DZIECI

Psujesz swoje dziecko

psujesz


Ja rozumiem, że nieświadomie. Ja rozumiem, że chcesz je tylko ostrzec. Ja rozumiem, że to z troski. Ja to rozumiem. Ale Twoje dziecko nie.

Jako rodzic, w oczach Twojego dziecka jesteś numerem jeden. Wszystko co robisz jest idealne, wszystko co mówisz jest dobre. Jesteś jego wzorem, Supermanem, Dumbledorem i będzie podążać za Tobą jak za białym królikiem. Musisz być odpowiedzialny za wszystko co robisz i mówisz.

uwierzy Ci

Powiedz dziecku, że jak będzie skakać na skakance to złamie sobie nogę, a sprawisz, że będzie się bało bawić na podwórku. Powiedz, że nie da się ułożyć kostki Rubika w dziesięć minut, a nawet nie spróbuje. Powiedz, że nie ma co próbować być aktorem, bo to się nie udaje, a zakopiesz jego marzenia. We wszystko Ci uwierzy.

łyżwy

Jak miałam 6 lat, tata zabrał mnie na łyżwy. Powiedział mi tylko, że mam jeździć, ale jeśli upadnę, to ktoś przejedzie mi po palcach i je stracę. Byłam wtedy na tym lodowisku pięć minut, za bardzo się bałam. Jak w gimnazjum szliśmy z klasą w ramach wfu na łyżwy, to wypisałam sobie zwolnienie. Jak wyciągali mnie znajomi w liceum, odmawiałam.

Kolejny raz na łyżwy poszłam po ponad 12 latach, po osiemnastych urodzinach, a trzeci raz w życiu byłam w sobotę, jak mogliście widzieć na Insta:

Łyżwy! *a-do-sesji-uczę-się-tak* *trzeci-raz-w-życiu* *tata-mówił-że-wrócę-bez-palców*

A post shared by Hania Sywula (@hania.es) on

I wiecie co? Jeździłam i mam wszystkie palce. Ba, nawet kiedyś zdarzyło mi się upaść. Nikt mi po nich nie przejechał. Nic się nie stało. Chociaż oczywiście bałam się, że wrócę do domu z połową ręki w woreczku – ale nie, było super. Szkoda tylko, że nie jeździłam przez tyle lat z tego głupiego strachu, który się we mnie zakorzenił.

dobrze mamo

Uważajcie na to, co mówicie dzieciom. Jeden tekst może im zostać w pamięci na całe życie. Jedna Wasza pomyłka może kosztować je lata strachu. Tak prosto jest pozbawić je radości z wielu rzeczy, nawet nieświadomie i przez przypadek. Maluchy biorą wszystko to, co mówicie na poważnie. Wszystkim się przejmują, słuchają. Traktują Was jako istoty wszystkowiedzące i podchodzą do Was w sposób absolutnie bezkrytyczny. Wykorzystajcie to w dobry sposób.

Nie psujcie swoich dzieci.

  • Aoiven

    Zgadzam się w 100%. Pamiętam wiele rzeczy,które mówili mi rodzice,te sprzed kilku lat też,nawet nie zdają sobie sprawy jak to w człowieku potem siedzi. Oczywiście teraz już mam swój rozum i wiem, że większość była bezpodstawnymi obawami,ale mając te 7 lat miało to ogromny wpływ.
    Także rodzice zastanówcie się co mówicie dzieciakom,albo powiedzcie to samo tylko z innym doborem słów :)

  • Pffff, moja mamusia niedawno pisała mi smsa, żebym wziął taksówkę z dworca do domu, bo mnie ktoś napadnie (0:30 wracałem), a ja mam cholera 30 lat! Na przekór bym z buta poszedł, gdyby po mnie żona nie przyjechała :)

    Swoją drogą właśnie kończę pisać recenzję książki, gdzie jest cały rozdział o usamodzielnianiu dzieci i to co piszesz pokrywa się z nim praktycznie w większości.

  • Młoda

    Jak to dobrze, że moja mama zawsze miała postawę trochę olewczą. :D
    Złamiesz nogę? No i co z tego?
    „Mamo, skręciłam kostkę… – A, jutro mi przypomnij, to pojedziemy na pogotowie.”
    „-Młoda, gdzie jesteś? Nie ma Cię w domu już trzeci dzień!
    – A, ja właśnie jestem przy granicy ze Słowacją [mieszkaliśmy w Rzeszowie].
    – To jak wrócisz, to sobie obiad odgrzej, klucze masz pod wycieraczką.”
    Kocham Cię Mamusiu. :D

  • Konrad Norowski

    Nawet nieświadomie, hm?

    • No jasne. Wiele rzeczy robimy nieświadomie i czas zacząć zwracać na to uwagę.

  • Na szczęście nie przypominam sobie takich sytuacji z mojego dzieciństwa. A nawet jeśli były, to nie na tyle „straszne”, żebym przypomniała sobie o nich w dwie sekundy.

  • Podpisuję się nogami i rękami! (też mam wszystkie palce, więc jest spoko). Tyle, że w moim przypadku nie rodzice, a dziadkowie – to oni mnie wychowali i to przez nich mam teraz spaczone widzenie połowy świata, bo boję się, że coś się stanie. Tak totalnie irracjonalnie. Powoli się to wykorzenia, ale cholernie to trudne. Cholernie.

    • Dokładnie, przewrażliwienie nie wiadomo skąd i po co.

  • Joanna

    Wyobraźnia rodziców jest nieograniczona…

  • Wiadomo, że często rodzice przesadzają, ale potem jak się samemu stajesz rodzicem to się optyka zmienia i wszędzie widzisz zagrożenia, mogące uszkodzić Twoje kochane dziecko. I nie ma znaczenia czy ono ma 3 lata czy 33, to się nie zmienia. Owszem, są wyluzowani rodzice, którzy się takimi rzeczami nie przejmują, ale raczej jest to mniejszość, a sama troska wynika z wielu rzeczy takich jak posiadanie jedynaka lub np. długo oczekiwane i wychuchane dziecko (co akurat w obecnych czasach jest coraz powszechniejsze).

    • No jasne, że dla swojego dziecka chce się jak najlepiej. Ja sama jak zajmuję się maluchami to się martwię i tak dalej, ale rodzice robią to na chorą skalę. Nic się nie stanie jak się przewróci bawiąc się na podwórku, a nie ma co go tym straszyć („nie biegaj, bo się wywrócisz”) i tak dalej.

  • Ja jestem takim rodzicem ,,olewającym” i ,,pozwalającym”.
    Ale …
    W niedzielę pozwoliłam mojemu dziecku lat 5 iść do kościoła z kuzynem lat 9.
    Mają dosłownie 5 minut drogi.
    Szli na 11, a o godzinie 12:30 dawno powinni być z powrotem.
    Nie, oni wrócili o 13.
    Poszli sobie na frytki …
    Dzwoniłam bilion razy, nikt nie odbierał, stres jakich mało, a oni sobie poszli do pobliskiej fast-foodziarni coś zjeść …

    Aaaa!
    Pierwsza rozmowa już za mną. :)

    • Hahah, dzieciaki potrafią zapomnieć i myśleć według zasady „no przecież nic się nie stanie”. :D

      • Tia. Chyba zabrakło wyobraźni:
        – Dzwoniłam – grzmię
        – Ale mieliśmy telefon wyłączony.

        No tak, tak.

        Stwierdziłam, że jak do 13 nie wrócą to dzwonię do taty dziecka, który akurat był w firmie i nie bardzo wiedziałam co miałabym mu powiedzieć:
        – Cześć kochanie, zgubiłam dziecko?

        Nie mam nic przeciwko takim wypadom, myślę, że to już ten czas, kiedy moje dziecko coraz samodzielniejsze. Kasę bym nawet dała dodatkową, niech sobie zjedzą co tam chcą. Ale chciałabym jednak wiedzieć, gdzie jest moje [no – nie ukrywajmy] małe dziecko.

        • To jest rozsądna i nieoszołomska postawa. Lubię Cię.

  • Ja z łyżwami mam ten sam strach. U mnie nie tyle rodzice, co starsi bracia straszyli. Pamiętam, że kiedyś mi powiedzieli, że w takich zjeżdżalniach a aquaparku albo w McDonaldzie można utknąć w tych kulach i się udusić. Skutek: Dopiero w wieku 12 lat odważyłam się zjechać.

    • Jezusku, ale Cię zabawy ominęło na tych zjeżdżalniach!

      …oh well, a mnie na łyżwach.

  • Też mam parę takich zahamować spowodowanych przez rodziców.

  • A ja nie rozumiem takich rodziców, z jednej strony chcą żeby ich dziecko było ciekawe świata, odnosiło sukcesy, miało pasję w życiu i robiło to co kocha a z drugiej mówią mu, że jak będzie wracać po 22 to na pewno ktoś je zgwałci, jak chce na narty to połamie nogi itd. Jak dziecko wejdzie na drzewo to trzeba mu powiedzieć, że żeby nie spadło zawsze musi się trzymać trzema kończynami i nie stawać na cienkie gałęzie, a nie krzyczeć że ma schodzić natychmiast bo spadnie, złamie kręgosłup i do końca życia będzie na wózku. No błagam.

Przeczytaj poprzedni wpis:
sushi
Miłość od pierwszego zjedzenia

Nigdy wcześniej nie próbowałam sushi. Nie jem ryb, nie lubię glonów i cały ten rytuał jedzenia japońskiej potrawy nie był dla mnie...

Zamknij