KULTURA I MEDIA RELACJE WYOBRAŹNIA

Miłość do postaci fikcyjnych

love miłość


Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie wzdychał do bohaterów książek, filmów czy seriali.

Wszelkie relacje w moim życiu tworzę ostrożnie, ale przy tym bardzo, bardzo silnie. Jedną z moich cech jest przywiązywanie się i to nie tylko do rodziny, miłości, przyjaciół, konkretnych sytuacji czy zwierząt. Tak silnie wiążę się też z… postaciami fikcyjnymi.

hola hola, autorze!

Przeżywam rozterki moich ulubionych bohaterów razem z nimi: cieszę się, gdy u nich dobrze, a kiedy dzieje im się coś złego, sama chodzę jak przybita.
Nie zliczę ile razy, czytając książkę myślałam tylko „proszę, niech mu/jej się nic złego nie stanie!”, a potem, gdy jednak kolejne strony przynosiły problemy i katastrofy, miałam tylko jedno marzenie: napisać do autora książki i powiedzieć mu, żeby przestał i oszczędził te postaci. Bo ja się nie zgadzam, no co to ma być, ja swoich ludzi krzywdzić nie pozwolę.

***

Tak, jak w dzieciństwie płakaliśmy po Mufasie, jeśli życie nas nie znieczuliło, potrafimy też poczuć się blisko innych bohaterów fikcyjnych. Przecież wiele inwestujemy w tę relację – choćby w ten sposób, że spędzamy mnóstwo czasu, poznając ich. Ale są jeszcze inne powody, które podtrzymują nasze uczucia do postaci z filmów, seriali czy książek.

dlaczego się do nich przywiązujemy?

Oni są zawsze. Nawet, gdy czujemy się porzuceni, samotni, gdy najbliżsi się od nas odwracają, gdy znajdujemy się w życiowym bagnie. Choćby było nie wiem jak fatalnie, ukochana książka zawsze będzie stała na regale, film nie ucieknie, serial nie wyparuje.

wszyscy razem

Dlatego chociaż nic nie zastąpi nam człowieka z krwi i kości, który przy nas będzie, może dobrze mieć w wyobraźni zapas tych postaci, które znamy aż za dobrze, wiemy, co by pomyśleli na naszym miejscu i jak by zareagowali w danej sytuacji.
To niesamowite, przecież w ten sposób można odbywać w swojej głowie dyskusje z tak wspaniałymi i różnymi charakterami, a do tego uzyskać tak wiele rad, nawet nie wychodząc z kokonu z koca! Dla tej introwertycznej części mnie to brzmi totalnie zajebiście i przekonująco.

bez przegięcia

Ale spokojnie, proszę jeszcze nie wzywać pomocy, zapewniam, że jeszcze odróżniam, kto istnieje tylko w maszynopisie, a kogo mogę spotkać w rzeczywistości. Wszystkie moje osobowości tak sądzą!

  • Daria Abramowicz

    Poruszyłaś jeden z najbardziej interesujących mnie (zawodowo i prywatnie tematów).

    Psychologia bardzo dużo mówi na temat przywiązywania się do postaci fikcyjnych, jeszcze mocniej zagłębia się w kwestie wszystkich fandomów. W serialach, filmach czy książkach zazwyczaj pokazuje się bohaterów, którzy zmagają się z problemami i lepiej lub gorzej sobie z nimi radzą. Ale radzą.:) Tu pojawia się kawałek identyfikowania się z kimś, kto „ma podobnie jak my”. Jeśli jest to serial, to często albo jesteśmy z tym bohaterem co tydzień.

    Poza tym, w pewien sposób uciekamy od rzeczywistości. Nie mam na myśli kłopotów z odróżnieniem fikcji od realnego życia, ale raczej efekt podobny do tego, który zachodzi w przypadku osławionych ostatnio Pokemonów. Mamy szansę choć na chwilę przenieść uwagę w inny świat ludzi, którzy się zmagają i często dają nam nadzieję na to, że uda się i nam.

    Bywa jednak różnie. Z ciekawostek: być może słyszałaś o tzw. CSI Effect? W USA profesjonaliści pracujący w obszarze prawa zaczęli w pewnym momencie zauważać pewne zjawiska, a w konsekwencji martwić się, że przysięgli zmieniają sposób postrzegania procedur policyjnych i prawnych, co wpływa na sposób, w jaki orzekają. Dlaczego? Bo wydawało im się, że „to działa tak, jak w CSI”. A przynajmniej powinno.:)

  • Joanna P

    Super blog, jestem tu dopiero od kilku dni i przeczytałam zaledwie kilka wpisów, ale już mi się podoba i dodaję do ulubionych :)

  • Co prawda to prawda. Może nie płakałam po Mufasie w dzieciństwie, i może trudno zdobyć więź ze mną jak się jest fikcyjną postacią ale jak już którejś z nich się uda to.. matko brak słów. Przeżywam wszystko co się z tą postacią dzieje jak (jak to mówi moja przyjaciółka) mrówka okres. :) Moim zdaniem to wspaniałe uczucie.

  • Kiedyś na studiach jedna z profesorek stwierdziła, że takie utożsamianie się z bohaterami to choroba ;) Nie pamiętam nazwy „choroby”, ale pamiętam jak bardzo to przeżyłam, bo identyfikowałam się z wieloma bohaterkami, przeżywałam ich przygody, problemy, martwiłam się, płakałam, śmiałam się… I nadal tak robię. Wydaje mi się, że na tym między innymi polega fenomen dobrej literatury :) Dla mnie to żadna choroba! Takie więzi świadczą przede wszystkim o ogromnej emocjonalności czytelników i o ich otwartości :)

  • Senshi

    Utożsamianie się jest ciekawym procesem. Jest czymś co pcha nas do przodu. Jeśli zastanowimy się ile razy ktoś nas inspirował swoją postawa czy zachowaniem możemy złapać się za głowę. Wydaje się,ze warto czerpać od innych-kraść. Tylko co jest warte kradzieży a co nie? Moja matematyczka mawiała, ze krzywe jest piękne.

  • Nigdy jakoś specjalnie nie płakałam po postaciach, zdarzyło się to chyba tylko w kilku filmach.
    Jednak, może to głupie, ale zawsze jak się czegoś boję, jakieś ważne zadanie przede mną, to często sobie przypominam jakąś książkę i bohatera i pojawia się taka myśl: „Kurczę, on dał radę przetrwać, to ja też dam radę”. Chociaż w zasadzie to ten ktoś wcale nie przetrwał, bo nigdy nie istniał, ale kurczę, to pomaga. :D

Przeczytaj poprzedni wpis:
para miłość
Czy zasługujesz na taką miłość?

Oglądamy komedie romantyczne, wzdychając do idealnych scenariuszów jeszcze bardziej idealnych miłości i pojawia się ten cichy głos, że my też...

Zamknij