NA SZYBKO

Makaron to nie kluski

pasta


A naleśniki nie są plackami tylko, kurwa, naleśnikami.

Czasem spotykasz na swojej drodze dziwnych ludzi. Jedni pukają do Twoich drzwi i pytają, czy chcesz porozmawiać o bogu, drudzy próbują Cię przekonać do tego, że leczenie raka suchą ciecierzycą jest najlepszym pomysłem na świecie, a jeszcze inni mówią kluski na makaron.

Przyjazd do Warszawy wiązał się dla mnie z poznaniem słoików z całego kraju. Udało mi się tu trafić na przeróżnych ludzi, nawet na takich, którzy uważali, że mówienie strugaczka na ostrzynkę jest w porządku. Byli też tacy, którzy chodzili na placki do Manekina albo na pole przed budynek, wiadomo.

Dziwne zwyczaje

Ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma prawo nazywać wszystko jak tylko mu się podoba, a nawet i stworzyć osobny język, w którym słowo „wziąść” będzie poprawną formą. Kto Pawłowicz zabroni.

Ale cholera, ci od klusek to jednak dla mnie za dużo.

  • Mówię „kluski” na makaron, wychodzę na pole, pierwsze słyszę słowo „ostrzynka” – znałam już nawet „ostrzałka” (choć wszyscy wiemy, że to strugaczka!!), ale placki na naleśniki? No nie, to już przesada :P

    • Temperówka! (A o istnieniu słowa strugaczka dowiedziałam się pół roku temu, musiałam pytać co to znaczy, lol)
      Do pola się już przyzwyczaiłam, bo w Warszawie jest trochę ludzi z Krakowa, ale kurde, kluski? Placki? Brr.

  • Bogusław

    Określenie ze Słownika Jęz. Polskiego: placek to – 2. «niewielki, pieczony lub smażony krążek z mąki, kartofli itp.» a z czego niby jest naleśnik? z żużlu? czy z mąki?

    • Średni argument. Pies to czworonożne zwierzę domowe, pokryte sierścią, zakończone ogonem – a to nie powód, żeby nazywać kota psem :P

      • Bogusław

        hahahahah kula w płot, odwracanie kota ogonem… widzę, że Słownik Jęz. Polskiego to żaden argument, a rozmawiamy po polsku :) a może to: naleśnik
        1. «bardzo cienki placek z rzadkiego ciasta, usmażony na patelni, posmarowany jakimś farszem i zawinięty»
        czy też nie?

        • Dżołk to był.

          • Bogusław

            hahahaha dżołk jak czołg – z siłą przebicia ;)

      • Całkiem dobry argument. Podług definicji naleśnik jest plackiem – szczególnego rodzaju, ale jednak. Już się nie czepiajmy na siłę ;) Bardziej mnie boli „pół lytry” niż tego rodzaju uproszczenia.

  • na pole wychodziłam w dzieciństwie, czasami nawet na dwór.. jednak rozwala mnie : ” na dworzu”..

    • Na dworzu są ci od włanczania.

      2015-09-04 11:50 GMT+02:00 Disqus :

      • Paweł Majcher

        I wziąść. Czyli szkoła polska, nie pruszkowska.

    • Bogusław

      rzeczywiście to dość nieszczęśliwa zbitka „na dworze” i „na podwórku”, w mazowieckiem powszechna jak „pole” w małopolsce

    • Maciej Cąderek

      Na dworze to są księżniczki, dzieciaki są na dworzu.

      • a nie na podwórku przypadkiem?

        • Maciej Cąderek

          Jak jesteś na podwórku, to jesteś na dworzu, ale jak jesteś na dworzu, to niekoniecznie musisz być na podwórku.

          • drocze sie.. u mnie w domu takie przepychanki miedzy mazowszem a podkarpaciem na porządku dziennym hehe

      • Aleksandra Skowron

        Nie ma takiego czegoś jak „na dworzu”. Jaki jest niby mianownik do tego? „dwórz”? Skoro mianownikiem jest dwór, to na dworze. To tak jak mur – murze, chór – chórze a nie murzu, czy chórzu. Tzn. tak mi się wydaje…

        • Maciej Cąderek

          Ogarnij się – każdy wie, że się powinno mówić „na dworze”. Tekst jest o lokalnych powiedzonkach a nie o pięknej polszczyźnie.

  • Joanna Beska

    Zapraszam na Śląsk… tyle tu dziwnych słów :D

  • Haha, widzę, że jesteś w podobny szoku co ja, gdy po raz pierwszy dowiedziałam się, że moja mama je na Wigilię kluski z makiem, a potem zobaczyłam na stole makaron :D

  • Mimi

    Hej, podobno miałaś jechać do USA na studia- co się stało z tym pomysłem? Wiem, że w większości collegy nauka rozpoczęła się już w sierpniu a nic nie piszesz o tym, czy zmieniłaś zdanie czy może jesteś już tam ale nic o tym nie piszesz? Pzdr

  • Aleksandra Joanna Kamińska

    A mnie zawsze jakoś raziło mówienie, że „idę na pole”. Na polu to zboże rośnie i tyle.Miałam z 8 lat gdy pierwszy raz usłyszałam takie stwierdzenie od dzieciaków mieszkających w Szczawnicy, gdzie byłam na wakacjach i było to dla mnie nie do pojęcia. Tak samo jak dla nich było niezrozumiałe „idę na dwór”. Jednak zamiast się o to kłócić (tak, odbywaliśmy wtedy wielkie dyskusje nad tym, która forma jest bardziej poprawna i której należy używać) obraliśmy „neutralną” taktykę i mówiliśmy, że idziemy „na zewnątrz” :P

  • Agnieszka Piątkowska

    Jako rodowity Krakus uważam, że jedynym prawilnym określeniem wyjścia na zewnątrz jest „wyjście na pole”.

    Jednak nie wiem czemu po fejsbuczkowej zapowiedzi pomyślałam sobie, że puścisz hejt na ludzi, którzy jedzą rosół z naleśnikami :D

    • Zaczęłam sobie właśnie wyobrażać ten rosół z naleśnikami. Co te internety robią z wyobraźnią… :D

      • Agnieszka Piątkowska

        Rosół z naleśnikami pociętymi w paski. Według mnie paskudztwo :P

  • dobrymjud

    Za każdym razem, kiedy ktoś mówi mi „spotkajmy się na rynku”, umiera gdzieś mały piesek.
    Tak, ja bardzo dobrze wiem, że ta forma jest już poprawna, że tak się przyjęło, że to jest żaden błąd – ale i tak nie mogę. To jak z „niewiadomo”. Wiadomo, razem wygląda dużo lepiej. Więc: w rynku!
    Chociaż te kluski to też przesada.

  • Większość tych określeń znam i słyszę je na co dzień (mieszka na południu Polski;)), niektórych używam (np. na pole), ale gdybym przeczytała o ostrzynce w kontekście strugaczki to chyba nie miałabym pojęcia co to :D U mnie to po prostu temperówka :D Podziel się jeszcze kiedyś innym ciekawym nazewnictwem z drugiego końca Polski ;)

    • No właśnie w sumie to nie wiem co jest ciekawe – nie miałam pojęcia, że ktoś na ostrzynkę (/temperówkę) mówi inaczej. Dopiero na studiach się przekonałam, kiedy nie zrozumiałam o co chodzi typowi, gdy prosił mnie o strugaczkę. O_O Albo ktoś mówił „zaczym” zamiast „zanim”, to też musiałam zgadywać z kontekstu co jest grane.
      Może jest tego dużo, ale po prostu nie zdaję sobie sprawy?

      • Fakt, jeśli się nie spotka z czymś innym to trudno znaleźć słowa, które innym mogłyby się wydawać dziwne ;)

    • Wszędobylska

      Moja macocha jest z północno-zachodniej Polski, gdzie ja jestem spod granicy z Ukrainą – tym sposobem dowiedziałam się, czym jest np. chodzenie na szagę, albo jak smakuje szneka z glancem. :D I wiele wiele innych.

  • o kluskach wiem, ale że naleśniki to placki nie wiedziałam ;)

  • Mnie ktoś kiedyś zapytał „Kaj się kulosz”. Po wyjaśnieniu okazało się, że pytał gdzie idę. Przez chwilę myślałam, że to już nie Polska, tylko jakiś inny, dziki kraj.

    • Jeszkam

      Zwyczajna gwara śląska, ot tyle…

  • Wiktoria Aleksandra Barańska

    Pierwszy raz słyszę słowo ,,ostrzynka” – u mnie to zawsze była strugawka. A kluski to kluski śląskie, a nie makaron :<

    • Edyta Lech

      Chyba jesteśmy z tego samego regionu. :) W tym kontekście słyszałam jeszcze słowo „ostrzałka albo ostrzawka” czy jak to napisać, ale „ostrzynka” nigdy.

    • Paweł Majcher

      Same, nigdy w życiu nie słyszałem żadnego innego określenia na strugaczkę. Za to moi dziadkowie mówią kluski na makaron, chociaż na przykład rodzice już nie.

  • Ja zawsze wszystkich internetowych znajomych zaginam stwierdzeniem: „Dobra, zaraz wracam, idę na ćmika”.
    A no i to coś, do ostrzenia ołówków i kredek, to ostrzytko jest przecież.

  • We Wrocławiu jest kilka rzeczy, które irytują mnie niemożebnie:
    – „kubeł” = śmietnik (kubeł to taki duży kubek), a do tego cytat z pracy: „Olu, czy możesz opróżnić kubełki?” Brrr…
    – Rynek zamiast Starówki (tak, wiem, że to zależy od kształtu i przeznaczenia, ale u mnie w Gdańsku na rynku to ruskie sprzedają ;p)
    – bułka słodka zamiast drożdżówki.

    A co do klusek, to ostatnio wkurzyła mnie jedna baba, która zostawiała u mnie pod klatką schodową pudełko z resztkami z obiadu dla ptaszków. Jak jej zwróciłam uwagę, że zwierzakom (w domyśle mojemu piesu, który zżera wszystko co popadnie) może zaszkodzić, to stwierdziła, że nigdy nie słyszała, żeby po kluseczkach coś komuś było. I teraz proszę niech mi ktoś wyjaśni: kto normalny karmi ptaki makaronem? O_o

  • Wyjście na pole też było dla mnie niezrozumiałe bo pole mi się ze zbożem kojarzy. Placki z naleśnikami to już przesada. Temperówka zawsze była temperówką. A makaron to makaron no chyba, że na wigilię to kluski z makiem choć bóg jeden raczy wiedzieć czemu. Ale się nie czepiam bo u nas pyrki się gotowało zamiast ziemniaków :P

  • Aleksandra Skowron

    OK, rażące błędy w języku polskim faktycznie trzeba tępić, ale czepianie się regionalizmów i ewidentne ich wyśmiewanie, tudzież uważanie swoich ze jedyne słuszne trochę podjeżdża wiochą. Tym bardziej, że wspomniana strugaczka występuje w słowniku PWN więc tym samym nie jest to słowo niepoprawne. Ja w ogóle uwielbiam wszelakie regionalizmy i gwarę. To element naszej tożsamości, poza tym fajnie usłyszeć jakieś nowe słowo o którym nigdy w życiu nie słyszałam np. mój faworyt kapciówka – worek na buty;-) Za to potwornie denerwuje mnie warszawskie „na dworzU” i występujące niezależnie od regionu „ubierz buty” Mimo że oba błędne, słyszę bardzo często. I dla mnie faktycznie makaron to kluchy. Nie każdy jest idealny;)

    • Nie mówię, że to nie jest poprawne. Mówię, że to dla mnie za dużo.

  • Natalia wi

    Słyszałam, że są ludzie, którzy na plendze mówią „placki ziemniaczane”. No jak tak można?!

  • Pierwszy raz spotkałam się ze słowem ostrzynka, u mnie mówiło się strugaczka albo temperówka. Gdy przeprowadziłam się na Śląsk poznałam mnóstwo słów o których wcześniej nie miałam pojęcia. Czasami miałam wrażenie, że ludzie mówią do mnie w innym języku, gdy zamiast udka z kurczaka ktoś mówił kitki. :)

    • Jeszkam

      poj. „kitko”, mn. „kitka” :) Kitki to bardziej ogonki u zwierząt chyba…

  • Kluski czy makaron – wazne, że wiadomo o co chodzi, o jaki obiekt.

  • Przeżyję, jak ktoś na kluski mówi makaron, ale jak ktoś nazywa je pastą to już nie mogę zdzierżyć.

  • Taa, po wyjeździe do Wrocławia po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim, jaki „pierogi ruskie”. Urodziłem się i wychowałem 12km od granicy, kiedyś z Rosją, a potem z Ukrainą i u nas nigdy nie jadło się „pierogów ruskich”. Zawsze były „z serem”.

    • Przecież pierogi ruskie to nie są pierogi z serem! Ruskie są z serem i ziemniakami

      • W moich rodzinnych stronach, kiedy byłem mały, „pierogi z serem” oznaczały takie, jakie nazywasz ruskimi, czyli z serem i z ziemniakami. Nie używało się nazwy „pierogi ruskie”. Nie kojarzę też, żebyśmy jedli pierogi z samym serem, np. na słodko – takie nadzienie szło tylko do naleśników. Dopóki nie wyjechałem na studia, nie wiedziałem też np. co to są „leniwe”.

        • To dobrze, że wyjechałeś. Życie bez leniwych jest smutne.

          • Coś w tym jest – w ub. tygodniu, z powodu przeprowadzki firmy do nowego lokalu nastukałem jak ten pracuś 88 godzin i w niedzielę wieczorem byłem bardzo smutny.

  • Kasia Kowalewska

    Ale jaka strugaczka, jaka ostrzynka? Przecież to temperówka jest

Przeczytaj poprzedni wpis:
kreatywność praca
Jak polubić naukę w szkole?

Są tu młodsi czytelnicy, którzy dopiero co zaczęli kolejny rok szkolny? Dziś coś do Was, bo najbliższe miesiące wcale nie...

Zamknij