Numerki? Bez przesady. Nie stoisz w kolejce do lekarza tylko po kawę. Osobiście nie chciałabym, by ktokolwiek wołał mnie po numerze. Starbucks jest siecią międzynarodową. Klienci często są obcokrajowcami. Mogłabym bez końca wołać Francuzów, którzy zrozumieją numery jedynie w swoim języku.

          • Konrad Norowski

            Odbijam piłeczkę – niektórzy nie chcą być wołani po imieniu.
            Można wyświetlacz dać w widocznym miejscu, plus wcale nie masz gwarancji że dobrze przeczytasz/zapamiętasz imię zagraniczne.

          • Maciej Cąderek

            Numerki są super, świetnie działają w dużych makach.

          • *love-liczby*

          • Przecież nikt nikomu nie broni powiedzieć np. „siedem” zamiast „Hania” :P

          • To podaj numerek. Naprawdę. Twoje imię nic nie znaczy. Możesz podać kompletnie zmyślone. Może być to numer, cokolwiek. Nie, Starbucks to nie rzeźnia szybkiej obsługi. To wciąż kawiarnia.

          • anarchistt89

            Bronisz tego Starbucksa i utożsamiasz się z nim jakbyś całą sieć kupiła ;] Moim zdaniem również jest to idiotyczne. Imię to już element danych osobowych i ja sobie nie życzę, żeby jakiś pan x o nie pytał, a później jeszcze bezpardonowo przechodził sobie na „ty”. Żaden to mój znajomy, cenie sobie swoją prywatność i przestrzeń. Oczywiście, że można powiedzieć jakaś Kunegunda etc., mimo to sama idea jest po prostu głupia. Numerki są zdecydowanie najlepszym wyjściem, bo gwarantują anonimowość i przy dobrej organizacji zawsze się sprawdzają.

          • Izabela Banach

            Nie wiem, jaką trzeba mieć manię wielkości, aby dobudowywać do tego taką ideologię i w jakich niby niecnych celach ktoś miałby wykorzystać Twoje skrzętnie chronione dane osobowe. W każdym razie jak sam zauważyłeś nie musisz zdradzać ich elementu.

          • anarchistt89

            Nie manię wielkości, tylko po prostu szacunek prywatności innego człowieka. No tak, ale w dobie internetowego ekshibicjonizmu to może być faktycznie dla niektórych niepojęte ;]

          • Izabela Banach

            nie, niepojęte jak można zapytanie o imię traktować jak naruszenie prywatności i po raz nie wiem który: NIE MUSISZ PODAWAĆ SWOJEGO IMIENIA, ONO NIKOGO NIE OBCHODZI, szukasz problemu na siłę

          • W McDonaldzie działają świetnie. Francuzi też dają radę. :)

          • Starbucks to nie Mcdonald. Zupełnie inny charakter firmy. Stanowiska z pięcioma kasami? My mamy tylko dwie. Poza tym naprawdę nic nas nie obchodzi Twoje imię. Chcesz, to podaj numerek. Tylko przyjdź i nie zastanawiaj się w nieskończoność, która to w końcu jest Twoja kawa.

          • Damn, aż mi głupio, że sama na to nie wpadłam.

  • dobrymjud

    Mój kumpel był pewien, że baristka go podrywa. A potem taki zawód, jak spytała o imię też chłopaka za nim…

  • Parę lat temu Empik wymyślił coś takiego, że kasjer przyjmując płatność kartą musiał po zakończeniu transakcji zwrócić się do klienta imieniem odczytanym z karty. „Czy mogę jeszcze w czymś pomóc panie Adamie?”, serio?

  • Ula Trepczynska

    O tak! Nareszcie ktoś o tym napisał, to nawet głupsze niż „kochanieńka” w warzywniaku o_O… No ale może są takie osoby, które tej „bliskości” potrzebują. Ja raz widziałam jak taka starsza pani jak kupowała w Starbucks i na taki komentarz odpowiedziała:
    – Jestem dla ciebie za stara kochanie (bo ten sprzedawca był tak na oko osiemnastoletnim chłopakiem)…

  • Joanna Karoń

    E tam, nie doszukujmy sie fałszywości w tym, że ktoś prosi nas o imię w Starbucksie. Niektórzy lubią swoją prace i ludzi, którzy tam przychodzą, nawet jeśli uprzejmość mają wpisaną w umowę o pracę;)

  • Wierz mi, że po wprowadzeniu tego rozwiązania Starbucksa zaczęło odwiedzać znacznie więcej osób. Czemu? Bo nie chodzi tutaj jedynie o bliskość z klientem (choć po troszę tak – typowo amerykańskie podejście ‚do klienta’. Tak samo masz np. w Hollisterze), ale także o to, by klient nie musiał stać przy ladzie i czekać na wykryczane ‚podwójne latte z syropem’, bo coś takiego mogło zamówić kilka osób. Ale jak zakrzyczy ‚Latte z syropem dla ****’ to już zupełnie co innego.

    Znalazłbym Ci case ze studiów na ten temat, ale mi się nie chce. W każdym razie – z tego nie zrezygnują i faktycznie jest to świetne rozwiązanie, choć nie każdy musi je lubić.

    A kawę mają paskudną.

    • Przy rotundzie w Wawie byłam kilka razy i pomimo imienia nadal wołają nazwę kawy i nic więcej. Zatem to nie wszędzie działa ale rozumiem zamysł

  • Oo, ja robię to samo! Albo podaję męskie imię, albo np. „STARBUCKS” :D

  • Niestety, jestem wyżej wspomnianym mieszkańcem Wypizdowa Wielkiego i jeszcze w owej kawiarni nie miałem przyjemności przebywać. Głównie dlatego, że kawy nie piję i nie lubię, więc nie widzę zbytnio sensu w chodzeniu do takich miejsc, więc idea pytania klientów o imię trochę mnie zdziwiła, bo słyszę o tym pierwszy raz w życiu :) W każdym razie cały ten pomysł wydaje mi się trochę dziwny. Kurczę, jakbym jeszcze znał tego kelnera czy kogoś tam, to niech już napisze moje imię na kubku, jeśli musi mi się podlizać, ale tak każdemu? Idiotyczna pseudo uprzejmość.

  • Takie z pozoru nic nie znaczące elementy bardzo pozytywnie wpływają na ogólny odbiór marki. W Starbucks też można trafić na baristów z duszą, z którymi można również zamienić parę przyjemnych słów. Fakt, trochę dziwne, że mają taką politykę, ale tak już się przyjęło i jest to dla nich cecha charakterystyczna.

  • Mi tam nie przeszkadza, gdy pytają o imię. Za to wkurza mnie, gdy mówię jasno i wyraźnie: chude mleko, bez bitej śmietany, a potem widzę, jak wali mi 3,2% i bitą śmietanę. Zwracam uwagę, na co dostaję odpowiedź, że zrobiła na chudym, a nie ma zaznaczone, że bez bitej. Tego nie lubię. :)

  • Nie wiem ile polityki firmowej jest w tym imiennym zabiegu, nie mnie oceniać, bo akurat do tejże kawiarni mam za daleko, ale wyobraź sobie, że tutaj w DE jest kilka sieci sklepów z rodzaju „zwykłe codzienne”, czyli żarcie, picie i papier dodupny, ba – dość dużych sieci, w których za każdym razem gdy płacisz kartą (a ja w zasadzie używam tylko jej) ekspedientka wyciąga ją, i oddając razem z rachunkiem i usiłując przeczytać nazwisko, mówi „dziękuję Pani XYZ za zakupy, życzę Pani miłego dnia i do zobaczenia następnym razem”. I od razu mamy nowego znajomego na fejsa :D

  • Nie mieszkam w Wypizdowie, ale przyznam szczerze, że do Starbucks’a nigdy nie wstąpiłam i póki co nie zamierzam. Nie lubię płacić za markę, a widząc ich ceny- tak właśnie bym się czuła. Słyszałam wiele dobrego i wiele złego o ich kawach i to czy podpisują kubek czy nie- mi to rybka. Taki ze mnie hipster, że wszystkie modne bo modne (i swoją drogą irracjonalnie drogie) miejsca omijam szerokim łukiem.

    Ich podejście wydaje mi się o tyle wygodne, że unikają zamieszania, jakie można spotkać w innych kawiarniach, czy choćby takim McDonaldzie, gdzie wołają „duże frytki i cola” i zrywa się 5 osób. ;)

    • Nina o dziwo te ceny są czasem niższe niż w innych sieciowkach a jakoś kawy też lepsza. Nie porównuje tu z prawdziwymi kawiarenkami:)

      • Prawdę mówiąc właściwie w żadnych sieciowkach nie pijam, więc może lepiej się nie wypowiadać. :)

        • IMHO Coffe Heaven jest kilka złotych tańsza i bez porównania lepsza.

  • Hania Lewandowska

    Mi to pytanie o imię jest obojętne, ale pojawia się problem z pierwszą głoską :p już kilka razy dostałam kubek z „Anią”

  • Podpisuję się pod tym tekstem skrzydłem, dziobem i ogonem. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Starbucksie i szok jakiego doznałam kiedy kelner zapytał o imię i przeszedł na Ty. Od tamtej pory omijałam S. Szerokim łukiem do czasu kiedy opuściłam Warszawę. Teraz podczas przygodnych wizyt umawiam się na ploty właśnie w S. ale nie dla czułości tylko przyzwoitej kawy i dostępności miejscówek w centrum.

  • Wanda Pawłowska

    Niedawno byłam tam z moją mamą i jej też bardzo nie podobał się ten pomysł, by jakiś ‚chłopaczek wołał ją po imieniu przez całą salę’ i poprosiła, żeby po prostu zawołał, że jest ta kawa. No cóż, więcej mnie tam już nie zabierała.

  • Marta Furman

    Z nieznanego mi powodu od jakiegoś czasu nie mogę Cię lajkować na fb. Dostępna jest tylko opcja Udostępnij… a nie pamiętam, żebym podpadła czymś skutkującym zablokowaniem :P

  • Jednym to odpowiada drugim nie a jeszcze innym jest to totalnie obojętne jak i mi. Nikomu sie nie dogodzi, można po prostu powiedzieć CHYBA że nie chcecie aby pisał wasze imię jeśli to kogoś oburza, albo po prostu zmienic lokalizacje

  • To są małe miki. Sprawdź akcję SB pod nazwą „Race togetehr”. John Oliver ją swego czasu ładnie wyśmiał.

  • Ola

    Ej, serio dalej to robią? Bo byłam parę razy, nawet niedawno i o ile jakieś 3 lata temu dostałam kawę z imieniem (co mnie całkiem skutecznie odstraszyło), to niedawno (w zeszłym miesiącu niedawno) parę razy byłam i zero stalkingu. Kulturka. I całkiem dobra kawa. Czyżby Wrocław był ponad prawem? :)

  • Linka

    Jak pierwszy raz byłam w Starbucksie, myślałam, że oni to robią po to, żeby oznaczyć jakoś te kubki, bo było dużo zamówień. Jakkolwiek, nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, a kawę mają niespecjalną. :)

  • Gdańszczanka

    Nie każdy dryfujący po mieście zahacza co rusz nowootwartą knajpę, blogerko z es na końcu. Swoją drogą, nie wiem kto normalny kupuje sobie coś, czego nie lubi. Wierz mi, oni również nie chcą twojej miłości. Tak jak gdzieś Tobie ten rozumek podpowiada, to tylko reklama. Hipsterska? Nie. Popularna owszem.

Przeczytaj poprzedni wpis:
kobieta wizerunek
A na kogo Ty się kreujesz?

Zarzuty zaczynające się od "kreujesz się na..." są bez sensu, bo wszyscy to robimy. Tak, Wy też.

Zamknij