LUDZIE RELACJE WYOBRAŹNIA

Najsmutniejsze słowo świata

para góry miłość


To jedno słowo, które potrafi przywalić Ci z półobrotu w twarz o trzeciej nad ranem.

Mamy w naszym języku ponad 200 tys. słów, ale niewiele takich, które w sekundę łapią nas za gardło i nokautują od środka.

Jest jedno, które czasem samo niepostrzeżenie wkrada się do naszych myśli, gdy siedzimy w środku nocy na parapecie z kubkiem herbaty, oglądamy gwiazdy i słuchamy Bona Ivera.

Jedno, które obrazuje nadzieję, te wszystkie plany, marzenia, całe wyobrażenie przyszłości, pięknej przyszłości, w której niekoniecznie mamy pieniądze, niekoniecznie willę z basenem, ani jednej limuzyny, nawet nie popularność i popierające nas tłumy – ale coś ważniejszego, większego, cenniejszego od skrzyń złota i milionów fanów.

Bo przecież nie baliśmy się marzyć. Nie było powodu do strachu, bo to było takie namacalne, takie pewne, takie pasujące.
Tylko, kurwa, z jakiegoś powodu się rozpadło, rozpadło się nagle, w ciągu kilku mrugnięć, przez tę chwilę, którą przegapiliśmy, przez moment, gdy nie uważaliśmy i straciliśmy kontrolę, niespodziewanie wszystko rozleciało się jak domek z kart, chociaż nikt tego nie zakładał, choć nie tak to miało być, choć tyle razy mówiliśmy, że będzie inaczej, tym razem na pewno.

dzieci miłość bezinteresowność

Mieliśmy pić wino na dachu, rozmawiając o tym, czego się boimy i jakie były nasze najdziwniejsze sny.
Mieliśmy podróżować po Azji, zdobywać szczyty i rozbijać namiot na dzikich polanach.
Mieliśmy śmiać się, oglądając amerykańskie seriale i płakać, gdy sprzedamy pierwszy wspólny samochód.
Mieliśmy leżeć w łóżku i na zmianę czytać sobie książki. Mieliśmy kłócić się o imię dla dziecka i chodzić na grzyby.
Mieliśmy popłynąć w rejs, kąpać się w oceanie, jeździć do rodziców i przywozić im szarlotkę z najlepszej cukierni w mieście.
Mieliśmy chodzić na długie spacery, zbierać kasztany, zanosić koce do schronisk i dawać napiwki w restauracjach.
Mieliśmy oglądać zachody słońca i lecieć na Islandię zobaczyć zorzę.
Mieliśmy tańczyć w deszczu i kłaść się na trawie, żeby dyskutować, która chmura co przypomina.
Mieliśmy wyjadać masło orzechowe łyżkami w jesienne wieczory i parzyć herbatę w litrowych kubkach.
Mieliśmy walczyć na poduszki i wybierać meble do nowego mieszkania.
Mieliśmy leżeć w łóżku do południa, rozmawiać o bezsensie istnienia, zastanawiać się nad tym, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, wkurzać się na siebie i przepraszać, kochać się i szukać odpowiedzi na abstrakcyjne pytania.
Mieliśmy wymyślać scenariusze najgorszych filmów świata i dubbingować piłkarzy podczas meczów.
Mieliśmy się od siebie nie oddalać, bo razem byliśmy nie do pokonania, mieliśmy iść przez życie, trzymając się za ręce i czynić świat lepszym.

Czas przyszły niedokonany.

Czas najgorszy. Bo przecież mieliśmy.

  • Jakub Wójcik

    Przepraszam, że nie na temat tekstu, ale po przeczytaniu w kilka wieczorów 3/4 Twojego bloga muszę to napisać.
    Jesteś mistrzynią w pisaniu. Gdy się czyta Twoje teksty, idealnie się wczuwa w historię, którą opisujesz. Dziękuję Ci za to.

  • Tobiasz

    Mocne

  • Bardzo smutny obraz wyziera z tego tekstu.
    Masz rację, to chyba najsmutniejsze słowo świata.

  • Takie smutne i takie prawdziwe. Ostatnio boli mnie właśnie świadomość zmarnowanych szans.

  • Smutne to, co piszesz. Smutne, ale jakże prawdziwe. Zastanawiałam się przez chwilę, jakie słowo może być najsmutniejsze. Do głowy przychodziły mi różne propozycje, ale żadne słowo, o którym myślałam, nie było tak smutne jak to, o którym pisałaś. Obrazuje doskonale te wszystkie wspólne plany, marzenia, cele. Obietnice, że będzie się przy sobie zawsze i nigdy się nie odejdzie. Tymczasem okazuje się, że życie to dziwka i z tych wszystkich pieprzonych obietnic zostaje tylko jedno słowo. Mieliśmy.

Przeczytaj poprzedni wpis:
dziewczyna kapelusz
Prawo nieuchronności zdarzeń

To nie brzmi jak cudowna prognoza na przyszłość, ale bardziej niż w cuda wierzę w matematykę.

Zamknij