KULTURA I MEDIA WYOBRAŹNIA

Książkowy kac

stara książka


Kiedy nie jesteś w stanie rozpocząć nowej książki, bo jeszcze nie opuściłeś świata poprzedniej.

Czasem słyszę o akcjach typu „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i innych inicjatywach, które mają nakłonić ludzi do połykania lektur albo chociaż lekkiego zawstydzenia, jeśli tego nie robią. Ogólnie jestem bardzo na tak, bo kocham książki miłością bezbrzeżną, ale też zdarza mi się nie czytać – nawet tygodniami. A to wszystko przez zjawisko, jakie nazywam książkowym kacem.

Za każdym razem jest tak samo. Im bliżej końca, tym większy niepokój. Jeśli to wyjątkowo dobre dzieło, taki literacki orgazm, już od początku dawkuję sobie przyjemności i czytam po malutku, po kawałku, jak najwolniej, żeby się nie skończyła. Ale gdy przewracam ostatnią kartkę, czuję, jak coś we mnie umiera.

Nagle dochodzi do mnie, że więcej nie będzie – a ja przecież już tak się zżyłam z bohaterami, tak z nimi utożsamiłam i tak dobrze poczułam się w świecie, który stworzył autor, że wcale nie pasuje mi z niego wychodzić.

Jednak prawda jest taka, że wszystko kiedyś mija i wszystko się kiedyś kończy, dlatego czas iść dalej. Poznawać kolejne powieści, odkrywać następne uniwersa, znajdywać innych ulubionych bohaterów.

nie da rady

Brzmi wspaniale, ale okazuje się, że… to nie takie proste! Po skończeniu ukochanej lektury leżę na podłodze i nie wiem, co w ogóle mam dalej robić. Trochę się teraz śmieję, ale naprawdę odgrywa to w moim życiu ogromną rolę, bo mocno się wczuwam w klimaty powieści i gubię się, gdy nagle jest mi to odebrane.

Nie jestem w stanie zacząć kolejnej książki, kiedy jeszcze trwam w świecie poprzedniej. Muszę odchorować swoją żałobę, przeżyć takiego „książkowego kaca” i dopiero wtedy wejść w związek z innym tytułem.

***

Dziś właśnie czuję się źle, jakby ktoś wyrwał mnie ze snu, w którym było mi wspaniale. I trochę to dziwne, ale – nie czytam, bo czekam na moment, w którym będę gotowa wziąć kolejną pozycję z regału.

Trochę boli mnie głowa, przeszkadzają inni ludzie, leżę w łóżku godzinami… tak, to zdecydowanie kac. Tylko że książkowy, a co.

  • Mam dokładnie tak samo ale tylko po niektórych książkach. Takich, które są ze mną bardzo długo. Może to śmieszne ale największego kaca miałam po ostatnim tomie Harrego Pottera. „jak to? Koniec przygody? Koniec magii?”

  • Skończyłam wczoraj, z Twojego polecenia, Radio Armageddon. Nie zamierzam się podnieść z łóżka przez kolejny tydzień. :<

    • Też to miałam, Radio było hardkorem. To teraz Ślepnąc od świateł! :)

  • Też zawsze lubiłam, jak historia czy myśl z książki we mnie powoli dojrzewa – i nie jestem w stanie przerzucić się od razu na kolejną lekturę. Kiedyś zwierzyłam się z tego kumplowi, na co odparł: „to co, uważasz, że ja traktuję książki jak dziwki?”.

  • Znam to uczucie aż za dobrze. Niektóre książki przeżywam nawet kilkanaście dni. Kac książkowy to chyba najlepsze określenie tego stanu.

  • Lukasz

    Miałem tak ostatnio kilka razy. Czy to przy ,,Igrzyskach śmierci” czy ,,Przygodach damskiego fryzjera”. Kurde, utożsamiasz się z bohaterem i nagle…Boom!!! Dociera do Ciebie, że to już koniec. Że czas się pożegnać i ogólnie teraz sobie radź. Swoją drogą, nie mam tak tylko po książkach, ale też po serialach. Największego kaca miałem po ,,Przyjaciołach”.

    • Koniec Friendsów to był hardkor. Płakałam jak dziecko!

Przeczytaj poprzedni wpis:
para koszulka klata
Nie będę mieć drugiej połówki

Ani trochę nie pasuje mi teoria, że jestem częścią jakiejś układanki i muszę znaleźć pasującą połówkę, żeby życie miało sens.

Zamknij