LUDZIE

Coś jeszcze, kochanieńka?

sklep


Mam czasem wrażenie, że niektórzy ludzie zostali stworzeni po to, żeby wkurwiać innych.

Macie sklep pod domem? Taki, do którego chodzicie rano po bułki i mleko, w którym bywacie często i ekspedientki Was tam kojarzą? Jeśli tak, to bardzo prawdopodobne jest, że pracują tam tak samo popierdolone kobiety, na jakie ja trafiam.

Jasne, że takie zachowanie nie jest normą, ale mam wrażenie, że u sprzedawczyń występuje nienaturalnie często. One mnie wszystkie kochają. Mnie i wszystkie inne babki, które przyszły po ziemniaki.

ale skarbeńku

Ile razy już słyszałam „Co do tych jabłuszek, słoneczko?”, „To wszystko, skarbeńku?”, „A może pomidorki, kochanieńka?”! No ja pierdolę, kobieto, co się w Tobie musi dziać, że tak bardzo potrzebujesz wyznawać mi tę swoją nieopanowaną miłość? Jak samotna musisz być, siedząc kolejną godzinę na niewygodnym stołku i ważąc ogórki, że nie możesz się powstrzymać przed wycelowaniem we mnie pociskiem kretyńskich zdrobnień?

babasklep

Ja naprawdę nie chcę oceniać tego zawodu. Jak ktoś chce siedzieć w warzywniaku, nic mi do tego. Jak musi, też nic. Jak ktoś lubi tę pracę to spoko. Jak jej nienawidzi też spoko – w końcu nie moja sprawa. Nie zagłębiam się, serio, mam to w dupie. Ale czy tu jest jakaś prawidłowość, że kiedy stajesz za ladą, automatycznie stajesz się nienormalna?

nie zadziała

No nie no, słuchajcie, jeśli to ma być jakieś zagranie marketingowe w stylu Zbliżamy Się Do Klienta Żeby Wracał Po Dzienną Porcję Miłości do Warzywniaka, to to kurwa nie działa. Wracam tam, bo potrzebuję zakupów, bo muszę mieć coś na śniadanie, a tu jest akurat najbliżej.
Tu nie ma żadnej potrzeby miłości, czułych słów albo troski, tylko potrzeba świeżych bułek i warzyw.

Bo wiecie, włazić w czyjąś strefę komfortu można tylko wtedy, kiedy on tego chce. Pamiętajcie o tym, moje Wy Żabki, słoneczka, skarbeńki!

  • poczytane

    Raczej Pani kochanieńka Halinka z warzywniaka nie przeczyta tego w interentach ;)

  • Przemek

    Do mnie na szczęście zwracają się co najwyżej po imieniu, bez zbędnych czułości.

  • Konrad Norowski

    Uważaj bo pani Halinka wie co to jest strefa komfortu ;)

  • Hania Lewandowska

    Chodzę na zmianę do dwóch sklepow. W jednym słyszę „co jeszcze?” z nudą wymalowaną na twarzy a w drugiej to, co opisałaś. Nie wiem co gorsze xd

    • Idź do jakiegoś pomiędzy.

      • Ana

        A dlaczego sama nie zastosujesz się do tej rady i nie pójdziesz gdzieś pomiędzy czy lepiej tam, gdzie nikt Twojej strefy komfortu nie tknie, bo będziesz dla niego tylko kolejnym produktem do skasowania? Chyba są poważniejsze problemy na tym świecie niż pozostałość dawnych czasów, w sumie dość przyjemna w porównaniu do wielu innych metod skracania dystansu.

  • Ola

    Ty Tak poważnie Haniu???

  • Ups….. To pojechalas!

  • Klaudia

    Według mnie ten post w ogóle nie ma sensu, co nie mogę powiedzieć o wielu innych twoich wpisach.
    Dlaczego? Bo po co zawracać sobie głowę kobietami, które okazują odrobinę uwagi osobie, która kupuje. Według mnie to jest miłe z ich strony. Nikt nie musi od razu zdradzać im swoich intymnych histori ale prosta konwersacja przeplatana jakimiś zdrobnieniami według mnie nie jest jednoznaczna z tym że takie zachowanie świadczy o nienormalności osoby.

  • Oj kochanieńka, coś nerwowa dziś z rana jesteś, skarbeńku. Może w warzywniaku źle te ogórki zważyli i stąd taki post.

  • Natasek

    Jezu, dziewczyno, jaki Ty masz ze sobą ogromny problem. Nic Ci się nie podoba. Ludzie są niemili – źle, ludzie są mili – jeszcze gorzej. Może to nie świat jest chory, tylko Ty? Kurwa naprawdę, czepiać się kobiety w sklepie, bo jest przesadnie miła?

  • Kaja Pałucha

    W ogóle Polacy mają przesadną skłonność do używania zdrobnień. „A może pomidorki jeszcze?”, „a może kawki?”. I to faktycznie jest bardzo dziwne. Jak to powiedziałam kiedyś znajomemu Niemcowi to nie był w stanie pojąć o co nam chodzi.

    • Pieniążki dla małżonki i dzieciaczków… Za każdym razem, jak słyszę „pieniążki”, mam ochotę mordować.

      • Pieniążki są najgorsze! :D

        • Sophie

          Njet. Najgorszy jest kościółek!

  • Alice

    Nikt nie czyta nam w myślach – skąd ktoś może wiedzieć, gdzie my mamy swoje granice, co im wolno mówić, a czego już nie? Takie ekspedientki chcą być dla nas miłe. Może faktycznie z tą miłością przesadzają :D Ale osobiście uważam, że lepiej natknąć się na taką właśnie „przesadną” kobietę za kasą niż wiecznie nadymaną, grubiańską, chłodną, rzucającą na nas spojrzenia jak gdyby kupując robiło im się wielką krzywdę.

  • To jest koloryt. Głupie to było, jak w pewnym momencie Empik wymyślił, że sprzedawcy będą czytać imię z karty płatniczej i mówić „do widzenia, panie Bartku”.

    A Ty, zamiast się wkurwiać, zrób coś z tym. Wejdź w konwencję. I na każde „co podać, kochana?” odpowiedz „bułkę, złociutka”.

    • Raz moja wkurzona mama tak zrobiła. Babka nawet nie skumała, że coś jest nie tak. :D

      • bo nie było nie tak ;) na pewno jej się miło zrobiło, że klientki również darzą ją tak ciepłymi uczuciami ;)

  • Nie widzę w tym nic złego. Wydaje mi się, że to pozostałość dawnych lat. Bardzo fajna, zresztą. Zupełnie jak za komuny, kiedy podejście do klienta było totalnie inne. Jeśli ktoś chce być obsługiwany bezosobowo, bez zbędnych czułości niech robi zakupy w hipermarketach albo miejscach obleganych. Tam wszyscy jesteśmy, jak na taśmie produkcji. Zeskanować produkt, naliczyć kasę, wydać resztę i spadać.

    • Też nie widzę nic w tym złego. Wolałabym już być traktowana w sklepie indywidualnie, jak człowiek, a nie na zasadzie pakuj szybko zakupy, zabieraj szybko resztę i wypad, bo nie ma czasu, kolejka się zbiera!. Tak się właśnie czuję traktowana jak na taśmie produkcji, jeden anonimowy klient odbębniony i dalej, drugi anonimowy klient odbębniony i dalej. Wszystko bez osobowości, nastawione tylko na odbębianie. Akurat rzadko robię zakupy w małych sklepikach, bo u mnie w mieście niemal wszystkie poupadały – takie czasy. Zmuszona więc jestem robić zakupy w dużych sklepach, gdzie obsługuje się klientów taśmowo i bezosobowo. I nie powiedziałabym, że to takie fajne, już wolałam małe sklepiki, ale te czasy już raczej nie wrócą, bo teraz nastała era hipermarketów i małe sklepiki niemal odeszły już w zapomnienie. A szkoda. Dodatkowo, jak wszędzie wejdą kasy samoobsługowe do powszechnego użycia, to dopiero ludzie pracę potracą i dopiero będzie dramat – to tak na marginesie odnośnie sklepów.

      • Maciej Cąderek

        Aż cud, że w ogóle ludzie maja pracę skoro tyle maszyn dookoła. A gdyby maszyny wszystko za nas robiły to byłby wręcz koniec ludzkości.

        • No ja np. nie mam pracy, więc coś w tym jest. U nas jest rynek pracy nastawiony niemal wyłącznie na usługi, bo wszystko sprywatyzowano, więc nic dziwnego, że bezrobocie jest wysokie.

          • Maciej Cąderek

            Prywatyzacja przyczyną bezrobocia – nie wiem co powiedzieć. Nie sądziłem, że pociągniesz dalej ten wątek (ja raczej nie dyskutuje o rzeczach, o których nie mam pojęcia).

          • Sam zacząłeś, więc jednak dyskutujesz.

          • Maciej Cąderek

            Albo nie zrozumiałaś, albo jesteś złośliwa. No ale niech Ci będzie.
            Przede wszystkim – celem nie jest nigdy praca w sama w sobie. Człowiek chce mieć pieniądze na życie a nie pracę. Praca jest tylko jednym ze środków do tego celu. Zastosowanie maszyn prowadzi do zwiększenia średniej stawki za pracę człowieka – jest to tak zwana akumulacja kapitału. Jeśli zastanawiasz się dlaczego np w Niemczech ludzie zarabiają cztery razy tyle co w Polsce to tu masz odpowiedź – mechanizacja produkcji (czyli wzrost wydajności, ilość i jakość maszyn przypadających na jednego pracownika).
            Co do przyczyn bezrobocia i przechodzenia z produkcji do sektora usług – wszystko ma związek z opodatkowaniem i zbiurokratyzowaniem pracy. Produkcja zawsze ucieka tam gdzie są mniejsze obciążenia finansowo-administracyjne.
            To tyle tytułem wstępu bo to temat na wielogodzinną dyskusję.

          • Jeśli zastanawiasz się dlaczego np w Niemczech ludzie zarabiają cztery razy tyle co w Polsce to tu masz odpowiedź – mechanizacja produkcji (czyli wzrost wydajności, ilość i jakość maszyn przypadających na jednego pracownika).”

            nie. W Niemczech podobnie jak w innych krajach zachodu i północy Europy, wciąż odczuwalny jest wpływ rozbudowy państwa opiekuńczego, które aktywnie redystrybuowało środki i nie pozwalało na bezużyteczną akumulację niebotycznych ilości kapitału w rekach nielicznych.

            Elemntem tego państwa było także silnie rozwinięte prawo pracy orz silne związki zawodowe, które pracownikom dawały szansę negocjacji z pracodawcami.

            Polska z kolei jest dzikim, peryferyjnym kraikiem przeoranym neoliberalnymi reformami, w którym cywilizowane formy interakcji społecznych (takie jak redystrybucja środków i związki zaowodwe) latami bezwstydnej propagandy uczyniono synonimami zła i komunizmu.

            W efekcie Polska siła robocza (rozumiana szeroko, także jako prekariat tyrający w usługach) musi się zadowolić statusem najtańszej, niechronionej siły roboczej, albo iść na bezrobocie.

            Natomiast co do samych „maszyn”, to akurat nie masz racji w ogóle – dalszy rozwój robotyzacji i sztucznej inteligencji zlikwiduje klasę średnią.

            Nikt nie będzie potrzebował blogerów, tak jak nie będzie potrzebował pracowników obsługujących infolinię, skoro intelektualnie niewymagające prace przez nich wykonywane, wykona kawałek kodu.

            Zastosowanie maszyn prowadzi do zwiększenia średniej stawki za pracę człowieka – jest to tak zwana akumulacja kapitału.

            Jest to tak zwany bełkot, gdy użytkownik języka nie rozumie używanych słów (jak na przykład „akumulacja kapitału”)

          • Maciej Cąderek

            Stawiasz wóz przed koniem. Uśmiałem się;)

  • Zdrobnienia babinek na targu na którym kupuję 20 lat nie drażnią mnie tak jak skracanie dystansu w kawowym fastfoodzie.

    • O, właśnie chciałam to napisać! Nie ma nic gorszego niż kilka lat starsza ode mnie studentka w Starbucksie, która moje zamówienie podsumowuje tak – „To wszystko Monika?”
      Najgorzej.

      • Maciej Cąderek

        Brrr… okropne.

    • Marcinku, a na mleczku odtłuszczonym, sojowym czy zwykłym?

      • Spopielam spojrzeniem i odpowiadam „Pan nabrał właśnie ochoty na 0RH-„

  • Kasiamachine

    Albo kiedy w sklepie z ubraniami pytasz o mniejszy rozmiar, a pracownica, niedość, że żuje gumę w swoim braku szczotkowania to jeszcze się kretyńsko uśmiecha to jeszcze dodaje „słoneczko” na końcu.
    Dlatego kupuję przez internet.

  • Damantris

    To jeszcze nic. Czasami mam rendez vous z poborcą podatkowym, który lubi do mnie mówić per „kochanie”. ;)

  • Kurcze, w sumie to zawsze gdzieś zazdroszczę takich sprzedawców. W tylu sklepach co byłam jeszcze nie trafiłam na takie zwroty, nawet w tych gdzie jestem bardzo częstym gościem. Dla mnie takie zwroty to powód do uśmiechy bo są dziwne, a nie do złości.

  • O w dziuplę, za chwilę się tu zrobi jak pod postem wiadomo jakim :)

    • Maciej Cąderek

      Nie zrobi się, bo to próżny trud jak wszystkie, nawet pozytywne komentarze pójdą do kosza…
      Jedno trzeba Hani przyznać – udało jej się zapewnić spokój w komentarzach.

      • Żabki, spokój tam. :)

      • W sumie to dobrze, zawsze to miło jak jest… miło :)

        • Maciej Cąderek

          Hehe, tekst Hani temu przeczy;)

          • Młodość musi się wyszumieć ;)

  • Daniel

    No ja nie rozumiem skąd te hejty. Nikomu to krzywdy nie robi, a czasem kilka ciepłych słów, nawet od zupełnie nieznajomej osoby, potrafi rozwiać czarne myśli i sprawić że zaczniemy cieszyć się dniem. A jeśli komuś to nie pasuje, niech nie zwraca uwagi. Nie jest to w końcu fizyczne naruszenie nietykalności cielesnej, żeby nie można było z tym sobie z tym poradzić. Ot, wystarczy olać i tyle.

    • Już abstrahując od naszej pani z warzywniaka: „a jeśli komuś to nie pasuje, niech nie zwraca uwagi” jest strasznie głupim argumentem. „Nie jest to w końcu fizyczne naruszenie nietykalności cielesnej, żeby nie można było z tym sobie z tym poradzić.” a to jeszcze głupsze.
      Nie możesz wchodzić w czyjąś strefę komfortu. Czy fizyczną (nie możesz go uderzyć, kopnąć, cokolwiek), czy psychiczną (szantażować, wymuszać coś). Jedna nie jest ważniejsza od drugiej, serio.

  • Aleksandra

    Kochanieńka, co Ty się tak gorączkujesz? Może jeszcze ogóreczka?

  • Marta

    Skoro jesteś tak bardzo odważna, żeby wylewać jad na (nieświadome swego karygodnego przewinienia) panie ekspedientki, to zdobądź się na odwagę i kulturalnie – mam nadzieję, że wiesz, co to znaczy – zwróć im uwagę, że sobie nie życzysz takiego zachowania i po sprawie. Chyba, że się boisz, bo w realu Twój poziom „wyszczekania” równy jest poziomowi Twojej kultury wypowiedzi.

    Z drugiej strony – może lepiej, że w każdej możliwej sytuacji ograniczasz swój kontakt z innymi ludźmi. Dzięki temu jest szansa, że nigdy się na Ciebie, rozwydrzoną, rozpieszczoną nastolatkę z przerostem ego, nie natkną. :)

  • Przeczytałam tekst, czytam komentarze i odnoszę wrażenie, że wielu z was traktuje przysłowiową Panią z warzywniaka jak idiotkę, podgatunek, coś gorszego, niepiśmiennego, z niższym ilorazem inteligencji, jednocześnie pod innymi postami wycierając sobie gębę wyświechtaną tolerancją… Szanowni Państwo, brawo. Obu tak dalej.

    • „Ja naprawdę nie chcę oceniać tego zawodu. Jak ktoś chce siedzieć w warzywniaku, nic mi do tego. Jak musi, też nic. Jak ktoś lubi tę pracę to spoko. Jak jej nienawidzi też spoko – w końcu nie moja sprawa. Nie zagłębiam się, serio, mam to w dupie.”
      Nie, pani z warzywniaka przez swój zawód nie jest w żaden sposób gorsza od sekretarki. Tylko że sekretarka nigdy nie nazwała mnie skarbeńkiem i kochaniem.

  • Kasia

    Wolę nadmiar niczym nieuzasadnionej miłości niż niechęć i traktowanie mnie z góry przez obcych ludzi.

    • Nastęęęępny. Uświadomcie sobie, Żaby, serio jest coś pomiędzy.

  • Piotr Grabo

    Ja to kocham ten PRLowski klimat, można się trochę przy tym śmiechnąć. Zdecydowanie wolę to niż hiper-super-korpo-marketowe spojrzenie „zapłać Pan i spierdalaj mnie stąd, bo mi przerwa na sikanie/fajka/bułę z dżemorem ucieka”.

    • No ale ej, kolejny komentarz w tym stylu. Dlaczego mamy wybierać między tymi dwoma? Serio można być miłym, uprzejmym, a przy tym nie nazywać każdego swoim kochaniem i skarbeńkiem, bo najczęściej nimi nie są.

      • Piotr Grabo

        Nigdzie nie powiedziałem, że nie ma nic pomiędzy, tylko, że z wolę a od b :) Wersja skrócona komentarza brzmiałaby „A mnie to nie wkurwia.”. W toku czytania zastanowiło mnie jedynie „czy niedługo będę czytał o tym, jak ją wkurwiła latająca mucha?” (co też wkurwia przecie hehe). Hope not :)

  • Ja również mimo wszystko wolę nadmiar tej czułości niż wrogie spojrzenie i oschłość.

    • Tylko czemu mamy wybierać między tymi dwoma?

  • Mi to w ogóle nie przeszkadza… Za to nie lubię ludzi, którzy w kontaktach międzyludzkich są sztywni jakby połknęli kij od miotły.

  • Martyna Rojek

    To jest właśnie najmocniejsza strona osiedlowych sklepów! Kiedykolwiek tracę wiarę w uprzejmość i życzliwość ludzką, idę do tego samego lewiatana czy groszku parę metrów od domu, do którego chodziłam od dziecka. Do tej pory pracują tam te same panie i zawsze po prostu je podziwiałam- mimo tego, że nie oszukujmy się, najlepszej roboty nie mają, to zawsze znajdą dobre słowo dla każdego, są pogodne i pomocne. Nikt im za to więcej nie płaci. Nazywanie ludzi, którzy są dla ciebie mili(nawet używając „kretyńskich” zdrobnień, typowych dla ludzi starszych) „nienormalnymi” jest…nienormalne.

    • Tak patrzę w komentarze i dochodzę do jednego – mamy po prostu gdzie indziej granice strefy komfortu. I zarówno jak Twoją, moją też powinno się uszanować.

      • Klusek

        Więc dlaczego jeszcze nie opowiedziałaś o swojej strefie komfortu pani Halince?

  • Zaskoczyło mnie ile negatywnych emocji jest w twoim wpisie. Trudno mi zrozumieć jak można na przesadną uprzejmość tak agresywnie reagować … Jak można mówić, że ktoś „urodził się by wku*wiać innych” kiedy jego głównym „grzechem” jest bycie zbyt miłym? Rozumiem jakby były chamskie i opryskliwe ale one po prostu są swojskie i sympatyczne. Kojarzy mi się to z negatywnymi stronami polskiej mentalności czyli „wkurza mnie że ona jest szczęśliwa” lub „jak ona może być miła kiedy mi jest tak źle?”

    Lubię Cię poczytać ale pozwól, że z tym wpisem się nie zgodzę.. Najpierw myślałam, że to taki ironiczny ton, w sensie, że tak nie myślisz tylko znów przekornie piszesz ;-) Ja uważam, że na uśmiech odpowiada się uśmiechem a nie wku*wieniem, może ja jestem jakaś inna :P Takie zdrobnienia mogą kogoś nieśmiałego trochę zawstydzić, ale żeby kogoś zjechać od góry do dołu… W głowie mi się to nie mieści.

  • Szczerze to rzadko mam z takimi sytuacjami do czynienia, ponieważ nie dość, że w mojej okolicy sklepu nie ma, a poza tym, to głównie robię zakupy w marketach, ale ciekawy punkt widzenia! W sumie to nigdy nie zastanawiałem się nad taką „typową ekspedientką”.

  • Nieszka

    Kurcze, jak dobrze, że nie wkurzają mnie takie drobiazgi.

  • Naprawdę to przeszkadza? Taki taka miła pozostałość po dawnych czasach. Teraz większość sprzedawców traktuje klientów bezosobowo, niczym maszyna, skasować i następny w kolejce.

  • Ja Gość

    A może, zamiast zaśmiecać internet kolejnym tekstem o niczym, wypełnionym negatywnymi, zaściankowymi emocjami, łatwiej po prostu te granice nakreślić i poprosić Panią z warzywniaka, żeby tak się do Ciebie nie zwracała?

  • Monol

    Bawi mnie, że czepiasz się czyjegoś sposobu mówienia, samemu reprezentując wyjątkowo żałosny poziom retoryki. Milion razy bardziej wolę, jak pani w warzywniaku nazwie mnie ‚kochanienką’, niż kiedy słyszę typową uliczną łacinę, którą z takim upodobaniem wrzucasz do swojej ‚twórczości’. Ty uważasz że te wszystkie ‚chuj wam w dupę’, ‚jesteście debilami’ i rzucanie ‚kurwami’ w każdym poście to jest coś fajnego? Szkoda, że żyjemy w czasach, kiedy na słowie pisanym wybijają się osoby, które kompletnie nie potrafią się nim posługiwać. I jeszcze jedno – zupełnie wstrząsnął mną cytat „Jak samotna musisz być, siedząc kolejną godzinę na niewygodnym stołku i ważąc ogórki, że nie możesz się powstrzymać przed wycelowaniem we mnie pociskiem kretyńskich zdrobnień?” Albo jesteś socjopatką, albo naprawdę żyjesz w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. Módl się żebyś całe życie mogła siedzieć i wylewać swoje wyimaginowane żale na blogasku, zamiast samej poznać, jak to jest ważyć te ogórki.

  • Sophie

    „Mam czasem wrażenie, że niektórzy ludzie zostali stworzeni po to, żeby wkurwiać innych.”
    Z taką sentencją wydajesz się być na poziomie dojrzewającej gimnazjalistki.

    • Idź stąd już, co? To niepierwszy Twój komentarz, którego tu nie chcę. Zmykaj.

  • Pingback: Tyle jest z tego życia - hania.es()

  • Pingback: Court: żul - hania.es()

  • Pingback: Court: mokra kałuża - hania.es()

  • Lily Evans

    Ojeju, przecież one po prostu chcą być miłe. Lepiej by Ci było gdyby Cię wyzywały? Mi tam zawsze jest bardzo miło, kiedy ktoś się tak do mnie zwraca z uśmiechem.

  • Pingback: Starbucks, po co Ci moje imię? - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
przepaść
Życie nad przepaścią

Wszyscy żyjemy nad przepaścią. Czasem stracimy równowagę albo ktoś nas popchnie i... dopiero potem następuje najważniejsze.

Zamknij