KULTURA I MEDIA

Kocham książki, nienawidzę bibliotek

czytanie książki


Czytając książkę z biblioteki czuję się, jakbym trzymała w rękach faceta, który ma podrapane plecy i pachnie damskimi perfumami. Nie moimi.

Miałam wiele podejść. Chociażby dlatego, że wydaje się naprawdę mnóstwo pieniędzy na książki, gdy każdą jedną z listy „to read” chce się kupić. Tym bardziej, kiedy woli się papier niż ebooki, a poza pieniędzmi, nie ma już miejsca na regale. No i drzewa, pamiętajmy o drzewach.

Ale nie umiem się przekonać. Próbowałam i nic. W ogóle tego nie czuję. Czytanie jest dla mnie procesem zbyt złożonym i zbyt ważnym, za bardzo się do tego przywiązuję. Serio, jestem totalnym freakiem.

na leżaczek

Żeby to zrozumieć, musicie wiedzieć, że osobiście nie lubię brać się za lekkie pozycje, które nic dla mnie nie znaczą – uznaję to za kompletną stratę czasu.

książka czytanie kobieta

Chwytam tylko takie napisane przepięknym językiem, w których znajdę cudowne cytaty i poczuję świetną zabawę słowem albo takie, których temat jest mi szczególnie bliski, te, w których odnajduję siebie, te, które są pisane jakby o mnie, dokładnie o mnie. To jest magia.

Za dużo jest na świecie wspaniałych tytułów, żeby czytać gnioty.

lubię psuć

Kolejna sprawa – ja książki niszczę.
Nie umiem się skupić na lekturze, gdy nie mam w ręce ołówka, bo jestem przyzwyczajona do używania go co chwilę do zaznaczania fragmentów, dopisywania czegoś, bazgrolenia. Coś kreślę, coś rysuję, to jest dla mnie niezwykle istotne, bo sprawia, że przeżywam historię o wiele bardziej – dlatego też nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że to przejaw braku szacunku.

Jak wiadomo – tych z biblioteki niszczyć nie można, wracać do podkreślonych fragmentów też nie ma jak, zaginanie rogów niedozwolone. Dupa.

książka czytanie

moja schiza

Poza tym, możecie uznać to za dziwne, ale mam taką schizę, że książki z biblioteki są… wyczytane. Że takie zniszczone, takie, jak to niektórzy mówią, z duszą, to egzemplarze, z których ktoś już wyciągnął to, co najlepsze. Że dostaję gorszą wersję.

Ba! Co lepsze, mi się wydaje, że zostawiam swoje emocje i odczucia podczas czytania. Że jeśli jakiś cytat mnie wyjątkowo uderzy, że kiedy się wzruszę, zasmucę, pomyślę o tym, jak sytuacja z książki odnosi się do mojego życia, gdy coś mocniej poczuję, to widać to potem na kartkach. Że to bardzo intymne i że tam są cząstki mnie, o których nie mówię nikomu.

Dlatego czytanie czegokolwiek z biblioteki wiąże się dla mnie z przełamywaniem jakiegoś dziwnego, nieracjonalnego, ale wielkiego wstydu, bo nie wiem w czyje ręce wpadną moje zostawione między akapitami uczucia.

Więc kupuję. Uwielbiam mieć swoje. Tych ważniejszych, które mnie mocniej ruszają, wwiercają się głęboko, nikomu nie pożyczam – boję się, nie ufam. Na pewno nie oddałabym do wypożyczalni.

biblioteki

Ale cóż.

Nadal będę nienawidzić bibliotek, dalej zamierzam bazgrać po kartkach, wciąż będę wierzyć w wyczytywanie przez kogoś tego, co najlepsze i zostawianie widocznych emocji na stronach, mimo że to spaczone i chore.

I choć za takie dziwne, lekko zboczone podejście wydaję dużo pieniędzy, kocham te moje książki najbardziej na świecie.

Bo ja jestem z tych, którzy do książek dorabiają wielką ideologię, ale za to przeżywają je tak, że mocniej się nie da.

  • Też nie lubię książek z biblioteki, są takie.. no przechodzone, brr.. Jakby właśnie niepełnowartościowe, no po prostu są nie moje. Nie lubię i już. To porównanie z facetem bardzo trafne :D

  • Nie jesteś jedyna, spotkałam się już z takim podejściem i w sumie nie traktuję tego jak coś złego. Zresztą w pracy spotykam mnóstwo ludzi zakochanych w książkach i cieszę się, że tak dużo ich jest ;)

  • marta

    Też mam takie podejście. Może zrobisz post o swoich ulubionych książkach ???

    • Jest w planach, ale ciągle się boję, że o czymś zapomnę!

      • marta

        Zrób serię postów o ulubionych ksiązkach ;))

  • Mam bardzo podobnie. Jak już wypożyczę z biblioteki, wyczytam i oddam to czuję jakiś taki brak. Mam wtedy ochotę kupić swój egzemplarz.

  • ej, ale np to że ktoś korzysta z bibliotek nie znaczy, że mniej przeżywa czytanie :D nie wiem czy o to chodziło, jeżeli nie to mnie popraw. Ja chodzę tylko do jednej biblioteki, inne mnie nie zachęcają, nie wiem dlaczego. W mojej są cudowne panie, cudowny klimat i naprawdę dużo książek jak na biblioteke ktora lezy w małym miasteczku. Uwielbiam czytać, chociaż czasami się oglupiam bo czytam od czasu do czasu głupie książki. Gdybym chciała kupić wszystkie książki, które chcę przeczytać to zwyczajnie nie byłoby mnie na to stać (uczę się jeszcze, nie mam stalej pracy). A tak a propo…pisz wiecej o książkach! Z chęcią poznałabym Twoje ulubione :)

    • Karolina, absolutnie tak nie twierdzę! :D Mówię, że ja bardziej przeżywam, gdy książki „niszczę” (kreślę, rysuję, dopisuję etc.), nie, że wszyscy tak mają.
      Tak, mnie też ta schiza boli w portfel, ale tak już mam!

      Dzięki za pomysł, zamierzam podrzucić Wam trochę moich ulubionych tytułów. Ale ciężko mi to wszystko zebrać tak, żeby o niczym nie zapomnieć!

  • Tobiasz

    W końcu ktoś ubrał w słowa to, w co nie mogli uwierzyć moi znajomi. Dzięki!

    • O jak miło wiedzieć, że inni mają tak samo!

  • Brzeska

    hi5. Też uwielbiam kreślić po książkach ołówkiem. Ale długopisu zdzierżyć nie umiem still

  • Wiktoria Aleksandra Barańska

    Ja z kolei mam schizę, że nigdy w życiunie napisalabym nniczego na książce – nawet na podreczniku, a zaginanie rogów już w ogóle brzmi jak z horroru : (

  • Ja po książkach nie piszę, ani nie rysuję :) ale muszę mieć nowe książki i ich nie pożyczam :)

  • Biblioteka to jedno z moich ulubionych miejsc! Szczególnie czytelnia na piętrze z widokiem na park… Niby obco ale swojsko. Budynek budynkiem, książki książkami – tak dawno nie wypożyczyłam nic oprócz szkolnych lektur… W sumie z podobnych względów. Jednak gdyby zawiódł antykwariat, nie miałabym problemu z podaniem bibliotekarce swojej karty i złożeniem zamówienia. Priorytety, hajs nie zawsze się zgadza. Pozdrawiam. ;)

  • A ja właśnie wręcz przeciwnie – biblioteki kocham całym sercem, mogłabym w nich spędzać całe dnie na wybieraniu książek do czytania (o ile oczywiście księgozbiór jest obszerny, ale na całe szczęście najczęściej chodzę właśnie do takich). :)

  • Ja książki wolę mieć swoje, też kocham podkreślać cytaty, ale pożyczam znajomym swoje książki, by móc podzielić się niesamowitą historią z ważnymi osobami.

    • Ja niektóre też, ale są takie, których bym nie mogła. Wtedy, jeśli chcę, żeby też przeczytali, to kupuję im na urodziny. :D #cwaniara

      • ToJa

        Ja tam zawsze kupowałem mojej siostrze książki na urodziny. Takie, której jej by się spodobały, ale i takie, które ja bym przeczytał :P
        W ten sposób przeczytaliśmy całego Harrego Pottera, książki są Siostry. ;)

  • Agnieszka Piątkowska

    Ja nie mam w zwyczaju pisać po książkach, za to jestem fanką czytania przy każdym posiłku. I zaginam rogi. Czasami na książkę kapnie kropelka sosu do spaghetti czy zupy pomidorowej. Dlatego wolę mieć swoje

  • O! I jeszcze dodam, że zawsze sobie cytaty przepisuję. Nie lubię pisać po książkach, ale zdarza mi się ołówkiem coś zaznaczyć :)

  • Ola

    Ostatnio policzyłam, że w zeszłym roku wydałam na książki ponad 2000 zł. Większość z nich to powieści, które przeczytałam raz i raczej nie będę ich czytać po raz drugi. Stwierdziłam, że kupowanie książek, które przeczytam raz, tylko po to żeby półeczka się szybko zapełniała jest bez sensu. Teraz kupuję tylko to, czego w bibliotece nie ma, na resztę cierpliwie czekam. W końcu hajs się musi zgadzać.

  • A ja nie lubię bibliotek i tamtejszych książek, bo śmierdzą. No i trudno mi czytać jak grzbietu wygiąć nie mogę.

  • Mam znajomego, z którym obydwoje piszemy po książkach. Uwielbiam z nim czytać – na zmianę. Widzieć, które fragmenty on pozaznaczał, gdzie on coś podkreślił i tak dalej, z pełną świadomością tego, że on ma tak samo. Masz rację, to bardzo intymne, ale zawsze jestem trochę podekscytowana, gdy mówi mi „mam dla ciebie książkę” ;)

    • Ale czad! Ja też miewam takie osoby, którym mogę te moje książki pożyczyć, ale to jest chyba najwyższy level zaufania ;)

  • Ja do niedawna wyłącznie wypożyczałam… Uważam jednak, że właśnie takie ważne dla nas pozycje (po co nam inne?), trzeba by było kupić :)
    Mam jak Ty – lubię pisać ołówkiem po książce, i nie uważam tego za brak szacunku, to pomaga się wczuć :)

  • Nikt

    A ja uwielbiam biblioteczne książki, są pełne magii… zawsze zastanawiam się, skąd się tam wzięły, kto pierwszy czytał, dorabiam magię do czegoś, co jest do bólu normalne. I tkwię sobie w tym wyimaginowanym świecie. Pół dzieciństwa przeżyłam w bibliotece, w czytelni, między regałami. Powód był boleśnie smutny – nigdy nie było mnie stać na książki, dopiero teraz po wielu latach wreszcie sama sobie kupiłam. Dokładnie wczoraj był ten dzień…
    Za dzieciaka na serię Pottera zbierałam po wiele miesięcy, dostawałam marne 10zł kieszonkowego na miesiąc (a czasami i tego nie). Uwierz mi, fajnie mieć schizę, ale tylko wtedy, kiedy dostaje się książki w prezencie albo można na nie sobie pozwolić. Ja, mając do wyboru zapłacenie rachunku za prąd/gaz/mieszkanie/kupienie jedzenia czy kupienie książki musiałam zderzać się z rzeczywistością i płacić rachunki oraz kupować cokolwiek do jedzenia. A z domu wyrzucono mnie kiedy miałam 18 lat.
    Zazdroszę możliwości kupowania.

    • To gratulacje za przedwczoraj! :)
      W dzieciństwie też przesiadywałam w bibliotece z tego samego powodu i też ciekawiła mnie historia książki, kto był przede mną i tak dalej – a teraz, kiedy mogę sobie na to pozwolić, wolę je kupować.

  • Weronika Maczukin

    Hanson, blog też jest super (widzisz, zaglądam na niego- szach-mat ateiści!). Może po prostu za rzadko piszesz i częściej Cię widzę na snapie, hę?! Mocno pozdrawiam- żaba z conventu.

    • Elo Żabo z SMC, może to był powód, ale ja po prostu robiłam jutuby! :D Teraz już możesz zaglądać wszędzie, szach-mat ateiści! Miło było Cię spotkać :)

  • Z bibliotek aktulalnie korzystam rzadziej (wypożyczam tylko lektury), ale to tylko dlatego, że po prostu mam wiele swoich książek. Lubię korzystać z promocji i gdy tylko na jakąś ciekawą natrafię, to staram się kupić książkę, którą od dawna chciałam przeczytać. Nie lubię przepłacać, dlatego też nigdy nie kupuję po normalnej cenie. Kiedyś częściej wypożyczałam, bo nie miałam tylu możliwości, gdzie mogłabym kupić coś taniego. A w podstawówce to mi zupełnie wystarczało.

    Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale odkąd prowadzę bloga, piszę o książkach i spisuję wszystkie fajne cytaty, to łapię się na tym, że niektórych powieści bardzo mi brakuje. Bo chętnie bym poczytała znowu te cytaty czy niektóre fragmenty (raczej nie wracam do już przeczytanych historii, szkoda mi na to czasu, bo jest jeszcze tak wiele do odkrycia!). I tak zauważyłam, że raczej wolę książki posiadać niż wypożyczać.

    A „schiza” może i trochę dziwna, ale to jest właśnie w czytaniu piękne. Że każdy inaczej to przeżywa, że każdy ma swoje ideologie i rytułały. I o to chodzi. A za niszczeniem książek nie jestem, bo o swoje dbam aż do przesady, ale czy pisanie i podkreślanie jest niszczeniem? Jest raczej kolejną, osobistą historią powieści i będzie na pewno miała większą wartość dla potomnych niż pusta niczym ta ze sklepowej półki. Takich egzemplarzy jest na pęczki, takich zupełnie Twoich – tylko jeden.

  • W czasach kiedy jeszcze chodziłam do szkoły odwiedzałam biblioteki często, ale dziś ich nie znoszę. Lubię mieć swoje książki koniecznie w pięknych okładkach. Kiedy dobrze się poszuka można trafić na perełki w niezłych cenach. Mam też kilka starych książek kupionych w antykwariatach, ale to już egzemplarze, które wyjątkowo zauroczyły mnie wyglądem i ilustracjami.
    Przyznam się, że nie znoszę pożyczać moich ukochanych książek. Denerwuje mnie ta myśl, że ktoś mógłby obchodzić się z nimi nie po mojej myśli.

  • milenka22224

    Hania jak zwykle w formie :)

  • Szymon

    Ktoś miał odwagę powiedzieć wreszcie coś, o czym myślę od dawna: „Bazgrać po książce czy nie bazgrać?” I odpowiedź na to pytanie od razu stała się jednoznaczna, nie znoszę wypożyczania książek, chyba zraził mnie do tego procesu stan książek wypożyczanych w liceum, śmierdzących szczurami, łamiącymi się na co drugiej kartce, wybrakowanej, która pozostawiała ślady użytkowania na palcach. Po maturze zacząłem kupować książki w Empiku, nie byłem nigdy fanem czytania, również teraz robię to bardzo wolno i dziwię się mojej koleżance,która potrafi coś pochłonąć w dwie godziny! Moje tempo przypomina raczej czwartoklasistę płaczącego przy biurku. Obecnie mam jakąś tam swoją małą kolekcję, lubię również wyszukiwać ciekawsze tytuły w antykwariatach- choć te książki są używane to nie kryję do nich takiej urazy, traktuję ich kupno raczej jako ratunek. Moim marzeniem pozostaje nadal drewniany regał od podłogi do sufitu zapełniony Buchami. I też nie znoszę e-książek. Pozdrawiam :)

    • Ja nie że nie znoszę, bo czytam też na Kindle’u, ale jednak to nie to samo. ;)

  • maturzystka

    Heej, dawno temu(konkretnie rok)obiecałaś, że zrobisz post o jakichś tipach na maturę ustną z polskiego! A ja trzymam za słowo, bo matura za kilka dni!
    PS Z tym laniem wody dla osób nieśmiałych i nieposiadających zdolności „rozgadywania się” może być ciężko :C

  • Nadia

    Nie rozumiem, dlaczego pisanie po książkach jest przez niektóre osoby uznawane za coś złego. Uwielbiam robić na kartkach książki notatki, co chwile coś zaznaczać i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że to przejaw vraku szacunku. Oczywiście pod warunkiem, że dany egzemplarz jest naszą własnością.
    Dlatego właśnie wolę kupować książki niż je wypożyczać – bo mogę robić z nimi co mi się żywnie podoba i przez to są tak jakby bardziej moje. Inna sprawa, że nie zawsze mam na to kasę i jestem zmuszona korzystać z biblioteki.

Przeczytaj poprzedni wpis:
typ facet sam mgła
Co z tą Polską?

Staram się, by tematy polityczne nie przenikały do moich tekstów. To nie jest blog o polityce. Ale to jest blog...

Zamknij