LUDZIE

Skąd macie pieniądze na skąpstwo?

grosze


Jak to jest, że ludzi stać na taki brak wyobraźni? 

Najpierw niekoniecznie się tymi sprawami przejmujemy, bo lodówka napełnia się sama, a nowego smartfona przynosi Mikołaj. Kosmetyki jakimś cudem codziennie są w łazience, a hajs na książki się zawsze znajdzie. Znamy wartość pieniądza, nie marnujemy jedzenia i nie rzucamy iPhonem z mostu – no ale nie zarządzamy ogólnym budżetem, to nie jest nasze główne zmartwienie przez pierwsze lata.

zderzenie

Potem wyprowadzamy się z domu i niezależnie od tego, jak wcześniej żyliśmy, rzeczywistość nas zaskakuje – niektórych bardziej, niektórych mniej. Okazuje się, że wszystko jest droższe niż się wydawało, za zapalone światła się płaci niemałe rachunki, a leki kosztują grube pieniądze.

romantyzm utopiony w ostatnich złotówkach

Niby to wszystko wiedzieliśmy, ale jednak dopiero teraz pojawia się ten, jak to mówił Żulczyk, romantyzm utopiony w ostatnich złotówkach, dylematach – cola czy chleb. I może to przesadzone, bo dla niektórych to raczej wybór między manikiurem a wyjściem na sushi, ale oni też się dziwią, że nagle trzeba coś z tego zestawu odrzucić. Nie ma w tym nic złego, nie sądzę, że to rozpieszczone dzieciaki, a po prostu inny standard i inne priorytety.

Ale dziwią mnie ci, którzy zaczynają oszczędzać na tym, co kompletnie nieopłacalne.

Ja wiem, że patrzenie w przyszłość jest trudne, tym bardziej gdy ma się dwadzieścia lat, jest się tak zwanym hehestudentem, a jedynym planem na najbliższą przyszłość jest wypicie tego bimbru zrobionego z kumplami w akademiku i zagryzienie bułką z chlebem.

jakoś, jakkolwiek

Z niemałym zafascynowaniem patrzę na ludzi, których życie sprowadza się do tego, żeby jakoś przetrwać i wytrzymać jak najdłużej bez podejmowania pracy, ewentualnie na kilku wizytach u babci. Dlaczego?

Bo nie wiem jak bardzo trzeba nie mieć wyobraźni żeby nie rozumieć, że za olewanie swojego zdrowia płaci się później ceny, których nie chce się poznawać.

ale…

Dla jasności: nie mówię o ludziach, którzy nie są w stanie podjąć pracy albo mają jakąś hardkorową sytuację rodzinną. Nie mówię też o tych, którzy kupują tańsze zamienniki, ubierają się w lumpeksach czy robią sobie kawę w termosie zamiast łapać kubek z kawiarni. Oszczędzanie nie jest głupie.

Piszę o tych, których mentalność nie pozwala dostrzec tego, że za dzisiejsze skąpstwo zapłacą w przyszłości więcej.

nie kalkuluje się

Za dzisiejsze, pełne chemii, ale tańsze warzywa, kiedyś zapłacą leczeniem układu pokarmowego. Za dzisiejsze, źle wykonane, ale tańsze buty do biegania, kiedyś zapłacą leczeniem kolan. Za dzisiejsze, nieprofesjonalnie zrobione, ale tańsze tatuaże, kiedyś zapłacą leczeniem powikłań.

To się zupełnie nie kalkuluje, nie ma tu żadnej oszczędności; ta mentalność na dłuższą metę jest niesamowicie droga i kosztowna. Jak to jest, że tych ludzi, którzy nie mają pieniędzy na dbanie o siebie, stać na taki brak wyobraźni?

  • Agnieszka Piątkowska

    Ja nie pojmuję jak niektórzy ludzie potrafią oszczędzać na podstawowych potrzebach, żeby dzięki tej kasie pozorować życie ponad stan.

    • Tak chyba od zawsze było, byle się tylko „pokazać”, próbują się tym ludzie dowartościować…

    • Madix

      Dokładnie! Albo branie kredytów na życie ponad stan, z totalnym niezrozumieniem tego, że skoro stać Cię na kredyt, to odkładając na konto oszczędnościowe równowartość rat, również będziesz w stanie dokonać wymarzonego zakupu, tylko taniej i bezpieczniej (bo nie będzie ryzyka typu: lodówka się zepsuje, a ty nadal spłacasz raty za sprzęt, z którego nie korzystasz).

  • „Biednych nie stać na rzeczy tanie” takie proste, a takie prawdziwe ;)

  • tosia

    Zaradność i rozsądek to dwie rzeczy, które gloryfikuję najbardziej na tym nieco zepsutym świecie. I o tym według mnie traktuje ten tekst. Że zamiast pokazać się z kubkiem z sieciówki, lepiej pokazać się z termosem, ale w zaciszu domowym zjeść wartościowy posiłek z oszołomskich bio warzyw, niż kajzerkę z mortadelą. Że warto się uczyć – manikiur można z całym powodzeniem zrobić sobie samemu, może nie w stu procentach profesjonalnie, ale na pewno poprawnie i estetycznie, a na sushi wyjść i spotkać się tam ze znajomymi. Że nie zawsze trzeba wybierać, a jedynie kombinować. Super, Haniu!

  • Ollbi

    Powiem tak, zaskakuje mnie to, że wielu ludzi nie potrafi zarządzać pieniędzmi. Ja od 3 lat staram się to robić porządnie, zapisując każdy wydatek w arkuszu kalkulacyjnym. Do tego od 3 miesięcy czytam różnego rodzaju książki o finansach osobistych, jak oszczędzać itp. I naprawdę powiem szczerze, że wiele z tych porad się sprawdza i widać poprawę własnego budżetu. Ba, nawet znajdują się pieniądze na własne przyjemności, a ile to frajdy sprawia :-)

    • angelika

      jaką książkę o oszczędnościach polecasz? Musze siostrze kupić bo potrafi wydać tysiąc zotych nie wiedząc na co ;)

      • Ollbi

        Hej. Polecam takie tytuły, które obecnie czytam lub będę:
        Harv Eker – Bogaty albo biedny
        Maciej Samcik – Jak inwestować i pomnażać oszczędności
        Andrzej Mańka – Jak o pieniądzach myślą bogaci i dlaczego biedni robią błąd, myśląc inaczej
        Andrzej Fesnak – Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

        Do tego jeszcze możesz dodać:
        Jaonna Malinowska-Parzydło – Jesteś marką
        Napoleon Hill – Myśl i bogać się
        Rimothy Ferriss – 4-godzinny tydzień pracy
        Charles Duhigg – Siła Nawyku

  • dobrymjud

    Wydaje mi się, że często to wcale nie jest głupota, a po prostu nieświadomość i nawet niechęć spytania samego siebie „hej, czemu to jest takie tanie, skoro półkę obok leży dużo droższe?”. A sklepy wcale w tym nie pomagają, bo coraz częściej droższe wcale nie znaczy w żadnym stopniu lepsze.
    A co do hehestudentów i niechęci do pracy… sama nie wiem, skąd to się bierze. Samodzielność finansowa jest totalnie napędzająca do działania. Przynajmniej na początku ;)

    • Nemesis Nave

      > coraz częściej droższe wcale nie znaczy w żadnym stopniu lepsze
      Otóż to, dzisiaj żyjemy w tak zwanej „food desert”. Żarcia wszędzie pełno, aczkolwiek – wątpliwej jakości.

      • kortufka

        Nie przesadzajmy, ciężko mi sobie wyobrazić „food desert” w wersji polskiej.

        • Nemesis Nave

          W średnim mieście? Spróbuj nalatać się za mlekiem nie uht, bądź organicznymi warzywami, mięsem dobrej jakości.

  • Hania N

    Oj tam oj tam :) Bycie hehestudentem nie jest takie złe. Ot etap w życiu :)

  • Za kiepskie tatuaże o wiele częściej płaci się wstydem, niż powikłaniami. Nie jest to może tak dotkliwe (w zależności od miejsca), ale przychodzi dość szybko.

    Albo po prostu nie poznałem osób, które zrobily u znajomego w piwnicy za flaszkę. Ciągle mam cichą nadzieję, że jest to miejska legenda. Proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
wieszaki
Court: żelazko

To mogłam być tylko ja.

Zamknij