LUDZIE

Jak ogarniać matmę? – poradnik

matematyka1


Dziś coś dla tych, którzy nie radzą sobie z matematyką. Ponoć jest Was sporo. Luzik, dziś będę dobra i Wam pomogę.

Piszę to dla tych kilkunastu procent czytelników, którzy jeszcze chodzą do szkoły i właśnie dzielnie toczą boje o oceny, a matma jest dla nich koszmarem. Pomogę Wam się z niego obudzić.
Starszych zapraszam na przypomnienie sobie czasów z siedzenia w budzie, jeśli chcecie dorzucić też swoje porady – piszcie w komentarzach.

matematyka

Czy ja umiem?

Jeśli o mnie chodzi, z matematyką nigdy problemów nie miałam. W gimnazjum miałam inny program niż klasa, a do liceum poszłam już na mat-fiz. Możecie więc powiedzieć – co ona tam wie, skoro nie zna problemu nieogarniania matmy?
Otóż znam, bo dawałam z niej korki. Wiem jak to jest, jak mi się uczeń wpatruje w zegarek i modli żebym już skończyła, bo liczby to dla niego czarna magia.

No ale nie dość, że zdać trzeba – to jednak fajniej jest ogarniać, wiedzieć co się dzieje na lekcjach i, przede wszystkim, nie dać się oszukać w życiu. Wiecie, jak będziecie kupować przed imprezą więcej kwasu niż zwykle i pogubicie się w liczeniu najprostszych proporcji.

Żeby ogarniać matematykę…

trzeba pamiętać o kilku prostych zasadach. A raczej nie tylko pamiętać, ale wprowadzić je w życie. Wymienię te, które moim zdaniem są najbardziej istotne i mi i moim uczniom pomogły. No to do nauki.

Bądź

Pierwsza i najprostsza zasada, a dla wielu bardzo ciężka do przyjęcia – na matmie trzeba być. Znasz to, jak przychodzisz do szkoły po tygodniowej chorobie i czujesz się jak po podróży w czasie? W przód. O jakieś pięćdziesiąt lekcji. Nie omijaj zajęć, bo nie będzie Ci się chciało siedzieć nad tym w domu i rozkminiać samemu. Lepiej przesiedzieć te 45 minut w szkole zamiast zarywać nocki i głowić się nad sinusami bez możliwości zapytania nauczyciela o wyjaśnienie. No, to jak już jesteś na lekcjach to…

Skup się

Nie no, serio, jeśli nie jesteś matematycznym orłem to wiesz, rozmyślisz się na pięć minut, sprawdzisz Fejsa, zagadasz do kolegi z ławki i… koniec. Możesz tylko zastanawiać się co się wydarzyło, gdzie jesteś, kto zapisał te pięć tablic i skąd się wziął ten nabazgrany kredą, nowy, magiczny wzór. Nie radzę. Nie rozpraszaj się, bo nigdy nic nie zapamiętasz. Porządne skupienie, logika i zapamiętywanie przełącz na ON na czas lekcji. Matma wymaga focusu, myślenia. Ach, i długopisu. Więc…

Notuj wszystko

Po pierwsze, nawet, jeśli czegoś na lekcji nie rozumiesz – zanotuj to. Może potem zrozumiesz i wpadniesz na to, dlaczego jest tak a nie inaczej. Bez notatek może być problem, bo nawet jak coś wymyślisz to nie będzie z czym sprawdzić.
Po drugie, nawet jak wszystko rozumiesz – notuj to. Serio, nie przeskakuj dwóch linijek równania dlatego, że są banalnie proste. Nawet jeśli, lepiej mieć niż nie mieć. Teraz coś może Ci się wydawać super zrozumiałe, ale jak za miesiąc przysiądziesz przed sprawdzianem i otworzysz zeszyt, najprawdopodobniej wszystko przestanie być takie jasne. Lepiej mieć napisane czarno na białym. Albo i nie…

Notuj kolorowo

Ciężko się uczy i zapamiętuje z nudnego, jednokolorowego zeszytu. Zakreślacze powinny być Twoimi najlepszymi kumplami. Kolorowe cienkopisy w piórniku? Zawsze.
Używaj też sporo enterów, będzie Ci się łatwiej uczyć. Ma być przejrzyście. Nawet jeśli zmarnujesz przez to pięć dodatkowych kartek.

 

Nie taka matma straszna jak ją kwadratują. Wierzę, że zaprzyjaźnicie się trochę z królową nauk i nie będziecie płakać myśląc o ocenach, testach czy maturze. A może macie jakieś swoje sprawdzone sposoby? Jeśli tak – dajcie znać pod spodem.

I do nauki.

  • Dodałabym jeszcze punkt: Poszukaj dobrego korepetytora.

    W gimnazjum miałam 6 z matmy, w liceum ledwo ją zdałam na 3. Zmiana nauczyciela poskutkowała tym, że przestałam cokolwiek rozumieć. W 1 klasie liceum znalazłam świetną babkę, która potrafiła mi wszystko wyjaśnić. Niestety potem nie mogła mnie dalej uczyć, a ja to olałam. Dziś żałuję, bo matematyka może być super.

    • Racja, jeśli się nie ma super nauczyciela w szkole to warto poszukać innego.

  • Dodałbym jeszcze: „zadawaj pytania”. Często jest tak, że po rozwiązaniu zadania nauczyciel pyta klasę, czy nie mają jakichś pytań/ rozumieją. Większość udaje, że nie ma żadnych wątpliwości, a potem płaczą na korytarzach przed sprawdzianami, bo „nic nie umieją”. Zadanie pytania nauczycielowi to żaden wstyd.

    • Dokładnie, jakoś w klasie zawsze ludziom głupio. Pytania są okej. Dopóki nie pytasz o jakąś totalną oczywistość, wtedy można zapytać kolegi z ławki i nie zawracać nauczycielowi dupy a klasie zabierać czas.
      Zawsze mnie denerwowali tacy, co to potrzebowali zatrzymywać lekcje żeby usłyszeć zdanie, które było powiedziane pół minuty wcześniej.

      • ahl

        Jeśli czegoś nie rozumiesz to nie jest to dla Ciebie oczywistością.

  • patoka

    Moja matematyczka. chodząca legenda, nie zaczynała lekcji, jeśli klasa nie była wywietrzona. A gdy brakowało kolorowej kredy, mogło zdarzyć się wszystko. Kolorki są serio ważne. I czarny długopis. Koniecznie.

    • Czarne długopisy to trochę plebs. Pióro. Z granatowym atramentem.

      A że wywietrzone to racja, dużo trzeźwiej się myśli. I jeszcze najlepiej, żeby światło było albo naturalne albo sztuczne (wtedy zasłonięte rolety) – mieszanie dwóch źle wpływa na trzeźwość umysłu, tak mi mówili na kursach i chyba to się sprawdza.

      • ahl

        Pióro jest kiepskim pomysłem, jak ktoś musi dużo notować. A jak się ma problemy z przedmiotem, to się dużo notuje.

        • Ja nie umiem pisać długopisem więcej niż stronę :o. Piórem zapisuję całe zeszyty.
          Minusem jest tylko to, że zakreślacze rozmazują atrament. No ale: jak komu pasuje :)

  • Norbert Bednarek

    Moja nauczycielka od matematyki ostatnio wpadła na genialny pomysł: raz na kilka tygodni robi matematykę dla chętnych w sobotę. W ciagu 3-4 godzin zrozumiałem cały dział, którego wcześniej przez kilka tygodni nie mogłem ogarnąć. Niby szkoła, ta sama nauczycielka ale jakoś tak przyjemniej się siedzi… Nawet nie robi wyrzutów jak ktoś na fajkę na moment wyskoczy. Frekwencja wyższa niż na normalnej lekcji w szkole…

    • Tak jest, zajęcia dodatkowe są zawsze fajniejsze niż te obowiązkowe : ) i atmosfera luźniejsza i uczniowie bardziej skupieni. No i mega spoko nauczycielka, że jej się chce.

  • Bumcfksz

    Super poradnik, fajnie by było gdybyś stworzyła takich więcej ;)

    • Dzięki! Pewnie bym stworzyła, ale większość czytelników pożegnała szkolne mury dawno temu; ale nie mówię nie, temat edukacji się tu czasem przewija. :)

  • Rozwiązuj zadania. Dużo zadań. Do porzygu. A potem jeszcze trochę. Potem jest spora szansa, ze to co będzie na sprawdzianie/maturze/czymkolwiek będzie kwestią rutyny.

    Tak jak przez liceum i podstawówkę nie mialem problemu z matmą, tak na studiach uwaliłem, bo za mało czasu siedziałem nad zadaniami. Dwie romantyczne nocki sam na sam z całkami i zdałem bez problemu.

    • Kluchon

      Moja mama zdawała egzamin językowy z niemieckiego ostatnio. Tak się tym przejęła, że dorwała wszystkie egzaminy z poprzednich lat i spędziła tydzień na rozwiązywaniu tego. Na egzaminie właściwym nie czytała pytań, tylko po zestawie odpowiedzi wiedziała, która jest dobra i o co jest pytanie. :D

      • Propsik dla mamy za pracowitość! :) miałam podobnie z certyfikatem z francuskiego niedawno!

      • To było powszechne na studiach, chociaż rzadko akurat z matematyki, że zestawy się powtarzały. Jak macie dostęp do zestawu, który mieli zaoczni, albo poprzednie lata, to bierzcie i kujcie :)

    • ahl

      Jeśli chcesz zdać to jest to dobra metoda. Jednak właściwa politechnikom metoda „zadania, zadania, zadania” nie przybliża ani trochę do zrozumienia matematyki. Nie ma nic bardziej rozkosznego, niż inżynier z przekonaniem, że całka podwójna to taka całka co się liczy raz, ale nie całkiem i potem drugi raz.

      • Oczywiście, że nie przybliża. Trzeba wiedzieć co i po co się rozwiązuje.
        Ale dzięki zadaniom nabierasz płynności w ich liczeniu i automatycznie uczysz się wzorów, i schematów liczenia. Potem, kiedy trzeba popisać się wiedzą, jest o wiele łatwiej.
        To tak jak z językiem. Co z tego, że znasz wszystkie 16 czasów angielskich, skoro nie potrafisz ich poprawnie zastosować w rozmowie?

        • ahl

          O tyle, że podstawową zaletą analizy nie jest możliwość „liczenia całek”, tylko wyrażenie pewnych skomplikowanych zależności w czystszy sposób. Zamiast tracić czas na nauke mnemotechnicznych sposóbów rozpoznania, którego podstawienia Eulera użyć, lepiej wrócić do obu definicji pochodnej, by potem z górki zahaczyć o miary i na przykład lepiej wyrażać problemy w statystyce i przestać trzymać się wyobrażenia rachunku prawdopodobieństwa jako kulek z urny. Nie mówiąc o tym jak wspaniałe okazują się równania Maxwella, gdy analiza nam nie straszna.

        • Dobrze gadasz :)

  • Michał Słowikowski

    A ja bym dorzucił jeszcze to – spróbuj zrozumieć. Jeśli mówimy o matematyce w zakresie szkoły podstawowej/gimnazjum/liceum to to naprawdę nie jest temat nie do ogarnięcia a moment kiedy rozwiązujesz zadanie bo rozumiesz = Jesteś zwycięzcą

    P.S. a jak rozwiązujesz zadanie z matmy to czytaj treść ze zrozumieniem, bo potem wychodzi, że jednak lekcje z polskiego też by się przydały

  • maciek

    Ile % na maturze? ;)

  • Zgadzam się z całością, ale dorzuciłam bym coś jeszcze. Rób zadania. Po prostu, nawet jak Ci się wydaje, że rozumiesz co się wydarzyło na tablicy, spróbuj zrobić samemu. Jeszcze nikt nie nauczył się matmy poprzez patrzenie, zadania trzeba robić.

  • Wanda Pawłowska

    ”Nie no, serio, jeśli nie jesteś matematycznym orłem to wiesz, rozmyślisz
    się na pięć minut, sprawdzisz Fejsa, zagadasz do kolegi z ławki i…
    koniec. Możesz tylko zastanawiać się co się wydarzyło, gdzie jesteś, kto
    zapisał te pięć tablic i skąd się wziął ten nabazgrany kredą, nowy,
    magiczny wzór.” no to niestety mój problem na matmie od hmm początku roku, ponieważ niestety mam dość kiepską zasadę- mianowicie po prostu zakładam, że sama wszystko przerobię w domu przed sprawdzianem i różnie to wychodzi. akurat jestem w trakcie przygotowań do sprawdzianu z matmy niestety ;//

  • Pingback: Jak coś robić nic nie robiąc? - hania.es()

  • Pingback: W dupie mam Wasze zachwyty! - hania.es()

  • Izabella

    Matma matma.. królowa nauk. Niestety idzie mi z nią źle odkąd zaczęłam chodzić do szkoły (no dobra jednak może od 4 klasy podstawówki jednak) to dla mnie czarna magia. Dosłownie. Typowy human się kłania.. w liceum gorzej, teraz liczę na to by zdać matmę.. Doszło niestety to za daleko, ale mam nauczkę- trzeba brać się za siebie. Więc proszę o trzymanie za mnie kciuków i może nadejdzie ten piękny, cudowny i prawie chyba niemożliwy dzień, gdy… będę w 101% zadowolona ze swojej oceny całorocznej z matematyki oraz zdam maturę!

    • To trzymam kciuki. Powtarzaj, uważaj na lekcjach i dasz radę :)

  • Pingback: Prawo nieuchronności zdarzeń – hania.es()

  • Wiktoria Zdzisława Zdziarska

    początkej roku wszystko fajnie rozumiem , przychodzi któraś lekcja zadanie domowe oczy wielkie jak stodoła i tak się zaczyna , coraz trudniejsza zadania nie rozumiem jednego materiału w szkole dają następny .

Przeczytaj poprzedni wpis:
nnd4
Niedziela Nie Działam #4

Wiem, że jest połowa listopada i jeśli się wyspaliście po sobotniej imprezie to prawdopodobnie jest już ciemno, ale mam coś...

Zamknij