LUDZIE RELACJE

Pierwsza kłótnia

couple


Nic tak nie mówi o przyszłości relacji jak to, w jaki sposób zachowujecie się, gdy jesteście na siebie wkurzeni.

Wydaje się, że jest idealnie. Miło jest pójść na spacer, trzymając się za rękę, obejrzeć razem film, zjeść kolację przy świecach i pocałować się na pożegnanie. Skoro już nie spinacie się w czasie rozmowy i nie czujecie ucisku w brzuchu przed każdym spotkaniem, wiecie, że teraz Wasz związek czekają różne próby. Ale decydujecie się iść w to, ryzykować i stawiać va banque – bo czy można grać większą stawką niż swoim zaufaniem i uczuciami?

Jak dla mnie – mocno przereklamowane są te wszystkie teksty, że jeśli ktoś siedzi z Tobą o trzeciej w nocy i słucha Twojego bezzasadnego płaczu, to znaczy, że przetrwacie wszystko. A gdzie tam! Jeśli akurat jestem załamana, bo życie mnie przygniata, to przecież ten smutek nie jest skierowany w niczyją stronę. Doceniam, jeśli ktoś wtedy ze mną wytrzymuje, ale nie wydaje mi się to jakąś zajebistą próbą naszej relacji.

Co innego, gdy się nie zgadzamy i buzuje w nas złość tak wielka, że najchętniej rzucalibyśmy w siebie talerzami albo zwyzywali od najgorszych i powyrywali włosy z głowy. Wtedy, kiedy jesteśmy głęboko przekonani o swojej racji, a ktoś bliski decyduje się skrytykować nasze przekonania albo przekracza granicę w sposób dla nas nieakceptowalny. Gdy coś pójdzie za daleko i jedno z nas wypowie o kilka słów za dużo.

W moim prywatnym rankingu to wtedy rozgrywa się jedna z ważniejszych prób.

Wystarczy jedno starcie, by zobaczyć, czy jesteśmy w stanie sobie poradzić. Czy ważniejsza będzie duma i odejście z podniesioną głową – nawet jeśli bez racji – czy może jednak przemyślenie swojego zachowania i ewentualne przeprosiny? Czy wykrzyczymy obelgi pod adresem kogoś, kogo kochamy, czy jednak będziemy potrafili spokojnie powiedzieć „jestem na Ciebie zła/zły”? Czy zdecydujemy się w konstruktywny sposób rozwiązać ten konflikt, przedyskutować za i przeciw, zrozumieć, co komu nie pasuje, czy wybierzemy łatwiejszą opcję i trzaśniemy drzwiami?

złość jest okej!

Złość jest strasznie zdemonizowaną emocją, a przecież to jedno z podstawowych uczuć i dlatego też jest bardzo potrzebne. To, że się na siebie wkurzamy, nie jest niczym dziwnym – i w żadnym wypadku nie oznacza to, że się nie kochamy czy nie jesteśmy dla siebie ważni!

Dlatego lubię ten moment, gdy pierwszy raz się na siebie złościmy, wkurzamy i nasze zdania są tak odmienne, że zaczynamy się kłócić. Jako, że lubię ludźmi manipulować (tzn. nie że lubię, ale jakoś mi to niesamowicie dobrze wychodzi) i ich szantażować – to jeśli mi na kimś zależy, wkładam mnóstwo wysiłku, by tego nie robić. Bo nawet gdy się we mnie gotuje i wrze, staram się pamiętać o tym, że przecież chcę, żeby ta relacja była zdrowa i dobra. Tego też wymagam od drugiej osoby.

I piszę to, bo przeżyłam wymarzoną pierwszą kłótnię, którą ciężko kłótnią nazwać – pamiętając wcześniejsze relacje z obelgami, wychodzeniem, wyłączaniem telefonu i robieniem dram.

Więc się da. Usiąść naprzeciwko (nawet jeśli ze łzami w oczach i zaciśniętymi pięściami) by przedyskutować to, co się w nas dzieje. Być złym, ale zamiast rzucać talerzami, po prostu o tym powiedzieć. Przeprosić, jeśli tego wymaga sytuacja, i w końcu dojść do wniosku, że teraz możemy wyciągnąć lekcję, nauczyć się czegoś z tego wieczoru i żyć dalej. Razem.

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja jestem bardzo kłótliwa osobą, ale mój Luby ani trochę – dzięki temu jeszcze nigdy nie pokłóciliśmy się tak „na poważnie”. Zawsze, gdy mamy jakiś poważniejszy problem po prostu siadami i rozmawiamy. Bez rzucania talerzami, wybiegania z domu czy wyłączania telefonu. I mimo, że czasami aż chcę rzucić jakimś kąśliwym tekstem, to powoli oduczam się takich rzeczy. :) Bo spokój i równowaga potrafią zdziałać więcej niż inwektywy.

    • To super, że nad tym panujesz i jednak się oduczasz. Też jestem w trakcie. ;)

      • W takim razie powodzenia dla nas! :)

  • „Jako, że lubię ludźmi manipulować” – Spoko, przynajmniej jesteś szczera :)

  • Ja kiedyś nie pokazywałem złości jak i innych uczuć, ale od pewnego dnia gdy ktoś powiedział mi że złość to jest symptom tego że na coś nie mam zgody i jest to obrona samego siebie to inaczej zacząłem na to patrzeć. Oczywiście kwestia wyrażania tej złości to już inna kwestia, której trzeba się nauczyć. Najgorsze że zwykle nie uczą tego rodzice, nie uczą tego w szkołach, a złoszczenie się jest „niegrzeczne”. Tym trudniej jest ją normalnie okazywać.

  • Da się, potwierdzam, chociaż jest haczyk, trzeba się tego nauczyć. A czasem nie lubimy się uczyć, tylko chcemy, żeby ta druga osoba była jakaś tam inna albo żeby to ona umiała. Chyba niektóre rzeczy muszą przyjść z wiekiem, po wystarczającej liczbie kopniaków w dupę :p

Przeczytaj poprzedni wpis:
DeathtoStock_Lonely_Commute-09
O tęsknocie

Bywa, że w naszym życiu robi się nagle cicho. Coś się kończy, ktoś odchodzi, ktoś wyjeżdża – a my czujemy wręcz...

Zamknij