LUDZIE RELACJE WYOBRAŹNIA

My, balkonowi znajomi

DTS_Photography_Movie1


Nic o sobie nie wiemy, choć każdy wieczór spędzamy razem.

Na pewno też kiedyś czuliście, jak nieznajomy staje się Waszym znajomym i jakoś tak niewinnie wkrada się do Waszego życia bez większego powodu po to, by w jakiś niezrozumiały sposób wpleść się w Waszą rutynę codzienności. Nie wiedzieć po co i dlaczego, ale czasem tak się o – dzieje.

Nie wiem jak ma na imię, ile ma lat i jakiego koloru są jego oczy. Nie wiem czy lubi oglądać komedie romantyczne, czy czyta wiersze i dlaczego jest zawsze sam wieczorami. Nie wiem skąd pochodzi, od kiedy tu mieszka i o czym myśli, słuchając smutnych piosenek. On nie wie tego o mnie.

Ale codziennie się widujemy.

Kiedy słońce zaczyna zachodzić, zawsze jesteśmy jakoś tak razem. Stoimy na balkonach w swoich blokach oddalonych o kilkadziesiąt metrów, a trochę jakbyśmy stali ramię w ramię. Patrzę na niego z góry, ale nie ma tu żadnej przenośni, to nie jest ten moment, kiedy polonistka mówi „Przeprowadźcie analizę tekstu”, tu nie ma być żadnego doszukiwania się ukrytego znaczenia, nie. Ja po prostu kurwa mieszkam piętro wyżej.

Stoimy tak sobie, totalnie niezwiązani i niezobowiązani, z zupełnie innych kawałków świata. Mamy innych znajomych, inne ściany na Facebooku, chodzimy w inne miejsca, jemy inne rzeczy, a łączą nas tylko te godziny na balkonach.

co wieczór

On wygrzebuje papierosa z paczki i wkłada go do ust, a ja włączam Kings of Leon, żeby mieć do czego ruszać kolanem podczas czytania blogów albo bujać biodrami, oglądając gwiazdy. Czasem palimy oboje, czasem stoję tam z winem, czasem siedzimy zatopieni w książkach, ale normalnym jest, że bywamy razem na zimnych kafelkach w sąsiednich blokach.

Jednak przez ostatnie dwa dni nie było mnie w Warszawie, a wieczory spędzałam w towarzystwie znajomych, którzy są trochę bardziej namacalni i trochę mniej nieinwazyjni. Po sobie zostawiłam tylko przytrzaśniętą niedbale balkonowymi drzwiami zasłonę i banana na parapecie, który zgnił.

dziś

Dziś, chwila przed dwudziestą. Chwytam ołówek, dwa zakreślacze i książkę, którą czytałam kilka lat temu, bo ostatnio lubię wracać do starych miłości. Łapię za klamkę i wychodzę, by spojrzeć na już zmęczoną dniem, coraz bardziej spokojną, choć plującą jeszcze gdzieniegdzie pracownikami, którzy siedzą w biurach po godzinach i nastolatkami, dla których każdy dzień jest odpowiedni na melanż, stolicę.

Zerkam jednak najpierw to piętro niżej. I co widzę? Wlepione we mnie oczy, a za chwilę podnoszące się do góry kąciki ust. Sięga do kieszeni, wyciąga papierosa. Kręci głową jakby chciał mi powiedzieć, że czekał z tą fajką od dwóch dni. Patrzy, uśmiecha się szerzej. Otwieram książkę i widzę zdanie:

„Każdy potrzebuje, żeby ktoś go kochał.”

Które lata temu moim ciężkim, metalowym ołówkiem zmieniłam na:

„Każdy potrzebuje, żeby ktoś go kochał na niego czekał.”

I on pali, zaciąga się dymem, lewą ręką przeczesuje fryzurę, a ja stoję tak ze swoim zbiegiem okoliczności, śmiejąc się w myślach do tej sytuacji i do kilkunastoletniej siebie, przekreślającej głupie zdania w niegłupich powieściach.

***

Znów łapiemy się wzrokiem, on się uśmiecha, tym razem trochę jakby bardziej, a ja zastygam i myślę sobie, że to wszystko jest takie, cholera, proste. Że można się nie znać, nie wiedzieć jak ma się na imię, czy lubi się jeździć na rowerze albo czy zna się swoich ulubionych pisarzy, a i tak można niebezpiecznie mocno wpleść się do czyjejś codzienności.

Że tak niewiele trzeba, by chcieć na kogoś czekać z wieczornym papierosem.

 


Zobacz też:

 

  • Jeden z piekniejszych tekstow na blogu jak dla mnie. Dziewczyno jestes niesamowita :) pzd

  • Ollbi

    Bardzo dobry tekst Haniu :-)

  • Anita

    a nie lepiej by było zejść po schodach i dowiedzieć się jakiego koloru są jego oczy?
    just saing

    • Aleksandra

      lepiej nie. może się wtedy okazać, że są brzydkie, albo co gorsza dowiesz się więcej niż jaki ma kolor oczu. Czar niedopowiedzeń pryśnie.

  • Już dawno niczego nie komentowałam, ale ten tekst jest taki piękny! Naprawdę cudowny, taki delikatny. A z tymi balkonami tak bardzo przypomina pierwsze rozdziały „Maybe someday”. Polecam książkę, mi się bardzo spodobała :)

  • kran lamparton

    Najbardziej lubię właśnie takie teksty jak właśnie ten, ten o harcerstwie, o śrubkach, ogółem te osobiste. Niby przeciętne życie (no może trochę lepsze od przeciętnego), a jednak dostrzegasz w nim tyle superowych szczegółów.

  • AJD

    Świetnie napisane i jakoś łapie za serce :)

  • dobrymjud

    Jak tak ma być co dwa dni to lepiej nie pisz codziennie. Dobre, bardzo.

    • I jak Ci tu powiedzieć, że to przypadkiem wyszło, bo jakiś typ się na mnie gapił?

      • dobrymjud

        Już nie bądź taka skromna. Przypadkiem się nie napisało :)

        • Wiadomo! #teamja. Chodzi o to, że nieplanowane, no.

  • Sepijka

    piękny tekst, można wyczuć w nim pełno emocji :)

  • Najlepszy jaki tu przeczytałam. Uwielbiam najmocniej.

  • Cudowny tekst. Przeczytałam trzykrotnie, za każdym razem zachwycałam się bardziej.

  • Tak ładny tekst, że aż romantyczny, świetne :D

  • Adrianna Kopczyńska

    Lubię takie teksty. Tak jakbym znów czytała „Charliego” Chboskiego :)

  • Hania Lewandowska

    Śliczny tekst ❤ jeden z lepszych. I bardzo skłonił mnie do refleksji. Kocham cię Haniu ❤

  • ally

    Czasami takie balkonowe nieznajomości przeradzają się w miłości, tak było w moim przypadku :) Piękny tekst, obudził moje wspomnienia…

  • Polish_smiles

    Czy to ten tekst pisany w pociągu w trakcie powrotu z seeblogers?

    • Nah, wróciłam wczoraj. Snapa się nie obserwuje, widzę!

    • Nie, tamten będzie jutro. (Do reszty: to info ze Snapa: @hania.es, elo)

      • Polish_smiles

        A nawet info ze snapa i peri!

  • Adrian Zaremba

    Super tekst. Idealnie trafiłaś w moje życie, choć nie palę :D

  • Najlepiej napisany tekst jaki tu do tej pory wrzuciłaś. Brawo! :)

  • My LittleRedThink

    Nie będę zbyt błyskotliwa – dobry tekst, świetna sytuacja. :)

  • Wspaniały tekst, chwyta za serce.

  • Paweł Obrok

    Hania, kuciapaka, co tu więcej powiedzieć.. Zajebisty wyszedł Ci ten tekst :) Taki milusi! (WAT?XD)

  • saywhat

    Postanowiłam dzisiaj do porannej kawki przeczytać nowy tekst Hani. I cholera ta kawka stanęła mi w gardle… Przywaliłaś mi tą opowieścią dosyć mocno. Dzięki Haniu!

  • Hubert Jankowski

    Ale to ładne!

  • Wow! Powaliłaś mnie! Genialne

  • I przychodzi w Twoim życiu ten dzień, że żegnasz się ze swoimi czterema kątami, ze swoim regałem na książki i patrzysz jeszcze kilka chwil na swoją ulubioną szklankę wiedząc, że będzie Ci jej brakowało. Cóż… pożegnania są trudne. Zostawiasz ją tam gdzie stoi, bo choć bardzo chcesz, to nie weźmiesz jej w daleką podróż do swojego nowego świata.

    Masz przy sobie ten mały breloczek, szczęśliwą monetę w portfelu i ulubione zdjęcie z dzieciństwa. To musi wystarczyć, by nie zapomnieć kim i skąd jesteś. Przesuwasz ostatni raz dłonią po blacie stołu przy którym wypiłaś niezliczone ilości kakaa, herbatek i dojmująco gorzkich łyżeczek syropu na kaszel. Przywołujesz w pamięci odgrywające się przy tym stole rodzinne spotkania, zabawy i grę w karty z Twoimi kuzynami, kiedy to pod Twoimi palcami kończy się blat, a ręka bez oparcia bezwładnie opada.

    To jest koniec. Przyjdzie tu ktoś inny i wyrzuci Twoją szklankę, kupi sobie nowe meble, a w trakcie remontu zasklepi nawet tę niewielką dziurę przy framudze, którą zrobiłaś podczas głupiej zabawy jeszcze w podstawówce, a jakoś nigdy się nie złożyło, żeby ją uzupełnić.

    Znasz każdy kąt tego miejsca, mieszkałaś tu przez całe życie, ale najbardziej osobistą rzeczą jaką po sobie zostawisz to łza, która właśnie spada z Twojego policzka na podłogę. Ostatni raz skrzypią drzwi i szczęka klamka. Stoisz jeszcze kilka chwil na klatce dotykając wypukłego numerku na Twoich drzwiach. „Kiedyś tu wrócę…” – obiecujesz, choć wiesz, że to nieprawda. Choćbyś chciała tego z całego serca.

    Mijają dni, a Ty masz już nową ulubioną szklankę.

    Mijają tygodnie, a Ty masz swój nowy kąt w którym pijesz herbatę i czytasz książki.

    Mijają miesiące w trakcie których dowiadujesz się, że to czego naprawdę Ci brak, to nie był ani ten stół, ani szklanka, ani nawet widok z okna. To czego naprawdę brakuje w Twojej obecnej codzienności to Pan spod siódemki, który zawsze rano wyprowadzał swoją piesię i mówił Ci „Dzień dobry”, To Pan z warzywniaka, który wesoło Cię zagadywał i wkładał jedno jabłko ekstra do Twojej siatki. To zawsze ta sama Pani w kiosku, u której kupowałaś gumy do żucia, później gazetki, a jeszcze później papierosy nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że ona przecież zna Twoich rodziców, a mimo wszystko nie „wygadała”. To Pani Krysia, której krzyków „Idźcie stąd łobuzy” bałaś się w podstawówce, a z upływem lat zaprzyjaźniłaś się z jej sylwetką pojawiającą się regularnie w oknie na parterze. Zdajesz sobie nagle sprawę, że te właśnie ludzie, których tak naprawdę nigdy nie poznałaś, tworzyli Twój świat, robili Twój dzień, dawali Ci codzienną porcję magicznej nitki, która spajała łatki Twojego życia. Magicznej nitki, której śladami mogłaś zupełnie bezpiecznie iść przed siebie po ścieżce, która chcąc nie chcąc wypełniała Twoją codzienną minimalną pulę uśmiechu, która ładowała Cię energią, o której do tej pory nawet nie wiedziałaś, ona po prostu zawsze tam była.

    Dopiero teraz czujesz niemoc. Nie pożegnałaś(eś) się z nimi wszystkimi, a uroniłaś(eś) łzę nad szklanką. Nad głupią szklanką…

  • Pingback: Empatia mnie kiedyś wykończy - hania.es()

  • Jakub Wójcik

    Hania, błagam – napisz książkę.
    Podkreślę chyba całą.

  • Mikrofala09

    Jaaakie to piękne :3

  • Mam pytanie, a właściwie pytania. Czy nie próbowałaś z nim nawiązać bliższego kontaktu? Piszesz o nieznajomym. Ani Ty, ani on nie robicie kroku, aby chociaż trochę się poznać? Nie odczytaj tego źle, ale czy Ty się nie boisz poprzez unikanie kontaktu konfrontacji Waszych wyobrażeń o sobie z rzeczywistością? Zaryzykuj :) Chociaż to co robisz chyba rozumiem i nie mam nic przeciwko temu.

Przeczytaj poprzedni wpis:
chodnik
Court: żul

Zawsze rozmawiam z żulami. Żule to jest piękna sprawa.

Zamknij