LUDZIE

Nie rozumiem kobiet przeciwko feminizmowi

countrygirl-349923


Na świecie jest bardzo wiele poglądów i — starając się nie zamykać na nic — próbuję zrozumieć różne. Kombinuję, wchodzę ze sobą w polemikę i słucham argumentów. Czasem jednak nie daję rady. Nie rozumiem.

Przebywanie w Internecie (i w społeczeństwie w ogóle) nauczyło mnie, że każdy, nawet najgłupszy i najmniej racjonalny pogląd znajdzie swoich zwolenników.
Jakkolwiek mogę tego do siebie nie dopuszczać, nie przyjmować, zapierać się – to nadal jest. Wiecie, dzieci myślą, że jak zamkną oczy, to potwory znikną. Dorośli już się nie łudzą. Oni wiedzą, że mijamy te potwory codziennie na ulicy, w sklepie i na poczcie.

jak w przedszkolu

I jak ciężko mi pojąć rasizm, homofobię czy ksenofobię, tak starałam się sobie wytłumaczyć, że to po prostu ludzie z ograniczoną wyobraźnią, którzy myślą, że dobre jest tylko to, co takie samo jak ich – podobnie do ośmiolatków, które chcą mieć identyczne fryzury, plecaki czy zabawki.
Absolutnie nie popieram takich nietolerancyjnych postaw, ale próbując znaleźć jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie, wpadłam tylko na to.

Co z feminizmem?

Tu mam większy problem. Mężczyzn o przeciwnych poglądach „tłumaczę” (tak naprawdę to nie) w analogiczny sposób jak powyżej, ale tragedia zaczyna się wtedy, gdy myślę o kobietach.

Nie rozumiem, kompletnie nie rozumiem kobiet, które świadomie określają się jako antyfeministki. Dziewczyn głośno i dumnie mówiących o tym, że nie popierają tego ruchu, znając jego definicję.

My już wiemy (bo pisałam – Nie popierasz feminizmu? Jebnij się w łeb!), że feminizm to nie te męskie, niezadbane panny, które krzyczą, że faceci powinni wyginąć, tylko ruch dążący do równouprawnienia (powtarzam – równouprawnienia) obu płci.

przyzwolenie na poniżanie

Bardzo długo się zastanawiałam, starałam podważać swoje zdanie i polemizować z poglądami, stawiać po przeciwnej stronie, ale to na nic.
Cały czas nie mam pojęcia, kim trzeba być, żeby dla siebie i innych kobiet nie chcieć równouprawnienia.

Żeby otwarcie przyznawać „nie jestem za tym, żeby moja płeć miała tyle praw co przeciwna”. By czuć się jako grupa tak bardzo gorsza od mężczyzn, aby nawet nie polemizować z tym faktem. By nie przeciwstawiać się poniżaniu i gorszemu traktowaniu tylko dlatego, że mamy co innego między nogami.

Próbowałam, doszukiwałam się logiki, ale wciąż nie rozumiem tych kobiet. Mam wielką nadzieję, że będzie ich coraz mniej, bo to właśnie te dziewczyny robią nam największą krzywdę, dając przyzwolenie na przeciwstawianie się feminizmowi i same w tym uczestnicząc.

Nikt nie powinien tego robić. Wszyscy jesteśmy tylko i aż ludźmi, a nie kolorami skóry, orientacjami czy płciami.

  • brzoskwinia pomarańczowa

    Czyżby odpowiedź na filmik pewnej youtuberki?

    • To odpowiedź na postawę, której nie mogę pojąć. Antyfeministki raz na jakiś czas się ujawniają w komentarzach pod artykułami o równouprawnieniu etc. i zawsze się zastanawiam, skąd to się bierze. Próbuję zrozumieć, serio. Jak ktoś ma pomysł na logiczne wytłumaczenie, chętnie posłucham.

      • brzoskwinia pomarańczowa

        Myślę że to wynika z bardzo powierzchownego traktowania tematu. Takie dziewczyny najczęściej swój pogląd kształtują na podstawie stereotypów o feministkach i akcji panienek z femenu które wybrały sobie dość charakterystyczny sposób walki :-) Nie wiedzą, że jest wiele nurtów feminizmu, że feminizm to nie tylko zwalczanie mężczyzn.W sumie to skąd mają o tym wiedzieć skoro media nagłaśniają tylko skrajne przypadki?,, Algorytm ” kształtowania się poglądu powinien wyglądać tak – wyszukiwanie informacji, kształtowanie poglądu, głoszenie opinii. Tymczasem w większości przypadków wygląda to tak – głoszenie opinii, wybiórcze informacje na poparcie poglądu. W tym drugim schemacie brak MYŚLENIA. Tak to sobie tłumaczę. W sumie to dość charakterystyczne dla naszego społeczeństwa. Ludzie wybierają sobie hasła które argumentują bezsensownymi przykładami.

        • Nie nie, nie o to chodzi. Zaznaczyłam, że świadome niepopieranie feminizmu, czyli mówienie, że kobieta powinna mieć mniej praw, bo mężczyzna to silniejsza płeć or so. Są dziewczyny, które tak mówią, SERIO.
          Niezrozumienie definicji (tak, też przez media) jestem w stanie zrozumieć, to całkiem częste.

    • A o jaką youtuberkę chodzi? Bo ja jakoś nie w temacie, na youtube głównie muzykę śledzę i dlatego pytam.

  • Może ciastko od patriarchatu jest po prostu bardziej swojską i bezpieczniejszą perspektywą niż jakaś mglista wizja życia na własnych warunkach, gdzie jeszcze niedajborze ktoś nie przepuści w drzwiach?

    • (Pst, feminizm to nie nieprzepuszczanie kogoś w drzwiach. :))
      I nie do końca widzę wygodę i komfort w tym, że kobiety np. zarabiają mniej albo są inaczej oceniane na rozmowach kwalifikacyjnych.
      To znaczy – jeśli ktoś chce być czyjąś utrzymanką, to ja absolutnie nie mam nic przeciwko, serio, nie widzę problemu. Ale mówienie, że to powinna być norma, że tak ma być w społeczeństwie, mnie przeraża.

      • (Ja to wiem, ale mam wrażenie, że tego się właśnie boją kobiety spod szyldu ‚nie jestem feministką’.)
        No i jej priorytetem nie jest zarabianie, tylko złapanie faceta, który będzie zarabiał na nią i dla ktorego będzie to oczywiste – i jeśli ten układ będzie normą, to ma większą pulę wyboru. A jak te feministki się rozbrykają, to misio jeszcze uzna, że baba też powinna się utrzymywać. Wojna kulturowa, po prostu :)

  • bycie czyjąś utrzymanką, jeśli to świadomy własny wybór, też jest formą feminizmu. Jeśli jednak tak zadecydował mąż.. no cóż.

  • Czasami wydaje mi się, że przez takie osoby nasze społeczeństwo zamiast iść do przodu to się cofa…

  • Ciekawa jestem czy te wszystkie antyfeministki zdają sobie sprawę, że gdyby nie ten feminizm to dzisiaj nie mogłyby głosować w wyborach, a o wyższym wykształceniu mogłyby pomarzyć tak samo jak o jakimkolwiek dostępie do wspólnego majątku. Mam wrażenie, że im się po protu wydaje, że antyfeminizm to wrzucenie do świata z powieści Jane Austen, gdzie znajdą idealnego męża a życie samo się uścieli płatkami róż.

  • Z feminizmem jest tak jak ze wszystkim, bo w każdym temacie jest zawsze wiele punktów widzenia czyli z której strony nie spojrzysz, to widzisz inne jego oblicze.
    Dlatego też uważam, że każdy ma prawo do własnego głosu a żaden głos nie jest lepszy od innego, a jedynie jest to spojrzenie z innego punktu widzenia.
    Dlatego też i feministki i antyfeministki mają zapewne swoje argumenty (może też i osobiste argumenty), które im przyświecają przy podejmowaniu takiej a nie innej decyzji.

    • Strasznie śmieszny komentarz :D Czytałeś/aś w ogóle ten tekst?

      • :) Skoro skomentowałam, to czytałam tekst.
        Ty nie rozumiesz antyfeministek i masz prawo ich nie rozumieć, bo wcale nie musisz ich rozumieć ani popierać. Nie masz przecież takiego obowiązku. Ale „tak czy siak” one mają prawo istnieć i myśleć tak jak myślą, bo one też nie mają obowiązku inaczej myśleć ani nie mają obowiązku rozumieć feministek.
        Szczerze powiedziawszy ja czuję się dokładnie tak samo tratowana jak mężczyźni. Zresztą nawet „męską” uczelnię ukończyłam. Jeśli więc którakolwiek kobieta czuje się traktowana gorzej niż mężczyzna, to co ja na to mogę?
        Przecież wszystko zależy jedynie od tego co kto ma w głowie i czy czuje się od kogoś gorszy albo lepszy.
        Ale wtedy to już jest związane z poczuciem jego własnej wartości. Zawsze były, są i będą grupy za i przeciw.
        Czy dobrze to zrozumiałam? :)

  • Yui♥

    Myślę, że kobiety, które mają taką postawę (uważają, że są przeciwko feminizmowi) czasami chcą się w ten sposób „przypodobać” mężczyznom – coś w stylu: ,,O, patrz, zgadzam się na to, żebyś traktował mnie jak szmatę, to znaczy, że cię szanuję”. Trochę bez sensu, ale przynajmniej jakiś argument mają. Ja sama nie rozumiem jak można być przeciwko feminizmowi – nieważne czy jest się kobietą, czy mężczyzną.

Przeczytaj poprzedni wpis:
gazety
Bombardowanie informacjami nieważnymi

Mam okropne wrażenie, że dociera do mnie mnóstwo informacji kompletnie nieistotnych.

Zamknij