KULTURA I MEDIA LUDZIE

Po co w szkole jest religia?

religia


Dziś Halloween. Pamiętam, że w podstawówce na religii mówiono nam, co i jak mamy myśleć, też w tym temacie. Teraz wiem, że ten przedmiot to jedna z największych głupot systemu edukacji. 

Od szóstego roku życia przez pięć dni w tygodniu po kilka godzin dziennie siedzimy w szkole. Uczymy się – najpierw literek, potem strobilizacji polipów, całek. Ale przez wszystkie dwanaście lat chodzimy też na lekcje religii. No debilizm.

Przedmiot, który zabija myślenie

Katecheci kazali wkuwać modlitwy na pamięć i zaliczać na ocenę śpiewanie psalmów. Opowiadali nam o jakimś typku zza chmur, którego nikt z nas nie widział i nie słyszał, a który zabrał naszemu koledze z klasy mamę – ot tak.

Te lekcje zabijają myślenie. Dlaczego? Bo słuchamy na nich o tym, co mamy sądzić i jakie powinno być nasze zdanie – a każde inne jest złe. Jedyne wyjaśnienie to często bo bóg tak chciał. Nie dowiadujemy się dlaczego, jakie są za i przeciw, nie ma dyskusji. Jest wyraźne tak i koniec. Czego to uczy kilkuletnie dzieci? Braku kreatywności. Po co mają się wysilać i wyrabiać własne zdanie, skoro i tak jest jedno narzucone odgórnie, bez możliwości sprzeciwu?

To, czy ktoś wierzy i w co, to jego osobista sprawa, z tym nie mam prawa się kłócić. Ja mam w dupie to, czy jesteście katolikami, ateistami czy pastafarianami. Ale dlaczego nie ma tego w dupie system edukacji?

Po co to?

Staram się, ale wciąż nie rozumiem jaki jest sens. Czemu? Bo nie ma. Przedmiot Wiedza o Religiach byłby o wiele ciekawszy i coś by się z niego wynosiło, ale to co jest nam serwowane na lekcjach to odtwórcza sprawa. Nic, kompletnie nic dzieciakom nie daje, niczego nie uczy. Co gorsze – jest stratą czasu i mordercą kreatywności.

A jeśli ktoś sądzi, że potrzebuje słuchać o danej religii, dowiadywać się czegoś, uczyć w tym temacie – powinny być zajęcia dla chętnych. Bez listy obecności, bez ocen, bez sprawdzianów. Dlaczego? Bo to nie jest nauka. To jest wiara. Luźne zajęcia zrzeszające wiernych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o teologii byłyby okej.

Ale w żadnym wypadku nie przyklasnę temu, co się teraz w szkołach dzieje. Trzeba siedzieć, słuchać babki, która ma wiecznie jedną stylówę, śpiewać o tym, jak uwielbia się faceta z zaświatów i zaliczać formułki, deklaracje wiary, których kilkuletnie dziecko nie rozumie. Więc albo głupio powtarza, albo siada w ostatniej ławce i wykorzystuje te dwie godziny w tygodniu na co innego.

 

Przez całe siedem lat mojego uczęszczania na lekcje religii bardzo dużo się nauczyłam.

Nie pokonacie mnie w Państwa i Miasta.

  • Tak naprawdę nie tylko religia zabija kreatywność. Nie przesadzajmy. W większości przypadków dziecko ma wykuć czy to alfabet czy tabliczkę mnożenia i nie pyskować. Nie jestem fanatyczką, ale jakoś nic do religii w szkołach nie mam. Forma może mogłaby być inna, ale to samo można powiedzieć o wszystkich innych przedmiotach.

    • anonim

      Jak ma sie nauczyć alfabetu nie wykuwajac go na pamięć? Czy tej tabliczki mnozenia. Akurat te zdanie nie ma sensu. Jest wiele przedmiotów, i z tym sie zgodze, które wymagaja jedynie wykucia na pamięć, lecz sa i takie ktore jednak wymagaja kreatywności jak matematyka czy fizyka. Wiec po co tyle krzyku. Zgodze sie ze zdaniem autorki co do religii ale komentarz powyzej nie ma sensu

      • A jak inaczej dzieci mają się nauczyć „Ojcze nasz”, jeśli nie kując go na pamięć? Chodzi też o sposób nauczania. Jedni będą uczyć alfabetu przez zabawę, a inni po prostu wymagają kucia na blachę.

        • Ale ja nie widzę nic złego w jakimś wspólnym modleniu się. Widzę za to w stawianiu z tego ocen. Przecież to nie o to chodzi, nie? Z tego co mi wiadomo, nie chodzi o formułki.

          • Nie wiem jak jest teraz, bo nie siedzę w temacie. Ale za moich czasów oceny były, ale nie liczyły się do średniej. Więc w sumie tak jakby ich nie było. Ja to w ogóle nie jestem zwolenniczką wystawianiu dzieciom ocen z czegokolwiek, tak do 11 roku życia. Masz rację pisząc, że chodzi o modlenie, a nie 5-tki w dzienniku. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że nauczyciele, w tym księża, nie wiedzą jak inaczej zmotywować ucznia do nauki. Oceny to jedyny system nagród i kar, który potrafią zastosować.

          • Teraz się liczy.

            Poza tym: system kar i nagród to głupota. Hm, może napiszę o tym za jakiś czas.

        • Marek Celejewski

          „A jak inaczej dzieci mają się nauczyć „Ojcze nasz””

          A po co mają się tego uczyć? Czy ta umiejętność do czegokolwiek w życiu im się przyda?

          • Religia jest sprawą duchową. Może kiedy będą dorosłe modlitwa doda im otuchy. To, że tobie się to nie przydaje nie znaczy, że tak mają też inni. Równie dobrze można powiedzieć, że przyszli poloniści nie muszą kuć chemii, bo ta wiedza im się nie przyda. Możemy iść krok dalej i od razu wybierać jednostki lepsze i gorsze już przy narodzeniu. Jedni będą się rozwijać wszechstronnie, również duchowo, a inne będą mieć wiedzę potrzebną do machania łopatą. Tym ostatnim już z góry wykluczymy możliwość poszukiwań. Ot, taki Nowy wspaniały świat.

    • Tak, inne przedmioty też po części zabijają kreatywność. Tylko że religia kompletnie bez sensu. Wydaje mi się, że modlitwy i nauka o wierze powinna być rozpatrywana pod innym kątem.
      Wykucie tabliczki mnożenia potem skutkuje kolejnymi obliczeniami, gdzie już nie trzeba bezmyślnie wbijać do głowy, a czemu służy ślęczenie nad modlitewnikiem? To nie jest tak, że te zajęcia sprawiają, że religia robi się czymś nudnym i nielubianym przez dzieci?
      No i nie rozumiem zupełnie, dlaczego są z tego przedmiotu oceny. Chodzenie sobie na jakieś zajęcia z księdzem po godzinach (dla chętnych!) byłoby okej, ale nie kumam sensu wciskania tego na świadectwo i w program.

    • zmeczonymisio

      to wina państwowej ingerencji w system oświaty, nie przedmiotów

  • Mnie najbardziej boli brak kompetencji u osób nauczających religii. Niektóre są po prostu głupie, w sensie tak mało inteligentne, że nie potrafią zbudować autorytetu, dzieciaki są od nich sprytniejsze, nie potrafią rozwiać wątpliwości, wyjaśniać. Religia w szkole nie umacnia wiary, tylko ją niszczy, nie zbliża do Boga, tylko sprawia, że uczniowie kwestionują jego istnienie. To strasznie rozczarowujące i bez sensu i ogromnie żałuję, że tak to wygląda. Pozostaje szukać Boga na własną rękę, o ile uda się znaleźć swoją drogę i pomoc. Ale większość osób jest już tak zniechęcona, że nie widzi najmniejszego w tym sensu. Ech..

    • Jeśli chodzi o nauczycieli bez autorytetu, to religia nie jest tu żadnym wyjątkiem. Belfry generalnie nie ogarniają jak działa mózg dzieci/nastolatków i ciężko jest im do nich trafić. Wystarczyłoby trochę spróbować i pójść w ich tok rozumowania, no ale cóż.
      A religia – owszem, w szkole po prostu zniechęca. Nie znalazłam jeszcze nikogo, kto powiedziałby „lubię chodzić na religię”. No, oprócz tych, którzy traktowali to jako okienko, godzinę snu. Oni lubili.

  • W pełni się z Tobą zgadzam. Sama wypisałam się z religii jakoś w trakcie liceum, nie dlatego, że jestem niewierząca, a dlatego, że formuła zajęć była zdecydowanie nie do przyjęcia. Z mojej klasy wypisało się ok 5-6 osób i nikt nie zastanowił się dlaczego tak się dzieje. To przecież nasza wina, bo „wymyślamy bzdury” o tym jak ksiądz nas traktował na religii. Żenada.

    • A ja miałam szczęście i zawsze natrafiałam na fajnych katechetów i księży. W szkole właśnie największym problemem jest to, że tak niewiele zależy od nas, a masę od nauczyciela.

      • To akurat jest mega prawda. Ja jestem zdania, że humanista może koksić z matmy a mat-fiz być zajebisty z biologii – kwestia nauczyciela, zainteresowania uczniów swoim przedmiotem, opowiadania w ciekawy sposób itd. No ale tu już nie chodzi o religię, a o edukację ogółem. Jak nie lubię uczyć się historii, bo to nie moja działka, tak w gimnazjum to był jeden z moich ulubionych przedmiotów, bo nauczyciel był młody, potrafił nas zainteresować tematem, znał myślenie gimbusów (nudne lekcje z datami przerywał opowiastkami o romansach dawnych królów itd;)) i radził sobie z tym. W liceum znienawidziłam historię ponownie, bo kobieta była tragiczna i nieludzka. To jeden z przykładów, ale to się serio bardzo przekłada. Czyli – nauczycielu, to nie tak, że klasa jest słaba z Twojego przedmiotu. To Ty jesteś słaby.

        Religia jednak najczęściej jest tą godziną w tygodniu, na której: w podstawówce się wkurza, bo trzeba się uczyć przykazań, w gimnazjum się gra w państwa i miasta albo skacze po ławkach, a w liceum się śpi. Tak że ten.

    • Ja wypisałam się w gimnazjum, bo (jeszcze nie zdefiniowałam swojego ateizmu) czułam, że tracę dwie godziny w tygodniu, a wolałam wtedy wrócić do domu poczytać książki albo pójść trenować. To było mega mądre.

      Generalnie często to wina nauczyciela, ale pomijając – samo istnienie tego przedmiotu jako obowiązkowy i oceniany w programie nauczania to głupota.

  • Dość kontrowersyjny tekst, ale muszę przyznać Ci rację, nawet biorąc pod uwagę fakt, że jestem wierząca. Moim zdaniem lekcje religii, jeżeli już, powinny odbywać się w ramach jakiś zajęć pozalekcyjnych, np. tak jak było kiedyś – na salkach parafialnych. W żadnym wypadku nie w szkołach. Jest milion różnych możliwości, a wybrano właśnie tą najgorszą.

    • Racja. Rozwinęłam to tu wyżej – zdaje się, że w tych specjalnych salkach było dzieciakom jakoś lepiej. Ja nie jestem wierząca, ale wiem, że nauka o wierze i jakieś wspólne modlitwy mogą być dla dzieciaków fajne. Może nie dla rozwścieczonej gimbazy, ale dla tych pozostałych – jasne. A system niszczy wszystkich ;)

  • Dominika Łach

    Tak jak kilka osób wspomniało wcześniej, to nie w samych lekcjach religii jako takich jest problem, tylko wszystko zależy od nauczyciela. Jeżeli będzie dobrym pedagogiem i jako wierzący faktycznie starał się żyć wg wiary, to to będzie widać w jego zachowaniu. I tu zaskoczenie – będzie przyciągać ludzi do siebie.

    • Pod spodem w komentarzach się do tego odniosłam.
      Prawda, że dużo zależy od nauczyciela, ale wciąż – ten przedmiot nie powinien być oceniany i uczniowie nie powinni być rozliczani z obecności. A w ogóle, to powinien być poza lekcjami. Nawet w kościele, pewnie byłoby bardziej „religijnie”. Tak mama mi mówiła, że to dla nich było coś fajnego, bo odbywało się inaczej, było ciekawie, po lekcjach i obiedzie, w innym miejscu.

      • Kiedyś były szkółki niedziele i tam była większa „wolność”. Teraz „trzeba” wierzyć…

        • Samo to brzmi beznadziejnie.

          • No tak to wyglada w rzeczywistości, metaforycznie.

        • zmeczonymisio

          to wina państwa, nie Kościoła a tym bardziej nie religii

  • Agata Mikoś

    W liceum chodziłam na lekcje etyki, trafiliśmy na naprawdę świetną prowadzącą. Uczyliśmy się o filozofii, o innych religiach, oglądaliśmy filmy, prowadziliśmy dużo dyskusji o przeróżnej tematyce, raz o tym czy książkę powinno oceniać się po okładce, a raz o prostytucji i czy powinna być legalna. Generalnie nie było tematów tabu, sami często wymyślaliśmy o czym będziemy dyskutować i głosowaliśmy, które tematy są warte do wprowadzenia na lekcje. Moim zdaniem takie zajęcia powinny być stałym zamiennikiem na to co w szkołach nazywane jest religią (kiedy powinno nazywać się religią katolicką, czy jakoś tak). Oczywiście kluczowa jest rola nauczyciela etyki, ja akurat fajnie trafiłam. :) Nigdy nie dowiedziałam się jaką opinię na dany temat ma moja prowadząca, bo nigdy nam własnego zdania nie narzucała. Takie lekcje są naprawdę wartościowe i otwierają oczy. Dużym minusem było to, że jak u mnie w szkole ktoś na religię nie chodził, to miał paskudne okienka w środku dnia, a zajęcia z etyki odbywały się w piątki w godzinach 14-16 czy też w poniedziałki w godzinach 16-18, tak więc szkoła naprawdę swoim planem zniechęcała.
    Jeżeli chodzi o lekcje religii to jeśli jest dobry nauczyciel to można z pewnością dużo wyciągnąć z tych zajęć. Jednak mocno popieram Cię w kwestii, że te zajęcia powinny być dla chętnych, bez ocen i liczonej frekwencji.

    • zmeczonymisio

      ale są dla chętnych, nie chcesz to nie chodzisz

  • Również wychodzę z założenia, że podstawy religioznawstwa wniosłyby więcej do naszego życia niż coroczne wałkowanie podobnych kwestii.
    Co do nauczycieli, najbardziej sensowne lekcje religii, w których do tej pory uczestniczyłam, prowadzą księża. Szanują odmienny punkt widzenia, nie migają się od pytań i wykazywali się wiedzą nie tylko na temat katolicyzmu. Nie mogę tego powiedzieć o katechetach, którzy posiadali okrojony pogląd i nie wiedzieli nic na temat innych wyznań, czyli zło na świecie dzieję się, bo niezbadane są wyroki boskie, a Budda nie był człowiekiem.

    • zmeczonymisio

      ale w jakim celu ksiądz ma wiedzieć cokolwiek o innej religii? ma to poszerzyć jego horyzonty? myślałem, że kapłan ma za zadanie zgłębiać swoją wiarę, propagować ją i pomagać innym w problemach związanych z życiem moralnym i duchowym

      • Chociażby po to, by nie opowiadać bzdur ;) Nie każę nikomu klepać Koranu na pamięć ani tłumaczyć mi Ośmiorakiej Ścieżki, jednak sądzę, że używanie argumentów, które mają jakieś odbicie w rzeczywistości, mogłoby wnieść więcej na lekcje religii niż słuchanie niestworzonych wywodów, które mają na celu tylko to, byśmy zostali przy religii katolickiej i na każde inne wyznanie byli nastawieni „anty”.

  • Co do wpisu – pełna zgoda. Zabrakło mi jeszcze religijnego klasyka pod postacią:” w naszej książce jast napisane tak i tak, ale ,TAK NAPRAWDĘ, autor miał na myśli co innego”. :)

  • Adorosa

    Religia w podstawówce to jeszcze małe piwo. Dalej robi się ciekawie, jak przychodzi do rozmów o małżeństwie, antykoncepcji itp. Do dziś nie rozumiem, co miało na celu opowiadanie księdza o „gnijących jądrach”, „smrodzie z dupy” i innych tego typu rewelacjach w kontekście licealnych zajęć o życiu małżeńskim.

  • chudy

    Dla mnie religia to czas na zjedzenie śniadania/lunchu, zależnie od pory, kiedy mam tę lekcję. Generalnie nie słucham prowadzącej, bo dla mnie to szkoda czasu i jak usłyszałem, że każdy człowiek nosi maskę, to myślałem, że coś mnie strzeli. Każdy człowie, zawsze ma maskę. Nigdy nie jesteśmy sobą. I nie ma bata – nie dało się jej przegadać w dyskusji. I od tej, pierwszej w sumie, lekcji zrezygnowałem z jakiejkolwiek aktywności. Z nimi się po prostu nie da, a zaliczyć trzeba..

    • No właśnie „zaliczyć trzeba”, ghrr.

    • sandra

      Ale przecież chodzenie na lekcje religii nie jest obowiązkowe. Jak nie czujesz potrzeby, nie chcesz w tym uczestniczyć to nie chodź.

  • W LO na lekcjach religii można być bardzo kreatywnym. No wsunie już w gimbazie, ale ja sie jeszcze cykałem. Jeżeli ma się już jakąś wiedzę i świadomość to mozna z księdzem w zabawne dyskusje wejść, w których on nie potrafi się bronić a ty go bezlitośnie oglądasz kolejnymi racjonalnymi argumentami. Tak, to jest kreatywna lekcja.

    Co do samego tematu, to w pełni popieram. Kolega ostatnio kłócił się z dyrekcją o to, dlaczego w klasach wiszą krzyże, a jak poprosił żeby powiesili durszlaki bo taka jego wiara, to odmówili… Kraj chrześcijański, nie pogadasz.

    • Czy nasz kraj jest chrześcijański? Nie, po prostu większość to chrześcijanie (choć w połowie też ściema).

      • Kraj jest uznawany za chrześcijański, państwo chce żeby był chrześcijański. Większość sprawia, że jest chrześcijański. Tak to wyglada na papierze, a jak jest na prawdę, to chyba kazdy wie.

      • zmeczonymisio

        jest, ale niestety coraz mniej

  • Pingback: Katecheci. | Ja, chudy – blog()

  • Wiśniak

    Z częścią się zgodzę, z inną może nie do końca. Może
    zaczniemy opowieścią o mojej wspaniałej edukacji religijnej i przy okazji
    odniosę się nieco do własnych wrażeń stamtąd wyniesionych.

    Podstawówka była okropna. To było takie „musisz to wiedzieć,
    nie musisz rozumieć”. Straszne przeżycie, które powtarzają kolejne klasy
    wchodzące do tego przybytku edukacji, który jest obok mojego bloku. Wiem, bo
    siostra młodsza też tam chodziła i w sumie nic się nie zmieniło. Najgorsze (bo
    były rzeczy przyjemne, jak kolorowanie obrazków heh) chyba było wymyślanie
    modlitw. Co lekcję religii musieliśmy w takim zeszycie ćwiczeń coś wpisać. Oczywiście
    mało kto robił to regularnie… No i to chyba najgorsze jeśli chodzi o etapy
    wpajania „religii”, bo tutaj nawet nie masz wyboru. Musisz chodzić na religię i
    na nic innego. Przynajmniej tak było w mojej małej szkole.

    Potem było gimnazjum (straszna rzecz!), gdzie pierw znienawidziłam
    religię bardziej, a potem polubiłam. Bo okazało się, że wszystko zależy od
    prowadzącego. Z początku przygody dostał się naszej klasie straszny ksiądz,
    który kazał czytać Biblię, której język był dla nas niezrozumiały, a potem
    robił z niej testy. Modlitwy na pamięć to było oczywiście podstawa. Ale potem
    było fajnie, bo zmienił się prowadzący. To był dość młody ksiądz, którego
    wspominam bardzo miło. Nie tylko można było z nim sobie pogadać o religii, ale
    też o kinie czy innych bardziej przyziemnych nam sprawach. I puszczał nam
    filmy. Oczywiście wcześniej pytał, czy chcemy takie a takie coś obejrzeć. Zaliczenia
    polegały na wydukaniu Ojcze Nasz raz na rok, przepisaniu z wikipedii życiorysu
    jakiejś ważnej osoby i czymś tam jeszcze. Niestety oceny musiały być. No i tu
    znowu pojawił się brak możliwości wyboru, bo albo religia albo religia.

    W szkole średniej było już trochę inaczej. Można było sobie
    wybrać religię albo etyka (wow!), jednak lekcje etyki odbywały się w piątek. Od
    14 do 16, kiedy wszyscy uczniowie byli już dawno w domach. Tragedia w jesień i
    zimę, gdy jest ciemno, ponuro i „pizga złem”. Innego wyboru nie było. Ach a
    podczas lekcji religii, które były w środku dnia można było sobie posiedzieć na
    zimnym korytarzu.

    Z jednej strony ceniłam sobie lekcje z tym „fajnym” księdzem
    w gimnazjum, a z drugiej przeklinałam nasz system edukacji za każdym razem, gdy
    ziębiłam nerki na ławce w szkole średniej. Bo u nas nie ma wyboru i z „góry”
    masz przypisaną religię i poglądy. Nie mówię tu już o obłąkanych katechetkach.
    Chciałabym się dowiedzieć coś o innych kulturach czy religiach. Może bym wtedy „znalazła”
    coś dla siebie, a tak zostałam z jedyną, słuszną wiarą. :<

    • Łał, dzięki za rozpisanie się.

      Jasne, że dużo zależy od prowadzącego, ale mimo wszystko – oceny z religii, przedmiot w szkole – miejsca, które większość dzieciaków uważa za więzienie i modlenie się w klasach jakoś ani trochę do mnie nie przemawia.

  • Mam nadzieję, że za kilka lat, gdy mój synal będzie szedł do szkoły, będzie to ogarnięte nieco sensowniej. Bo teraz to woła o pomstę do… no nie wiem dokąd, bo ani w niebo ani w piekło jakoś nieszczególnie wierzę.

    No chyba, że będzie chciał chodzić na religię. Wtedy ok, jego wybór, nie będę stał mu w poprzek.

    • Marek Celejewski

      A jak będzie chciał pić wódkę to też powiesz , że te jego wybór?

      • Co ma jedno z drugim wspólnego? Wyznawać takiej czy innej religii nie mogę mu zabronić (na zasadzie „można doprowadzić konia do wody ale nie można go zmusić, by pił”) a wódy pewnie kiedyś spróbuje i tak. Pozostaje mi jedynie wychgowywać go w przekonaniu, że to świństwo jakich mało (i wódka i religie).

        • Marek Celejewski

          „Wyznawać takiej czy innej religii nie mogę mu zabronić”

          To na takiej samej zasadzie nie powinieneś zabraniać dziecku pić alkoholu i palić papierosów. W końcu te używki uzależniają podobnie jak religia.
          Ja swoim dzieciom dam wybór gdy będą pełnoletnie, na razie nie mają z religią kontaktu. Wiedzą (na razie tylko strsza, bo młodsza ma dopiero dwa lata), że istnieją różne religię i że ludzie wierzą w różnych bogów ale wybrać będą mogły gdy będą dorosłe.

          • Powiedz mi – masz możliwość bezpośredniego sterowania mózgami swoich dzieci? Bo tylko tak wpłyniesz na to, by w coś wierzyły lub nie. Widzisz, mogą wierzyć, tylko Ty o tym nie wiesz. Tak samo jak ze św. Mikołajem czy innymi mitami/bajkami/whatever. Czy gdy byłeś mały, otrzymawszy komunikat „św. Mikołaj nie istnieje, masz natychmiast przestać w niego wierzyć” zasotosowałbyś się? Wiara (jakakolwiek) nie jest sprawą rozumową, a dzieci są cholernie podatne na różne wpływy z zewnątrz. Poza tym mój ojciec powiedział mi kiedyś cholernie mądrą rzecz: tylko w naszych umysłach jesteśmy stuprocentowo wolni. Tyczy się to też dzieci. Dlatego nigdy w 100% nie będziemy wiedzieli, czy czegoś tam przed nami nie kryją. I niestety jakiekolwiek zakazy w tej kwestii będą tym samym nieskuteczne.

  • Daria

    Moim zdaniem w szkole powinno być etyka i jak wspomniałaś nauka o religiach świata. Etyka, ponieważ uczy takich pojęć jak tolerancja etc., a prawda jest taka, że prawie nikt o tym nie wie tylko kieruje się swoją intuicją tworząc słabe definicje. Natomiast nauka o religiach pokazałaby innym, że każda dąży do tego samego i przynależność do niej jest postawiono rejonowo. I może pokazałaby Polaczkom chociaż trochę wyrozumiałości.

  • Miśka

    Religia jest potrzebna, żebyśmy mogli poznawać Boga! Proszę, nie pisz takich wpisów na swoim blogu, ponieważ jest to niemiłe dla niektórych ludzi! Poza tym religia, na którą uczęszczałam była wspaniała! Nasi katecheci i siostry to był istny skarb! Dużo żartowaliśmy, oglądaliśmy filmy, uczyliśmy się tego, co powinien wiedzieć KAŻDY chrześcijanin. Pozdrawiam :)

    • Może po prostu dobrze trafiłaś, poczytaj w komentarzach – niestety to nie jest norma i standard.

    • Lekcje religii są potrzebne CHRZEŚCIJANOM. Ale na jakąkolwiek religię czy ideologię nie ma miejsca w szkole.

  • Tak, religia katolicka i to w państwie, gdzie mamy wolność słowa i wyznania :) LOVE <3 za pomysłowość!

    • Patryk

      Kościół Katolicki jest tolerancyjny. Fanatycy (mohery itp) są wszędzie nawet u ateistów (marsze itp). Nie możemy tolerować żadnego przejawu fanatyzmu.

  • Patryk

    Widzę że ktoś tu jest bardzo subiektywny. W takich sprawach trzeba podjeść obiektywnie. Przykro mi że miałaś taką katechetkę ale jeżeli ci się nie podobają te lekcje możesz z nich zrezygnować. Jeśli spodziewasz się że katechetka ci powie że Boga niema to naprawdę to nie zajęcia dla ciebie. Poza tym jest przedmiot Etyka (odnoszę się do tej proponowanej „Wiedzy o religiach”). Autorka niestety nie przygotowała się bo religioznawstwo jest na studiach a w szkołach średnich, gimnazjach, podstawówkach między innymi w programie Historii. Poza tym religii w szkołach może nie być ale wtedy proszę nie prosić o chowanie na cmentarzu kościelnym. Według Konkordatu który pewne ugrupowania chcą zerwać jest mowa o tym.

    • Ten komentarz jest tak głupi, że nawet nie wiem co Ci odpowiedzieć. Tyle tylko:

  • Pingback: Oceny z religii i WF-u są dobre, bo niesprawiedliwe | Dreamscatcher.me()

  • Barbara Maciejewska

    Ja ogólnie nie mam pojęcia dlaczego niektóre religie nie dają człowiekowi wolności wyboru. Zanim coś zrozumiesz, okazuje się że jesteś już „zapisany”. Po chrzcie, po komunii, po bierzmowaniu. A potem wypisać się jest już ciężko, bo społeczeństwo zacznie Cię wyklinać za samo wspomnienie.
    Wiara mojego dziecka będzie tylko i wyłącznie decyzją mojego dziecka. Szkoda, że mnie nikt nigdy nie zapytał o zdanie. I zdecydował za mnie. A siebie bardziej bym widziała jako wyznawcę hmm Pastafarianizmu.
    A w szkole powinny być zajęcia z „szacunku” a nie „religii (ofc katolickiej)” bo niektórym brak szacunku do drugiego człowieka, a za dużo wiary.

    • Hahah, ostatnio o tym pastafarianizmie czytałam, możesz się sama mianować kapłanem (czy jakoś to się tam inaczej nazywa) tej religii jeśli chce Ci się bawić w druczki. I wtedy możesz udzielać ślubów. I tak dalej. Kwestia przejechania się do Gdańska i kilku papierków, nawet zastanawiałam się czy tego nie zrobić dla samej sprawy, no przecież super. :D Oni mają zajebiste przykazania!

      +już „wypisać się” z kościoła jest łatwo, od jakiegoś roku czy coś (może krócej?) można to zrobić online.

      • Barbara Maciejewska

        z tym wypisaniem się to chodziło mi bardziej o odzew np znajomych niż papierki :P
        Ale nad byciem kapłanem… aż mnie ciary przeszły :D dopisuję do listy „masthewów” :D

  • Weronika

    Ja chodziłam do katolickiego liceum. I gimnazjum. I podstawówki też. I każda lekcja religii, jaką kiedykolwiek miałam zaczynała się od „A co na ten temat myślicie?”, „Kto się chce wypowiedzieć?” „Czy uważacie, że to słuszne, że…”. Te lekcje dały nie tylko dużo nam jako uczniom, ale bardzo dużo nam jako klasie. To był czas, kiedy zaczynaliśmy dyskusje na ważne tematy, rozmowy ciągnęliśmy czy to z panią katechetką, czy to z księdzem nawet na przerwie, a między sobą nieraz przez cały dzień. Tyle, ile się o sobie nawzajem w klasie dowiedzieliśmy i jak się zżyliśmy, nawet nie umiem tego ocenić. No, a poza tym, żeby było wszystko ok, w ekspresowym tempie przerabialiśmy program narzucony przez podręcznik. Ale ja miałam szczęście akurat, bo moi znajomi z innych szkół mają podobne spostrzeżenia, co Ty.

    • To super, że tak Ci się udało; niestety zdaje się, że jesteś w mniejszości.

  • Wanda

    w gimnazjum miałam fajnego nauczyciela od religii, ponieważ te jego lekcje przypominały coś właśnie w stylu nauki o innych religiach, mało tam było tego, co serwują mi w tym roku w liceum. nie dziwne, że teraz wypisało się z tej ‚lekcji’ ponad pół klasy (w tym osoby, które deklarują się jako bardzo wierzące). ja jestem nie wierząca, ale muszę tam przychodzić ;/ przynajmniej przez ten rok ;/

  • Izabela Borowska

    U mnie w liceum na religii oglądamy filmy. Może to i lepsze, niż słuchanie gadania katechetki, jednak zupełna strata czasu. Tylko, że te filmy ogląda może z pięć czy sześć osób (jest nas około siedemnaście, bo część klasy nie uczestniczy w zajęciach), a reszta uczy się na inny przedmiot, odrabia pracę domową albo coś robi na telefonie/tablecie. I tyle jest z tej religii. Dwie godziny w plecy. Jeszcze katechetce się przypomni pod koniec semestru, że nie ma ocen, to musimy robić karty pracy, które wymagają nadzwyczajnych odpowiedzi. Za jedną stawia 2-3 oceny. I ma z głowy. My także. Plus taki, że niemalże darmowa szóstka ląduje na świadectwie…

    • Fajnie mieć wysoką średnią, ale serio: lepiej mieć dwie godziny w tygodniu więcej. Mówię Ci to ja, która miała średnią 5,9 bez pomocy religii, bo nie chodziłam! : D

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: Weźcie ten lajfstajl - hania.es()

  • Anna

    Weszłam na tego bloga zupełnie niedawno, bo jakieś pół godziny temu. Z posta na post, uśmiech na mojej twarzy robi się coraz szerszy :D

    • Wszystko fajnie, ale zastanawia mnie fakt, że napisałaś to akurat pod tekstem o religii. Hmm.

  • Pingback: Czy Polska to na pewno kraj bezwyznaniowy? - hania.es()

  • Pingback: Czego chcą kobiety? - hania.es()

  • Pingback: 10 najgłupszych argumentów mięsarian - hania.es()

  • Zuza

    „Teoria ewolucji to tylko teoria” ~ moja katechetka <3

    • Powiedz katechetce, że słowo „teoria” ma więcej niż jedno znaczenie i to potoczne nijak ma się do naukowego. :)

    • „Jak ktoś chce pochodzić od małpy, to niech sobie pochodzi. Nas stworzył Bóg” ~ moja katechetka <3

      Śmieszny fakt: teoria ewolucji zakłada, że człowiek i współczesne małpy mieli wspólnych przodków, ale nikt nie pochodzi od dzisiejszych małp.

  • ON

    „Przedmiot Wiedza o Religiach byłby o wiele ciekawszy i coś by się z niego wynosiło” Haniu, od tego co by się wyniosło już tylko rzut beretem do tego, by ludzie zaczęli się zastanawiać nad sensem wiary w jakąkolwiek religie. A przecież nie o to, nie o to…
    Istnienie więcej niż jednej religii, to jak dla mnie chyba najbardziej obiektywny argument za tym, że wszystko pic. Szkoda mi tych dzieciaków, a jak sobie przypomnę uczenie modłów, to mam ochotę podmienić osadzonych w pierdlach.

  • Pineapple

    2 godziny religii, 1 godzina chemii, niemieckiego i fizyki w tygodniu.
    Uważam, że lekcje religii (jeśli tak im na nich zależy) powinny być prowadzone w kościołach.
    Na lekcji religii miałam okazję być w życiu jakieś 4 razy (nie wiem czy tylko ja miałam zawsze problem z deklaracjami o wypisie). Przyjemnie nie było.

  • Kiedyś czytałam o tym, że lekcje religii w świetle prawa są dla chętnych i rodzice powinni właśnie zapisywać swoje dzieci na te zajęcia, a nie je wypisywać. Gdyby każda szkoła tego przestrzegała, prawdopodobnie większości rodziców nie chciałoby się fatygować, a przeciętna klasa miałaby statystycznie tylu uczniów uczęszczających na religię, ilu jesteśmy w stanie policzyć na palcach jednej dłoni.

  • czarna

    Hej!
    Czytam wiele tekstów na Twoim blogu. Są całkiem niezłe. Szczególnie zgadzam się z tym powyżej. Nie jestem katoliczką, tylko Świadkiem Jehowy. Moi koledzy, którzy chodzili na religię, zupełnie nic z tej lekcji nie wynosili. Do bierzmowania szli, bo rodzina kazała, bo babcia da hajs. A wiara? Wiara z religią w szkole nie ma nic wspólnego. Przecież to żałosne. Dlaczego społeczeństwo narzuca nam katolicyzm? Dlaczego, wchodząc do sali chemicznej widzę krzyż nad tablicą? Dlaczego nie możemy być neutralni, skoro i tak z nich tacy katolicy… Nie rozumiem, po co chodzi się na religię, skoro sekundę później, przeklina się, wyzywa innych i zrzyna zadanie domowe… Miłość do bliźniego do kwadratu.
    Sory za ten wywód, ale jeśli przeczytałas, dziękuję.

  • Ash Alex Sugar

    Hej ;)
    Chciałam powiedzieć, że w liceum (które właśnie skończyłam), miałam szczęście mieć świetnego nauczyciela religii. I mimo że jestem ateistką, te lekcje były jednymi z moich ulubionych, wśród wszystkich innych: nudnych albo trudnych. Ale to zasługa naszego katechety (facet, ale nie ksiądz), który kompletnie nie uczył nas typowej religii. Nasze lekcje polegały na dyskusji z nim na różne tematy. Czytał nam książki (filozoficzne, dokumentalne, słowniki, Biblię, Koran, różne). Uczył nas o religiach, o historii, o psychologii, o społeczeństwie, o związkach, o prawie, o nas samych, o ŻYCIU. Przedstawiał i brał pod uwagę wszelkie punkty widzenia. Oddzielał zdanie Kościoła od własnego – i „teoretycznie…” od „tak na prawdę…”. Zachęcał do wyrażania swojego zdania i do dyskusji. Opowiadał bardzo ciekawe historie ze swojego życia, ciekawostki naukowe, anegdoty z życia naszej szkoły, no kurcze wszystko…
    Co prawda, pod koniec semestru musiał tworzyć „sprawdziany” z „typowej religii”, żeby wpisać nam jakiekolwiek oceny do dziennika, ale była to tak jawna „zmowa” z uczniami, że to aż śmieszne.
    Gościu od lat wynajduje dziurę w systemie, żeby nauczyć młodych ludzi czegoś o życiu, i posiadania własnego poglądu na sprawę, każdą. Wiem, że oprócz mnie jest kilku ateistów w klasie, ale nikt się z religii u pana W. nie wypisuje, nigdy. Niesamowity Gość, i jedna z niewielu osób z liceum które będę długo i ciepło wspominać.
    Niestety, takich nauczycieli, a właściwie Nauczycieli, jest jak na lekarstwo. Ech.

  • Ja jestem wielką fanką lekcji etyki w szkole, a na religię chodzę się pośmiać i pouczyć o biologii. Ba, kiedyś chodziłam nawet do kościoła pomyśleć o ewolucji :P

    Lekcje katolicyzmu (nazywanie tego lekcją religii to ponury żart) powinny być w kościołach, coś w rodzaju szkółki niedzielnej jest świetne. O, np. w ,,Ani z Zielonego Wzgórza” była szkółka niedzielna i:
    – dzieci były znacznie bardziej zaangażowane w działalność swoich kościołów
    – dzieci miały jakiekolwiek znaczenie w kościele
    – czy tylko ja ze wszystkiego, co było u Montgomery o szkółce niedzielnej najlepiej zapamiętałam Anię zakładającą najładniejsze ubranie, jakie ma, a potem kwiaty na kapeluszu?
    Zostawiając temat Montgomery, religia w kościele sprawiłaby że:
    – grupy mogłyby łączyć dzieci z różnych klas i szkół, czyli dzieci korzystałyby na nowych kontaktach
    – chodziłyby tylko dzieci naprawdę zainteresowane
    – można by się zajmować wiarą, a nie suchą wiedzą teologiczną, sprawdziany z tajemnic różańca to absurd
    Zaś religioznawstwo w szkole też miałoby swoje zalety w postaci:
    – wyrugowania uprzedzeń biorących się z niewiedzy
    – wzrostu tolerancji
    – młodzi ludzie poznając inne ścieżki mogliby wybrać religię najlepszą dla siebie (w XXI wieku, z wolnością religijną i możliwością poznania każdej religii trwanie przy religii rodziców tylko dlatego, że to religia rodziców, jest marnotrawstwem)

    I tak, w świetle prawa ucznia można zapisać na religię za zgodą rodziców, a domyślnie jesteśmy niezapisani.

Przeczytaj poprzedni wpis:
chlopiec
Chłopczyk

Kilka dni temu usłyszałam pod blokiem głos kilkuletniego chłopca. Najsmutniejszego chłopca, który kiedykolwiek stąpał po tej planecie.

Zamknij