LUDZIE RELACJE

Ślub? Dzięki, nie trzeba!

slub1


Naprawdę, życie z kimś bez ślubu? Co to za związek, skoro nie ma obrączki? Czy to nadal miłość? A co z dziećmi, jak to tak bez małżeństwa? Ślub musi przecież być! – tak mówią, a ja się im śmieję w twarz.

Każdy kto sądzi, że bez ślubu to nie jest prawdziwa miłość, prawdziwy związek, prawdziwe wspólne życie reprezentuje biedę umysłową. Każdy kto uważa, że dzieci pary bez obrączek mają jakkolwiek gorzej niż inne reprezentuje biedę umysłową.

Dlaczego?

Bo prawdziwa miłość nie potrzebuje ślubu, a mam wrażenie, że ludzie o tym zapominają. Reakcje oburzonych ludzi typu „Jak to, mieszkanie razem, tak nawet bez zaręczyn?” mnie załamują, a nie są rzadkością. Najwyraźniej trzeba innym powtarzać do znudzenia, że:

miłość bez obrączki od miłości z obrączką różnią się obrączką.

Tylko. Nie dodaje ona żadnych punktów mocy czy +10 do wspólnego szczęścia. Zmiana nazwiska, pierścionek i podpisane papiery nie są potrzebne do tego żeby żyć razem, mieć wspólne dzieci, zestarzeć się i umrzeć trzymając się za ręce.

I nie mówię tu o facecie z wojska, zdolności kredytowej czy innych losowych sytuacjach, ale o samym przekonaniu, że związek bez ślubu może sobie być, ale dopiero po ceremonii jest na poważnie.
To bzdura. Miłość nie potrzebuje druków i potwierdzeń.

slub2

To śluby są do dupy?

Nie i nie mam nic przeciwko. Nie ma w nich nic złego. W zasadzie są całkiem fajne, jest niezła impreza, a potem ma się fajne pierścionki, więc jak chcecie to sobie bierzcie. Kto wie, może też kiedyś wezmę, nie mówię, że nie.

Tylko nie powtarzajcie tych debilizmów, że związek ze ślubem jest ważniejszy i pewniejszy niż ten bez.

To tak jakby mówić, że pies po nałożeniu obroży jest bardziej Twój. No głupota.

Wkładajcie sobie te obroże jeśli tylko chcecie, ale pamiętajcie, że nawet najpiękniejsza, wyklejana najdroższymi kamieniami Swarovskiego nie zmieni nic między Wami, bo pies z nią kocha dokładnie tak samo jak ten bez. I suka też.

  • No czekałam na coś takiego. Jak ja się z tym zgadzam. I cholera jak widzę jak co kolejni znajomi się zaręczają, biorą ślub to sobie myślę WTF?!. Okej, no ich sprawa. Ale ja się pytam po co? Na co się śpieszyć? Nie wiem i nie rozumiem. Chyba teraz każdemu, kto mi kiedyś wyjedzie z podobnym tekstem będę podrzucać Twój tekst i z głowy :D

    • To znaczy żeby było jasne: ja nie mam problemu z tym, że ludzie biorą śluby. Niech sobie biorą, nawet od razu. Tylko że mówienie, że związek z małżeństwem jest w jakikolwiek sposób lepszy niż ten bez – to debilizm.

      • Wiem Haniu, czytam dokładnie Twoje teksty. Ja ogólnie też nie mam nic do tego, że ludzie biorą śluby. Po prostu nie rozumiem po co w tak młodym wieku, ale to ich sprawa. No i też uważam, że to idiotyzm uważać, że związek z małżeństwem jest lepszy od tego bez. Może się kiedyś zmieni to myślenie.

        • E tam, to że w młodym wieku jakoś w ogóle mnie nie rusza. Tak jak dzieci młodych rodziców, ale o tym kiedy indziej.

          • Mnie tylko ciut dziwi. Bo ja osobiście z niczym nie mam zamiaru się spieszyć. I nie dlatego, że ja się nie spieszę mnie to dziwi. Nie rozumiem tego po co tak wcześnie. Ale no, ich sprawa.

          • Bo życie jest krótkie, no. A nigdy nie masz żadnej pewności tak naprawdę, więc co za różnica czy w wieku 20 czy 30 lat?

          • Ej, dzieci są spoko :(

          • Nie zrozumiałaś.
            Mnie nie rusza to, że „młodzi ludzie nie powinni brać ślubu” i robić dzieci. Ba! Sądzę, że fajnie mieć dzieci w dość młodym wieku.

          • Ach, ok. Teraz już wszystko jasne ;)

        • Ola

          No ale związek to związek. Swoim tekstem potwierdzasz tezę że ślub jest ważny, no bo jak to, tacy młodzi i ślub ;-)

          • Ale kto potwierdza? Ja czy Hania?

          • Ola

            A komu odpowiadam ?;-)

          • Ale mówiąc, że ślub jest ważny, nie pisałam, że dla mnie. Nie twierdzę też, że w ogóle nie jest ważny. Dla kogoś może być i niech sobie ślubują miłość i wierność po wsze czasy. Mnie to rybka. Dla mnie nie jest ważny, co nie oznacza też, że kiedyś go nie wezmę.

    • Bo chcą? To jest wystarczający argument. Nikt nie musi się tłumaczyć z braku ślubu, tak samo jak nikt nie musi się tłumaczyć z tego, że ślub planuje.

      • Ależ ja się nikomu nie każę tłumaczyć. Czy mówienie, że nie rozumiem po co się śpieszyć, to niby jednoznaczne z tym, że każę im się tłumaczyć z tego czemu kurde biorą ślub mają 20-22 lat? No chyba nie. Wiem, że miłość, że to, że tamto. Ale ja nie widzę potrzeby i tyle.

  • Ola

    Haniu, tylko nie wzięłaś jednej opcji pod uwagę. Dla ludzi wierzących ślub jest bardzo ważny i dlatego pewnie zgorszenie ze ktoś mieszka bez ślubu, czy dzieci bez ślubu.
    Dla mnie akurat zawsze każdy związek liczył się tak samo, czy z papierkiem czy bez

    • To prawda, on może być dla nich ważny, ale nadal prawdą jest, że ślub nic w relacji nie zmienia, nawet jeśli oboje są super wierzący.
      A poza tym żaden megakatolik nie powinien mi mówić, że bez ślubu mój związek jest nieprawdziwy. Nie patrząc na religię – to po prostu czysty debilizm.

      • Ola

        Nie tylko bez ślubu, ale bez ślubu KOŚCIELNEGO, ja po cywilnym spotykałam się z opiniami że nieważny bo nie kościelny

        • Hahah, to jeden z największych debilizmów jakie czytałaml!

          • Ola

            Mój były już teść powiedział że nie przyjedzie na nasz ślub bo nie kościelny, w ostatniej chwili teściowa go przekonała ;-)

  • Mnie to w ogóle nie rusza, ale moja rodzina i znajomi muszą się mnie bać. Jeszcze nikt nie ośmielił się skrytykować mojego wyboru mieszkania z facetem bez ślubu. Ba, nikt nie pisnął choćby słówka, o tym, że nie jesteśmy nawet zaręczeni. Mama czasem zarzuci: „Ja to bym wnuki chciała” i wtedy muszę jej przypomnieć, że dwa już ma i na razie jej wystarczy. :)

    • Może po prostu boją się być głupi, a to w zasadzie dobrze.

  • Ważne by sobie szczerze odpwoiedzieć – czemu chcę zalegalizować związek i zrobić huczną imprę. I dlaczego akurat NIE chcę. To może wiele zmienić w życiu ;)

    • Moja znajoma zrobiła sobie rachunek sumienia w postaci „dlaczego chcę wziąć ślub” i „dlaczego nie chcę”. Efekt? Okazało się, że zakończyła związek, bo doszła do wniosku, że nie jest i nie będzie szczęśliwa. Ot, taki twist.

      • Skoro doszła do wniosku, że nie jest szczęśliwa to chyba dobrze, ale ciekawa sytuacja.

  • A ja tam lubię śluby*

    Prawda jest taka, że to społeczeństwo i otoczenie tego od nas wymaga. Dlatego ludzie się hajtają. A żeby babci Stasi było miło, a bo dziadek Zenek nie zapisze testamentu, a bo ciotka Klotka krzywo patrzy (zawsze krzywo patrzyła, bo ma zeza!).
    Aha i najważniejsze. Tylko katolicki ślub się liczy. Kościołowy! Cywilny to taki „pół-ślub” :-)

    *bo mam hajs z tego :-)

    • Kościołowy, wiadomix! A ateiści w ogóle nie mają prawa do PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI! :D
      Tak, jasne, że to otoczenie na to naciska. Warto sobie tylko uświadomić, że to nasze życie i to my mamy w nim być szczęśliwi, a nie wszyscy inni.

    • Jak ktoś się hajta, bo dziadek Zenek nie chce testamentu zapisać to ma coś z garem :D

    • kościołowy najlepszy <3

  • Sylwia Jeżewicz

    Mój ulubiony argument przemawiający za ślubem: „bo będąc małżeństwem trudniej tak po prostu się rozstać, więc będziemy już zawsze razem”. Lepiej przecież żyć ze sobą, nienawidząc się wzajemnie, bo rozwód to za dużo załatwiania, za długo trwa i w ogóle same problemy.

    • Kolejna głupota.
      Jeśli ktoś tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie to weźmie rozwód. Jeśli tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie i mimo to nie bierze rozwodu, to jest głupi i nie umie w życie. Tacy nawet by nie zerwali związku czy narzeczeństwa, bo to po prostu życiowi frajerzy, którzy nie wiedzą, że powinni być szczęśliwi w swoim życiu i wolą zadowalać wszystkich wokół.

      • Taką też znam. Męża nienawidzi, zdradza go, ale nie odejdzie, bo „pracuję za 600 zł i jak ja syna i siebie utrzymam za taką pensję?”. Także ten.

    • Dajcie mi tępą łyżkę, to się potnę.

  • Trochę mi żal ludzi, którzy myślą, że ślub nadaje jakąś tajemną moc i po ślubie już never ever się nie rozstaną. Mam pewną znajomą, która już po pół roku była zaręczona z kolesiem. Love story? Nie, po prostu po entej kłótni z kolei dziewczyna WYMUSIŁA zaręczyny, bo liczyła na to, że po tym już będzie wszystko ok. Nadal rozstają się średnio raz na miesiąc, ale tym razem jest więcej filozofii, bo za każdym razem ona oddaje mu pierścionek. Jak wezmą ślub to w ogóle będzie śmiesznie. ;)

  • jestem dokładnie tego samego zdania, niestety kiedy się przyznaję w towarzystwie do moich poglądów, nagle patrzą na mnie jak na trędowatą…
    a tak w ogóle, z każdym Twoim kolejnym tekstem mam wrażenie, że czerpiesz inspirację i poglądy z mojej głowy! ;)

  • Wojtek

    Nie zgadzam się z Tobą. Zapomniałaś o aspekcie psychologicznym. Po zdarzeniu tak charakterystycznym jak ślub człowiek czuje, że coś się zmieniło, a poza tym myślę że nikt przyrzekając dozgonną miłość nie rzuca słów na wiatr. Czasy przygodnych stosunków minęły wraz z pojawieniem się cywilizacji i lepiej do tego nie wracać.

    • eloo90

      Znacznie upraszczasz. Aspekt psychologiczny..? Czyli co?
      Przekonanie, że jak z obrączką, to już na zawsze? To mnie nie zostawi? To nie odejdę od niego?
      Jeżeli komuś obiecasz, że z nim będziesz, to rzucisz słowa na wiatr, ale jak zrobisz to przed księdzem czy urzędnikiem, to zobowiążesz się na całe życie? Twoje czy jego / jej?
      ‘Przygodne stosunki minęły wraz z pojawieniem się cywilizacji’ – o co, k…a, chodzi..???

    • Sylwia Jeżewicz

      „myślę że nikt przyrzekając dozgonną miłość nie rzuca słów na wiatr” serio? Zgodnie z tym co piszesz, nie powinno być rozwodów.

    • Ola

      Ja nic nie czułam, w sensie zmiany. Tak samo się kochaliśmy przed jak i po ślubie. To że pare lat później się rozstaliśmy również nie było następstwem ślubu, no chyba ze sam fakt oficjalnego rozwodu ;-)

  • Ślub rzeczywiście sam w sobie niczego nie zmienia. Znam też sytuacje, w których wręcz był początkiem końca. Zdarza się bowiem, że gdy moment ślubu traktowany jest jako cel sam w sobie, to jedna lub dwie strony „jakoś się starają” do momentu zaślubin. A po ślubie okazuje się, że z miłością nie miało to nic wspólnego i właściwie nic poza obrączkami i wspólnymi prezentami ich nie łączy.

    Ceremonia ślubna może też być oczywiście czymś ważnym. Dla pewnej (nie wiem czy większej, czy mniejszej) grupy osób, ważne są różne rytuały, które są uroczystym rozpoczęciem czegoś nowego i ważnego. Każdy z nas w tym uczestniczył. Mamy chociażby: pasowanie na ucznia, „chrzest” na obozie harcerski, uroczyste wręczenie dyplomów – to momenty, które mogą nic nie znaczyć – no bo co daje to, że pani dyrektor położyła nam na ramieniu ogromny szkolny ołówek albo to, że na obozie wypiliśmy szklankę świeżo wyciskanego soku z cytryny – można powiedzieć nic. Ale dla niektórych jest to jakoś ważne. I chociaż nałożenie ołówka nie pomoże w nauce, wypicie soku nie da większych sprawności harcerskich, a oklaski na rozdaniu dyplomów niekoniecznie ułatwią znalezienie pracy, to jednak są tacy, którzy chcą w tym uczestniczyć.

    Podobnie z różnymi symbolami. Dla niektórych ważny jest pierścionek prababci przekazywany z pokolenia na pokolenie, chociaż nie ma wartości jubilerskiej. Dla kibica (nie mylić z pseudokibicem/chuliganem) klubowy szalik. Dla żołnierza mundur, a dla małżonka obrączka.

    Ślub w codzienności nie zmieni nic, ale rozumiem tych, którzy taktują go jako coś ważnego dla siebie. I całkowicie zgadzam się z autorką, że jeżeli ktoś (rodzice, babcie, ciocia…) chce wymóc zawarcie ślubu na kimś, to jest, powiem delikatnie, NIENORMALNY!

    • Zgadzam się. To jest fajna ceremonia i niektórzy cieszą się na myśl o takim „przypieczętowaniu” związku, ale konieczne to to nie jest i nie zmienia – a są tacy, którzy tak myślą i właśnie to mnie najbardziej dziwi.

      Btw, nie czeba tu do mnie mówić per autorko ;)

      • Ta „autorka” to tak jakoś spontanicznie wyszła ;)

  • Zgadzam się z Tobą, mam podobne zdanie, tylko jest jedno smutne „ale”. Nadal pozostaje kwestia prawna. Według prawa dwójka kochających się ludzi, którzy nie mają ślubu, to jednak obcy dla siebie ludzie. I tu pojawiają się problemu, np. gdy jedno z nich trafi do szpitala. Zresztą ta kwestia była wałkowana wiele razy przy temacie związków partnerskich/ślubów homoseksualistów – ślub nie zmieni wielkiej miłości, tylko da gratisowe prawa, które czasem mogą się przydać.
    Niemniej dla mnie to chore, że żeby w teakcie choroby partnera móc go na przykład potrzymać za rękę (kiedy dajmy na to szpital pozwala na odwiedziny tylko rodzinie), trzeba najpierw odstawić całą szopkę.

    PS To nie znaczy, że nie chciałabym się kiedyś chajtnąć. Chciałabym, ale byłoby to dla mnie jedynie właśnie fajną imprezą, nowym elementem biżuterii i fajnymi wspomnieniami. Jak mam kogoś kochać, to biała sukienka nie ma tu nic do tego.

    • Ola

      Jeżeli chodzi o szpital – oczywiście, na pewno są takie przypadki, natomiast ja nigdy się spotkałam np. przy odwiedzaniu kogoś, żeby sprawdzano moje pokrewieństwo z osobą chorą. Podobnie, kiedy byłam przyjmowana na oddział, wypełniałam jakies dokumenty i była rubryczka komu mogą udzielać informacji. Nie było również problemu, żeby po godzinach odwiedzin mój partner przyszedł mnie odebrać.

    • Prawda, są problemy w kwestii prawnej, podatki, kredyty i tak dalej. Masz absolutną rację, do tego potrzebna jest ta szopka i papierek.
      Cóż, niestety. Ale to właśnie te rzeczy zmienia ślub, a nie miłość i prawdziwość związku.

  • Jeszcze nigdy nie rozdałem tu tylu lajków w komentarzach.
    <3

  • Mniej ślubów = mniej rozwodów #mistrzstatystyki
    Ludzie ogólnie mają jakiś fetysz z tymi papierami w różnych dziedzinach życia.

    • W jakich innych?

      • Np. papierek ze studiów traktują jak równowartość stu sztabek złota. Najczęściej ci, którzy sami nie studiowali.

        • To raczej ci, którzy studiowali. Ci bez studiów często znajdują sobie lepsze prace i wiedzą, że do niczego im ten papier nie był potrzebny. No chyba, że to lenie i po prostu nic nie zrobili przez ten czas. :)
          Ale takie certyfikaty z języków to na tyle dobre papiery, że fetysz na ich punkcie jest mocno dobry.

          • Wśród starszych osób często panuje przekonanie, że „papier jest teraz ważny”, a oni nie skończyli studiów, bo „to były inne czasy”
            Oczywiście, certyfikaty z języków, o których wspomniałaś, to całkiem fajna sprawa. Ogólnie kształcenie się to coś świetnego. Ale kształcenie się jako zdobywanie wiedzy i nowych doświadczeń, a nie tylko pogoń za papierkiem.

  • Eeee, serio ludzie się przypieprzają o wspólne mieszkanie bez zaręczyn? No c’mon, za „moich czasów” nikt by tak nawet nie powiedział…

    Kiedyś, jak się skuszę, to jakoś ładnie opiszę bekę jaką mieliśmy ze słuchania, że „po ślubie to wszystko się zmienia” :)

    • Napisałam o tej bece i się dowiedziałam, że to wszystko moja wina, że nic się nie zmieniło po ślubie, bo jestem niedojrzała i że tak naprawdę nie tworzymy rodziny, bo nie mamy dzieci. Trolololo :-D Tak że powodzenia ;-)

  • Jestem hipokrytką. Bo uważam, że związki bez ślubu są równie ważne, mają znaczenie (czasem nawet większe niż te z papierkiem), a gdzieś tam w głębi… chciałabym tego papierka i zmiany nazwiska dla siebie. Nie wiem, dlaczego. Może po prostu za dużo Disney’a i chciałabym balu ze mną w roli głównej? :D

    • Jesteś, ale to efekt tego, czego nauczyło nas społeczeństwo. Spoko, nie Twoja wina.

      Ale mi też w tym wszystkim najbardziej podoba się jedno wspólne nazwisko. :D

  • Mam mieszane odczucia.
    Sama żyję bez ślubu, dziecko mam, 5letnie. Jakoś nam się nie spieszy, ale jest kwestia prawna, która nas coraz bardziej do tego zbliża, ale ponieważ obydwoje jesteśmy niewierzący, dziecko nieochrzczone, to tylko cywilny wchodzi w grę.

    Podam prosty przykład: jeżeli mojemu A. się coś stanie, nie mogę pobrać jego ubezpieczenia [a jest ubezpieczony na sporą kwotę]. W drugą stronę też to idzie – jeżeli ja umrę w jakimś wypadku to on prawnie też tej kasy nie dostanie [bo jestem dodatkowo ubezpieczona].
    Ot – różnica.

    Dalej. Szpital – jak mi się coś stanie i będę nieprzytomna, nie podpiszę papierów, że ma otrzymywać informacje, to nie jest moją rodziną, więc informacji nikt mu nie udzieli o stanie mojego zdrowia, choć jest dla mnie najbliższą rodziną. Razem jesteśmy w końcu 7 lat.

    Więc myślę, że to nie jest do końca tak, że ślubu są przereklamowane. ;)

    Myślę również, że to dla osób wierzących ma to większe znaczenie.

    • Tak tak, rozumiem, kwestie prawne, szpitale, faceci z wojska, spadek – to wszystko racja i się zgadzam.

      Ale ja o czym innym, mi chodzi o ten pogląd, że bez ślubu to nie jest prawdziwa miłość/związek.

      • Owszem, coś takiego się pojawia, ale z reguły u osób mocno wierzących, które mają do tych przekonań pełne prawo. ;)

  • AmelieMarie

    Nie zaprzeczam, że prawdziwa miłość istnieje bez ślubu. Ponoć taka PRAWDZIWA, ta naj najprawdziwsza tkwi w człowieku bez żadnych ograniczeń i do końca życia. Ale to jedna sprawa.

    Druga jest taka, że sprowadzanie przysięgi małżeńskiej do samej obrączki, pierścionka, błyskotki również jest biedą umysłową. Nie upieram się przy twierdzeniu, że miłość od TEGO momentu ewoluuje w niezniszczalną więź i daje milion procent pewności, ale upieram się przy twierdzeniu, że ślub daje coś więcej.

    Opisywanie czegoś, czego się totalnie nie rozumie i nie chce rozumieć też jest biedą umysłową.

    W zasadzie można by sobie tak wymyślać od biedaków umysłowych. W zasadzie każda ze stron miałaby w pewnym sensie rację. Ale może by tak nie wszczynać takich wojen i nie obrażać innych afiszując własny sposób bycia?

  • Mi się nigdy do ślubu nie spieszyło. Zgadzam się z Tobą, zwłaszcza, że według mnie zwracanie uwagi innym na to, że mieszkają razem bez ślubu jest be, jest bez sensu. To ich życie i niech je sobie przeżyją, jak chcą. No i słowo „konkubent” brzmi tak ładnie. :D

    Trafnie jednak ktoś w komentarzach zauważył, że może się liczyć aspekt psychologiczny. Jestem zaręczona od trzech tygodni i czuję się dużo fajniej niż przed zaręczynami. Niby nic się nie zmieniło, ale już jest jakby pełniej między nami. I to jest dobre. Wyjdę za mąż i będę się tym jarała jak mała dziewczynka lizakiem od pana na placu zabaw.

    Niezależnie od powyższego jednak mamy durne społeczeństwo, które z powodu swojej wysokiej moralności zabrania moim znajomym mieszkać razem nawet po zaręczynach, ponieważ pan narzeczony jest sędzią i to się nie godzi, bo w światku prawnym bardzo by się potłukł, spadając po szczebelkach hierarchii. :)

    • To gratulacje! :)

      • Dzięki. Jeszcze nie przeszła mi frajda z chwalenia się tym. ;)

        • Nie ma w tym nic złego, chwal się ile chcesz!

  • Bo najpierw trzeba kochać, żeby i ślub miał sens. Jeśli ktoś potrzebuje tylko papierka, no to jasne, że się rozwali. Ja jestem po ślubie i znów uważam, że to nie jest przestarzała instytucja. Bardzo fajnie jest nazywać się czyjąś żoną, a nie tylko dziewczyną, partnerką. Ale o związek trzeba dbać, tylko wtedy się nie posypie. Papierek nic nie ma do trwałości i niezniszczalności.

  • Ja myślę, że ludzi to bardziej trwale przy sobie trzyma krdeyt niz obraczka i papier slubny.
    To tak na brutalnie.
    W wersji romantycznej, gdyz albowiem i taka posiadam w swym charakterze, zgadzam sie iz zwiazek jest dobry bo dwoje ludzi o niego dba a nie dlatego, ze ma obraczki. Ale czasem zauwazam, ze ludzie z obraczka czesciej i dalej przesuwaja swoje granice trwania w danej relacji. Byc moze to nie jest jakies wiekszosciowe czy specialnie dominujace i wiazace, ale to taka moja obserwacja prywatna.

    • Możliwe, tu wkracza aspekt psychologiczny. Czyli to, czego nauczyło nas społeczeństwo, że obrączka to coś bardzo znaczącego. Błędne koło, ale już coraz mniej to działa. :)

      • Być może.
        Pewnie to kwestia zarówno społeczna jak i tego jaki wzorzec mamy w domu rodzinnym :)

  • Jagoda Mazur

    jak widzę, jak dzieci wypowiadają się na temat ślubów i posiadania dzieci, to niezła beka

  • no właśnie, co za różnica czy jest obrączka czy nie jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha…

  • Agnieszka Piątkowska

    A ja po prostu za bardzo lubię swoje nazwisko żeby je zmieniać :3 Poza tym, większość facetów po ślubie uznaje „zaobrączkowane? Moje, nie trzeba się starać”.

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: watch movies online()

  • Pingback: tv online, online tv()

  • Pingback: streaming movies()

  • Ewelina

    Eh, ostatnio ślub to temat na czasie, przynajmniej u mnie. Moja przyjaciółka się hajta i przeglądam to, czy tamto. Sama w związku sobie trwam, mieszkam z chłopakiem od pół roku i to zabawne, jak ludzie czasami na to reagują. Mamy XXI wiek, 2015 rok, masa ludzi żyje na „kocią łapę” aka „kartę rowerową” i jakoś są szczęśliwi, pielęgnują związek… a stare babska grożą szatanem! Aż mnie zainspirowałaś do napisania postu na ten temat! Tylko no, muszę mieć jeszcze bolga… :D

  • Tomek

    Haniu Es piszesz o takich ludziach, że reprezentują „biedę umysłową”. Szkoda, że dostrzegasz tylko takie rzeczy, a nie dostrzegasz swojej „biedy duchowej”. Myślę, że znasz ten cytat „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”. Proponuję poczytać sobie Pismo Święte dokładnie i ze zrozumieniem. Tam znajdziesz odpowiedź na wszystkie pytania :) Pozdrawiam i życzę bogactwa duchowego :)

    • Jehowi pukają do drzwi, a katolicy na bloga? Ja pierdolę…

      • Tomek

        Ciekawa odpowiedź, bardzo budująca ;) Kolejny raz potwierdzasz swoją wewnętrzną biedę z bardzo ubogą polszczyzną :) ale z tej „odpowiedzi” można wyczytać, że kwestie wiary nie mają na bloga wstępu! bo to siara?? bo to nie modne? czy jakoś tak… jeśli mogę to polecam obejrzeć wywiad w 20m2 z „Ekskluzywnym Menelem” :)

        • Oszołomy nie mają tu wstępu. Won. Po prostu won.

          • kristiano

            A co masz do ludzi wierzących?

    • Olga Karolyna

      nie chodzi tu o religie, wiekszosc ludzi bierze slub koscielny nie dlatego, ze maja potrzebe duchowa tylko dlatego, ze w polsce tak jest ‚i chuj’, albo zaszlo sie w ciaze i nie maja wyboru. Tak samo jest z komunia, bardzo rzadko dzieci to obchodza tak duchowo tylko ojej, kto bedzie mial ladniejsza sukienke, mama wezmie mnie do fryzjera a pozniej licza ile stowek im wpadlo, jaki dostali rower itd itd.Nie mowie, ze zawsze tak jest, ale bardzo malo ludzi tak naprawde obchodzi te wszystkie relgijne swieta i okazje, bo po prostu ida slepo jak owce nie myslac, ze moze mozna inaczej, ze przeciez moge uzyc mozgu i samemu dla siebie zdecydowac….

  • Ula

    Haniu, ja się zgadzam! Co to w końcu zmieni? Kochaliście sie tyle jako zwykła para ale żeby „niby przetrwać” potrzebujecie papierka! Bez sensu. A wogole to czemu nie usunęłas tej bezsensowenej wymiany zdań z „Tomkiem”?

  • panna Novak

    Bo rodzice bez ślubu robią dziecku krzywdę, bo co to za rodzina… Bla bla bla. Żyję w związku „bez związku” i jest mi tak super. I mojemu facetowi i mojemu synowi też :) Kochamy się jak wariaty – i to tak bez ślubu!

  • Aleksandra Kaczyńska

    Jak się zastanowić nad tym, małżeństwo nie ma sensu. Miałoby sens, gdyby nie było rozwodów, wtedy spełniałoby swoją funkcję – w razie problemów jest do czego się odwołać i przypomnieć sobie, że jak coś się psuje, to się naprawia, a nie wyrzuca do kosza. Konsumpcjonizm uderza ludiom do łba i jak „coś popsuło się między nami”, albo choroba, albo utrata pracy, albo figura po ciąży już nie ta, to sorry, ale wymieniam cię na lepszy model, nara.
    Moim zdaniem życie singla jest zbyt piękne, żeby rezygnować z niego dla kogoś, kto tak podchodzi do sprawy i odejdzie przy pierwszym kryzysie. Szkoda mi na to czasu.
    A w moim oszołomstwie, katolstwie i biedzie umysłowej wierzę, że Jezus podczas ślubnej Eucharystii umrze na krzyżu za nas i naszą miłość – żebyśmy my sami na starcie nie sobie udowadniali miłości umierając jedno za drugie.
    Pozdro.

  • Zgadzam się z Tobą, Haniu. Związek z obrączką czy bez jest tak samo ważny.
    Jednak ślub jest dopełnieniem, dodatkiem do miłości. Dzięki niemu pokazujemy swojemu partnerowi/partnerce powagę tego wszystkiego. Małżeństwo nie sprawi, że związek będzie szczęśliwszy, silniejszy, że się nie zdradzi, czy że ojciec jest faktycznie ojcem dziecka. Jednak jest to swego rodzaju deklaracja przed partnerem, bliskimi o powadze tego związku. Ponadto jest to przysięga, że się zawsze będzie- w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe. Niestety coraz więcej osób o tym zapomina.

  • Iwona Kamińska

    Widać że te czasy są do…… .Kiedyś jak coś się psuło to się to naprawiało a teraz sie wymienia na nowszy model. Typowa wygoda. Ludzie dla siebie nie mają już szacunku i robią przestrzen pomiedzy sobą. Tworzy sie brak zaufania odwzorowujac sie na innych ludziach. Druga rzecz sluby młodym sponsorowali rodzice, wiec nic dziwnego że teraz ich nie ma bo sami oni nie maja na życie w tych czasach… Gdyby nie brak kasy przez naszych opiekunów i dziadków konkubinaty nie były by teraz tolerowane… Nic dziwnego jezeli para która np konczy studia, idzie do pracy. nie ma swojego mieszkania nie chce sie chajtac bo wkład na taki wydatek jest duzy… Ja mimo tego chce to przezyć i chce na to uzbierać bo jednak wspomnienia zostaja… Nastepna nasza duza ceremonia to już tylko pogrzeb.

  • Lila

    Nie wiem kim jestes ,ale to co piszesz jest beznadzieje. Nie tylko ten ,ale na nieszczescie przeczytalam dwa twoje inne artykuly. Zarzucasz innym jakies staroswieckie poglady, bo nikt cywylizowany w tych czasasch nie zastanawia sie dlaczego ktos zyje bez slubu. Jesli nie rozumiesz niektorych rzeczy po porstu o nich nie pisz. Dla niektorych slub, jest czyms wiekszym, niz tylko zalozenie kawalka metalu na palec I wiejska impreza z rodzina. Widac, ze nie posiadasz wiekszych wartosci I niektorcyh po porstu nie rozumiesz, wiec nastepnym razem radze, wejrzec glebiej zanim wypowiesz sie na jakis temat, chociazby z szacunku dla czytelnikow.

Przeczytaj poprzedni wpis:
ptak taty
Court: ptak taty

Mieszkanie obok przedszkola to jedna z najlepszych rzeczy na świecie. Wychodzę spokojnie rano na uczelnię, przechodzę przed plac zabaw, słucham...

Zamknij