LUDZIE WEGETARIANIZM WYOBRAŹNIA

Skąd się bierze mięso?

mieso


Nie przeszkadza mi to, że otaczają mnie mięsożercy. Przeszkadza mi to, że otaczają mnie debile.

Przechodząc na wegetarianizm nie stałam się oszołomem i jednym z tych ludzi pod znakiem Wszyscy Musicie Być Wege. Nie, to nie dla mnie. Ja wiedziałam i dalej wiem, że ludzie mięso jedzą i jeść będą. Znam wegetarian, którzy interweniują, próbują edukować i tłumaczyć, ale to też nie ja. Mnie mięsożercy nie denerwują.

Denerwują mnie za to debile

Serio, bardzo.

Wiecie, jeśli ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że świnia była tuczona na to mięso w potwornych warunkach, a potem przyszedł rzeźnik, powiesił do góry nogami, poderżnął jej gardło, elegancko pociął i dlatego teraz ma kotleta na talerzu – okej. Ja nie wchodzę w ideologiczne gadki na tym poziomie, bo jeśli komuś to nie przeszkadza, to serio to jest jego sprawa i ja mam to gdzieś.

ale!

Ale przeogromnie wkurwia mnie, gdy ludzie udają, że mięso rośnie na drzewach albo spada z nieba. Nie chcą przyznać przed samym sobą, że ten kotlet to się sam nie zrobił, a szynka przed sklepem też gdzieś była. Pamiętacie aferę ze świnkami z makro? No to było dokładnie to. Jak kupujemy polędwiczkę to wszystko okej, ale jak coś ma oczka i uszka, to już krzyczymy, że jak to w sklepie takie zwierzę!? No ja pierdolę, brawo.

ale ja nie jem…

Ciekawa sprawa – jak ktoś dowiaduje się, że jestem wegetarianką, to bardzo często zdarza się, że zaczyna się tłumaczyć. Serio. Ile to ja się nasłuchałam, że mięso to w sumie tylko trzy razy w tygodniu, że raczej parówki, bo to hehe prawie hehe wegetariańskie hehe, że raczej ryby, bo to głupie stworzenia i kurczaki, bo mało czują i ogólnie takie są niekumate. Te tłumaczenia nie tylko są zabawne, ale też zupełnie żałosne.

Mnie naprawdę nie obchodzi to, co kto je i jak się z tym czuje, ale skoro nie umie przyznać, że mięso to zabite zwierzęta, tak po prostu, to coś jest z nim nie tak. Nie mówi sobie prawdy, bo jest niekomfortowa.

Jakim debilem trzeba być, żeby tak się oszukiwać?

Przecież każdy wie skąd bierze się mięso. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że to są zwierzęta, które kiedyś żyły i nikt chyba nie łudzi się, że to głównie takie szczęśliwe krówki i świnki, które od urodzenia chciały znaleźć się na naszych talerzach.

Ja rozumiem, że to może komuś nie przeszkadzać, a zawód rzeźnika wiąże się dla niego z podobnymi emocjami co zbieranie truskawek, ale niech w takim razie się nie oszukuje i nie tłumaczy głupotami.

Więc jeśli już jesz coś, co kiedyś żyło, miało rączki, nóżki, serce i mamusię, to nie bądź pizdą i nie udawaj, że nie wiesz skąd to się wzięło.

  • W punkt.
    Tylko czy kiedy tłumaczysz ludziom skąd to mięso się bierze, nie jesteś posądzana o ideologizowanie? ;)
    A może zwyczajnie nie tłumaczysz, tylko pozostawiasz głupców samym sobie?

    • Ale co ja mam tłumaczyć? Tłumaczę dzieciom, które po prostu nie wiedzą, bo jeszcze nie były w podstawówce. Na gadanie o tym z debilami, którzy po prostu udają, że nie znają prawdy (dla swojego psychicznego komfortu) nie tracę czasu.

  • Chciałbym zobaczyć takich ludzi, którzy ze wstydem tłumaczą się z jedzenia mięsa :D

  • Dominika Skorupa

    Wiem. Nie mam nawet oporów przed rozbieraniem mięsa samodzielnie. Budzę odrazę i niesmak kiedy proszę zaprzyjaźnionego myśliwego o sarninę, a kiedy powiem że mogę przyjechać i rozebrać mięso staję się ewenementem. Mogę nawet oskórować zajączka. Jestem realistką, jem mięso i kocham zwierzęta. Z szacunku do nich, uważam, że jeśli już je zabijam to na prawdę po to, żeby zjeść i wszystko co mi dają wykorzystać na maksa. Dlatego buty skórzane są ok, bo i tak tą krowę zjadłam, ale już futra mi przeszkadzają – bo to okrucieństwo kiedy zabija się dla czystej próżności. Tzn. jeśli ktoś nutrie zje, a z futra zrobi kołnierz – OK, ale jeśli zabija lisy tylko dla futra, a nosorożca dla rogu to jest chory – bo to nie kwestia przetrwania tylko okrucieństwo.

    • Konrad Norowski

      W przypadku nosorożca oprócz okrucieństwa mamy jeszcze do czynienia z głupotą i ciemnogrodem. Pełen zestaw.

  • Mimo iż jestem typowym mieszczuchem, który konsumuje głównie poporcjowane ładne kotleciki prosto z supermarketu mam świadomość, jak to wszystko wygląda. Nawet miałam szkolenie z oprawiania kaczek i umiem sobie taką przygotować. I to tą samą, którą jakiś czas wcześniej miziałam jak była mała, żółta i puchata. Były przepyszne. O, a do tego robię badania naukowe na zwierzętach. I nawet bym spokojnie „resztę pani futra” przyjęła, choć trochę bez przekonania, bo nie potrafiłabym przyrządzić lisa tak, żeby był smaczny. Wiadomo, że się tym nie obnoszę, nie gadam o tym za dużo, bo po co, skoro wszystko jasne, ale wystarczy wspomnieć, a zawsze znajdzie się jakiś oburzony i zniesmaczony mięsożerca (!), że jak ja tak mogę i jakie to straszne. A znam takich, co nawet surowe piersi z kurczaka ze sklepu ich męczą i brzydzą, ale obiadek ze schabowym wcinają aż miło. I udają, ze to nie ze zwierzęcia. A potem lekarstwo/kosmetyk badany na zwierzętach, a przecież „ci naukowcy torturują zwierzęta i sami powinni być obiektem badań”.

  • Doskonale to wiem i nie ukrywam tego przed samą sobą, nie szukam dziwnych wymówek i tłumaczeń, że niby coś. To jeszcze głupsze. Jem mięso, zdaje sobie ze wszystkiego sprawę.

    Nie rozumiem tylko jednego – bywają tacy wege, co mięsa nie bo świnka cierpi a ryby jedzą „bo to nie mięso”. A co to? Pływający ogórek z oczami? Rybki nie boli? Możesz mi to w jakiś sposób wyjaśnić, skąd to się bierze i dlaczego tak? Chyba jak ktoś jest przeciwny zabijaniu zwierząt i wszem i wobec głosi tą filozofię to czemu dotyczy to tylko tych zwierząt, które chodzą a te, które żyją w innym środowisku, to już z nimi się nie liczą?

    • Po pierwsze – to nie są wegetarianie. Wegetarianie nie jedzą zwierząt. Kropka. Więc nie, nie mogę Ci tego wytłumaczyć, bo dla mnie to głupota.
      To jakbym mówiła, że jestem abstynentką i piła tylko piwo.

      • No właśnie, to jest strasznie głupie. Więc czemu Ci ludzie nazywają się wegetarianami? Myślą, że przypisywanie sobie słowa „wegetarianin” uczyni ich kimś lepszym, fajniejszym, ważniejszym od innych?
        Nie jestem wege to nie jestem i mówię to wprost a nie jakieś kombinowanie i udawanie kogoś kim się nie jest,

        • To zbyt proste pytania. Jeśli generalnie chodzi Ci o to, że czemu ludzie są głupi, to też się nad tym codziennie zastanawiam. Nie ma odpowiedzi.

          • Maciej Cąderek

            Ludzie są „głupi” bo mogą – są na tyle mądrzy by przetrwać i się rozmnażać wiec mądrzejsi być nie muszą. Ot, ewolucja.

    • Lepiej. Znałam wegetarianina-idealistę. Nie jadł mięsa, bo oburzało go zabijanie zwierząt w rzeźniach. Za to buty, nesesery, walizki i portfele musiał mieć ze skóry. Takiej prawdziwej, bo ta eko się jego zdaniem szybciej psuła, łatwiej pękała i w ogóle prawdziwa skóra to prawdziwy luksus, a nie jakieś tam ekologiczne podróbki. Także ten, to dopiero był schiz.

      • Rozwalają mnie tacy ludzie… Głupota się szerzy.
        No bo na torebkę to zwierzątka nie trzeba zabić.
        Kiedyś myślałam, że wynika to z jakiejś tam mody na zdrowe odżywanie, wegetarianizm itd. Ale teraz już wiem, że to tylko głupota. Inaczej się tego nie da nazwać.

  • Comayhem.

    Z tym, że truskawki nie krzyczą jak je zrywasz. ;)

  • Linka

    Od jakiegoś czasu czytam Twoje wpisy i większość z nich mi się podoba – szczerze piszesz co myślisz i sporo poglądów (choć nie wszystko) pokrywa się z moimi. Tutaj zwrócę uwagę na jedną rzecz.
    Ze mnie z kolei jest straszny mięsożerca. Byłam już atakowana przez kogoś, kto zarzucał mi hipokryzję, bo swojego psa bym nie zjadła, a to przecież też mięso. Odpowiadam wtedy, że pewne zwierzęta człowiek rozpieszcza, inne zjada, mamy szczęście, że jesteśmy ludźmi i wyznaczamy zwierzętom ich pozycję. I cisza…
    W wegetarianach-edukatorach śmieszą mnie słynne „kurczaczki naszpikowane hormonami”. A zapominają o pryskanych jabłkach, truskawkach sprzedawanych przy ruchliwej drodze. Czasem mam wrażenie, że niektórzy vege za wszelką cenę chcą udowodnić swoją wyższość, mięsożercy to brudasy itp. Ale niektórych podziwiam, bo sztuką jest tak dobrać wegetariański jadłospis, żeby to było naprawdę zdrowe.

    PS. Ciekawa dygresja. Parówki to akurat podmięso, którego nie dam nawet psu. Z tego powodu mam ból dupy, że karmią nimi pacjentów w polskich szpitalach, którzy muszą to jeść, bo nic innego nie dostają. Miałam praktyki w szpitalu i gadałam na ten temat z pielęgniarką. Odpowiedź: „ok, ale to są te dla dzieci, na pewno są zdrowsze i nic do nich nie dodają”…

    • Konrad Norowski

      Co do tego poczucia wyższości : to nie jest domena wege bynajmniej, czasami mam wrażenie że niektórzy ludzie wyznają pewne poglądy tylko dlatego że dzięki temu mogą czuć się lepsi od „głupiego motłochu „.

      • Linka

        Też mam takie wrażenie – i może właśnie z tego powodu zostają wege? Acz nie generalizuję :)

    • Wiesz, ja nie sądzę, że powinniśmy wyznaczać zwierzętom ich pozycję, więc co mam Ci powiedzieć. Co do hormonów w kurczakach – hm, oni serio mają jakąś rację, bo mięso w sklepach jest teraz często bardzo niezdrowe, ja przy niedoczynności tarczycy wiele razy słyszałam od lekarzy, że mam na to uważać.
      Ale jeśli ktoś mówi „jesteś gorszy, bo jesz mięso”, to ja nie mam nic do dodania, bo na oszołomów szkoda mi czasu.

      • Linka

        Tak naprawdę ciężko jest w dzisiejszych czasach znaleźć naprawdę zdrowe jedzenie. Trzeba by było mieszkać na wsi, z daleka od silników spalinowych. Współcześnie wybieramy raczej mniejsze zło. W kurczakach hormony, w rybach, owocach i warzywach rtęć, ołów i kadm, gdzieś indziej fosforany, w soli sód… Ale przecież trzeba coś jeść. Ja się generalnie staram jeść tak, żeby korzyści przewyższały szkodliwość. Ale żyję szybko, nie zawsze mam też czas na coś innego niż „co popadnie” :)

      • Maciej Cąderek

        Prawie każdy wyznacza zwierzętom pozycje, niektórzy po prostu nie maja na swojej liście pozycji „do zjedzenia”.

    • Tylko że warzywa oprócz chemii mają również mnóstwo składników, które mogą jej negatywne działanie solidnie zrównoważyć, o mięsie tego powiedzieć się nie da.

    • Idalianna

      „jesteśmy ludźmi i wyznaczamy zwierzętom ich pozycję”?! To Ty chyba bogiem jesteś jednak czy coś, skoro uważasz, że masz władzę wyznaczania zwierzętom ich pozycji (wtf?!). Czy jak to jest, kto Ci dał władzę wyznaczania zwierzętom ich miejsca? Czemu uważasz, że świnia ma tak jak Ty nogi, żołądek, serce i to wszystko działa u niej jak należy, a mózg, który także posiada, jakimś magicznym sposobem u niej nie funkcjonuje prawidłowo i nie ma sposobności samostanowienia?

  • GabiBunnova

    To prawda, ludzie mają bardzo ciekawy system wypierania ze świadomości skąd to mięso się wzięło. A z kurami, że głupie, że to w sumie nie jest mięso (skąd to się bierze?!)… Trafiłam ostatnio na Kurę Fatimę – nie wiem, czy ją widziałaś? – i od tej pory wszyscy są w szoku. Ale że jak, że kura, że ona się przytula i rozumie? Szok, panika, niedowierzanie.

  • GabiBunnova

    To prawda, ludzie mają bardzo ciekawy system wypierania ze świadomości skąd to mięso się wzięło. A z kurami, że głupie, że to w sumie nie jest mięso (skąd to się bierze?!)… Trafiłam ostatnio na Kurę Fatimę – nie wiem, czy ją widziałaś? – i od tej pory wszyscy są w szoku. Ale że jak, że kura, że ona się przytula i rozumie? Szok, panika, niedowierzanie.

  • uoe

    Poruszyłaś naprawdę ciekawą kwestię. Najpierw ktoś płacze, że widzi małą świnkę w makro a później smutek utopi w kotlecie. Bo kotlet to osobny byt, nie miał wcześniej oczek ani nóżek. :)

    Ale ciekawi mnie też inna kwestia – znam osoby, które są wege z powodów ideologicznych, bo nie chcą przykładać ręki do krzywdy zwierząt, ale niestety tą samą ręką kupują kosmetyki, których lwia część pochodzi od producentów, którzy są na liście testujących swoje produkty na zwierzętach.

    • uoe

      Swoją drogą – jakie jest Twoje zdanie na temat kupowania kosmetyków testowanych na zwierzętach? W sensie, czy omijasz takie kosmetyki czy nie zwracasz na tę kwestię uwagi?

  • Antonina W

    Kury wcale nie są głupie, moja siostra dała 3 kurom imiona, nauczyła je przychodzić na zawołanie i robić różne sztuczki. No może nie turlanie czy aport, jak psa, tylko jakieś chodzenie w kółko i siad, no ale to już świadczy o tym, że one są całkiem sprytne ;)

    • Maciej Cąderek

      Coś mi się zdaje, że kryterium inteligencji jest trochę dziwne jeśli chodzi o to, czy zwierzę można zabić czy nie.

      • Linka

        Też tak myślę. Człowiek kieruje się swoją korzyścią przede wszystkim.

        • Antonina W

          no jasne, że to nie ma wpływu, ale piszę to do tego, że ludzie uważają, że piesek jest taki kochany i mądry to nie można mu zrobić krzywdy, a kura to tylko kura :/

          • Idalianna

            Ciekawe czy swoje dzieci chore na np porażenie mózgowe też by chcieli zabić, bo takie to niekumate.

      • Ilu ludzi trzeba by było pozabijać. :)

  • A ze świnką w makro to nie było tak, że najgłośniej oburzały się wszelakie fundacje-wegetarian-oszołomów? Bo bycie debilem i oszołomem działa w obie strony. Mnie wkurza, kiedy wegetarianin próbuje mnie „nawrócić” na jedyną słuszną dietę. Ostatnio słyszałam o aferze z grą dla dzieci o nazwie „Skup żywca”. Jakaś organizacja zarzuciła twórcom gry, że uczy sześciolatki o zabijaniu i handlu zwierzętami i to w ogóle skandal. Oczywiście gra nie miała z pracą w rzeźni nic wspólnego, bo chodziło w niej o zdobycie jak największej ilości kur, krów i świń, ale przyjmijmy, że jednak miała. W takim wypadku tłumaczenie dzieciom skąd się bierze mięso jest zdaniem wegetarian-oszołomów złe, bo bestialskie, pozbawione empatii i koszmarne.
    Ja wiem skąd się bierze mięso. Nie przestanę go jeść, ale wkurza mnie to w jaki sposób traktuje się zwierzęta w rzeźni. Naprawdę da się to zorganizować inaczej, bardziej humanitarnie, tylko trzeba chcieć. A ubój rytualny to już w ogóle przechodzi moje pojęcie. Takiego zabijania zwierząt nie jestem w stanie znieść.

    • Maciej Cąderek

      Popieram, o wiele bardziej niż wege cenię takie osoby jak np. Temple Grandin

  • To trochę tak jak z domowymi zwierzakami – kotek czy piesek jest ładny i milusi, dopóki nie urośnie, nie zacznie łapać myszy, sikać po kątach i bronić swojego terenu. Wtedy jest czasami oburzenie, że np. pies zachowuje się jak pies. Cóż, chyba powinno się z góry wiedzieć, że to nie jest pluszak, tylko żywe zwierzę, które ma swoje instynkty i osobowość. A z tą aferą w makro to niby o dzieci chodziło, że mają patrzeć na martwe świnki, aczkolwiek argument jak kulą w płot, bo makro to przecież hurtownia, a nie sklep dziecięcy z zabawkami.

  • siewca zamętu

    nic nie mam do wegetarian, nawet moja kobieta się przymierza do tego, żeby przestać jeść mięso, dla mnie wegetarianie po prostu są, nie zmam zamiaru im tłumaczyć, że nie mają racji, tak samo nie dam im sobie wmówić, że jestem gorszy od nich, dla mnie to taki sam temat jak religia w tej materii nie powinno się dyskutować jeżeli nie chce się wojny

  • Anka

    Wychodzę z założenia, że z debilami trzeba nauczyć się żyć. Nie widzę w sensu wkurwiać się na czyjąś ignorancję, głupotę etc. Z debilami nie wygrasz, a po co się nadmiernie denerwować.
    Swoją drogą ciekawi mnie twoja definicja debilizmu. Bo czytam twojego bloga od jakiegoś czasu i dochodzę do wniosku, że są to ludzie, którzy denerwują cię swoją ignorancją czy irracjonalnym myśleniem. No dobra, ale czy to czyni ich debilami? Ludzie nie zawsze chcą się zastanawiać nad wszystkimi aspektami pochodzenia wszystkiego co jedzą, używają etc. Bo po co? Świat działa jak działa. Nie odróżniam wołowiny od jagnięciny, nie interesuje mnie sposób w jaki chowane są zwierzęta na ubój, nie zastanawiam się nad tym i nie chce. Dla mnie mięso równie dobrze może rosnąć na drzewach. Chce zjeść obiad i tyle. Jestem ignorantką? Spoko. Jestem debilką? Nie uważam się :)

    • Debile to niemyślący, głupi ludzie. A jak już próbują się wysilić i myśleć, to są nielogiczni i robią się szkodliwi („wychowawczy klaps jest dobry!”, „nie zdążyłam zostać matką” and shit). Wtedy to już lepiej dla świata, żeby nie myśleli.

  • Wanda Pawłowska

    ostatni akapit- najlepsze podsumowanie

  • dobrymjud

    Ej, już widzę i naprawdę super tekst. Sama jakoś tego nigdy nie zauważyłam, albo po prostu nie mam wokół siebie głupich ludzi, ale no… no w punkt. Jak dla mnie świadome jedzenie mięsa (z kupowaniem go tylko od zaufanego rzeźnika z wolnego chowu i tak dalej) jest dużo trudniejsze, niż jego po prostu niejedzenie.

    • Yes. Ale nawet świadome jedzenie parówek jest lepsze niż świadome udawanie, że parówki lecą z nieba. Brr.

  • Taaak, sprawa z prosiaczkiem w makro rozwala mnie do dzisiaj, a jeszcze bardziej martwi fakt, że ta sieć sklepów się poddała. Prosiaczek w całości a poćwiartowany to nadal prosiaczek, ryba w całości nie wywołuje takiego poruszenia. Myślę, że ten cały szum to taki ukryty gdzieś lęk i poczucie winy, że zabijamy zwierzęta na jedzenie.

  • Od dawna krążą mi po głowie podobne przemyślenia. Szczególnie w dużych miastach sporo osób oddziela w swoich umysłach świnkę od kiełbasy grubą krechą.

    Jestem zatwardziałym mięsożercą i dobrzy mi z tym.
    Trapi mnie ciągle jedna myśl. Wcinam mięso w każdej postaci i ilości z większości gatunków zwierząt, które goszczą na naszych stołach. Mam też psa, którego traktuję jak równego sobie.
    Często mam wrażenie, że jestem przez to hipokrytą do kwadratu. Pies może spać w łóżku, a przeznaczeniem świni, krowy i kury jest talerz.

  • Ja się nie oszukuję. Ja jem bekon ze świni zabitej w rzeźni. Lubię bekon.

  • Ja jestem mięsożercą – kiedy miałbym sobie wymyślić jakieś 30-dniowe wyzwanie, to prędzej wytrzymałbym bez kawy i seksu niż bez mięcha. Do tego jestem duży i stary i pamiętam, że kiedyś u dziadka na wsi największym świętem wewiosce było świniobicie. Pominę szczegóły co się jadło wtedy i jakie to było dobre, bo nie piszę u mięsożercy :) I mnie to jakoś szczególnie nie wzruszało.
    Ale jest film, który obejrzałem, gdzie temat przemysłowej hodowli zwierzątek się przewinął, trochę boczkiem, ale lekko mnie pyknęło – to „SOS Ziemia”. Jak zobaczyłem zwierzęta rzeźne aż po horyzont, dodatkowo lektor mówiący „te zwierzęta nigdy nie miały i nie będą miały w ustach naturalnej karmy” tylko jakieś mieszanki cudowne, to trochę inaczej na kotleta spojrzałem.
    Dodatkowo pokazany z lotu ptaka cały ten obszar i jak wyglądają rzeki, do których wylewa się odpadki poprodukcyjne, także po rzeźniach. Brrrr…

  • Aga

    Czwartek, proseminarium UMK p. dr. D. „Ja jestem przeciwny hodowaniu zwierząt, gdy jest bezsensowne. Dla takiej czystej ludzkiej uciechy. Np. nie rozumiem hodowania kaczek na wątróbki, ale hodowanie zwierząt na mięso to inna sprawa. Takie są prawa natury ” LOL

  • Tekst o tym, że parówki są prawie wegetariańskie, powinien pozwalać na automatyczne napiętnowanie mówiącej go osoby rozpalonym żelazem.

  • Ja wychodzę z założenia, że człowiek nie jest lepszy od zwierzęcia. A ponieważ zwierzętom wolno jeść inne zwierzęta, dlatego nie czepiam się też swoich znajomych, że jedzą mięso. I jako weganka podaję je mojemu pieskowi.

  • Milena

    Wegetarianie tez odsuwaja od siebie niewygodna prawdę o przemyśle mleczarskim, tacy sami „debile”.

  • nata coatam

    ludzie się skończyły zacznij jeść dżem

Przeczytaj poprzedni wpis:
zmartwienia
20 minut na zmartwienia

Wielkie sukcesy, cudna rodzina, idealna miłość, duże pieniądze. Wszystko super, ale jak się cieszyć ciągle się martwiąc?

Zamknij