LUDZIE WEGETARIANIZM

Odwal się od mojego talerza!

2014-07-06 14.53.53


Człowiek z natury jest istotą nader ciekawską. Bo jaki jest inny powód tego, że tak dużo ludzi czyta te kolorowe magazyny, z których dowiadujemy się z kim całowała się ostatnio Doda albo na jaką imprezę poszedł Kuba Wojewódzki? Wszystko jest okej, ale do momentu, kiedy ktoś zaczyna nas zwyczajnie wkurwiać i wchodzić w nasze życie. Dlaczego, pytam się? Odwalcie się i zostawcie mnie w spokoju.

Konkretnie mogę przytoczyć tu piękny przykład z mojego życia. Nie jem mięsa od kilku ładnych lat, jestem wegetarianką. Jak spora część mojej rodziny. Czy komuś to przeszkadza? No jasne!


Jak wszyscy jedzą parówki, ja jem te sojowe. Jak piją mleko, piję na przykład ryżowe. Wydaje się, że nic złego nie robię, nie? Co Wy! Popełniam jakąś straszną zbrodnię, której jeszcze nie do końca rozumiem. Ale zawsze mogę liczyć na kilka godzin gadek, kłótnie i osądzanie mnie. (załączam dowody zbrodni poniżej)

Mam takie zasadnicze pytanie – czemu ludzi interesuje to, co jem? Dlaczego ludziom nie przeszkadza to, że gdzieś ktoś umiera z głodu, albo wybucha wojna, ale irytuje ich okropnie fakt, że mój inny kolega żyje z innym kolegą? Z jakiej, cholera, racji ludzie nie mogą przeżyć tego, że ktoś ma inne zdanie i robi ze swoim życiem co mu się podoba (nie krzywdząc przy tym nikogo innego)?!

Nie będę zaglądać Ci do talerza. Nie powiem, że nie jesz wystarczająco dużo witaminy D albo jarmużu (to takie liście, tylko dla królików i wegusów oczywiście). Mam to gdzieś.
A ja, gdzie nie pójdę, słyszę to samo.

Skąd bierzesz białko? A nie chciałabyś wpierniczyć takiego steka? To co Ty właściwie jesz? A ryby? Wiesz, że po coś masz te kły? Nie boisz się, że na coś poważnego zachorujesz? Czyli nie pójdziemy nigdy razem do Maka? Naprawdę, w ogóle nie jesz mięsa? A co, jak będziesz chciała mieć dzieci? Nie umrzesz za kilka lat przez to wszystko? Głodzisz się cały czas? Jesz coś poza trawą? Wiesz, że nic tym nie zdziałasz?

No kurwa mać.

– to jedyne, co przychodzi mi na myśl jak pojawiają mi się w głowie (znowu…) te teksty.
Serio, skoro podjęłam taką decyzję to nie, nie chcę wpierniczyć takiego steka. W ogóle, te pytania są masakrycznie bzdurne. Jak ktoś pyta mnie z czystej ciekawości – okej, jasne, porozmawiam, odpowiem, chętnie pogadam z Tobą, jeśli serio Cię to interesuje.
Ale jeśli pytasz mnie tylko po to, żeby odpowiedzieć na to krwiożerczym śmiechem i zdaniem typu „jeny, to jest chore, lecz się”, albo „czysta głupota, ja bym nie mógł/nie mogła” to sobie daruj.
Nie obchodzi mnie, czy Ty byś mógł/mogła. Nie obchodzi mnie też, czy naprawdę „nie da się żyć bez kiełbachy” Twoim zdaniem. Mam to w dupie. Nie zawracaj mi w głowie swoimi opowieściami, bo tak samo jak Ty nie chcesz słuchać o tym, że nie jem mięsa, bo nie chcę, bo nie godzi się to z moimi przekonaniami i wolę jeść rośliny – ja nie mam ochoty słuchać czy schabowy jest Twoim ulubionym daniem.
Skoro w ogóle nie chcesz słuchać mojej odpowiedzi na swoje okropnie durne pytanie (tylko tak sobie pogadać od rzeczy do niczego nie prowadząc) – to, do cholery jasnej, po prostu go nie zadawaj.
Na moich oczach wyjdziesz na żałosnego idiotę. I myślę, że to będzie całkiem adekwatna ocena.

Zostaw mnie, odwal się od mojego talerza.

Daj mi, kurde, spokój. Przecież wiesz, że nic nie zmienisz tą rozmową, doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie zacznę nagle jeść kurczaków. Ja tak samo nie mam prawa kazać tłumaczyć Ci się ze zjadania zwierząt i wciskać Ci szpinaku do talerza – dlatego właśnie tego nie robię.
Dlaczego więc Ty machasz mi przed nosem swoją kanapką z szynką? Serio, tak się zachowują normalni, dorośli ludzie? Naprawdę, to ja mam coś z głową?

Zanim jeszcze raz ktoś zechce powiedzieć mi „jeny, dlaczego Ty nie jesz mięsa, przecież to chore” to niech się pięć razy zastanowi, puknie w łeb i zrozumie, że to, co jem to jest tylko i wyłącznie moja sprawa.
To, z kim sypia mój kolega, z kim całuje się Doda i dokąd chodzi Wojewódzki to też tylko i wyłącznie ich wybory. Zajmij się swoim życiem, będzie ciekawiej, a na pewno na lepsze Ci wyjdzie i koniecznie (!) odwal się od mojego talerza.

  • Świetny wpis. Też jestem wegetarianką i bardzo często spotykam się z podobnymi komentarzami. W domowym zaciszu jestem jeszcze w stanie jakoś to znieść, ale gdy przychodzi jakiś dłuższy wyjazd ze znajomymi, coś mnie trafia…

    im-bookworm.pl

  • Jeannette Elisabeth

    Całe szczęście ja sporadycznie słucham takich idiotyzmów. Kiedyś jak w Bawarii pracowałam i mieszkałam z innymi Polakami, to oni mimo, że nie gotowali dla mnie mieli największy problem z tym, że jestem wegetarianką. Firma opłacałam nam obiady i powiedziałam im, że to nie z ich kasy i mam w dupie ich zdanie. Niech zajmą się swoim talerzem. Nie rozumieli też jak to dziewczyna nie czyta takich gazet jak Joy, zycie gwiazd etc. Jeszcze większy szok był jak nie wiedziałam nic o istnieniu plotkarskiego serwisu. Mnie nie interesuje czyjeś życie prywatne, ale jestem wrażliwa na krzywdę innych. (oczywiscie nic na siłę).

  • Agnieszka Piątkowska

    Mam znajomych wegetarian i po prostu ciekawą mnie szczegóły takiej diety. Pytam, kulturalnie, jakie są zamienniki dla mięsa jako najpopularniejszego źródła białka. Czy kotleciki sojowe, czy coś innego, po prostu jak Wy to kurczę robicie że niczego Wam nie brakuje, pod względem składników odżywczych. Spotykam się z odpowiedzią „a co Cię to obchodzi”, „wracaj do swojego schabowego” albo „następna tępa łajza co wyśmiewa wegetarian”. A dupa. Nie wyśmiewam. Chcę wiedzieć. Nie z neta, nie z jakichś artykułów, tylko od osoby która w tym siedzi, która wie co i jak!

    • E, jak normalnie pytasz to Twoi znajomi po prostu muszą mieć dość. Wpis o takich tekstach i reakcjach na blogu też będzie, już zaczęłam szkic, ale na niego trzeba trochę poczekać, więc stay tuned! :) Powinien Ci się spodobać.

      A co do tematu: jeśli widzę, że ktoś po prostu po ludzku jest ciekawy i chce się dowiedzieć dlaczego nie jem mięsa, czym je zastępuję itd. to chętnie pogadam, ale częściej niestety spotykamy się z podejściem w stylu „gadaj co chcesz, ja wiem lepiej – jak nie jesz mięsa to jesteś po prostu głupia i robisz sobie krzywdę” – a z takim nie ma co dyskutować, bo nic to nie da. Może Twoi znajomi mieli zły dzień albo spotkali strasznie dużo na swojej drodze takich tekstów i nawet nie wdają się w dyskusje ;)

      A źródła białka (o tym też będę pisać..:D) – głównie to soczewica, cieciorka, jarmuż, szpinak, brokuły, fasola, soja (nie w za dużych ilościach, nie jest tak zdrowa). Ze wszystkiego można zrobić kotlety (z soczewicy yummm) i jest super!

  • Sam jestem przebrzydłym mięsożercą (podobno ma to związek z „myśliwską” grupą 0, nie wiem, nie znam się, tak czytałem tu i ówdzie), ale rozumiem i szanuję wegetarian. Nigdy w życiu nie skrytykuję kogoś, kto nie je mięsa – ba, dobre wegetariańskie żarło i mi smakuje (niejedzący mięsa kolega z Tomaszowa, do którego przyjechałem ongiś na testowanie jego basów, uraczył mnie pysznym wegetariańskim spaghetti – było genialne). Weganizm jest dla mnie już trochę po bandzie (sam nie byłbym w stanie przetrwać bez nabiału nie popadając przy tym w pogłębiającą się depresję), ale to też jest wyłączna sprawa tego, kto na niego przeszedł. Mam za to problem z walczącymi wegetarianami – z kimś, kto nazwie mnie mordercą dlatego, że wcinam burgera (a sam robię pyszne, tak bajdełej), czy z Morrisseyem, który kiedyś zlazł obrażony ze sceny jakiegoś festiwalu, bo poczuł grilla (I SHIT YOU NOT – lubię jego muzę, i to bardzo, ale jako człowiek jawi mi się jako skrajny fiut, zaś jego ostatni wyskok w Stodole nie był pierwszym). Po prostu nie znoszę ekstremistów. Żadnych.

  • Ola

    A gdzie można dostać taką torbę jak na zdjęciu? :)

  • Pingback: Nie możecie jeść mięsa - hania.es()