ZDROWIE

Jak rozpoznać niedoczynność tarczycy? – 6 objawów

choroba


Od ponad trzech lat mam zdiagnozowaną niedoczynność tarczycy. Choroba dotyka coraz więcej osób i jest bardzo upierdliwa, dlatego warto ją jak najszybciej wykryć i nauczyć się z nią żyć.

Co to jest?

Zaburzenie, które sprawia, że tarczyca produkuje za mało hormonów w stosunku do potrzeb organizmu. I przy okazji rozpierdala wszystko, co może, zniechęca i takie tam.

Pytałam wielu endokrynologów i innych specjalistów o to, skąd właściwie się to bierze. Otóż widzicie – nie wiadomo. Są teorie, że przez genetycznie modyfikowaną żywność, są, że to wina Czarnobyla lub stresu, ale nic nie jest pewne i potwierdzone. Jednak faktem jest, że choroba dotyczy coraz większej części populacji. Najczęściej dotyka dorosłe kobiety – aż 7% ma niedoczynność!

Jeśli rozpoznajecie u siebie objawy wypisane poniżej, a nie badaliście się pod tym kątem – koniecznie to zróbcie! Jeżeli jednak usłyszeliście już ten wyrok co ja, jutro podrzucę Wam moje lifehacki na życie z chorobą i chętnie poznam Wasze.

Po pierwsze – ospałość

Przed dobraniem odpowiednich tabletek mogłam spać 13 godzin dziennie i wciąż czułam się jak zombie! A wiecie co zrobiłam na próbnej maturze z polskiego? Taak, zasnęłam. I przespałam pół godziny! No, teraz się śmieję jak to opowiadam, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu…

odchudzanie2

Po drugie – zatrzymana woda

Przy niedoczynności zatrzymuje się w organizmie mnóstwo wody i nawet nie tyle co jesteśmy grubi, a mamy uczucie napompowania, nadmuchania. Występuje też przez to cellulit wodny, puchnie twarz, mogą pojawić się wole w okolicach szyi. Nic fajnego ani zdrowego.

Po trzecie – metabolizm

Oprócz tego, że czujemy się jak balony pełne wody, mamy o wiele wolniejszy metabolizm niż przeciętny człowiek (heh, wczoraj było – Czemu godzisz się na przeciętność?, a tu bym się jednak chętnie zgodziła!). Szybciej tyjemy, musimy uważać na to, co jemy i o wiele wolniej chudniemy. Prawidłowa dieta w naszym przypadku to bardzo ważny punkt i pomijanie go nie wróży niczym dobrym.

Przy czym taka Maffashion, która również ma niedoczynność, wygrała w życie, bo nie ma problemów z wagą, a tylko czasem puchnie jej twarz, co widać na zdjęciach. Nie zawsze mamy wszystkie objawy, jednak mało kto ma takie szczęście.

Po czwarte – humorki

Szaleją nam hormony. Badania wykazały, że mamy o wiele większą skłonność do zachorowania na depresję, do tego częste wahania nastrojów i ogólne złe samopoczucie jest oczywiście wynikiem tego, co zachodzi w naszym organizmie.

Ostatnio w kolejce do endokrynologa spotkałam kobietę, z którą mąż prawie się rozwiódł, bo nie mógł wytrzymać jej humorków – by rozwiązać problemy poszli do psychologa, skąd skierowano żonę na badania! Okazało się, że to wszystko wina jej hormonów, a po ustaleniu leków wróciła już do swojego normalnego trybu życia i przestała być taka nieznośna! ;)

The Beauty in The Hat

Po piąte – niechcemisizm

Wiąże się to po części z ospałością, ale nie tylko. Wszyscy znają niechcemisizm, z tym zastrzeżeniem, że my musimy walczyć z nim bardziej niż sam Ferdynand Kiepski. Jeśli marudzisz więcej niż zawsze i szukasz codziennie miliona wymówek, by nie ruszać się z łóżka – to może pocieszyć Cię fakt, że jest szansa, że możesz zwalić to na chorobę. Niestety, nawet ona nie zwalnia z obowiązku zmotywowania się i ruszenia tyłka w kierunku zdobywania świata! Po prostu, no cóż, masz trudniej i musisz nauczyć się mocniej mobilizować.

Po szóste – kondycja

Co tu dużo mówić, znowu mamy trochę utrudnioną sprawę z ćwiczeniami, bo kondycja gorsza niż normalnie i ciężej ją zbudować. Szybciej się męczymy i sport często sprawia nam więcej trudności niż innym. Ja jednak wykryłam chorobę w czasach, kiedy trenowałam codziennie i nie było mowy o spadku kondycji czy formy, bo konkurencja nie spała. Da się to okiełznać, chociaż trzeba ćwiczyć więcej niż zdrowy człowiek by uzyskać te same efekty.

***

Brzmi tragicznie, co? No tak, jeśli miałabym wymienić pozytywne aspekty tej choroby to… cóż, lista byłaby pusta. Ale jeśli niedoczynność szybko zostanie wykryta i leczona, a przy tym wie się jak z nią żyć, to jest całkiem znośna. Jutro znajdziecie na blogu tekst z moimi podpowiedziami co do życia z niedoczynnością tarczycy, zajrzyjcie koniecznie jeśli ją macie/podejrzewacie (już jest! Tu!).

Wszystko, co wymieniłam mocno ingeruje w codzienność, dlatego dość łatwo można zaburzenie u siebie wykryć, ale liczy się, by jak najszybciej zareagować. Pamiętajcie – nie wolno ignorować sygnałów, które wysyła Wam organizm!

Jeśli właśnie odkryliście, że opis bardzo do Was pasuje – chętnie poczytam, które objawy zauważacie u siebie, podzielcie się w komentarzach!

  • sama mam problem z niedoczynnością tarczycy. może nie nazwałabym tego pozytywnym aspektem choroby (bo wiadomo, że choroba jest zjawiskiem wysoce negatywnym) ale jest chłodno, czasami wręcz zimno. latem to nawet sympatyczne. co innego zimą, wtedy masakra.

    • Aach, wiem, że niektórzy mają takie objawy – te akurat u mnie nie występują.

  • Ola

    Jakbyś pisała o mnie. Do tej pory dziwię się, że mój facet ze mną nie zerwał zanim zdiagnozowano u mnie niedoczynność – wściekałam się i płakałam kilka razy dziennie bez powodu. Oprócz opisanych przez Ciebie objawów często spotykane jest też wypadanie włosów, sucha skóra, „brudne” łokcie i kolana oraz uczucie ucisku na tarczycę. To ostatnie było najgorsze, czułam się jakby ktoś mnie podduszał. ;)

    • Tak, mnie uratowało to, że mieszkałam sama wtedy, bo raczej by mnie wyrzucili z domu. :D
      Co do włosów, skóry, paznokci etc. – fakt! Zapomniałam o tym, bo już mi tak nie dokucza, ale to istotna sprawa i też miałam z tym problem! Kiedyś miałam o wieeele grubsze włosy i mocniejsze paznokcie, smutek. :(

  • O jeny, jak dobrze, że o tym piszesz! Ciągle słyszę, że któraś z moich znajomych ma niedoczynność tarczycy, plaga jakaś.
    Miałam wszystkie objawy poza „nie chce mi się”, ale za to było mi mega zimno cały czas. Mąż się ucieszył jak wreszcie ustalono mi dobrą dawkę leku, bo przestałam go wreszcie wyziębiać :P No i wypadło mi mnóstwo włosów ;( do teraz moja czupryna jest bardzo licha, choć całe szczeście powoli się poprawia.
    Trochę czasu minęło u mnie między pierwszymi objawami a diagnozą, ale tycie, przemęczenie i ogromną senność można łatwo usprawiedliwiać i tłumaczyć nawałem obowiązków, stąd gdyby nie świetna lekarz nawet bym nie wiedziała, że coś jest nie tak.
    Kolejny spoko lekarz polecił mi dobrą książkę „Holistyczne metody poprawy pracy tarczycy” (polecam!) w której nie dość, że wszystko jest fajnie wyjaśnione, to jeszcze są przydatne zalecenia odnośnie diety. W tym w wypadku Hashimoto warto odstawić gluten i nabiał. Jem bezglutenowo, nabiał ograniczam, leczę się i czuję się naprawdę super, ale niestety nie jestem w stanie ocenić, czy rzeczywiście odstawienie glutenu miało sens. Znajomi też mnie do tego zniechęcają, no ale zobaczę przy następnych badaniach USG czy to coś dało.
    Jestem ogromnie ciekawa Twoich sztuczek i rad, czekam na kolejnego posta! <3

    • Też odstawiłam gluten, ale to już trochę oszołomsko jednak. :D No i dobra diagnoza to podstawa, wtedy odpowiednio dobrane leki i jakoś się da z tym żyć. :)
      A na włosy – pijcie drożdże dziewczyny! Tu o nich pisałam: http://www.hania.es/drozdze/

      • Marta Szatańska

        wcale nie oszołomsko :)
        toż to medycyna nawet o tym wie! gluten out w chorobach autoimmuno.

    • Zimno, też to mam. Nawet przy 25 stopniach potrafię mieć lodowate dłonie, a w nocy śpię pod dwoma kołdrami :)

  • Też robiłam sobie badania krwi, żeby sprawdzić tarczycę. Niestety okazało się, że od czasu do czasu mam depresję i nie nigdy nie przytyję, bo tak.

    • Wiem, że to uciążliwe, ale zazdroszczę tego „nie mogę przytyć” mimo wszystko.

  • W sumie to wszystkiego po trochu u siebie zauważyłem… Dziwne..

    • No to idź się przebadaj koniecznie, często niedoczynność jest mylona z „to tylko jesienna chandra”/”tyję, bo pewnie dorastam” etc.

      • W sumie jakoś bardzo nie tyję, ale reszta objawów się zgadza.
        Chyba, że to przez moją anemię.

        • Przy niedoczynności często ma się anemię. Warto sprawdzić, tak nawet jeśli. :)

  • Jest jeszcze jedna opcja – zasuwasz jak mały cyborg, ospałości zero, jak tylko śpisz osiem godzin, nie puchniesz, w talii trzymasz te 63 cm mimo jedzenia bigosu o północy, a w badaniach wychodzi, że tarczyca pracuje jak ex-dojarka z byłego PGR-u. Czyli prawie wcale. Więc po prostu – badajcie się ludzie! To nie boli, tylko jedno ukłucie.

    • Tak, ale piszesz o nadczynności tarczycy. Jest o wiele rzadsza i ma w zasadzie odwrotne objawy, wiem wiem.

      • No właśnie nie! Ja mam mega niedoczynność mimo zerowych objawów. Czy – jak to powiedział lekarz – mam wyłącznie objawy biochemiczne. Dopiero w badaniach to świństwo wylazło.

        • O, to ciekawe. No ale taka Maff – podaję ją za przykład, bo nie znam innych ludzi bez tych objawów – też o tym mówiła, że nie potrzebuje dużo snu, jest chudziutka, zasuwa jak mały cyborg i tak dalej. Takie uroki, każdy inaczej.

          • To ja dodam jeszcze swoją osobę. Zero objawów spoza sfery biochemicznej. Zasuwam jak cyborg, na wagę nie narzekam, kondycja może nie maratończyka, ale dychę przebiegnę.
            A do objawów dorzucę problemy z zajściem w ciążę i generalnie tematy okołokobiece./ Fajnie się czyta Panią Pani Haniu:P

          • Nie na pani, ej. :>

          • To taka forma tylko;p

          • A jednak masz córkę. Pocieszające ;)

          • To największy cud jaki mi się do tej pory trafił. Czekam na kolejne;)

  • Byłem kiedyś z dziewczyną z taką dolegliwością na studniówce, jej mama poprosiła mnie, bo…z powodu humorków nie asymilowała się z nikim. Ale było mega :-)

  • Moja mama ma od wielu lat tak ostrą niedoczynność, że jej tarczyca skurczyła się do mikroskopijnych rozmiarów. Jej największą przypadłością jest waga, niestety. I do końca życia leki. Ale żyć się da :D

  • Hmm… Po weekendzie chyba pora na lekarza w takim razie. Dzięki za ten wpis.

    • Akcja #lekarzzHanią! Uważaj, jutro wszyscy się zapisują i w całej Polsce nie będzie terminów. -,-

  • Ja mam Hashimoto i niestety leki mi nie pomagają. Mimo dobrych wyników nigdy nie jestem wyspana (nie ważne ile będę spać, bo próbowałam wiele opcji). Przed chwilą właśnie się obudziłam, bo codzienne drzemki (trwające nawet do trzech godzin!) są dla mnie normą. Nienawidzę tego, bo nie mam na nic siły. Z chorobą wiążą się również moje problemy ze stawami, a moja odporność to porażka (choruje 5-10 razy w roku).
    A wf nienawidzę, bo nawet półgodzinne, intensywne ćwiczenia są dla mnie po prostu ciężkie.
    Jedyny plus jest taki, że utrzymuje stałą wagę. Moja mama nie miała takiego szczęścia, tym bardziej, że urodziła kilkoro dzieci i przy każdej ciąży jej gospodarka hormonalna była w totalnej rozsypce.
    Fajnie, że o tym napisałaś, bo bardzo dużo ludzi cierpi z powodu tarczycy i powinno się o tym mówić.

    • Dzięki! Hashimoto to wyższy poziom jazdy, u mnie podejrzewane, ale jeszcze niewykryte. Drzemki są najgorsze, mi w liceum pomagało spanie od… 22! #partygirl :D

      Budziłam się o 7 i nie było tak źle, w ciągu dnia jakiś 20-minutowy powernap i dało się żyć. Dzisiaj znajdziesz moje lifehacki -> http://www.hania.es/niedoczynnosc-tarczycy-jak-z-nia-zyc/ może coś Ci pomoże. :) Trzymam kciuki!

  • Walczę z tym od początku roku, wcześniej jakoś typowe objawy lekarz ogólny ignorował. Najgorsze, że mimo leczenia nie ma za bardzo poprawy a na tabletkach tylko pogorszenie sytuacji. O tych wahaniach nastroju nawet nie wiedziałam, sama mnie one zaczęły skutecznie denerwować. Już otyłość, zmęczenie i ciągle „nie chce mi się” zaczęłam zwalać na to, że tak musi być i z resztą nadal jestem przez lekarzy w tym utwierdzana. Trochę już składam rękawice i wmawiam sobie, że tego żadne leki nie załatwią a ja muszę się nauczyć z tym żyć.

    • A jak Twoje wyniki badań TSH i przeciwciał ft3 i ft4? I sprawdzałaś prolaktynę w teście 0-60? Ja mam też hiperprolaktynemię czynnościową (:D), też sprawia trochę kłopotów.

      • TSH dochodzi o 3, ale endokrynolog i rodzinny, że powinno być koło 1. Ostatnio w badaniach wyszło TSH w normie laboratoryjnej, tak około 2,5 ale FT4 już w nadczynność wpada. Przeciwciała wskazują na Hashimoto i dzięki temu już nawet się blokerów na serce dorobiłam przez próbę leczenia niedoczynnośći. A prolaktyny nigdy nie badałam bo nikt nawet mi nie powiedział, że może być problem bo okres jest w miarę w terminie. Jak na razie tak po omacku chodzę, nawet nie wiem już do jakiego lekarza iść o radę, obecny endokrynolog nie jest najlepszy chyba.

        • Idź do dobrego endokrynologa – to po pierwsze! Może to Hashimoto i trzeba zrobić USG, może prolaktyna, a może jakieś inne hormony. Z tymi sprawami nie ma co zwlekać ani ich ignorować!

  • DariaS

    Choruję już od 16 lat drogą genetyczną. Babcia > mama > ja. Aczkolwiek moja mama już się wyleczyła. Cieszę się, że przeczytałam post stworzony przez Ciebie bo teraz wiem o sześciu, a nie o dwóch objawach choroby :)
    Co do ospałości. Pomimo przyjmowania hormonów i dobrych wyników krwi w dni wolne (ferie, święta czy coś) śpię niekiedy po 15 godzin. Trudno bardzo jest ruszyć dupę do nauki, naprawdę :) Choć czasami się uda.

  • Letrox czy Eutyrox? ;) Moja mama i przyjaciółka od lat zaczynają dzień tabletką…

    Zbyt dużo wysiłku cardio (a ile osób uwielbia wielogodzinne dreptanie po bieżni…) również nie sprzyja tarczycy, ale zamiast się mądrować, polecam blog tłuste życie. Autorka ma ciekawe podejście do sprawy.

    • #teamEuthyrox! :D
      Chociaż ostatnio dietetyczka mi powiedziała, że jest on już trochę przestarzały i większości lepiej przyjmuje się Lethrox, więc może czas zmienić.

  • Rzeczywiście mnóstwo osób na to choruje – sama znam z osiem, w tym moją Mamę. Mam nadzieję, że nie odziedziczyłam tych skłonności : Brzmi nieciekawie, ale pokazujesz, że pozytywne nastawienie to klucz do sukcesu. Tak trzymaj! :)

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Ema Iwanka

    Trochę po czasie, ale znalazłam Twój wpis dopiero teraz. I zastanawia mnie pewna sprawa. Niedoczynność miałam wykrytą kilka miesięcy temu, niestety cofając się wstecz obstawiam, że kilka lat za późno… Dostałam leki, wg badań hormony się normują, ale w samopoczuciu nie odczułam ŻADNEJ różnicy. Domyślam się, że nawet jeśli mam wrócić do „normy”, to pewnie zajmie to więcej czasu, żeby organizm mógł się uspokoić po kilku latach. Jednak cały czas siedzi mi w głowie pewna zależność… Wszędzie wpisy „jak żyć z niedoczynnością” (u Ciebie też), jaką dietę stosować i ile ćwiczyć, żeby nie tyć, wysypiać się, żeby nie być sennym, smarować się mazidłami, żeby nie mieć suchej skóry itd… No cóż, na zdrowy rozum to nie mając chorej tarczycy, powinnam robić dokładnie to samo (czyli nie obżerać się i ćwiczyć, żeby nie być gruba, spać regularnie, smarować się itd.) Nie chodzi mi absolutnie o to, że zaczęłam traktować Letrox jako lekarstwo na wszystko. Po prostu jeżeli jakaś choroba powoduje pewne objawy, to automatycznie włączenie leczenia te objawy powinno niwelować (nawet, jeśli choroby wyleczyć się nie da, wtedy nawet leczenie nazywa się objawowym; dla przykładu oprócz niedoczynności mam również astmę, która jest chorobą nieuleczalną – ale regularne przyjmowanie leków pomaga mi uniknąć napadów duszności, czyli podstawowego objawu). A mam wrażenie, że w przypadku leczenia niedoczynności hormony się normują, ale objawy i tak zostają i trzeba z nimi walczyć na inne sposoby, albo z nimi żyć… A mnie to mega dołuje niestety… Że muszę się na każdym kroku pilnować, żeby nie wziąć tego jednego kęsa za dużo, bo zaraz pójdzie w obwody… Że muszę walczyć z „palpitacjami” serca i prawie wymiotami przy jakimkolwiek wysiłku, a z czasem wzrostu kondycji i tak nie widzę… Że skóra jest tak sucha, że ciągle piecze, swędzi, łuszczy się i nic na to nie pomaga… Że włosy mi wyłażą garściami i od kilku lat nie znalazłam środka, który by to powstrzymał… Że nie chce mi się wstawać z łóżka, wychodzić z domu, dbać o siebie… Że mam huśtawki nastrojów, łatwo wpadam w gniew, smutek i deprechę… I jeszcze wiele innych. I niestety wychodzi na to, że pomimo leczenia będę się z tym wszystkim męczyć do końca życia.
    Sorry za tak długi wpis, wylało mi się ;)

    • Jeśli nie czujesz żadnego ustąpienia objawów, najprawdopodobniej masz źle dobraną dawkę, lek albo jeszcze coś innego. Może hiperprolaktynemia? Albo insulinooporność? Nie wiem – nie jestem lekarzem, ale nie brzmisz, jakbyś miała skontrolowaną sytuację. Pójdź do dobrego endo i przedstaw mu sprawę tak jak mi tu. Ja musiałam na początku zbijać prolaktynę, a teraz insulinę. :)

  • Pingback: 10 powodów, przez które nigdy nie będzie równouprawnienia - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
czlowiek laka
Czemu godzisz się na przeciętność?

Jedną z największych porażek naszego społeczeństwa jest to, że jesteśmy uczeni przeciętności. Dlaczego się na to godzisz?

Zamknij