LUDZIE PSYCHOLOGIA ZDROWIE

Jak to jest mieć anoreksję?

anoreksja


Anoreksja? Bułka z masłem! (205 kcal + 37 kcal = 242 kcal)

Wafel ryżowy 39 kcal. Marchewka 12 kcal. Brokuł 27 kcal. Guma do żucia 10 kcal. Woda z cytryną 4 kcal. Bieganie po schodach -1 kcal na stopień. Rzyganie -ostatnio spożyte kcal. Wszystko się liczy.

etapy

Choroba dzieli się na etapy. Lekkie zaburzenia odżywiania albo mijają karmione spokojem, sukcesem i komplementami, albo przechodzą w anoreksję. Choroba właściwa to najgorsze skurwysyństwo, jakie chodzi po tej planecie.
Niszczy Cię, wygryza razem z mięsem wszystkie pokłady szczęścia i entuzjazmu, zabiera zdrowie i wypija całą Twoją pewność siebie, jak przyssana pijawka na spływie kajakowym, jak najbardziej wkurwiający komar na ognisku. Stawia Cię na środku wielkiego placu otoczonego neonami krzyczącymi „jesteś gruba, jesteś nikim”.

Dalej jest albo koniec i rozbijasz się jak lekko szturchnięta lalka z porcelany, albo leczysz i żyjesz dalej – z bliznami, siniakami, i ranami, które od czasu do czasu życie posypuje solą i polewa nalewką wiśniową. Nie ma innych dróg.

O tej najgorszej napisałam już w Motylku.

jak kokaina

Anoreksja, ta najczystsza na świecie, jak kokaina od najlepszego dilera w mieście, jak talerze z reklamy płynu do zmywania, jak Maryja kurwa Panna wiecznie dziewica. Choroba.

Poranki są najgorsze. Budzisz się, jest o wiele wcześniej niż wstaje świat. Jeszcze miasto śpi, co prawda słychać za oknem wracających studentów z imprezy z akademika, która zaczęła się cztery dni temu i panią otwierającą piekarnię, ale miasto jeszcze śpi, szczury chodzą po ulicach, za oknem jest ciemno.

Ty podnosisz się i przecierasz oczy. Do łazienki. Rozbierasz piżamę, zamykasz oczy, stajesz na wagę. Otwierasz oczy, patrzysz w dół. To co widzisz Cię przeraża. Czasem czujesz przy tym lekką satysfakcję, bo jest mniej. Ta jest szybko rozdeptywana gigantycznym butem, podskakującą kostką, która Morsem wystukuje Nadal Za Słabo. A Ty przecież wiesz, wiesz, że zawsze jest Nadal Za Słabo, że nigdy nie będzie to już, ale wmawiasz sobie, że kiedyś ten koszmar się skończy.

trening czyni mistrza. mistrza omdleń.

Dopóki wszyscy śpią, zaczynasz swoje serie. Tysiąc brzuszków, sto pompek, pięćset przysiadów. Męczysz się w imię chudości, powtarzasz sobie, że to wszystko dlatego, żeby przestać płakać patrząc w lustro. Ćwiczysz półtorej godziny, omdlewasz w tym czasie tylko osiem razy. To nic, za każdym razem się podnosisz, lekko uderzasz w policzki i wracasz do pracy.

Znowu – na wagę. Uff, trochę mniej. Jeśli mieszkasz z rodzicami, biegniesz do kuchni zabrudzić talerz i sztućce. Nie zapominasz nigdy. Twoja przebiegłość jest godna ruskich mafiozów, a każdy błąd kosztowałby miliony. Miliony tłumaczeń, krzyków i zła. Więc się nie mylisz.

śniadanie?

Szklanka wody z drożdżami, trzy tabletki Sudafedu i już wiesz, że na kilka godzin głód dla Ciebie nie istnieje. Przeklinasz się zapinając pasek do spodni, bo przecież mogłabyś zaciskać ciaśniej, przecież mogłabyś nosić mniejszy rozmiar. Zakładasz wielki sweter ukrywający Twoją sylwetkę, który wygląda jak worek na ziemniaki, jak siatka z Tesco za 49 groszy.

Każdy z dni, każdy z poranków jest taki sam. Szkoła, praca, ćwiczenia, tabletki, woda. Jedyna Twoja odpowiedź na jakąkolwiek propozycję jedzenia to przekręcenie szyi w jedną i w drugą stronę, a jeśli ktoś je w Ciebie wmusi to musisz jak najszybciej dostać się do łazienki, związać włosy, odkręcić wodę, otrzeć łzy, zakręcić wodę, wypłukać usta, rozwiązać włosy i jakoś sobie z tym radzić.

Wieczorem kolejna seria ćwiczeń. I jeszcze jedna, bo dziś można sobie dołożyć. Jak rodzina woła na obiad to musisz się przecież uczyć, to przecież byliście ze znajomymi w restauracji, to teraz nie jesteś głodna, ale smacznego, jedzcie. Grubasy jebane, jedzcie. Ty nie musisz, Ty jesteś ponad to.

Ciebie jedzenie nie kontroluje, to Ty kontrolujesz je.

Jeśli coś dziś było w Twoich ustach, zapisujesz to. Liczysz kalorie, każdą jedną. Zwykle zamykasz się w dwustu, czasem trzystu. Dzień powyżej pięciuset to dodatkowa godzina ćwiczeń. Pilnujesz się, pilnujesz się tak jak pilnuje się skazańca na śmierć, jak złapanego gwałciciela w oczekiwaniu na policję. Nie spuszczasz się z oka ani na sekundę, jak nie spuszcza się pająka chodzącego po poduszce.

***

To wszystko jest upierdliwe, nudne. Powtarza się każdego dnia, tylko z czasem bardziej bolą kości, mniej czuć ssanie w żołądku, łamią się paznokcie, włosy i smutnieją oczy. Zdarzają się wpadki takie jak omdlenie w miejscu publicznym albo rzyganie krwią. Wtedy łatwo trafić pod kontrolę, do szpitala, w ręce kogoś, kto wygląda jak Twój wróg, jak Hitler w oczach Żyda, jak rzeźnik dla małej świni.

Jeśli jednak wpadniesz za dużo razy, może nie udać się uniknąć leczenia. Siedzenia w psychiatryku z ludźmi, którzy godzinami wpatrują się w ściany, krzyczą do duchów i przecinają sobie skórę w cienkie, zgrabne pasy. Może nie udać się uniknąć tabletek, strzykawek, rozmów, płukania żołądka i, co najgorsze, tycia. Może nie udać się uniknąć lepszych wyników krwi, mocniejszych włosów, BMI w normie i mniej bolących stawów.

***

Ale nie da się wyzdrowieć. Nie da się pozbyć głosu z tyłu głowy, który ocenia sylwetki ludzi wokół Ciebie w chorej skali, a Twoją jeszcze bardziej rygorystycznie. Można sobie to uświadomić, można nie, ale ta choroba pozostaje z Tobą na zawsze, jest jak blizna na pół twarzy, jak tatuaż z imieniem byłego, jak tunel w uchu, który nudzi Ci się po latach.

Więc na koniec odpowiem na pytanie z tytułu. Wiecie jak to jest mieć anoreksję?

Chujowo.

  • Ula W-z

    Jako ktoś, kto się kompletnie na tym nie zna i nie spotkał się z taką chorobą na płaszczyźnie doświadczeń, to tak sobie skomentuję w kompletnym oderwaniu od specjalistycznej wiedzy i faktów medycznych. Może nawet nie na temat. Myślę że to iluzoryczne poczucie kontroli jest w tym wszystkim najbardziej zgubne. Powtarzanie mantry, że jedzenie mnie nie kontroluje, podczas gdy kontroluje bardziej niż kogokolwiek innego. To wkoło jedzenia kręci się cały świat chorej osoby, po prostu nie chodzi o wpychanie go w siebie, tylko wypychanie poza horyzont. Staję się więźniem własnych błędnych wyobrażeń.

    • Też miała takie wrażenie, że osoby chore na anoreksję mają manie na punkcie kontroli. I nie tylko kontroli posiłków i kalorii. Ludzie chorzy na anoreksję są specami od organizacji graniczącej wręcz z pedantyzmem. Wszystko ułożone równo, zaplanowane, przemyślane, posegregowane, zapięte na ostatni mikroskopijny guziczek. MA-SA-KRA. Gdyby tą całą energię, którą wykorzystują na jedzenie spożytkowały w inny sposób dziś byłyby prezesami wielkich korpo albo prezydentami. Naprawdę.

      • To prawda, organizacja czasu i zadań level master.

      • Iwona G.

        anorektyczki są też świetnymi matematykami, nikt nie potrafi tak dokładnie policzyć kalorii jak one.

        Ja w swoich najcięższych czasach nie przyjmowałam nawet żadnych leków, bo rozpuszczalne wapno ma dodatek cukru (wypiję CUKIER, czysty, rafinowany, biały CUKIER i to jeszcze na NOC?!), wybierałam bolące gardło, niż ulga od tabletek przeciwbólowych (Iwona! zobacz co one zawierają! skrobię kukurydzianą i sorbitol (ŚMIERĆ dla twoich ud!!).

  • maciek

    Autopsja?

    • Jane

      Tak.

  • Straszna choroba. Długo jej nie rozumiałam. Zresztą tak samo, jak obżarstwa. Bezdusznie myślałam: „Jak można się doprowadzić do takiego stanu”?! Bez względu na to czy ktoś wyglądał, jak żywy kościotrup czy wieloryb. Jednym bym po prostu wpychała żarcie na siłę do pyska, a drugim wywaliła lodówki z domu. Potem zaczęłam na to patrzeć pod kątem uzależnienia. Bo są ludzie uzależnieni od alkoholu, nikotyny, heroiny, itd. To czemu nie od jedzenia albo nie-jedzenia. Teraz mam dla osób chorych więcej empatii.

  • Za bardzo mnie to uderza po czułych strunach, żebym mogła coś skomentować sensowniej.
    Ale, to jest bardzo dobry tekst, Haniu.

  • 100sukienek

    przeczytałam na jednym wdechu. niezwykle przejmujący tekst, doskonały, Haniu.

  • Anoreksja, bulimia, męczy kilka bliskich mi osób, a przez to mnie. Wkurwia…

  • Pola Adriana Gmitrzak

    znam z doświadczenia, wszystko co pisałaś jest mi nie obce, tylko że teraz coraz słabsza jestem, nawet nie mam siły ćwiczyć jakoś mam dość życia, tylko bym spała :(

  • zazela

    Swietny tekst . Ja jeszcze mogłabym dopisac o wiecznym mysleniu o jedzeniu. Kiedy kłade sie spac wyobrazam sobie co zjem ile kcal itp itd. Ciesze sie ze jest u mnie troche lepiej . Na poczatku było gorzej – podczas bliskosci z partnerem wyobrazalam sobie jak wpieprzam ogromne ciasto czekoladowe- chore , przykre , zalosne …

  • Anorektyk

    Dobry tekst, prawdziwy… Mogę coś o tym powiedzieć. Trafiłem tu niedawno ale podoba mi się twój styl pisania, tak trzymaj :)

  • harnaś

    O, super. Tekst się przyda się przy ludziach, którzy twierdzą, że anorektyczki to idiotki. Jak znalazł.
    Mam tylko pytanie, bo jeśli mogę pomóc innym/sobie, to chętnie zacznę już teraz. Co pomogło Ci zniwelować objawy anoreksji? Masz jakieś konkretne porady?

Przeczytaj poprzedni wpis:
rosetta3
Serio kurwa, o koszulę?!

Pierwsza w historii sonda wylądowała na komecie. Osiągnięcie, sukces... gratulowalibyśmy, ale masz złą jebaną koszulę, więc Cię zniszczymy!

Zamknij