LIFESTYLE RELACJE

Opuszczanie strefy komfortu

7


Wychodzenie z domu to wbrew pozorom nie jest taka prosta sprawa.

Opuszczanie strefy komfortu kosztuje mnie często sporo wysiłku, z tym że nauczyłam się już, że nie trzeba zawsze i wszędzie. Zmuszanie się do imprezowania było błędem, który popełniałam przez wiele lat i jednocześnie tym, co dobijało mnie bez wyjątku. Teraz staram się angażować jedynie w takie aktywności, które sprawiają mi przyjemność.

Szkoda mi już czasu i energii na sprawy, które nie dają mi satysfakcji i radości. Chyba dlatego, że wciąż się męczę i czasem muszę włożyć zajebiście dużo siły w to, by wyjść poza próg mieszkania – zaczęłam szanować siebie, swój czas i trudy.

Choć nikomu nie życzę takich wojen z samym sobą i bolesnych dylematów, fajnie by było, gdyby każdy doszedł do luzu i wolności wyboru, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. Społeczne przymusy i cudze wymagania czy oczekiwania nie są czymś, na co warto marnować swoje życie, pamiętajcie.

  • Świetny tekst Haniu :) Widziałam kiedyś taki świetny rysunek, który spróbuję w swoim nieudolnym stylu opisać :D Przedstawiał kreskowego człowieczka w kółku podpisanym ‚your comfort zone’, natomiast strefa poza kółkiem była podpisana ‚happiness’. Bardzo mocno mnie to uderzyło!

  • Nie lubię określenia „strefa komfortu”, gdyż kojarzy mi się z kołczami i ich bajkami w stylu „zawsze i wszędzie możesz wszystko”. Z drugiej strony dla mnie każde wyjście z domu jest wielkim przeżyciem. W czasach bezrobotnych czasem się zmuszałam, aby wyjść choćby na spacer – po to, aby nie zdziczeć już do końca i nie zacząć się bać jeszcze bardziej.

Przeczytaj poprzedni wpis:
11
Produktywność: zero

Tak samo jak z prokrastynacją, codziennie walczę z perfekcjonizmem – i ten rozkrok boli mnie niesamowicie.

Zamknij