PSYCHOLOGIA WYOBRAŹNIA WYWIADY

Mamo, tato, mam depresję

depresja kobieta morze


Odkryłam, że mało kto potrafi w ogóle zrozumieć tę chorobę. Stygmatyzm strasznie mnie przygniata. O wiele bardziej niż powinien w XXI wieku.

Umawiamy się wieczorem. Chwilę rozmawiamy o tym, co ostatnio wydarzyło się ciekawego, mówimy sobie, jak spędziłyśmy dzień. Pytam, skąd ma tak ładną, ciemnobordową kredkę do ust, ona spala papierosa i zakłada nogę na nogę.

— Jak wiesz, to było dwa lata temu, kiedy odkryłam, że coś jest nie tak. Nie wiedziałam, kiedy to się wydarzyło, to musiało się dziać z dnia na dzień przez długi czas. Po prostu blakłam.

Co to dokładnie znaczy? Stawałaś się obojętna?

— Mniej więcej. Przestawałam być sobą w kontaktach z innymi, już nie cieszyłam się jak dawniej ich sukcesami i nie martwiłam porażkami. Słuchałam kiedy do mnie mówili i wiedziałam, że czasem powinnam się uśmiechnąć, być zadowolona, a czasem posmutnieć, ale nic nie czułam. Blakłam.

deprr

Powiedziałaś o tym komuś? Poszłaś do lekarza?

— No właśnie, o tym miałyśmy gadać. W dzisiejszych czasach wciąż strasznie ciężko przychodzi rozmawianie o chorobach i zaburzeniach psychicznych. Ja już sobie radzę, ale wtedy byłam przerażona, nie wiedziałam, o co chodzi, czemu się tak zmieniam, dlaczego nic nie sprawia mi radości, o co chodzi z tą obojętnością. Kiedy mówiłam przyjaciółce, że ostatnio słabo się czuję albo narzekałam chłopakowi, że nic mi się nie chce, odpowiadali…

Niech zgadnę: wyjdź do ludzi, myśl pozytywnie, uśmiechnij się?

— Bingo! I jeszcze „weź się w garść” albo „inni mają gorzej”!

Nie miałaś nikogo, kto rozumiał Twoją sytuację, dostrzegł powagę sytuacji, zaprowadził Cię do lekarza?

— Szczerze mówiąc, nie wiem. Może i miałam, ale nie mógł mi pomóc, dlatego że nie wiedział o tym, co się ze mną dzieje. Bo ja przed innymi wciąż udawałam, że wszystko jest okej. Bardzo ciężko było mi się przyznać do tego, że czegoś nie ogarniam.

Czyli czułaś, że to Twoja wina?

— Cholera, ja byłam przekonana, że jestem winna i że się po prostu za mało staram!

W końcu jednak znalazłaś się u psychiatry i zostałaś zdiagnozowana jako chora na depresję, prawda?

— Tak, dokładniej na epizod depresyjny ciężki, zaburzenia depresyjne są czymś innym. To było wtedy, kiedy już okrutnie męczyło mnie utrzymywanie kontaktów ze znajomymi i wypełnianie swoich obowiązków, ale wciąż nie miałam odwagi się do tego przyznać. Byłam wykończona, spałam po dwanaście godzin, wycofałam się z życia towarzyskiego, ale ciągle udawałam, że to przeciążenie. I pewnego dnia po prostu cała we łzach poszłam do psychiatry.

depr

Gdy włączyłaś leki i terapię, poczułaś się lepiej?

— Nie, w zasadzie było fatalnie przez pierwsze tygodnie. Potem bardzo powoli się poprawiało, ale trochę trwało zanim wróciłam do żywych. Teraz traktuję to jako część życia o tytule depresja, osobny twór, którego nie kontrolowałam. To nie byłam ja, w ogóle nie byłam sobą, po prostu zawładnęła mną choroba. Sterowała moimi relacjami, emocjami, zabrała mi uczucia, pasje, w zasadzie zabrała mi mnie na okres panowania. Patrzę na to w ten sposób: teraz jestem ja, wtedy była ona. Dwa światy.

Spośród wszystkiego, co spotkało Cię przy okazji depresji, co było najtrudniejsze?

— Ciekawe, ale chyba to, co najtrudniejsze przyszło po diagnozie, nie przed. Wcześniej było po prostu męcząco, bo było pusto, nijak, spałam i mimo to byłam wiecznie śpiąca, niechętna do robienia czegokolwiek, a potem dopiero zaczęło się ciężko.
Najtrudniejsze było powiedzenie rodzicom. Jak teraz o tym myślę to brzmi dziwacznie, ale co ja miałam zrobić, pójść do moich pięćdziesięcioletnich rodziców i powiedzieć „mamo, tato, mam depresję”? Byłam przerażona, że mnie wyśmieją, przecież nie wiedzą nawet, co to jest, oni w to nie wierzą. Bałam się nawet powiedzieć chłopakowi, że idę do psychiatry, bo jeszcze by mnie rzucił.

Teraz jednak mówisz o tym mi i z tego co wiem, Twoi bliscy wiedzą, co przeszłaś?

— Nie wypisuję na Fejsie, że łykałam psychotropy, nie mówię publicznie, że byłam w wersji demo piekła. Ale tak, odkąd zaczęłam postrzegać to jako chorobę, a nie moją porażkę, nie mam z tym takiego problemu. Zdarzył mi się epizod depresyjny tak, jak innym zdarza się zapalenie wyrostka. Ale najgorsze było to, że inni tego tak nie widzieli, oni nie kumali tego, że to jak wyrostek, a ja nie miałam siły im tłumaczyć. Odkryłam, że mało kto potrafi w ogóle zrozumieć tę chorobę. Jak nie masz siły się podnieść od tygodnia, to Twoja wina i jesteś leń, jak chodzisz co tydzień na terapię grupową, to jesteś od czubków, a jak bierzesz psychotropy, to wariat i świr. Stygmatyzm strasznie mnie przygniata. O wiele bardziej niż powinien w XXI wieku.

Same zaburzenia depresyjne dotykają przecież kilkunastu procent społeczeństwa. O zdrowiu psychicznym mówi się coraz więcej, coraz głośniej, ale dla wielu to wciąż pozostaje temat tabu, powód do wstydu czy śmiechu.

— No i co ci biedni, chorzy ludzie mają zrobić? Ci tacy jak ja dwa lata temu, którzy nie są sobą, blakną i bledną, odsuwają się na bok i zrywają kontakty z bliskimi, śpią i płaczą.

Dobrze byłoby, gdyby mogli powiedzieć tak samo jak „strasznie boli mnie brzuch, zawołaj lekarza i niech sprawdzi, czy to nie wyrostek” zdanie w stylu „od dłuższego czasu czuję, że potrzebuję pomocy, weźmiesz mnie do lekarza?”. I żeby to nie było nic strasznego, żeby nikt się nie zaśmiał, nie powiedział „no weź się ogarnij” albo „myśl pozytywnie”.

— Dokładnie! Ale zdaje się, że to mało możliwe. Wiesz, co powiedzieli mi rodzice, gdy w końcu się przemogłam i z nimi porozmawiałam?

Co?

— „W dupach się już poprzewracało!”. Tak że, cóż, to by było na tyle.

  • Mordehaj

    I w tej całej melancholii dnia powszedniego często jesteśmy sami chociaż ludzi pełno. To smutne.

  • Bardzo dobry wywiad.

    • Dzięki, też się cieszę, że mogłam go przeprowadzić.

  • jest moc! całkowicie się zgadzam. ludzie coraz częściej mówią o swojej depresji, ale myślę, że spora część spoleczenstwa mysli, ze przesadzają, albo wymyślają sobie na sile problemy. Na szczęście coraz więcej osób zgalasza sie po pomoc do psychologa;)

  • EmiliaM

    Mnie złapała po rzuceniu kierunku na początku tego roku a od psychologa dowiedziałam się jedynie, że nie jestem w stanie pracować i mam chodzić na jakieś grupy wsparcia. O dziwno wzywoliło to we mnie takie lekko mówiąc, poirytowanie że szukałam porad w internecie i znalazłam sposób. Brałam witaminę D3 + K2 i sporo niacyny (3g dziennie) po dwóch miesiącach byłam inną osobą, tą co dawniej. Aktualnie pracuje, studiuje i cieszę się życiem. Pozdrawiam :)

    • Bardzo się cieszę i super, że Ciebie dotknęło to zaledwie w tym stopniu. Niestety nie na każdą depresję zadziała witamina i niacyna, a niektóre są oporne nawet na silne leki.

  • funny.girl

    Skąd ja to znam… Od maja cierpię na nerwicę lękową. Tak bardzo wstydziłam się komukolwiek o tym powiedzieć, że przez dłuższy czas męczyłam się z tym sama. Aż w końcu pomyślałam, że jeżeli chcę pomocy, to nieważne od kogo ona będzie, oby tylko mi się polepszyło. Poszłam do psychiatry, biorę tabletki i powoli wracam do żywych. Ale wstyd nadal gdzieś pozostał. Nie chcę nikomu o tym mówić, bo boję się, co sobie o mnie pomyślą. Żałuję, że nie dotarło do nas jeszcze myślenie ludzi z Ameryki. Tam nikt nie komentuje twojego życia.
    O Polsko! Zmień się…na lepsze.

  • twtniewiem

    Moi rodzice na początku zaprzeczali. „Po prostu gorzej się czujesz, to tylko dołek”. I tak dołek trwał 4 lata, a ja przekonywany przez wszystkich, że to tylko chwilowe złe samopoczucie przez te lata winiłem sam siebie za to, że nie potrafię się ogarnąć.

    Dziękuję za ten wpis, świetny wywiad. Żałuję, że nie miałem okazji przeczytać go wcześniej.

Przeczytaj poprzedni wpis:
zderzenia
Zderzmy się pod dziwnym kątem

I stwórzmy coś pięknego w skali kosmosu.

Zamknij