LUDZIE WYOBRAŹNIA

Metro zmian

metro


Weszliśmy w nowy rok z pełną motywacją, do tego za pół roku lato. Wiecie co to oznacza? Że świat poszedł na dietę! Co z tego? A to, że mówią o tym w metrze – i ja oczywiście słucham i notuję.

Warszawskie metro ma to do siebie, że zawsze jest pełne. Ale nie narzekam, jest super, bo przynajmniej nie da się pomylić linii. Więc jadę sobie tym polskim TGV, stoję w takim ścisku, że nawet Kindle nie da się wyciągnąć i, co tu robić, obserwuję ludzi, patrzę, słucham.

Idealny cel – dwie dziewczyny, pewnie studentki. Postury przeciętne – ani specjalnie grube, ani nie wprawiają mnie w dyskomfort swoją chudością, nie boję się, że jak zakaszlę to się przewrócą (tutaj: Czy Maffashion promuje anoreksję?).

– Nie no słuchaj, już 10 dni trzymam się diety! Muszę być fit! – powiedziała ta ładniejsza i chudsza.

– Ćwiczysz coś do tego? Bo ja chciałam, ale nie mam na to siły. No i podjadam codziennie pół tabliczki czekolady. Generalnie nie idzie mi za bardzo ta dieta, ćwiczenia, nic… – no tak, typowe przyjaciółki, jedna mniej musi a lepiej ogarnia, druga powinna a nic nie robi.

– No tak, Chodzię robię co trzeci dzień. Będę fit jak nigdy! I oni wszyscy zobaczą!

– A jaką masz dietę? – oczy jej się mieniły, a pryszcze i piegi na czole ułożyły się w słowo „ZAZDROŚĆ”.

– Nic konkretnego, to co wyczytałam w Internecie – owsianka na śniadanie, jakieś sałatki wieczorem i tak dalej.

Smutna wzdycha. Zero nadziei, zaraz się popłacze nad swoim losem. Zmotywowana koleżanka to zauważa i jedzie z tematem:

– Ale co Ty, przecież Ty nie jesteś gruba! Ważysz pewnie tyle co ja, dobrze wyglądasz, nie masz się czym przejmować! Masz super nogi, długie i zgrabne. Do tego dość płaski brzuch, nie masz brzydkich boczków, masz talię – cały czas próbuje ją pocieszać i całkiem nieźle jej wychodzi – a tyłek to w ogóle masz spoko. To znaczy no nie oszukujmy się, nie masz rozmiaru XS, ale takie nie są ani trochę fajne. Tak że nie przejmuj się! No i w ogóle jesteś super i przestań się smucić!

Uff, uspokoiła ją. Metro zatrzymuje się na stacji, ludzie się przelewają, więc słyszę przez to niezły bełkot, ale to jakieś tam pierdolenie, że dzięki, że kochana jesteś, że pewnie przesadzasz, ale jak słodko, że ojej ojej.

I w tym momencie wsiada matka z dziewczynką, która ma perfekcyjnie zaplecione warkoczyki i jak wychowawczyni prosi o przeczytanie czytanki to zgłasza się pierwsza na ochotnika, rysuje najlepsze szlaczki w klasie i zawsze ma zmienne buty. Wtedy wypala:

– Tak mamo, wszyscy mogliby wziąć z Ciebie przykład. Pamiętam jak byłaś w innej pracy, zwolniłaś się i teraz jesteś fajniejsza, bo się więcej uśmiechasz. Wszyscy mogliby tak zrobić, na przykład takie grubsze Panie, które są smutne. Bo głupio tak być grubym, wtedy nikt Cię nie lubi i Ty siebie też nie. Grubi ludzie mają bez sensu w życiu i muszą udawać, że wszystko okej. Tak samo jak się ma pracę, której się nie lubi. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to powinien coś zmienić. Ja na przykład jak jestem nieszczęśliwa, bo nudzi mi się jedna zabawka, to zmieniam na inną. I już.

I już pomijając tę jej zabawkę, powiedziała bardzo ważną rzecz.

Kiedy ktoś jest nieszczęśliwy, to powinien coś zmienić, a nie udawać, że wszystko jest okej. Nagle usłyszałam:

– Kurwa, nawet dzieci wiedzą więcej ode mnie. Nie uspokajaj mnie więcej. Czas się ogarnąć.

Jeśli możecie nauczyć się czegoś od ludzi z metra, to nauczcie się właśnie od tej dziewczynki – że jeśli jesteście nieszczęśliwi, to powinniście coś zmienić. I już.

  • Ta dziewczynka zrobiła mi dzień. Dzieci są takie… bezpośrednie. A pomyśleć, że przecież my wszyscy byliśmy kiedyś dziećmi. I nie pamiętamy już o tym wszystkim. Dlatego świetnie jest właśnie jak ma się jakiś kontakt z dziećmi, czy się gdzieś ich spotyka i można „podsłuchać” czy podpatrzeć takie rzeczy :)

    • Prawda.
      One są wszędzie. Kwestia tego, jak ma się wyczulony zmysł obserwacji. ;)

      • Akurat ja mam dobrze wyczulony :) ale ogólnie nie mam za bardzo styczności częstej z dzieciakami ;)

  • Konrad Norowski

    A nie mówiłem? Bezpardonowa, okrutna szczerość – znak firmowy dzieci.

  • zanotowane. Pora dorobić się swojego dzieciaka, to będę słuchał takich mądrości bez wychodzenia z domu ;).

    • Albo czytać hania.es! :D
      (tylko nie bij tego dzieciaka. Bez klapsów, już o tym gadaliśmy.)

      • jak nie będzie mi grało na nerwach, jak ja innym to obejdzie się klapsa ;). A no będę czytał. Lublin nie ma metra, więc nie uraczę takich tekstów ;)

  • Czasami naprawdę nie wiem, skąd się biorą takie mądrości w dziecięcych główkach… Gdyby ta dziewczynka była pełnoletnia, powiedziałabym: Polać jej ;)

    • Dzieciaki baardzo dużo obserwują. Niektóre też wyciągają fajne wnioski i potem voila, można słuchać takich kwiatków.

  • No, mała trafiła bardzo w sedno :)

  • Dzięki za ten tekst. W tym momencie postanowiłam coś zmienić :)

  • Jestem zaskoczona. Rano po przeczytaniu tekstu spodziewałam się wysypu krwiożerczych matek, które krytykują rodziców dziewczynki za to, że nie nauczyły jej, że nie wszyscy grubi ludzie są nieszczęśliwi i mają kompleksy z powodu swojego wyglądu czy wagi. *Jestem-z-was-dumna*

    • Najlepsze Żabki w Sieci, to tu.

    • Chciałbym nadmienić, że kilka spośród najbardziej pozytywnych osób, które znam, są w tzw. „plus size”. A ten plus jest spory. I jakoś nie sprawiają wrażenia nieszczęśliwych. Jest bardzo fajna para w której oboje są krągli, jest mocno misiowaty gość będący szczęśliwym mężem i ojcem (i bardzo fajnym basistą i wokalistą w nader sympatycznym zespole). Ale widać kwestia priorytetów, przewartościowania paru rzeczy i znalezienia takich ludzi, którzy nie czepiają się pierdół u innych.

  • Jestem szczęśliwy, ale biegam, mimo że nie muszę, bo jestem z tych, co mają mało ciała i szybką przemianę materii.

  • Zawsze wiedziałam, że małe jest nie tlyko piękne, ale i mądre ;)

  • Linie nie można pomylić, ale można pojechać w przeciwną stronę :) Jak Ty to wszystko zdążyłaś zapisać? :) Dzieci są bardzo mądre i szczere. Czasem takim bodźcem do zmian jest właśnie taka szczerość :)

    • Podeszłam i poprosiłam, żeby powtórzyła.

      Nie no, szybko piszę po prostu. A ludzie stosują też przerywniki w rodzaju „yyy”, „eee”, „hmmmm”. ;)

      • O jejku, o mało nie oplułam kompa herbatą!

  • Dzieci zawsze lepiej niż dorośli potrafią powiedzieć prawdę :-D

  • Piękna teoria. Z praktyką bywa gorzej – są np. ludzie, którzy tkwią w chujowej pracy, bo zwyczajnie nie mają szansy na inną. I mogą sobie nawet szukać ad mortem defecatam, nie znajdą, gdyż ich wartość na rynku pracy plasuje się mniej więcej między psim klockiem a kłakiem sterczącym z nosa. I nie mówię tu o młodych ludziach, którzy jeszcze mogą się dokształcić/przekwalifikować, poeksperymentować trochę itd. tylko o wszelkich Józkach i Władkach ze Swędziworów, gościach po podstawówce i po pięćdziesiątce.

    A co do grubości – sam jestem trochę krągły i nie mam z tym problemu. Po prostu kiedyś po ok. dwóch latach starań o poprawę ciałokształtu zrobiłem sobie taką tabelkę gdzie po jednej stronie były potencjalne korzyści (potencjalne gdyż przez te 2 lata nie zaobserwowano żadnych) a po drugiej – koszta wszelakie. Po stronie korzyści (potencjalnych) były 3, po stronie kosztów – pół kartki. Rachunek był prosty.

    A o co miw tym wszystkim chodzi? Otóż wszędzie ostatnio ludzie rozpisują się, że TRZEBA. TRZEBA mieć zajebistą robotę (no bo przecież śmieciarze czy dozorcy są niepotrzebni, świar złożony z samych biznesmenów, menedżerów i specjalistów byłby w pytkę), TRZEBA być szczuplutkim, TRZEBA być modnym. Otóż gówno. Nic nie trzeba. Jeśli nie podoba Ci się sylwetka czy stan konta jakiegoś znajomego, jest to TWÓJ problem, nie jego. Nie oceniajmy innych po tym, jaką mają pracę i czy są „fit”, bo to a) nie jest żadnym wyznacznikiem, b) nie jest de facto naszą (potencjalnie oceniających) sprawą.

    I żeby nie było – warto się starać, warto walczyć, warto wyznaczać sobie cele i konsekwentnie, we własnym tempie (bez poganiania się!) dreptać w ich stronę. Ale nie warto robić wielkiego halo jeśli coś się nie uda – biczowanie się za każde niepowodzenie to prościutka droga do depresji. I przede wszystkim nie należy wytykać palcami innych, którym się nie udało (lub po prostu mieli inne cele, wśród których nie było akurat zgrabnego tyłka). Bo takie wytykanie („grubych nikt nie lubi, ha ha haaaa”) świadczy o porażce wytykającego. Porażce w kwestii bycia człowiekiem.

    Rzekłem.

    • Ajj, errata konieczna.

      Miało być świat, nie świar. Acz zasadniczo niegłupie z Ciebie dziewczę, toteż zapewne się domyśliłaś sama.

    • Nie trzeba mieć zajebistej roboty, szczupłego ciała i pięknych ubrań od najlepszych projektantów.
      Ale trzeba być szczęśliwym. Chyba, że jest się plebsem, ale tacy ludzie nie zaprzątają mi głowy.

      A te wszystkie Włodki – sami sobie zgotowali ten los. Mimo wszystko, mogą się wyczołgać w inny sposób. Są miliony sposobów na bycie szczęśliwym.

      I jak to usłyszałam we Whiplash – nie istnieją bardziej szkodliwe słowa niż „dobra robota”. Każdy, kto wspiął się na szczyt jest tam dlatego, że wiecznie był z siebie trochę niezadowolony i ciągle się doskonalił. KAIZEN! (wow, wreszcie przydała mi się na coś ta nazwa, o której mi wykładowca napierdala od października. Oh well, wcale się nie przydała, bo nic tu nie wnosi, ale cicho. Dobrze brzmi.)

      Jeśli ktoś jest gruby i szczęśliwy, to i tak wszyscy go będą widzieć jako pozytywnego człowieka, mimo że jest gruby. Jeśli ktoś jest gruby i nieszczęśliwy, po pierwsze będzie dla wszystkich „tym grubym”.

      • Z tym „gotowaniem losu” nie bądźmy tacy bezwzględni. Pamiętaj, że decyzje podejmujemy na podstawie danych, które posiadamy. Shitty input – shitty results. A pewnych rzeczy, zmian w otaczającym świecie (jak kryzys itd.) taki prosty Zdzisiek nie przewidzi. No bo i jak.

        Generalnie podejście „sami są sobie winni” jest cholernie wygodne, gdyż pięknie tłumaczy brak konieczności pomagania innym. Ludzie radośnie zagłuszają takimi tezami własne sumienie, racjonalizują swój mamwdupizm – tylko potem następuje zdziwko, gdy sami popełnią jakiś głupi błąd (a jesteśmy ludźmi, błędy popełniamy niemalże z defaultu) a ludzie nagle się odwracają. Bo „sam/a był/a sobie winien/winna”.

        A, no i obowiązek bycia szczęśliwym. O takiej chorobie jak depresja słyszałaś, rojt? Jest zatwierdzona przez WHO w razie jakby co, więc ten, no. Mózg nie wytwarza jakiegoś tam enzymu, bo nie i whooy. Jasne, to się leczy, ale długo, mozolnie i nie w 100% skutecznie.

        • To już jest temat na zupełnie odrębną dyskusję, bo ja piszę o ludziach zdrowych.

          A co do tego, że wcale nie sami sobie zgotowali ten los, to wiesz, jest jedna rzecz, którą czytam za każdym razem, kiedy się demotywuję/stwierdzam, że życie jest niefair albo czegoś nie mogę/nie da się. To ta:
          http://www.problogger.net/archives/2011/05/18/how-to-quit-your-job-move-to-paradise-and-get-paid-to-change-the-world/

          Polecam mocno, zmieni Ci się myślenie. Jak on mógł to i ja mogę. W ogóle myślenie „jak ktoś mógł, to czemu ja nie mogę” jest bardzo spoko. Bo na szczycie dużo ludzi, którzy nie mieli rodziny, znajomości i co włożyć do garnka. Oni są najlepszą motywacją.

          • Bardzo dobre myślenie, lubię i popieram, z jednym zastrzeżeniem: pozwólmy sobie na błędy i niedoskonałości, pogódźmy się z tym że może nie wszystko się udać, bo jesteśmy qrwla LUDŹMI. Czyli chodzącą niedoskonałością. To raz. Dwa – błędem, który powtarzają ludzie o podobnym sposobie myślenia do Twojego, jest przeświadczenie, że ludzie są równi. Otóż nie, nie są. Mają różne IQ, różne uzdolnienia (przykład: Ty jako osoba która wylądowała na Polibudzie na pewno masz umysł ścisły lub przynajmniej „talent do liczb”, mnie zaś w ogólniaku nawet bardzo dobre korepetycje i kilka godzin dziennie uczciwego siedzenia nad książkami zakończone wyryciem na pamięć wszystkich wzorów nie uratowały przed powtarzaniem klasy z fizyki, za to zapewne ogarniam bez problemu parę rzeczy, z którymi u Ciebie słabiej), wreszcie różne upodobania i skłonności. I choć osoba o IQ bakłażana może zostać prezydentem (acz w tym przypadku pomaga, jeśli kilka kadencji wcześniej tatuś też sprawował tenże urząd), to przypadek, gdy osoba w młodości całkowicie pozbawiona słuchu muzycznego zostaje doskonałym muzykiem znam JEDEN (Robert Fripp, założyciel i gitarzysta King Crimson, polecam czterokopytnie), zaś gość z wadą serca nie zrobi kariery jako pilot. Bo po obowiązkowych badaniach zwyczajnie nie wpuszczą go za stery. Przykłady można mnożyć. I tak, wiele problemów leży w nas samych, ale znaczna część z nich jest nie do przeskoczenia, gdyż jest niejako kawałkiem nas – jak iloraz inteligencji, wzrok, słuch, czy insze takie.

Przeczytaj poprzedni wpis:
domyslanie sie
Nie domyślaj się

Odgadywanie co ktoś myśli i czuje jest stresujące, niepewne i niepotrzebne. Poza tym łatwo wtedy o nieporozumienia, pomyłki i problemy....

Zamknij