BLOG

Dlaczego dzisiaj nie było nic na blogu?

praca:planowanie


Już od ponad trzech miesięcy hania.es jest w sieci i dodaję tu coś nowego prawie każdego dnia. Czasem jednak robię sobie przerwę i wtedy moja skrzynka odbiorcza zalewa się wiadomościami z powyższym pytaniem.

W zasadzie dzisiejszy tekst powstaje nie tylko po to, żebyście się dowiedzieli i otrzymali porządną odpowiedź, ale by mi było prościej, bo będę zwyczajnie mieć co podlinkowywać i odsyłać na takie pytania. No to już Wam mówię.

Otóż na blogu nic się nie pojawia jeśli:

Nie czuję klawiatury

To nie tak że nie mam pomysłu, bo w szkicowniku dziś znajdują się 83 notatki z tematami, które przychodzą mi do łba każdego dnia, ale czasem po prostu wiem, że nie rozwinę żadnego tak jak chcę, ujmę go w słabszy sposób i nie będę zadowolona z efektu. Wtedy mam świadomość, że tylko zmarnuję temat, więc nawet nie zaczynam.

Zasnęłam

Mówię całkowicie serio. Bo wiecie, bywa tak, że niby nie mam czasu – tu projekty na uczelnię, tam prasówka na francuski i te wszystkie inne przyziemne sprawy, które sprowadzają się do pospolitego nie ma czasu. Ale to wszystko teoretycznie, bo przy takich obowiązkach siadam do pisania wtedy, kiedy wszystko inne jest już zrobione (czyt. na zegarze wybija trzecia w nocy). Przez to czasem podczas myślenia nad kolejnym zdaniem zwyczajnie zasypiam. I budzę się taka bez tekstu i czasu, w którym mogłabym go dokończyć.

Zły moment

To najgorsze! To dni, w które najczęściej mam gotowy tekst i bardzo chciałabym go opublikować, ale po prostu wiem, że nie powinnam. Dlaczego? Na przykład z tego powodu, że dzień wcześniej na blogu pojawiło się coś ważnego i chciałabym tam zwrócić Waszą uwagę na trochę dłuższy czas. Albo jest święto i Was nie ma przy komputerach. Albo właśnie leci w telewizji Kevin sam w domu i mimo, że każdy widział to już pięćdziesiąt razy, ogląda po raz kolejny. Tak, czasem zwyczajnie muszę zrobić przerwę, chociaż wcale jej nie chcę.

Poraził mnie mój blask zajebistości

To też się zdarza. Codziennie budzę się zajebista, ale czasem przesadzam. Niby dzień jak co dzień, wstaję, idę do łazienki umyć zęby, a tu bach! Oślepia mnie mocna łuna światła – to właśnie mój blask zajebistości. Nie piszę wtedy dla Waszego dobra, żeby Was tak nie poraziło od samego czytania notki napisanej tymi palcami. Tak było wczoraj.


 

Na blogu rzadko zdarzają się dni bez tekstu, ale jeśli, to właśnie przez jedną z powyższych sytuacji. Wtedy zamiast pisać mi: hej, Hania, czemu nie ma nic nowego na hania.es?!, zajrzyjcie tutaj i pomyślcie – albo nie ma dziś weny, albo śpi, albo właśnie przegapiacie kolację wigilijną/Dirty Dancing na TVNie, albo jest zajęta byciem zajebistą. Ale najpierw upewnijcie się, że dziś nie ma jakiegoś fajnego święta i nie czekają na Was prezenty! ;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
love
O tym jak się zakochałam

Miłość, przed którą wzbraniałam się miesiącami, uderzyła mnie nagle i opanowała cały mój świat. Nie widziałam w niej potencjału, ale...

Zamknij