LUDZIE NA SZYBKO

Ichtilaktoowowegetarianie, idźcie w cholerę

nogi


Jeśli ktoś Wam się przedstawia i opowiada o sobie niezrozumiałymi, dwudziestopięcioliterowymi nazwami to wiedzcie, że coś się dzieje.

Chcą wyodrębnienia. Chcą wyjątkowości. Chcą czuć się inni. Chcą koniecznie wszystko nazywać. Chcą się określać. Chcą móc się opisać jednym słowem. Chcą robić filozofię ze wszystkiego, co dookoła nich.

W 2014 roku nie jesteś pizdą tylko masz kaligynofobię. Nie masz nietolerancji na gluten tylko celiakię. Nie jesteś uważny tylko masz kleptofobię. Nie lubisz koni tylko masz hipomanię I. Nauczyliśmy się wszystko szufladkować, nazywać, zamykać w jakichś ramach, wkładać do worków z przyklejoną kartką.

o czym piszę?

Jeśli chcę blogować to wymaga się ode mnie określenia kategorii, wyboru – podróżnicza, kulinarna, modowa, parentingowa. No, albo lifestyle. A skoro nie piszę wyłącznie o wyjazdach, żarciu, ciuchach ani dzieciach to wpadam do tego ostatniego, co oznacza dokładnie tyle, że mojego bloga nie można podpiąć pod jedną z podanych kategorii – i tak naprawdę nic więcej.

Jakiś czas temu podnieciliśmy się jak głupia szesnastolatka patrząc na dilera kokainy, zachłysnęliśmy szufladkowaniem, nazwami i flirtowaniem z długimi słowami, że gdzieś chyba zapomnieliśmy odpowiedzieć sobie na jedno konkretne pytanie:

po co?

Bo sensownej odpowiedzi nie ma. Robimy to tylko dlatego, że chcemy móc się nazwać. Żeby poczuć się bardziej wyjątkowi, bo ludzie są od tego uzależnieni jak od tlenu. W końcu dzielenie się na małe, zamknięte grupki, możliwość opisania rzadkim, długim, skomplikowanym słowem jest taaaka pociągająca. No kurwa, bez przesady.

To znaczy: tak, jestem w grupie ludzi, która nie je mięsa. Ale jeśli nie lubię suszonych pomidorów to powinnam stworzyć unikalną nazwę dla tych, którzy mają tak jak ja? Czy naprawdę potrzebujemy poszerzać swój słownik bez sensu i tylko dlatego, że chcemy poczuć się trochę bardziej wyjątkowo?

mój oficjalny apel

Ludzie, dajcie sobie spokój z tymi niesłychanymi, wziętymi z dupy pięćdziesięcioczteroliterowymi nazwami, bo za pięć lat jeśli śpisz w zielonej pościeli to będziesz mógł dołączyć do specjalnej grupy na Facebooku.

Uspokójcie się, zacznijcie wyróżniać się czymś innym niż łatką przyklejoną samemu sobie tylko po to, żeby zaśmiecać innym pamięć.

  • Moda na tworzenie grup ludzi nazywających się długo-i-bezsensownie nie nudzi się ludziom. Tak jak napisałaś chcą się poczuć wyjątkowi nawet jeśli jest to dość zabawne. Proponuję stworzyć nowe określenie: Nazwoprzeciwni – ludzie nie lubiący nazywania pewnych cech lub trendów osobną nazwą xD

  • białeściany

    Celiaklia a nietolerancja glutenu to dwie różne sprawy. Mam prośbę gorącą, zamiast kazać komukolwiek iść w cholerę zrób porządny „orient” w temacie o kórym chcesz pisać. Twój blog jest ciekawy, ale nie brzmi jak wypowiedzi rozsądnej dziewczyny, tylko jak wrzaski i pokrzykiwania zbuntowanej, chcącej się pokazać, wszechwiedzącej nastolatki. Pisz dalej, bo masz lekkie pióro, ale odrobinę dojrzalej. Bo jedno, to zabić w sobie dziecko, a drugie – pielęgnować cechy bachora.

  • A w wymyslaniu króluje społeczność tumblra :’)
    (Genderqueer-nonbinary-vegan to jeden z moich ulubionych autentycznych przykładow)

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: watch free movies online()

  • Pingback: stream movies()

Przeczytaj poprzedni wpis:
2014-11-19 23.34.58
Magia cytatów

Wyjęłam dziś zeszyt, w którym wypisywałam cytaty jak miałam 13 lat. Zaraz Wam powiem, co w tym magicznego.

Zamknij