LUDZIE PSYCHOLOGIA ZDROWIE

Motylek

motylek


Pewnego dnia dostałam wiadomość. Wyjęłam telefon z kieszeni i odczytując ją poczułam, jak do oczu napływa mi pełno wielkich łez.

Kojarzysz takie dni, kiedy się sobie nie podobasz? Kiedy nie wyglądasz tak, jak sobie tego życzysz? Jak nie układają Ci się włosy, nos jest bardziej krzywy niż zawsze a brzuch o wiele za duży?

Wolisz zostać w domu tylko dlatego, żeby się nikomu nie pokazywać, posiedzieć pod kołdrą i najlepiej, żeby nikt nic od Ciebie nie chciał. Żeby świat nie istniał. Bywa tak, prawda? Te dni dla niektórych rozciągają się do miesięcy.

 

Był kolejny szary, zimny, jesienny dzień. Okazało się, że był to najchłodniejszy wtorek mojego życia.

 

Jeszcze dzień wcześniej rozmawiałam z moimi koleżankami z Internetu. Tymi co codziennie. Było nas kilkanaście, ale B. była jedyna w swoim rodzaju, najsilniejsza. Nazywana po prostu Motylkiem.

Jak zawsze, opowiadałyśmy sobie jak życie nam mija, jak się czujemy, jak reaguje na nas otoczenie, jak wygląda sytuacja z najbliższymi. Można by powiedzieć, że to była zwyczajna gadka ze znajomymi, ale nasze rozmowy różniły się od tych standardowych.

Każdy punkt przyćmiewały pytania o tym co zjadłyśmy, jakie niskokaloryczne produkty odkryłyśmy, opowieści o tym, jak która wymiotowała w szkole, jak bardzo nienawidzi swoich rodziców za to, że kontrolują jej talerz, jak wstawała o trzeciej w nocy żeby więcej ćwiczyć.
Słuchałam o psychologach, o tabletkach, które biorą garściami, żeby nie czuć głodu, chowaniu jedzenia w pokoju i wyrzucania w szkole. To była codzienność.
Dziewczyny były najbardziej zorganizowanymi osobami na świecie. Każda miała wzorowe oceny, znajdowała czas by się uczyć, katować ćwiczeniami i, co zajmowało najwięcej czasu, nienawidzić się.

 

Wróćmy do B.

 

Znałam ją najdłużej, najwięcej z nią rozmawiałam i od początku trzymałyśmy się razem. A to była ta, która zwerbowała całą grupę. To ona wszystkich motywowała, radziła i pomagała. Sama tak bardzo chorowała, że nie umiała nad tym zapanować. Podziwiałyśmy ją, w końcu ćwiczyła w dzień i w nocy, była bardzo silna i osiągała wszystkie swoje cele. Nie jadła prawie nic, a głód przestał jej przeszkadzać. Była malutka, drobna, słabła i często trafiała do szpitala, ale nawet tam robiła brzuszki w łazience.

Bolało ją tylko to, że widziała jak krzywdzi swoją mamę. Ta kobieta była tylko o 17 lat od niej starsza i miała na całym świecie tylko ją. Zdawała sobie sprawę z tego, co dzieje się z jej córką, ale nie potrafiła jej pomóc. Wiedziała, że jest poważnie chora. Wiedziała, że rozmawia ze mną i grupą innych koleżanek z sieci. Wiedziała, że robi wszystko co w jej mocy by doprowadzić się do perfekcji, która nie istnieje. Niestety, nie umiała nic zrobić. W pewnym momencie, zrezygnowana i zalana łzami, siedząc obok jej łóżka w szpitalu i trzymając za kościstą dłoń też zaczęła nazywać ją Motylkiem.
B. nie mogła sobie wybaczyć tego, w co wpędza jedyną osobę, na której jej zależy. Przeklinała się, ale nie umiała przestać.
Znikała. Było jej coraz mniej, była apatyczna i coraz więcej ćwiczyła. Jak do niej dzwoniłam to słyszałam zmęczenie i chwiejny głos, chociaż zawsze mówiła, że czuje się dobrze. Skupiała się na tym co u mnie i innych, kompletnie zapominając o sobie.
Trafiała coraz częściej do szpitala, ale szybko wychodziła przez to, że oszukiwała wagę i wyniki. Mimo to nadal wszystkie robiłyśmy to, co uważałyśmy za słuszne – żyłyśmy po to, żeby osiągnąć niemożliwe. Nie przechodziło nam przez myśl, że mogłoby być inaczej. Do czasu.

 

Wtorek

 

Wydawało się, że to dzień jak każdy inny. Obudziłam się, poćwiczyłam, wyszłam do szkoły. Weszłam do budynku i poczułam wibracje w kieszeni. Pomyślałam, że pewnie B. odkryła nowe zestawy treningowe albo chce mi życzyć powodzenia na sprawdzianie. A może znów wpadła i jest na kontroli u lekarza? Wyciągnęłam telefon żeby się przekonać.
Przeczytałam. Raz, drugi, trzeci. Osunęłam się na ziemię. Przeczytałam jeszcze raz. Do oczu napłynęły mi wielkie łzy. Byłam sparaliżowana. Już wtedy wiedziałam, że tę datę zapamiętam na zawsze. Najchłodniejszy wtorek mojego życia. Zamrugałam, spojrzałam na telefon po raz kolejny. Nadal to samo. Nic się nie zmieniło.

 

Odeszła dziś nad ranem. Była za lekka na ten świat.
Mama Motylka

 

Jak tylko przekazałam wieść dziewczynom, nasz kontakt się urwał. Jeśli odeszła B., wszystkie musiałyśmy odejść. Grupa Motylka nie może żyć bez niego.

Dziś jest rocznica dnia, w którym otrzymałam tę wiadomość. Wiem że dziś, jak co roku, wszystkie oglądamy jej zdjęcia, czytamy archiwum i przypominamy sobie to, jak silną była osobą i jak mocną my byłyśmy grupą.

 

Taka moc, nadambicje i nieugięcie w dążeniu do perfekcji to siły, które potrafią zabić największego twardziela. Uważajcie na twardzieli, bo koniec końców okazują się najbardziej potrzebujący.

 

ciąg dalszy: Motylek II

  • Agnieszka Piątkowska

    Anoreksja to straszna choroba… Niech spoczywa w pokoju.

  • smutek:(

  • Ola Wu

    Uwielbiam jak piszesz…
    Najgorsza choroba,choroba na cale zycie…

  • Miałaś absolutną rację – to najsmutniejszy wpis Twojego autorstwa, jaki przeczytałam. Aż łezka kręci się w oku (ale ja się szybko wzruszam). Ludzie niestety wciąż odchodzą i zawsze to jest nieodpowiedni moment, zawsze myślimy, że tydzień, miesiąc czy rok później byłoby lepiej.

  • Ania Murek

    „Odczytując ją, w moich oczach pojawiły się łzy” – bez zbędnych złośliwości, chciałabym tylko zauważyć, że konstrukcja zdania jest BARDZO ZŁA. Brzmi to tak, jakby wiadomość odczytywały Twoje łzy. Poprawnie byłoby np.: „Odczytując ją, poczułam, że do moich oczu napływają łzy” lub też „Kiedy ją odczytywałam, w moich oczach pojawiły się łzy”. Nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi. Pisze to tylko i wyłącznie ze względu na moją małą, osobista obsesję, proszę o wyrozumiałość ;) Poza tym, wpis kapitalny, jak każdy!

  • kasia garnek

    Mój „Motylek” na szczęście nadal jest ze mną. Mało tego, niedługo Ją spotkam. Mogę tylko powiedzieć, że nawet nie próbuję sobie wyobrazić co czujesz.

  • ostatnie zdanie wgniotło mnie w ziemię… Dziękuję

  • niewychowana

    Kojarzy mi się z salą samobójców…

  • Możliwe, że dzięki niej Wy żyjecie. Bardzo poruszający tekst, bardzo.

  • Pingback: Dlaczego gimnazjum jest do dupy? - hania.es()

  • Pingback: Zainwestuj w siebie, pójdź do psychologa – hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
2014-04-24 22.20.23
10 mitów na temat tańca towarzyskiego

Taniec z Gwiazdami to bardzo ciekawy program, ale z prawdziwym towarzyskim ma niewiele wspólnego. Mam dla Was zestaw 10 mitów na temat...

Zamknij