LUDZIE

Lubię Warszawę, mogę?

waw2


Stolica to bardzo fajne miasto i łatwo się w nim zakochać, ale trochę strach mówić o tym na głos, jeśli nie urodziło się tu piętnaście ostatnich pokoleń Twojej rodziny.

Mieszkam w Warszawie rok. Zdążyłam się w tym czasie już związać z tutejszymi miejscami, ludźmi i klimatem. Dobrze mi tu, dość szybko się zaaklimatyzowałam i przywiązałam. Jestem zakochana w mojej Słoikolandii i na ten moment ani trochę nie chcę się stąd wynosić.

Ale!

Ale mówienie o tym na głos to trochę samobójstwo, bo są ludzie, którzy mają z moim entuzjazmem ogromny problem. To ci, którzy dumnie nazywają się rdzennymi Warszawiakami i na każdego przyjezdnego reagują z obrzydzeniem, nawet jeśli pachnie fiołkami, nie nosi szortów do połowy pośladków i nie spluwa na chodnik.

Więc jeśli myślicie, że możecie przeprowadzić się na Marszałkowską i beztrosko cieszyć się okolicą, to jesteście w wielkim błędzie! Zaraz ktoś, kto ma babkę urodzoną w szpitalu na Żelaznej przyjdzie i sprowadzi Was do pionu; sprawi, że poczujecie się od niego gorsi tylko dlatego, że Wasze drzewo genealogiczne nie wyrosło pod Pałacem Kultury.

waw1

Nie wiem, czy to występuje w każdym większym mieście, czy tylko w stolicy, ale tutaj trochę strach mówić, że Ci się podoba i już kochasz to miejsce, bo zaraz ktoś wyskoczy ze swoimi pouczającymi tekstami, że Ty tak lepiej nie mów, lamusie jeden, bo jesteś tu od roku, więc nie masz do tego prawa. Stul pysk i oddal to zdanie.

Ale w sumie bawi mnie fakt, że są ludzie, którzy sądzą, że mają na wyłączność prawo do lubienia jakiegokolwiek miasta. Do tego to ci sami, którzy myślą, że są w niezrozumiały sposób lepsi niż przyjezdni tylko dlatego, że ich rodzina stąd pochodzi.

To jedna z najbardziej abstrakcyjnie głupich rzeczy, z jakimi się spotkałam.

Nie bądźcie tymi ludźmi, którzy mają problemy z tym, że komukolwiek podoba się ich miasto. Serio, jest tyle powodów, przez które można nie lubić innych, że ten, że zakochują się w Waszej miejscowości jest jednym z najbardziej bucowatych i debilnych.

Nie róbcie tak. Pozwólcie innym lubić Warszawę.

  • Edgar

    Myślę, że nie do końca mogę się z Tobą zgodzić. Takie podejście najczęściej mają Ci którzy w Warszawie mieszkają juz paręnaście lub paredziesiąt lat. Ci rdzenni warszawiacy z dziada prą dziada bardzo pozytywnie reagowali na to ze lubię Warszawę.

    Ale i tak to wszystko zależy od człowieka.

  • Ola

    Polecam Wrocław. Wrocław kocha wszystkich. Wrocławianie nie mają problemu z tym, że ktoś kocha Wrocław. Prędzej z tymi, którzy go nie kochają :)

    • Na razie Wroc to chyba moje ulubione polskie miasto (pomijam te, w których mieszkałam). We Wrocławiu działy się super momenty mojego życia, totalnie! :)

      • Podczepiam się pod peany: też kocham Wrocław miłością absolutną. Niestety – bez wzajemności, jakoś nie jest mi dane tam się wyprowadzić…
        Wrocław to taki lepszy Kraków.

        • O, też mi się tak kojarzy, z lepszym Krakowem i Poznaniem. Totalnie kocham tamte miejsca, a moje zakochanie poznałam tak samo jak w przypadku Paryża – po chwili łażenia tam, znałam już na pamięć każdy zakątek miasta, na który choć rzuciłam okiem i w każdym czułam się jak u siebie.

    • Od kiedy przyjechałem na studia, zakochałem się we Wrocławiu. Jest tu jakaś taka energia, której nie widziałem w innych miastach – może jeszcze w Trójmieście coś podobnego się odczuwa, kiedy się tam trochę dłużej posiedzi. Może to dlatego, że tu jest dużo ludzi z moich stron – taki wschód na zachodzie :)
      Warszawa jest jakaś taka szybka i jakoś tak na pokaz, Kraków jest piękny, ale zawsze mam tam wrażenie, jakbym był w muzeum :)

  • To trochę zabawne, że ludzie mają problem z tym, że komuś podoba się Warszawa… To co, lepiej, żeby na nią narzekać i twierdzić, że jest beznadziejna? Trochę to bez sensu, ale co ja tam wiem. :)

  • „jeśli nie urodziło się tu piętnaście ostatnich pokoleń Twojej rodziny” haha to zdanie jest genialne. Ja również lubię Warszawę, miasto tętni życiem, jest dużo ludzi, przez większość czasu cały czas coś się dzieje :)

  • Po tytule sądząc, myślałam, że tekst będzie o czymś innym – że lubisz Warszawę i denerwuję Cię nieustanne hejty na jej temat (tak, jestem z Krakowa :P). Nie wiedziałam nic a nic, o takim zjawisku, jakie opisujesz. Osobiście w Warszawie lubię tylko się najeść ;)

    • Hejty swoją drogą, ale to innym razem. W sensie wiesz – każdy ma prawo do nielubienia różnych rzeczy, ale nie zniesę tych, których najlepiej opisuje właśnie słowo hejt. To nie mogą być spoko ludzie.

      • Judyta

        Mam część rodziny w Warszawie, która właśnie od pokoleń tam mieszka. Bywam tam od dziecka kilka-kilkanaście razy do roku i.. dobrze wiem, o czym mówisz, znam to zjawisko aż za dobrze x) Ja jednak nie mogłabym tam mieszkać, irytuje mnie wszechobecne chamstwo i zupełny brak kultury, co niestety miałam okazje doświadczyć w randomowych sytuacjach niejednokrotnie, no i to wywyższanie sie tych „prawdziwych Warszawiaków”, koszmar. W dodatku te odległości.. jakoś ma się wrażenie, że wszędzie do wszystkiego jest daleko.

  • Mojego miasta nikt nie lubi, nawet ja go nie lubię, jest parszywe. Kto tu przyjeżdża, płacze już na dworcu.

    • Wszędobylska

      U mnie to samo, Zgorzelec pozdrawia. :D

  • Mimi

    Ja mieszkam w Warszawie parę lat i tak jak Ty pokochałam to miasto. Dziwi mnie bardzo ten post. Znam wielu Warszawiaków z dziada pradziada i nigdy nie doświadczyłam jakiegoś gorszego traktowania albo odmawiania prawa do kochania Warszawy. Może to kwestia doboru znajomych.
    O wywyższaniu się „prawdziwych” Warszawiaków czasem myślę, że to wymyślone historie, takie legendy – w necie mnóstwo historii a w realu ani ja ani nikt z moich znajomych nie spotkał się z takim zachowaniem.

  • Aleksandra Kaczyńska

    Zauważyłam generalnie, że rodowici warszawiacy oraz ci, którzy uważają się za takich, mają jasno określony stosunek do przyjezdnych – niezależnie od pochodzenia i celu przeprowadzki do stolycy, wszyscy to takie same słoiki, chamy i prostaki ze wsi, którym słoma z butów wystaje, nie myją się, nie piorą ciuchów, śmierdzą, owłosienia zbędnego u kosmetyczki nie woskują. Zero kultury, do teatru nie chodzą. Co tam, że człowiek ambitny jest i studiować przyjechał.

  • Urodziłem sie tu, mój tata tez, jego tata już nie. Ale duzo to nie zmienia. Mam znajomych którzy tu przyjechali a lepiej znają Warszawę niż ja.

    Pamiętaj, ze osób urodzonych tu jest naprawdę mało dziś i większość wymądrzających sie to przyjezdni. Lub przyjezdni w drugim pokoleniu. Ale mądrzą sie bo maja inne kompleksy

    Trudno. Debile są wszędzie ;)

    • Niestety masz rację, no.
      Btw, bardzo mnie ostatnio rozbawiło jak usłyszałam, że prawdziwy Warszawiak zawsze wychodzi odpowiednim wyjściem metra. TO TACY ISTNIEJĄ? #zawszeprzypadek #izawszeźle

  • Mieszkam w Warszawie już półtora roku, ale na szczęście jeszcze nie spotkałam się z podobnym zjawiskiem. A jak kiedyś przyjdzie mi coś takiego usłyszeć to machnę ręką na takiego zarozumialca ;)

  • Pingback: My, balkonowi znajomi - hania.es()

  • Nemesis Nave

    Ech, ja i mój zapłon z czytaniem wpisów z feedly… :D Jestem z miejscowości nieopodal Warszawy i niestety zauważyłam opisywane przez Ciebie zjawisko. Jest jeszcze jego wersja „odwrotna”. Część ludzi ma chyba kompleks prowincji. Jakby pochodzenie z Radzymina, Jabłonnej lub Trojan było jakąś ujmą na honorze. Mieszkam od tygodnia w stolicy? „Pochodzę z Warszawy”.

  • dobrymjud

    Zastanawiam się teraz, czy są miasta, których nie lubię – i ciężko mi takie w ogóle znaleźć! Mieszkam we Wrocławiu, ale Warszawa i Kraków są równie zajebiste (choć, przyznaję, w żadnym z nich nie byłam ciągiem dłużej niż miesiąc).
    Swoją drogą, mam zapisane w swoim zeszycie/kalendarzu moje pierwsze odczucia względem Warszawy: „Brudno, rano (5:30), zimno i daleko do domu. Bezdomny pyta mnie o jedzenie i myśli, że ja mam gdzie spać”. A i tak zawsze chętnie tam wracam ;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
blizniaczki
Czemu się nie odzywasz?!

Jak głupim trzeba być, by obrażać się na kogoś dlatego, że się nie odzywa?

Zamknij