DZIECI LUDZIE PSYCHOLOGIA

Raz w dupę to jest przemoc czyli NIE klapsom

przemoc


Wydawało mi się, że erę napierdalania dzieci paskiem już zakończyliśmy. Niestety statystyki wylewają na mnie wiadro zimnej wody, bo 6 na 10 dzieci dostaje klapsy. A tak, raz w dupę to też przemoc.

Nie jestem w stanie zrozumieć żadnego argumentu za biciem dzieci. Wyobraźnię mam bujną, ale nie umiem pojąć czym kierują się rodzice, którzy twierdzą że przykładając maluchowi, robią coś dla jego dobra.

przecież to uczy!

Lanie nie daje niczego poza bólem, siniakami, traumą, niskim poczuciem własnej wartości i strachem. Jeśli myślicie, że Wasze dziecko powinno się Was bać to nigdy nie powinniście go mieć.

Powiecie mi, że porządny wpierdol uczy szacunku? Ni chuja! To jest zwyczajny strach. Przerażenie. Ludzie błędnie interpretują to, że ktoś milczy w ich towarzystwie i patrzy w ziemię.
Szanowanie kogoś to popieranie tego, co robi. A nikt nie popiera tego, że dostaje po dupie.

klaps

fuck logic

To jest mały człowiek, który bezinteresownie kocha, wierzy, ufa, wzoruje się na Was i dla którego jesteście największym autorytetem na świecie.
Jak możecie mu pokazywać, że bicie kogoś jest w porządku? Ba! Pokazujecie to, a potem za uderzenie kolegi w przedszkolu – bo w domu nauczył się, że to dobre i normalne – młody dostaje kolejny wpierdol. Pytam: gdzie tu sens? Gdzie logika? Gdzie konsekwencja?

Ale to tylko klaps

Czym klaps się różni od napierdalania kablem? Dokładnie tym, co otrzymanie pały na sprawdzianie przy zeru zdobytych punktach i przy trzech. Niby lepiej, ale siedzi się w dokładnie tym samym gównie.

Jesteś lamus

Podnosząc rękę na swojego potomka pokazujecie mu tylko, jak słabi jesteście. Że nie umiecie opanować emocji, że nie znacie innych metod, że słowa są dla Was za małe, nie radzicie sobie. Że nie umiecie wychować swojego dziecka i nie powinniście być rodzicami. Nie, nie przesadzam.

Poza tym: na szczęście od zeszłego roku doszły zapisy w ustawach i używanie przemocy w rodzinie, nawet zwykłego klapsa, jest karalnym przestępstwem.

 

Każdego rodzica napierdalającego swoje dziecko z dumą i uśmiechem na ustach powinno się izolować i skazywać.

W skrócie: jeśli sądzisz, że klapsy są okej, to w życiu nie pójdę z Tobą do łóżka.

  • Ja nie sądzę, że klapsy są okej. Ale do łóżka i tak nie pójdziemy ^^ :D

  • Wojciech

    I od razu mi się przypomniał tekst „Raz w dupę to nie pedał, drugi raz to przypadek, a po trzecim się kasuje” :)

  • Szkoda, że nikt nie napisał takiego postu (choć wtedy raczej artykułu w gazecie) 20-parę lat temu…

    • Prawda, wtedy było na to niestety społeczne przyzwolenie, teraz się od tego odchodzi i bardzo dobrze. Ale jak widzisz w komentarzach powyżej są jeszcze jełopy, które sądzą, że klaps załatwia sprawę.
      Mam tylko nadzieję, że nie będą mieć dzieci.

      • karla

        I myśle że ubliżanie czytelnikom to tym bardziej niestosowne zagranie…

        • ojej :<
          Jak coś mnie wkurwia to mówię, że mnie wkurwia, a nie denerwuje.
          Jak ktoś jest debilem to mówię, że jest debilem, a nie że nie ma racji.

          • Adorosa

            Pogratulować rodzicom wychowania a Tobie poziomu kultury osobistej.

          • Dziękujemy.

          • Elałke

            Zastanawiające. Osoby, które były „dręczone” w dzieciństwie klapsami, przejawiają większą kulturę osobistą niż osoby, które były wychowane bez przemocy :)

  • Podpisuje sie pod tym. Kiedyś zatrzymałem łaskę, która wręcz napierdalała trzy latka i zadzwoniłem po policję. Jak wiadomo psy przyjechały i to ja bym dostał południe za zatrzymanie kobiety, bo klaps każdemu sie należy. Jak ja takich ludzi nienawidzę, brzydzę sie nimi.

  • człowieks

    Klaps w dupę nie jest ok, spoko, ale może tak byś powiedziała, co robisz zamiast tego? Chyba że potomka nie masz, a przemyślenia piszesz na zasadzie „gdybym miała to…”. Nie zrozum mnie źle, chcę tylko wiedzieć, na czym opierasz swoją opinię.

    • Zacznę od wytknięcia głupiego argumentu, który pada w każdej rozmowie na temat dzieci np. ze mną. Chociaż w tym tekście nawet nie mówię o wychowaniu a o etyce i moralności. Nie mam dzieci. Nie mam też żony. Czy żeby powiedzieć, że bicie żony jest złe, muszę ją mieć? No nie wydaje mi się.

      Do samych dzieci wracając – po pierwsze, swoją teorię opieram na etyce. Po drugie – na znajomości z osobami, które tego klapsa dostawały. Wiem, jak to na człowieka wpływa. Po trzecie – jako opiekunka, ciocia i przyszła matka wiem, że używanie siły by wychować dziecko to jeden wielki błąd – to demonstracja swojej słabości i krzywdzenie malucha nie na przestrzeni otarcia i siniaka, a lat, przez które jego psychika ma naprawdę ciężko.
      Co robię zamiast tego? Rozmawiam, tłumaczę. Owszem, raz często nie wystarcza, trzeba wytłumaczyć coś raz, drugi, trzeci. To, że porządny wpierdol wystarczy jeden nie oznacza, że jest lepszym sposobem. Nie ma wielkiej filozofii w tym, by przykucnąć i wytłumaczyć dziecku wszystko jak człowiekowi. I widzisz, nigdy nie miałam problemów z podopiecznymi, bo wiedzieli, że po pierwsze nie muszą się mnie bać a po drugie – dlaczego czegoś się nie powinno robić. Właśnie, rodzice też często stosują „nie bo nie”. Powiedzenie „nie kop mnie pod stołem” nie znaczy dla dziecka tyle, co „nie kop mnie pod stołem, bo mnie to boli i nie chcę, żebyś tak robił”. To temat na osobny tekst, ale jeśli odpowiednio coś argumentujesz to maluch rozumie, bardzo dobrze zresztą. Wtedy nie trzeba krzyków, klapsów i szantażu.

      • A może dziecko, którego jesteś opiekunką, słucha Ciebie, ponieważ mimo wszystko jesteś obcą osobą, nie jesteś z nim na linii rodzic-dziecko, jesteś kimś z zewnątrz i wobec ciebie nie zachowa się tak jakby zachowało się wobec rodzica?

        • Pudło. Oprócz tego, że byłam opiekunką do obcych dzieci, tyczy się dokładnie to samo malucha, z którym mieszkałam 24/7.
          Słucha mnie, bo się mnie nie boi i rozumie, że nie musi, że traktuję go jak równego człowieka, że nie będę go bić tylko dlatego, że mam więcej siły.

          • Rozumiem, ale wiesz, że każde dziecko jest mimo wszystko inne? Cały czas piszesz o tym, że dzieci się dopiero uczą i kształtują, od razu stawiasz je na niższej pozycji, a jest naprawdę mnóstwo dzieciaków, które są sprytne i podstępne i czasami na złość co zrobią pomimo setek rozmów o tym, że nie wolno. Wsadzą ręce do ognia, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście parzy – metaforycznie. No i ponawiam pytanie: jak wytłumaczysz fakt, że moja 2-letnia siostrzenica uderzyła swojego tatę, mimo, iż nigdy nie dostała klapsa (jej rodzice są przeciwnikami), nigdy w ogóle nie spotkała się z przemocą. Ogólnie jest grzecznym dzieckiem, ale generalnie czasami jak się zdenerwuje to zdarza się jej uderzyć – ja też kiedyś „dostałam” od niej, podczas tłumaczenia, że nie może ruszać płyt CD. Spokojnego tłumaczenia i wyjaśniania, dlaczego jej tego zabraniam. To trochę przeczy Twojej teorii, że takie zachowania wynoszone są domu i jak dziecko bije drugie dziecko to znaczy, że w domu nauczyło się, że wolno, bo dostaje klapsy.

          • Dzieci działają impulsywnie, my powinniśmy jednak już umieć opanowywać takie „odruchy” – tym samym nauczymy je właśnie to robić. :)
            Nie każde dziecko, które kogoś uderza dostało klapsa, czasem gdzieś to podpatrzyło albo po prostu nie znajduje innej drogi komunikacji (ta jest najprostsza).

          • No dobrze, ale w jednym z komentarzy napisałaś, że jeśli dziecko bije to znaczy, że na pewno nauczyło się tego w domu, a teraz piszesz, że dzieci działają impulsywnie i nie każde dziecko bije dlatego, że dostało klapsa. Zaprzeczasz sama sobie w różnych komentarzach.

  • Adorosa

    Straszne rzeczy. Jako dziecko kilka razy dostałam klapsa. A jakoś nie czuję się ani skrzywdzona ani naznaczona traumą. Wręcz z perspektywy czasu uważam, że mi się należało. Trzykrotnie nie reagowałam na upomnienia żeby nie wylewaćwody na kabel podłączony do prądu, trzeba mnie było przywołać do porządku, a jako dorosły człowiek poważnie się zastanowię w podobnej sytuacji. I jakoś sobie nie przypominam żebyśmy ja czy mój brat atakowali kogokolwiek dlatego, że parę razy dostaliśmy zasłużonego klapsa. Jest poważna różnica między takilm „klapsem wychowawczym” a przemocą w rodzinie.

    • Po pierwsze, ten kto Cię uderzył teraz zostałby ukarany przez sąd. I powinien. Ale nie o tym.
      Nie, nie należało Ci się. To, że dostałaś oznacza tylko tyle, że Twoi rodzice nie potrafili inaczej Ci wytłumaczyć, że danej rzeczy nie powinno się robić, np. dlatego, że jest niebezpieczna. Nie zrobiłaś tego po raz kolejny tylko dlatego, że byłaś się uderzenia, nie ze świadomości.
      Może nikogo nie atakowałaś, ale takie klapsy porządnie wpływają na psychikę człowieka, poczucie własnej wartości i kontakty z rodzicami – strach przed nimi zawsze wpływa na to negatywnie.

      Jak jestem z dzieckiem, często zdarza mu się wyrywać i biec – nie widzi ulicy i samochodów obok, po prostu z dziecięcą ciekawością leci poznawać świat. Co w takiej sytuacji często robią rodzice? Biorą i dają w tyłek nie tłumacząc, bo przecież wbiega pod samochód. I oczywiście to dla jego dobra. Jak widzi to dziecko? Nie wie, dlaczego dostało, ale boi się już biegać na podwórku. Przynajmniej jak starzy patrzą.
      Jak powinno się to odbyć? Kucasz, łapiesz dziecka uwagę (np. wzrok, bo przecież taki maluch jest zaaferowany wszystkim dookoła) i tłumaczysz niebezpieczeństwo. Nie „nie biegaj tu!”, ale „nie biegaj po ulicy, PONIEWAŻ to niebezpieczne i może stać się krzywda”. Jasne, może po jednym razie zapomni, ale po drugim, trzecim i piątym się nauczy. Skutki? Będzie rozumiało zakaz, nie bało się, będzie świadome i mądrzejsze.

      • Adorosa

        Kolejny bzdurny, martwy przepis. Miałam szczęście, że nie wychowywano mnie w czasach rodzicielskiej histerii i nadwrażliwości.
        Sytuacje klapsa mogę policzyć na palcach jednej ręki. I nigdy nie były one niepoprzedzone kilkukrotnym tłumaczeniem i prośbami o zaprzestanie danego działania, które było złe lub niebezpieczne. I mylisz się – za każdym razem doskonale wiedziałam, że robię źle i że mi się należało. Owszem, wtedy mi się to nie podobało, ale z obecnej perspektywy uważam, że było potrzebne.
        Z resztą, poczytaj o behawioryźmie w pedagogice.
        Swoich rodziców się nie boję i nigdy się nie bałam. Mamy bardzo bliskie i ciepłe relacje. Poczucie własnej wartościw jak najlepszej kondycji, ale dziękuję za troskę. Od tych paru klapsów moja psychika ani trochę nie ucierpiała. Uważam, że wręcz przeciwnie. Nikt nie mówił, że lekarstwa będą smaczne i bywają nieprzyjemne sytuacje w życiu, które należy przetrwać dla własnego dobra. Radzę sobie ze stresem, studiuję, rozwijam się, jestem w stałym związku od ponad 4 lat i jakoś tego demonicznego piętna klapsa w swoim życiu nie zauważyłam.

        • Ja też miałam szczęście, że nie wychowano mnie w czasach rodzicielskiej histerii i nadwrażliwości – mogłam skakać po drzewach, wisieć na trzepaku i przechodzić przez płoty.
          Ale reakcja na bicie nie jest nadwrażliwością.

          Jeśli masz fajne życie i jest Ci dobrze – okej, super. Ale to nie DZIĘKI klapsom a MIMO nich. Zrozum.

          • karla

            Dlaczego ma zrozumiec? Moze Ty powinnas zrozumiec ze ktos moze miec inna opinie na dany temat?

          • A jak ktoś bije swoją żonę to też powinnaś/eś to zrozumieć, bo to jego żona i on może mieć inną opinię na ten temat? Nie.
            Jak ktoś obok mnie będzie torturował kota to też powinnam zrozumieć, bo ma inną opinię na ten temat? No kurwa, nie.
            Jak ktoś okłada dzieci kablem to wszyscy się interesują i jakoś nie rozumieją, że czyjaś opinia jest taka, że to jest przecież okej.
            A to jest taki sam przypadek, więc przestań pierdolić, że mam to zrozumieć. Bo nie mam zamiaru przyklaskiwać komuś, kto robi coś 1. nieetycznego 2. wbrew prawu 3. kurewskiego.

          • Adorosa

            Dalej nie rozróżniasz klapsa wychowawczego, który nie robi krzywdy od bicia do nieprzytomności. Świat nie jest czarnobiały. Powoli zaczynam Ci nawet współczuć. Ktoś, kto widzi świat tak kategorycznie, podczas gdy rzeczywistość zwykle wymyka się kategoryzacjom, musi być wiecznie sfrustrowany.

          • Klaudia

            Nie ma czegoś takiego jak ‚wychowawczy klaps’ , to stwierdzenie samo w sobie jest absurdalne. Tym w Twoim mniemaniu ‚wychowawczym klapsem’ chcesz czegoś nauczyć swoje dziecko, chcesz je w ten sposób ‚wychować’? Więc to ja współczuję Twoim potomkom. Zapewniam Cię, że dużo więcej zdziałasz spokojem i wielokrotnym powtarzaniem, do skutku, a także logicznym tłumaczeniem maluchowi co wolno, a czego nie wolno robić. No ale do tego już trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości, tak więc wszyscy narwańcy próbują ratować się klapsami, bo inteligentnym podejściem do malucha już nie potrafią.

          • Elałke

            @disqus_14rXpqbXVn:disqus – Współczuję ci. Nie widziałam jeszcze blogera, który zaszczuwałby swoich komentatorów w takim stopniu jak ty. Tak trudno ci pojąć, że ludzie mają różne poglądy na dany temat? Nie mów Adorosie, jak została wychowana, bo (prawdopodobnie) ona wie lepiej :)

          • Iwona Wardal

            Behawioryzm pedagogiczny to syf, do którego przyznają się teraz głównie fanatycy religijni (nie, żebym miała coś do religii, ale fanatyków nie lubię). Ośmiesza się Pani, powołując się na zdyskredytowaną powszechnie doktrynę.

          • Ola Brol

            Mnie też jest ciebie szkoda. Powoedz mi, czy jak źle obsłużysz ksero w prscy, bo nie zrozumiałaś jak się je obsługuje, to szef ma ci dać liścia przez dupę? Nie? A dlaczego?
            Wobec dzieci można zastosować cały szereg kar, jie używając klapsa. Zrozum świat nie jest czarno-biały. Dobrze – głaski, przeskrobiesz – klaps

          • Co to jest za odgrzewanie kotletów sprzed ponad pół roku? Przeczytaj dokładnie wszystkie moje wypowiedzi. Klaps to ostatni stopień skali kar, a nie sposób na każdą pierdołę.
            A jak coś skopię w pracy, to też czeka mnie kara, adekwatna do problemu. Nagana, kara finansowa, a nawet zwolnienie z pracy. Jak to w życiu. Nie widzę powodu, dlaczego dziecko nie miałoby uczyć się ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.

          • Małgosia

            nie ma czegoś takiego jak „klaps wychowawczy” klaps to klaps a bić dzieci nie wolno bo klaps to właśnie krzywdzenie kogoś kto jest od nas dużo młodszy i bezbronny

          • karla

            Autorko bloga, brak kultury jakim emanujesz aż odbiera chęci do czytania Twoich wypowiedzi. Jak ktoś daje klapsa nie nadaje sie na matke a jak klnie jak szewc i to w zuepłnie spokojnej dyskusji to się nadaje? :)

            Pozdrawiam i życzę doświadczeń życiowych które pomogą w stworzeniu optymalnego światopoglądu.

          • Adorosa

            Owszem, mam fajne życie, jestem fajną osobą i jest mi dobrze między innymi właśnie dlatego, że te kilka razy dostałam klapsa.
            Po pierwsze dlatego, że było to w dużej mierze podyktowane wyższą wartością mojego bezpieczeństwa.
            Po drugie dlatego, że nikt się ze mną jako dzieckiem nadmiernie nie cackał – nabroiłam, przegięłam, dostałam klapsa i zastanowiłam się potem trzy razy w takiej sytuacji. Żadnych histerii i rozterek, sprawa była jasna i prosta.
            A po trzecie dlatego, że była to kara, a więc uzmysłowiono mi już jako dziecku, że muszę się liczyć z konsekwencjami swoich działań i jeżeli nabroję, to wiąże się to z nieprzyjemnościami.

            I nie zamierzam rozumieć tej histerii dotyczącej klapsów. Stanowcze nie dla przemocy domowej. Stanowcze tak dla wychowawczego klapsa. I wydawanie mi poleceń „zrozum” jest co najmniej nie na miejscu. Więc odpuść sobie forsowanie swojego stanowiska skoro nie masz już argumentów.

          • Dobra, widzę, że do niektórych debili nie dotrę.
            Każdy argument za klapsami jest pozbawiony sensu i można go o kant dupy rozbić. Nie rozumiem, jak można się publicznie z dumą przyznawać do tego, że się użyje swojej wyższości, siły nad dzieckiem. Do Was też powinien przyjść trzy razy większy gigant i Wam porządnie wpierdolić, jak nie pozmywacie, ugotujecie słaby obiad albo nie skończycie pracy na czas.

          • Adorosa

            Wypraszam sobie takie komentarze pod moim adresem. Teraz jesteś zwyczajnie chamska.
            I nie czytasz ze zrozumieniem – jest różnica pomiędzy biciem, które kończy się uszkodzeniami ciała a klapsem w pupę, który krzywdy nie robi, natomiast jest dla dziecka sygnałem, żeby się zatrzymać.
            I uczy to ponoszenia konsekwencji. Bo jeżeli nie wykonam pracy na czas, to mi nie zapłacą – proste. Więc kolejny argument z Twojej strony pozbawiony logiki.
            A tzw. bezstresowe wychowanie zwykle kończy się dla dziecka źle. I potem są jakieś narkotyki, konflikty z prawem czy inne zaburzenia odżywiania.

          • A ja wypraszam sobie bycie debilem na moim blogu. ;)

            Klaps w pupę kończy się uszkodzeniem ciała. I mózgu. Sygnałem dla dziecka, żeby się zatrzymać jest rozmowa.

            Bezstresowe wychowanie nie istnieje, bo hej, w życiu zawsze jest stres. A co do związku niebicia dzieci do narkotyków, konfliktów z prawem i zaburzeń odżywiania – poproszę jakieś dane. Bo wiesz, ja mogę sobie napisać, że ludzie o IQ niższym niż norma to ci, którzy dostawali klapsy. Fajnie, ale co, opieramy to na swoich domysłach czy coś lub ktoś potwierdza Twoją głupią tezę?

            Zgodnie z prawem Godwina, czekam jeszcze na argument o Hitlerze.

          • Adorosa

            Różnica między nami jest taka, że ja nie muszę rzucać inwektywami w dyskusji żeby udowodnić swoją rację.
            Jakim uszkodzeniem ma niby konczyc sie klaps w pupe? Co to za bzdury wyssane z palca? To dopiero jest głupia, niczym nie poparta teza. A jak już jesteśmy przy temacie – to Ty uczyniłaś tą dyskusję niemerytoryczną. Wygłaszasz niczym nie poparte poglądy, jesteś nawet tak niechlujna w swojej twórczości, że powołujesz się na prawo a nie chce Ci się znaleźć konkretnego przepisu dotyczącego tematu.
            Prześledź od początku moje komentarze. Moje zdanie odpoczątku było poparte osobistym doświadczeniem.
            Cały czas tu forsujesz bezstresowe wychowanie. Tłumaczenie i negocjowanie w nieskończoność i wszystko ma być przyjemne. A życie takie nie jest, choć może masz to szczęście, że jeszcze o tym nie wiesz.

          • Adorosa

            Ponieważ moja poprzednia odpowiedź na ten komentarz w jakiś dziwny sposób zniknęła, odpowiem jeszcze raz.

            Różnica między nami jest taka, że ja nie muszę nikogo obrażać, żeby uargumentować swoje stanowisko.
            To, co prezentujesz w tej dyskusji jest bezstresowym wychowaniem. Skoro jesteś w stanie tłumaczyć w nieskończoność dziecku bez efektów, to zwyczajnie nie radzisz sobie z wychowaniem.

            Ono doskonale rozumie co mówisz, a powtarzając daną czynność mimo rozmów, po prostu testuje granice, do których może się posunąć. Więc należy mu je nakreślić, np. właśnie klapsem.

            W ogóle co to za bzdura, że klaps powoduje uszkodzenie ciała i mózgu? To dopiero jest głupia teza.

            *dalej były jeszcze większe głupoty, więc ucinam. Queen.*

          • Nie mam już na Ciebie siły. Widzisz, to jak z dzieckiem. Ty byś mnie teraz uderzyła, bo nie rozumiem tego, co chcesz przekazać (tzn. nie zgadzam się z tym), a ja jak do małego dziecka, wytłumaczę Ci po raz kolejny. Kumasz różnicę?

            Dziecku tłumaczę nie w nieskończoność, a do skutku. Chyba pięć razy to maks, ile musiałam powtarzać. Radzę sobie doskonale.
            Nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychowanie, lol. Stres zawsze był, jest i będzie, takie jest życie.
            Granice stawiane klapsem są niezrozumiałe i głupie.

          • I

            Tylko ze bicie w żadnym wypadku nie jest konsekwencją. Dziecko zazwyczaj nie widzi związku między rozbitą szklanka przez niego a uderzeniem. Bo tego związku nie ma. Konsekwencją rozbicia szklanki jest wyłącznie potluczone szkło na podłodze. Bicie dzieci to tresura, w dodatku nielegalna.
            Zawsze się zastanawiam czy ludzie uważajacy bicie dzieci (według nich: tylko klapsy) za okej – bija tez np swoich pracowników jak coś schrzania? Czy jednak tylko dzieci, które są mniejsze i nie potrafią się obronić?

          • Adorosa

            Jako dziecko doskonale rozumiałam zależność między wodą a prądem czy między pisakami a zniszczonym ubraniem. Bo zanim dostałam klapsa, co namniej tzry razy usłyszałam wyjaśnienie, dlaczego nie powinnam tego robić. I wiedziałam, że robię źle, ale z czystej dziecięcej przekory testowałam granice tego co mi wolno, więc mi te granice klapsem nakreślono. I żadna krzywda mi się z tego powodu nie stała.
            A pracownik jak coś schrzani to dostaje nagane, albo po pensji. I to jest jego kara i konsekqencje złego zachowania. Więc pracodawca ma w nieskończoność tłumaczyć i ponosić stratyz tytułu niesubordynowanego pracownika? Może powinien jeszcze z tej dobroci i rezygnacji ze swojej naturalnej przewagi nad pracownikiem zbankrutować żeby pracownik pozostał w ogóle bez pracy?
            Chyba, że można zwolnić dziecko z bycia dzieckiem. To by rzeczywiście zmieniło postać rzeczy.

          • czyli każdy kto ma odmienne zdanie niż Ty jest debilem? Smuteczek.

          • Nie. Każdy, kto ma debilne zdanie jest debilem. Jak się nim chwali i nie rozumie, że mógłby się jednak otrząsnąć, jest megadebilem.

          • Dareios

            No tak, ty nie dyskutujesz, ty wykładasz prawdę a inni mają ją ZROZUMIEĆ…

          • W zasadzie to w tym temacie właśnie tak jest. Lepiej wyjdzie wszystkim, jeśli po prostu to zrozumiecie.

  • Piotr

    Temat wraca niczym bumerang i zawsze wzbudza kontrowersje.

    Należy odróżnić bicie dziecka a bicie w celach edukacyjnych. Każdy, kto bije (napierdala) dziecko jest dla mnie na tym samym poziomie co damski bokser. I sam bym takiego frajera/-kę jebną by pokazać jak to jest bić bezbronnego.

    Co do względów edukacyjnych. Nie widzę tutaj żadnego problemu np. po łapkach strzelić raz. Za komuny, jak ktoś uderzył dziecko, to nikomu nie przyszło na myśl by zwrócić uwagę, że źle robi bijąc/karcąc dziecko. W szkołach strzelenie linijką po rękach czy twarzy było OK – oszołom od razu nabierał szacunku do nauczyciela i robił się normalny. A dzisiaj? Podnieś rękę na dziecko to dostaniesz wyrok, zabiorą Ci dziecko. No w dupach się poprzewracało.

    Idźmy dalej – zwierzęta. Instynkt pierwotny. Tutaj rodzić też potrafi pogryźć swoje małe by przytemperować zachowanie lub powiedzieć w ten sposób „stop”.

    Piszesz: „Podnosząc rękę na swojego potomka pokazujecie mu tylko, jak słabi jesteście.” – gówno prawda. Pokazuję mu, że to ja jestem samcem alfa i że ja tutaj dyktuję warunki. Jeżeli bachor dostał, to zawsze za coś – by wiedział, ze robi źle.

    Efekty braku bicia dzieci widać już w szkołach czy na osiedlach. Gówniarze nie mają szacunku do nauczycieli, na osiedlach myślą, że są bogami i nikt im nic nie zrobi.
    Jeden gówniarz raz rzucił koło mnie kamieniem. Podszedłem i jebnąłem debila. Teraz jak mnie widzi, to się kłania do stóp i mówi dzień dobry.

    Także, Haniu, przestań pieprzyć głupoty, że bicie dzieci w celach edukacyjnych też jest złe.

    • Amen. Mądrze i napisane w punkt.

    • Jeśli nauczyciel czy rodzic nie umie zyskać szacunku w oczach ucznia/dziecka inaczej niż biciem to naprawdę nie jest wszystko okej. W dupach się poprzewracało, że to nadal jest uważane za dobry sposób, serio…
      Kiedyś też jak zupa była za słona to można było pierdolnąć żonę w twarz. I co, to też jest teraz w porządku, bo już się pogubiłam?
      O właśnie – Ty jesteś samcem alfa jako ojciec i dyktujesz warunki – mamy to. Ja mówię – dzieci nie są naszą własnością. Są nam równe. Nie posiadamy ich, nie jesteśmy samcami alfa tylko dlatego, że jesteśmy starsi i za nie odpowiadamy. Dzieci, których rodzice traktują ich na równi i są dla nich bardziej jak przyjaciele a nie Wielkie Postaci Które Powinny Całować Po Stopach mają o wiele lepsze spojrzenie na świat i milsze życie.

      „Jebnąłeś debila” – wow, serio, i tym się chwalisz? Eh…

      • Piotr

        Oj Haniu, Haniu…

        Nauczyciel nie jest w stanie zyskać szacunku, bo nie może nawet krzyknąć na dziecko (podobno to przemoc werbalna, lol). Dzieci teraz są cwane i jak nauczyciel krzyknie to, gówniarz potrafi postraszyć policją (sic!).

        A wiesz kogo młodzi chłopcy mają za autorytet? Pana trenera, który uczy piłki. Krzyknie, czasem strzeli szturchańca jak podopieczny nie wykona banalnego zadania. Tak jest jak ojciec nie jest samcem alfa. Potem rosną faceci-cipy, geje, bo ojciec nie potrafił być stanowczy.

        „Kiedyś też jak zupa była za słona to można było pierdolnąć żonę w twarz. I co, to też jest teraz w porządku, bo już się pogubiłam?” – no jak cipa nie umie gotować to zwraca się uwagę raz, drugi. Potem się nie je. Nie zmieniaj tematu, nie wiem co to ma do rzeczy.

        „dzieci nie są naszą własnością” – no są, serio. Do 18-tego roku życia, jako rodzic, odpowiadam za nie, więc są moje. Jak zrobić coś złego to ja za to odpowiadam.

        Tak, jebnąłem debila, bo jego ojciec lub matka to cipa, która nie umie sobie z dzieckiem poradzić. Pewnie jest wychowywany bezstresowo :). Teraz pomyśli zanim rzuci kamieniem. Przynajmniej spojrzy się czy ktoś nie idzie. Swój cel osiągnąłem.

        Co zrobisz Haniu, jak dziecko rzuci w Ciebie kamieniem/szkłem i krew się poleje? Uśmiechniesz się i powiesz „uważaj dziecko następnym razem”? A jak to będzie Twoje dziecko? A no tak, nie masz dzieci.

        Jak ja mam z Tobą dyskutować jak nie masz dzieci i nie masz praktyki? Do radzenia i mówienia jak ma ktoś inny żyć, to każdy jest skoro do pomocy. To jak rozmowa z niewidomym o kolorach.

        • karla

          Dokładnie, jak porazi się prądem ( co groziło jednej Pani która tu wypowiadała się o owym klapsie za zabawę kablem ) to on nie dość że bedzie miałdziecko w szpitalu to jeszcze policje na głowe – bo nie dopilnował.

          • A jak da klapsa to będzie miał policję na głowie, bo dał klapsa. I bardzo dobrze.

            Ej ja nadal mam wrażenie, że Wy nie mówicie na serio i to jest jakiś wyższy poziom trollingu, bo nie wierzę, że naprawdę idiotycznie staracie się uargumentować to, że bicie dzieci jest w porządku i jeszcze jest DLA ICH DOBRA. No kurwa, ludzie, ogarnijcie się i przeczytajcie to, co sami piszecie.

          • karla

            Po pierwsze proponuje wprowadzenie kultury do dyskusji. Po drugie klaps to nie bicie. Po trzecie czuć zupełny brak pojęcia życiowego

          • Jak rodzic który dla pojedynczego klapsa będzie miał policję na głowie i zostanie mu odebrane dziecko – według ciebie mniejszą szkodę psychiczną wyrządzi dziecku dom dziecka i odebranie rodzicom niż klaps?
            Była taka głośna sprawa – w którymś z tych krajów skandynawskich, które dla ciebie pewnie są wzorem postępowania – kiedy to pewna dziewczynka przyszła do szkoły i powiedziała, że jest głodna. Dziewczynkę wychowywała babcia, która akurat tego dnia nie zdążyła zrobić jej śniadania. Dziecko odebrano babci, pomimo płaczu i niemalże błagań dziewczynki o to, aby nie odbierać jej babci. Rozumiem, że dążysz do takiego państwa, w którym dziecko będzie WŁASNOŚCIĄ PAŃSTWA i to PAŃSTWO będzie decydować o tym co dzieje się z twoim dzieckiem i jak masz je wychowywać?

        • Dobra, w tym momencie jebłam tak mocno, że nie wiem, jak z Tobą dyskutować. Powiem Ci więc tylko jak bardzo bez sensu jest to, co piszesz.

          „Potem rosną faceci-cipy, geje, bo ojciec nie potrafił być stanowczy.”
          JEBŁAM. Jakby ktoś nie wiedział, skąd się biorą geje, to kolega zgrabnie wytłumaczył. #japierdole #logikazero

          „no jak cipa nie umie gotować to zwraca się uwagę raz, drugi.” – a więc żonie zwracasz uwagę raz i drugi? A potem też walisz po twarzy jak za słone? Bo jak rozumiem, na dziecku takie praktyki stosujesz, skoro nie wie, że kamieniami rzucać nie wolno? To nie jest zmiana tematu. To jest zupełnie ten sam temat i jesteś naprawdę chorym człowiekiem, skoro sądzisz, że to co robisz jest okej.

          „no są, serio. Do 18-tego roku życia, jako rodzic, odpowiadam za nie, więc są moje.” Nie. To jest człowiek, za którego odpowiadasz, nie człowiek, którego posiadasz. Kobieta rodzi Ci dziecko, nie niewolnika. I dopóki tego nie zrozumiesz to raczej się nie dogadamy. A Twoje dziecko ma/będzie miało przesrane.

          Jebnąłeś debila – nie masz prawa podnosić ręki na ludzi, dzieci. Cudze też nie. Nie masz też prawa obrażać jego rodziców i osiągać „swoich celów” w ten sposób. Twoje domysły są tylko domysłami, więc hej, to jest jakaś argumentacja z dupy. Zresztą, jak można uargumentować uderzenie dziecka na ulicy…

          Widzisz, dzieci, którymi się zajmuje nigdy nie rzuciły mnie kamieniem czy szkłem, bo wiedzą, że to może zaboleć i jest niebezpieczne. Dlaczego? Bo wytłumaczyłam im to spokojnie kilka (naście? dziesiąt?) razy.

          Ale nieee, coooś Ty, nie da się tak bez porządnego lania!

          I głupi argument, który pada w każdej rozmowie na temat dzieci np. ze mną. Nie mam dzieci. Nie mam też żony. Czy żeby powiedzieć, że bicie żony jest złe, muszę ją mieć? No nie wydaje mi się.

          Poza tym: w tym tekście nie mówię o wychowaniu, chociaż pewnie wiem o nim więcej niż przeciętny rodzic. Mówię o etyce. Jeszcze zacytuję komentarz z Facebooka (https://www.facebook.com/LANcaster83/posts/10152901194541177?ref=notif&notif_t=comment_mention)
          „Maciej Pasternacki Ej, ale dlaczego to bycie rodzicem [potencjalnie bijącym], a nie bycie dzieckiem [potencjalnie bitym], ma „upoważniać” do wypowiadania się na temat? To śmierdzi bardziej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. „To bijący decyduje, czy wolno bić, a (potencjalna)(była) ofiara nie ma kompetencji do wypowiadania się na ten temat””

          Serio, zrozumcie wreszcie, że Wasze argumenty są totalnie z dupy i są tylko głupią obroną rodzica na to, że nie ma czasu i cierpliwości by coś dziecku wytłumaczyć, więc używa do tego siły.

          • Piotr

            Ta dyskusja nie ma sensu. Widzisz świat zero-jedynkowo. Dla Ciebie każda forma edukacji w formie klapsa po tyłku czy rączkach jest stawiana na równi z biciem dziecka/żony/kobiety do nieprzytomności.

          • Bo NIE MA czegoś takiego jak EDUKACJA BICIEM.
            Ta dyskusja nie ma sensu. Dla Ciebie używanie siły by kogoś czegoś nauczyć jest rozwiązaniem.

          • Ruda

            Panie Piotrze pytanie do Pana. A jeśli kobieta jest lesbijką, to od kogo dostawała w tyłek? Jestem bardzo ciekawa Pana teorii.

          • Guest

          • Piotr

            Coś disqus siadł… poprzedni komentarz dało jako gość.

    • Aha, jeszcze dopiszę. Rok temu do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zostały dopisane stosowne paragrafy i na szczęście to Twoje „bicie w celach edukacyjnych” jest karalne. Mam nadzieję, że zaczną wreszcie egzekwować to prawo i tatuś jeden z drugim będą musieli płacić za swój debilizm.

      • Piotr

        Daj link do tych paragrafów.

      • owszem, są paragrafy, ale one mówią o biciu dzieci. Czyli przemocy w domu. Są najcześciej dołączane do obrazków, gdzie dziecko jest całe posiniaczone. A nie o to chodzi w rozmowie o klapsach. Kiedyś nikt nie robił z tego problemu, a dziś wielkie oburzenie, jak dziecko, któremu nie da się nic wytłumaczyć (i nie, nie jest to wina rodziców ._.), dostanie się klapsa. Ja sobie nie przypominam bym potem się bał rodziców, czy bał zrobić drugi raz to samo. Generalizujesz i wrzucasz wszystko do jednego worka. Ty stawiasz znak równości między klapsem a biciem, a ja nie. Ja odróżniam te dwa aspekty. Nigdy dziecka bym nie pobił, ale jeśli zasłuży na klapsa, to why not. I już możesz wysyłać prokuratorów.

        • Nie, od roku są zaostrzone przepisy. Poszukajcie sobie, w 2013 doszedł dopisek do ustawy (z 2005 roku) i teraz już klaps nie jest „zgodny z prawem”.

          Kiedyś też kobiety nie mogły głosować w wyborach i nikt nie robił z tego problemu. Nie wyjeżdżać mi tu z argumentem „dawniej było lepiej”, bo o kant dupy go można rozbić.

          No i tak, skoro Ty sobie tego nie przypominasz to wszyscy tak mają ;) Jednoosobowa grupa reprezentacyjna, super!

          Zacytuję jeszcze Olgę Wojnarowską, która tekst skomentowała na Facebooku (https://www.facebook.com/LANcaster83/posts/10152901194541177?ref=notif&notif_t=comment_mention)
          „a ja nadal nie wierzę, że są ludzie, którzy naprawdę publicznie przyznają się, że biją/będą bić swoje dzieci i jeszcze wymyślają jakieś argumenty za”.

          • dlatego kazdy mówi, że nie daje dziecku klapsa. W świetle znajomych lub nieznajomych jest bielutki jak papieskie szaty. A w rzeczywistości kiedyś zdarzyło się takiej osobie sprzedać klapsa dziecku. Ale do tego się nie przyzna. Bo nikt tego publicznie nie robi. EOT

          • lol.
            Tak, tutaj mówię, że klapsy są złe, a tak na serio, jak zostaję z dziećmi to wszystkie okładam. fuck logic.

          • Ponowię pytanie: jeśli matka/ojciec da dziecku pojedynczego klapsa to powinien iść do więzienia a dziecko do domu dziecka?

    • karla

      Zgadzam się w 100%. Czasem dzieci sa tak uparte ze jakiekolwiek zwrocenie im uwagi nic zupelnie nie daje. Bicie- absolutnie nie! Znam mase osob wychowanych na kilku klapsach – wszyscy sa normalnymi ludzmi i ciesza sie ze rodzice ich tak a nie inaczej wychowali. Znam tez mase rozpuszczonych dzieciakow ktore swoim brakiem pohamowan terroyzuja wrecz rodzine – bo przeciez klapsy sa takie zle.

      • To nie tak, że dzieci są czasem tak uparte. To rodzice są czasem tak niecierpliwi. Jeśli ktoś nie potrafi zapanować i wychować swojego dziecka w normalny sposób, bez przemocy, to nie powinien go mieć.

        No i taak, jeśli Twoi znajomi dostawali klapsy i wszystko jest z nimi ok, to na pewno cały świat ma tak samo.

        • karla

          Każdy czlowiek ma inaczej dlatego wkurza mnie takie generalizowanie.

        • Czyli jak np. kobieta jest przykładną mamą: dba o dziecko, karmi je, rozmawia, czyta książki na dobranoc, siedzi całą noc przy łóżku, gdy dziecko jest chore, ale raz nie wytrzyma i uderzy dziecko to powinno się umieścić owe skrzywdzone dziecko w domu dziecka i to byłoby lepsze dla niego? Uważasz, że dom dziecka wywrze mniejsze szkody na psychice niż klaps?

          • Serio mamy wybierać między dbającym rodzicem, który czasem dziecko jebnie a sierocińcem? Serio!?
            Ludzie, ogarnijcie się. Może być dobrze, po prostu. Bez klapsów, z rozmowami.

          • No ale przecież to jest Twój tok myślenia, według Ciebie każdy nawet pojedynczy klaps powinien być karalny, w związku z czym dziecko zostałoby odebrane rodzicom – pytam więc co jest według Ciebie dla dziecka lepsze. I naprawdę zauważ, że ani razu nie powiedziałam jakie jest moje stanowisko w tej sprawie: po prostu zwróciłam uwagę na Twoje rozumowanie :)

          • A to odbieranie dziecka to kto wymyślił, ja?

          • No to Ty postulujesz za tym, aby odebrać dziecko rodzicom, kiedy dadzą klapsa :).
            Odpowiadanie pytaniem na pytanie <3

  • Niestety, ale pisałem o tym u siebie (serio, przeczytaj sobie). Trzeba odróżnić klapsa od (jak to ładnie ujęłaś) napierdalania dziecka. Generalizujesz i porównywanie klapsa do bicia dziecka kablem jest nie na miejscu. Zdecydowanie tutaj nie mozna postawić znaku równości. Nie uwierzę, że w dzieciństwie nie dostałaś klapsa, bo kazdy dostał. I musiał sobie na niego zasłużyć. Widzę, że jest teraz boom na pisanie o klapsach, jako formie przemocy. I niestety – wszyscy, którzy piszą wrzucają klapsy do jednego worka. Do worka z cieniasami, którzy wykorzystują przewagę nad niewinnym stworzeniem. I tylko dlatego piorą po dupie. A klapsem można pokazać dziecku, że robi źle. I na pewno coś zrozumie.

    • Nie, nie każdy dostał.

    • „Klapsem można pokazać dziecku, że robi źle. I na pewno coś zrozumie.” – nie, nie zrozumie, po prostu nie zrobi tego po raz kolejny ZE STRACHU. Że dostanie kolejny wpierdol. A czy nie chodzi w wychowaniu o to, żeby uczyć i edukować? Żeby wytłumaczyć dlaczego nie wolno rzucać kamieniami w ludzi i kraść? Słowami, nie ręką.
      Porównywanie klapsa do bicia kablem jest zupełnie na miejscu.
      Po pierwsze, klaps jest takim samym wykorzystaniem przewagi nad niewinnym stworzeniem jak „normalne bicie”(!) Co z tego, czy silniej machniesz ręką czy mniej? Nie ma różnicy, nadal wykorzystujesz swoją siłę przeciwko temu, kto ma mniejszą.
      Po drugie, w obu przypadkach dziecko zaczyna się bać rodzica. A to naprawdę nie jest żadne wyjście z sytuacji i metoda wychowawcza. Budzenie w innych strachu to domena słabych ludzi, którzy nie umieją przekonać innych w jakikolwiek racjonalny sposób.

      „Ja i moi znajomi dostaliśmy klapsa, więc każdy dostał” – niezłe rozumowanie. Nie, nie każdy. Niektórzy mają rodziców, którzy umieją nad sobą zapanować nawet, jak dziecko ich wkurwia i tłumaczyć świat w przyjemny sposób ;)

      Aha, no i jak napisałam, „zwykłe klapsy” są już karalne. Mam nadzieję, że prawo naprawdę zacznie z tego rozliczać, bo widzę, że idiotów chwalących się „BĘDĘ BIŁ ŻEBY NAUCZYĆ” jest niestety sporo.

      • Uczenie i edukowanie swoją drogą. Owszem, zgadzam się z tym. To idzie w pierwszej kolejności. Ale czasem klaps może więcej zdziałać niż próbowanie tłumaczenia czegoś, co robi źle po raz enty. Seriously. Klapsem można nauczyć, bo sygnalizujesz dziecku że coś robi źle. Klapsem, który idzie w parze ze zwróceniem uwagi, że tego nie powinno się robić, a nie napieprzaniem kablem i czekać aż dupa zacznie tryskać krwią. Serio, trafione porównanie? IMO nie.

        • I

          Tak, klaps nauczy dziecko: „nie wkładaj palców do kontaktu jak tata patrzy, bo cię uderzy”, a tłumaczenie i słowa uczą: „nie wkładaj palców do kontaktu, bo to bardzo niebezpieczne”. Pytanie czy chcesz nauczyć dziecko, żeby nie wkładało palców do kontaktu czy żeby czekało aż ciebie nie będzie w pobliżu żeby to zrobić.

          • *polewam*
            *mocno-polewam*

          • JK

            wlasnie pisalem o wkladaniu cyrkla w moim przypadku. Tlumaczenia nie pomagaly. Bylo zagrozenie zycia. Klaps + wytlumaczenie za co był pomogło juz na zawsze. Nietrafione porownanie:)

  • dagobama

    Jasne, jeden klaps nie zaszkodzi… Czy mogę Ci ukraść samochód? Jeden raz, nawet nie poczujesz. Czy mogę przelecieć Twoją żonę? Albo pieprzyć się tak z Twoim mężem, jak Ty nigdy nie miałaś śmiałości? Nie będzie bolało a taki razik się nie liczy:). Mogę nasrać na Twoją wycieraczkę?, jeden maleńki wagonik, pliiiis:). I co? Czułabyś/czułbyś to, co czuje Twoje dziecko, gdy dajesz mu klapsa: bezsilność, brak zrozumienia, strach. Twoje dziecko czuje jeszcze ból fizyczny. Wysil komórki i negocjuj. Tłumacz, daj karę z głową, z pewnością coś wymyślisz.
    Pozwolisz, by Twoje dziecko uderzyło Twojego wnuka??
    Czy pozwalasz, by Twoje dziecko biło w przedszkolu/szkole inne dzieci? Czy pozwalasz innym dzieciom na dawanie klapsa Twojemu dziecku? Dlaczego nie? Jeśli zasłużyło… Czy dajesz przyzwolenie nauczycielowi? Bądź konsekwentny, jeśli ma się czegoś nauczyć a klaps miałby mu w tym pomóc…
    Dostawałam klapsy. Więcej niż jeden, mniej niż sto.
    Mam dwóch synów. Nigdy nie podniosłam na nich ręki.

    • Klaps to chodzenie na łatwiznę. Dobrze, że nie chodzisz. Pozdro dla synów :>

    • Beata

      podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami! dokładnie – trzeba się wysilić, a nie pójść na łatwiznę

  • rez

    Nie możesz dać klapsa dziecku, bo najpewniej będziesz bił je kablem i żonę też.
    Nie możesz palić, bo najpewniej skończysz jako ćpun jak tylko przeniesiesz się na dragi.
    Nie możesz przeklinać, bo najpewniej nie wpoisz dziecku żadnych zasad kultury osobistej.
    Nie możesz być weganinem, bo najpewniej nie zapewnisz dziecku odpowiedniej diety.

    I inne dyrdymały.

    • Hehe, niezłe przykłady.
      O paleniu pisałam tutaj: http://www.hania.es/10-tekstow-palenie/
      O przeklinaniu tutaj: http://www.hania.es/przeklinanie/
      O wegetarianizmie tutaj: http://www.hania.es/20-tekstow-wege/

      Tak że trochę pudło. Wszystko jest fajnie, ale dawanie klapsa to coś trochę innego niż dawanie szpinaku…

      • rez

        Teraz możesz próbować zgadnąć czy to przypadek, że pisałem akurat o trzech rzeczach, które się klikają na Twoim blogu.

        • Still, Twój komentarz jest kompletnie z dupy, bo nic z tego nie napisałam ja. Podałeś przykłady, o których są notki – owszem, ale całą resztę dopisałeś sobie sam. Najs.

          • rez

            Nie jest z dupy i tak, nie napisałaś nic takiego. Pierwszy wiersz napisałaś Ty. Reszta to moja twórczość na podstawie tego samego procesu logicznego. Co właśnie śmieszne, sama byś je wpisała w kolejny post „top 10 tekstów o…”. Taki przewrotny hypozeuxis.

          • Nie napisałam pierwszego wiersza (i nie wiesz, co napisałabym w jakim poście, goddamnit). Szczerze nienawidzę wkładania mi w ust słów, których nie powiedziałam albo wyciągania czegoś z kontekstu (tu, jak mniemam, trzech porównań). Nieładnie.

          • rez

            Tyle razy odpowiedziałaś na „to tylko klaps” pytaniem „a żonę za słoną zupę też bijesz”, że każdy zdoła wyciągnąć własne wnioski.

          • To znaczy, że to są Twoje wnioski. Ja się pod nimi nie podpisuję.
            Parafrazując Cię trochę:
            Jeśli jesteś głupi, najpewniej wyciągasz wnioski z dupy i wkładasz komuś swoje wymysły w usta.

          • rez

            Ależ nie było moim zamiarem, żebyś się pod tym podpisała. To był komentarz do tekstu, nie próba spierania się z Tobą. Bo i po co?

  • Adam Kania

    Mnie jako dziecko bardziej by bolało i skłoniło do refleksji „zawiodłem się na tobie” od kogos na kim mi zależy. Zgadzam się z Hanią. Bicie to głupota.

  • Aga

    Takie złe to to nie jest kiedyś usiłowałam wejść na miejsce, z którego łatwo spaść i walnąć głową w umywalkę. Mama mi tłumaczyła, że nie bo to jest niebezpieczne. Nie posłuchałam i spadłam. Walnęłam głową w umywalkę. Na szczęście nic złego się nie stało, skończyło się na dużym guzie, miałam robione badania, najpierw rentgen, a później badania mózgu, ale nic nie wykazały (kilka lat po tym zdarzeniu często bolała mnie głowa). Ale czy nie lepiej by było jakby mama od razu dała mi klapsa, czy to nie zaoszczędziłoby mi i jej stresu, na pewno większego niż walnięcie głową w umywalkę?

    • Nie. Nic by to nie dało.

    • Nie. Dałoby to tylko tyle, że bałabyś się walnąć w umywalkę przy niej. Jakby nie patrzyła to byś to zrobiła i tak.

      • JK

        skad wiesz? masz taki irytujacy zwyczaj mowienia jedynej i ostatecznej prawdy. A wiesz jak to jest z prawdą..

        • Wiem jak to jest z prawdą.
          Znam ją.

          • JK

            o tym wlasnie mowilem… w tym temacie się z Tobą nie zgadzam.
            Powiedziałbym, że nie w 100%, bo w duzej mierze tak, ale kto nie jest w 100% z Tobą ten jest przeciwko Tobie.

            Pamiętam sytuację z dzieciństwa jak wkładałem cyrkiel do kontaktu. Miałem powiedziane kilkukrotnie ze nie powinienem tak robić, bo może mi się coś stać, ze bedzie bolało, ze moge isc do szpitala.
            Ale mały ludzik ma mała wyobraźnię i swoją rację. Na pewno mnie tylko straszą. A ja pokaze ze uda mi sie tak, ze nic mi sie nie stanie.

            W koncu klaps pomógł. Troche szczypało. Ale po klapsie dowiedzialem sie i uwierzylem, ze to na prawde jest niebezpieczne. Wtedy dopiero posluchalem (bo wytlumaczyli mi jeszcze raz), a ja na 100% zaufalem.

            Bo wiedzialem ze klaps oznacza: teraz mowimy na powaznie. Nie zartujemy. Nie sprobowalem tego wiecej. Ani przy rodizcach ani bez nich.

            A.. musze dodac. Czytam inne twoje posty i piszesz sensownie. Ale tu sie zgodzic z Toba nie potrafie. Wybacz. Miłego wieczoru pomimo tego:)

          • Nadal nie zmienię zdania. Sądzę, że nie było to potrzebne i „teraz mówimy na poważnie” można przekazać bez klapsa.
            Miłego wieczoru.

  • oliwia

    100% racji, dziecko to mały człowiek. który chłonie wszystko dwa razy szybciej niż dorosły. Ja nigdy nie oberwałam od rodziców a zawsze darzyłam ich szacunkiem. Osiągnięciem rodzicielskim według mnie jest umiejętność wytłumaczenia czegoś tak dziecku aby wyrzuty sumienia i zawiedzione zaufanie były najgorszą karą.

    • Wszystkich @adorosa:disqusów, @fronthero:disqusów, @sanzoku:disqusów, @karlae i inne lamusy wzywam do przeczytania tego komentarza. Macie, niedowiarki, można. Szacunek jest, rozsądni rodzice są i szczęśliwa córka jest? Jest. Uczcie się.

      • karla

        A ja Cię wzywam po raz kolejny do przestania wyzywania ludzi, dziewczyno, kultury!!! Piszesz bloga bez jej braku?!

  • Haniu, ogólnie się zgadzam. Dosyć…
    Ale… apropos tego: ”Sygnałem dla dziecka, żeby się zatrzymać jest rozmowa.” myślę, że powinnaś iść do szkoły podstawowej, która znajduje się w tzw. trudnej dzielnicy. Dla nich nie jest to żaden sygnał, możesz im powiedzieć co zechcesz, zachowują się skandalicznie.
    Przeklinają np. ,,wkurwia mnie ta pierdolona świetlica” (lat 6), pomalowały kałem ścianę toalety (9 latek), nasypali kredy do akwarium z rybkami żeby pozdychały i różne inne wesołe historie. Tutaj za dużo z takim gnojem nie porozmawiasz, naprawdę.
    I wiem – na pewno takie zachowanie z czegoś wynika, nie mówię też, że trzeba je zaraz bić po tyłku, tylko po prostu, rozmowa jest w tym przypadku nieco przecenioną formą.
    Zwłaszcza kiedy nie do końca jest o czym rozmawiać, bo dziecko WIE, że to co robi jest złe. Robi to specjalnie mimo tego.

    • Czyli rodzic powinien bić dziecko, bo nauczył je przeklinać albo nie nauczył, że tego się nie robi?
      To jest zawsze wina rodzica. Dzieci nie są złe/pyskate/wredne same z siebie.

      • Dobra, ja już nie mówię czyja to jest wina, bo nie o to mi chodziło. Zgadzam się, że nie wzięło się to znikąd. Ale po prostu stwierdzam, że nie ze wszystkimi dziećmi porozmawiasz. Albo może: nie na każdym etapie.

        • Rozumiem. Ja po prostu mówię: wychowujmy dzieci tak, żeby nie było takich problemów ;)

          • Dobrze! Teraz się zgadzamy, Haniu, możemy mieć dziecko :D

          • Pamiętaj o tzw. peer pressure. Rodzic może zesrać się uszami przekazując odpowiednie wartości i podejście, a Młodzieżowi i tak najbardziej zaimponuje np. grupka, gdzie najwyżej cenionym środkiem retorycznym, przekonującym niemalże z automatu do swych racji, jest wpierdol. Niestety każdy dzieć przechodzi wiek gdzie potrzeba przynależenia wygrywa ze wszystkim innym. I chyba tego się najbardziej boję jeśli chodzi o wychowywanie Jamochłona.

  • Pingback: Kiedy można dawać klapsy dzieciom? | sawiusz.pl()

  • Czuję drugie dno w tym temacie ;)
    Być może ktoś już to wcześniej napisał, ale nie chce mi się czytać komentarzy. W pracy jestem; nie rzucać kamieniami.

    • To jest przecież napisane mega wprost. Jakie tu czujesz drugie dno?

  • Problemem jest to, że niektórzy rodzice nie potrafią niestety wychowywać dzieci – potrafią tylko hodować – dać jeść, ubrać, rzucić jakiś tablet, a jak nie słucha, to walnąć.

  • Pingback: Klaps? Proszę bardzo | goodkid.pl()

  • Racoon

    Nie, klapsy nie są OK. Ale jesteśmy słabi, nie umiemy opanować emocji, nie znamy innych metod, słowa są dla nas za małe, nie radzimy sobie, nie umiemy wychować swojego dziecka, ale to nie są powody dla których nie powinniśmy mieć dzieci, tak samo jak to, że ktoś nie potrafi przebiec maratonu, nie jest powodem aby nie mógł zacząć biegać.

    • Ale tym, że nie przebiegnę maratonu, nikogo nie skrzywdzę.

  • Oczywiście, że każda przemoc jest zła. Ale nasi rodzice bardzo często w ten sposób byli wychowywani, było to pewnego rodzaju normą społeczną i nie tylko rodzic miał do tego prawo, praktykowane to było też przez nauczycieli. Przemoc rodzi przemoc, takie rzeczy wymagają terapii, nie każdy jest w stanie sobie poradzić z tym sam. Dobrze, że się o tym mówi, że sąsiedzi zwracają uwagę co się dzieje za ścianą a nauczyciele dlaczego dziecko na wf przebiera się w łazience. Niestety ustawa o przemocy definiuje przemoc nie tylko jako klaps w tyłek.Przemocą jest też narzucanie swojego zdania, ograniczenie wolności czy szantaż. To prowadzi do tego, że rodzic nie może dać dziecku szlabanu, bo to ograniczenie wolności, ani powiedzieć, że pogra na kompie jak odrobi lekcje bo to szantaż. Wiem, że wyolbrzymiam, ale niestety ustawa tego nie reguluje. W państwach skandynawskich cała masa dzieci jest zabierana rodzicom za pierdoły, bo według tej ustawy każda metoda wychowawcza jest przemocą.

    • I dobrze. Kiedyś pewnie o tym napiszę, ale te wszystkie kary, kąty i szlabany gówno dają.

      • Dobrze? Dziecku na pewno lepiej będzie w domu dziecka albo u rodziny zastępczej, która go bierze bo dostaje za to kasę niż u rodziców, którzy je raz postawili w kącie, bo sobie na to zasłużyli.

        • No właśnie chodzi o to, że nie zasłużyli. Metoda kar i nagród jest słaba.
          A wracając – nie zabiorą go od razu do rodziny zastępczej, a rodzice trochę zapłacą i im się pogrozi. Może zamiast nowego krawata wtedy tatuś sobie kupi książkę o wychowaniu dzieci i zrozumie, że potrzeba do tego mózgu i serca, a nie paska i ręki.

          • Ola Brol

            Metoda kar i nagród nie jest słaba. To pewnego rodzaju uodpornianie dziecka na różnego rodzaju stres. Na przykład w szkole, dziecko się nauczy, jest nagroda – ocena bardzo dobra, nie nauczy się, kara – ocena niedostateczna. Za dobre świadectwo – nagroda – wyróżnienie, książka, gratulacje. To smao później w pracy, za wyniki – premia, za obiboctwo kara – brak premii, czasem nawet nagana. Tego rodzice muszą nauczyć dzieci, że jego postępowanie niesie za sobą konsekwencję. Oczywiście kara musi być adekwatna do wieku i przewinienia i absolutnie nie może to być kara fizyczna, czy poniżanie, wyśmiewanie, etc. To samo z nagrodą, to nie musi być nic materialnego, czasami wystarczy w nagrodę pochwalić, wyróżnić, dać dziecku siebie, a nie gadżet. Nie można pozbawiać młodego człowieka możliwości poznawania konsekwencji działania.

  • A-tam-Sie-znam

    Moj boze ;) dziekuje za ta fantastyczna wypowiedz Haniu, czekam na twoje emo dziecko ktore bedzie bezstresowo wychowywane, bez kar i nagrod , ktore bedzie mialo zerowe zdolnosci samomotywacji, poniewaz nagrody i wyrozniena sa dla lamusow, wyscik szczorow to nie niego. Mieszanka ADHD i zblazowanego czlowieczka bez osobowosci.
    Oby cale spoleczenstwo bylo szczesliwe i bez przemocy. I oby Twoje dzieci dbaly o Ciebie w przyszlosci.

  • Pingback: Mam swoje zdanie, nie jestem debilem | Sanzo.pl()

  • Ana

    Nie przeczytałam całej dyskusji poniżej, ale rzuciło mi się w oczy kilka argumentów.

    Klaps i napierdalanie – wy naprawdę stawiacie tu znak równości? Jestem zdecydowaną przeciwniczką bicia dzieci, ale widząc dzieci znajomych, kuzynów, przełożonych w pracy, z najróżniejszych środowisk wychowywane na klapsach (nie na napierdalaniu za byle gówno, tylko na poprzedzającym spokojnie wytłumaczenie złego zachowania czymś, co równie dobrze można byłoby zamienić na lekkiego pstryczka w nos, gdy dziecka już faktycznie nic, żadne słowo nie może uspokoić) oraz te wychowywane bez nich, uważam, że jednak mogą pomóc. Nie muszą i nie widzę konieczności ich stosowania, gdy inne metody działają. Ale ten klaps, który bardziej boli rodzica niż dziecko, jakoś tak dziwnie sprawia, że takie dzieci potrafią się zachować lepiej, gdy rodziców, czyli – wg was czynnika stresogennego – nie ma obok. I to nie teoria, a obserwacja. To dzieci wychowane bez klapsów, niestety, napierdalały inne dzieci. I nie tylko dzieci.

    Poza tym czytam sobie u Was o szacunku i autorytecie nauczycieli. Kto z Was nim jest? Kto jest rodzicem, który nie stanął po stronie dziecka, a najpierw porozmawiał z nauczycielem, dyrektorem, jak to właściwie było, że został wezwany do szkoły albo dziecko dostało uwagę? Moja koleżanka za próbę spokojnej rozmowy z urwisem ze swojej klasy (czwartej podstawówki) i wytłumaczenia mu, co złego było w jego zachowaniu (pobił kolegę), miała sprawę nie tylko w kuratorium, ale chyba nawet zahaczyło to o sąd. Bo dziecko rodzicom powiedziało, że je skrzyczała i zastraszała, i to za nic, i jeszcze prawie pobiła. Podczas gdy dziewczyna wcześniej wytłumaczyła złe zachowanie temu drugiemu, pobitemu, bo też święty nie był, a ogólnie ma świetne podejście do dzieci, a w życiu w największej złości na dorosłego ledwo umie głos podnieść (o ile umie, bo tego nie miałam okazji doświadczyć). Wiec czasem nawet inteligentne podejście do malucha odnosi nie taki skutek, jaki powinno.

    Słowem: nie zawsze rozmowa skutkuje, a jak nie ona, jak nie klaps na uspokojenie, to co wtedy? Może nad tym powinniśmy się zacząć zastanawiać? Nie nad tym, że klaps to zło. Bo zło. Ale większym złem powinniśmy zająć się wcześniej, jeśli je wyeliminujemy, wyeliminujemy kolejno i to mniejsze. Może więc, zamiast skupiać się na tym klapsie, na – na dobrą sprawę – skutku, jakim jest, może warto więcej energii poświecić poszukaniu przyczyny i jej rozwiązaniu? Czyli choćby na wychowaniu rodziców do wychowywania dzieci.

    • Potwierdzone badaniami jest, że dzieci bite (nawet klapsami) w domu o wiele częściej są agresywne w stosunku do innych niż te, które są wychowywane bez użycia przemocy. Dlatego nie, to nie tak, że jak dzieciak nie dostanie klapsa to będzie podnosić łapkę na inne. One się tego uczą w domu.
      Co do konkretnego przypadku, który opisałaś, to wiesz, to jest… przypadek. Jeden. Nie możemy nic wnioskować na jego przykładzie. Są za to badania i jest myślenie, wychodzi jednoznacznie.

      Rozmowa skutkuje, jeśli dziecko jest nauczone, że jest ważna. Naprawdę, da się. Klaps na uspokojenie to tak naprawdę takie „bój się mnie teraz i bądź cicho” – i tak to działa. Ale albo na krótką metę albo naprawdę przynosi złe skutki w psychice dziecka.
      Owszem, zamiast skupiać się na klapsie powinniśmy skupiać się na tym, dlaczego chcemy dawać dziecku te klapsy. To mówię: tłumaczenie dziecku od początku świata, nie hamowanie go, wyjaśnianie, pokazywanie, a nie: bicie, mówienie/rozkazywanie/zakazywanie czegoś bez argumentacji. Ale każde dziecko czasem wkurza rodziców. Każde dziecko ma humorki i każdemu się zdarzy coś zbić czy zepsuć. Tylko nie każdy rodzic wtedy go walnie w tyłek – i o to chodzi. Chodzi o to, żeby wytłumaczyć, czemu zrobiło źle albo tak się stało, wyjaśnić – a nie dawać za to klapsy. I tu właśnie jest problem, czyli jesteśmy w punkcie wyjścia: klapsom mówimy nie.

      • Ana

        Ok, badania. O wielu badaniach czytałam, wiele wiele rzeczy potwierdzało, a ludzie i tak postępowali wbrew im. Bo życie często rządzi się innymi prawami niż badania w warunkach laboratoryjnych czy na pewnej próbie. Ja, jak pisałam, nie skupiam się na czystych teoriach i badaniach naukowców na grupkach społeczności. Zamiast teoretyzowania wybieram praktykę (żeby nikt źle nie zrozumiał: nie biję dzieci) i obserwację otoczenia. A to pokazuje jedno: coraz mniej osób umie wychowywać swoje dzieci i to jest problem, nie ten przysłowiowy klaps.

        Nie mówię też, że chcemy, bo chcą tylko degeneraci, czy musimy – a gdy musimy, to już zwykle skrajne emocje i bezsilność – dawać klapsy. Nie mówię, że dawać zamiast rozmawiać. Najlepiej w ogóle nie dawać, jak piszesz i jak chcesz, by było w świecie idealnym, ale w takim, niestety, nie żyjemy. Moim zdaniem to bywa trochę jak z policją i środkami przymusu bezpośredniego. Czasem ta przyczyna klapsa, czyli wychowanie rodzica, prowadzi tego rodzica w drogę bez wyjścia i to dziecko zaczyna dyktować warunki, już nie słucha, nie rozmawia. I jak mu wtedy wytłumaczysz, że nie może/nie powinno tak robić, że to boli kogoś czy Ciebie? Gdy już Cię nie słucha? Jak je przekonasz czy wręcz zmusisz do posłuchania, do rozmowy? Musi pójść w ruch np. wyższy, stanowczy ton. On może bardziej wystraszyć niż ta ostateczność w postaci klapsa. Dzisiejsi rodzice są już tak zaganiani, że łatwo popełniają błędy wychowawcze. A te się mszczą boleśniej niż ten klaps. Bo mówisz, że jak dziecko jest nauczone. Gdy jest, to nie ma problemu, bo klapsów nigdy nie bedzie. Ale co, co częstsze, gdy nie jest nauczone?

        A co do tego jednego przypadku. Ten był jeden, ale są i inne. I może to i przypadek, ale zauważ, że takich przypadków nie ubywa, a lawinowo przybywa. I tym ich więcej, im mniej dzieci w szkołach.

        • Nie nie, to ja od tej strony: od początku nie dawać, wychowywać z głową, myśleć o dziecku jak o człowieku – takim samym jak my tylko mniejszym. Nie popełniać głupich błędów, bo to prowadzi donikąd.
          A dalej, jak mówisz – mimo to: jeśli rodzic już zdążył dać plamy i maluch go nie słucha to nadal nie jest usprawiedliwienie dla tego, żeby to na nim odgrywać. To wina rodzica i nie ma prawa wykorzystywać siły by zakryć swoje błędy.

          A skoro przypadki:
          Moja przyjaciółka raz w dzieciństwie dostała klapsa. Rodzic się wkurzył i uderzył, raz. Niemocno, po prostu, takiego „wychowawczego”. Po pięciu minutach przyszedł i przepraszał na kolanach, a przez pół roku potem (jako mała dziewczynka!) codziennie dostawała kwiaty. Tu chodzi o zrozumienie.
          Jest najbardziej poukładaną (a przy tym zaajebistą z charakteru) osobą, jaką znam ;)
          Moja znajoma dostawała klapsy za przewinienia (takie „wychowawcze”, jak „można”) i zawsze sądziła, że to coś normalnego, aż urodziła swoje dzieci. Czytała książki o wychowywaniu i zaczęła myśleć o sobie, zaczęła dostrzegać, że faktycznie bała się swoich rodziców, że ma traumę, że chowała się przed nimi, bała się im powiedzieć o czymkolwiek, bo mogła przecież oberwać. Nigdy nie uderzyła swoich dzieci i nie ma z nimi żadnych problemów ;)

          • Ana

            O, właśnie. Nie popełniać błędów. Zwłaszcza głupich. Łatwo powiedzieć. Tak na dobrą sprawę od początku o to idzie: bo klaps to też błąd. Ale nie jedyny. A człowiek całe życie uczy się na błędach.
            I nigdzie nie mówię, że klapsy należy usprawiedliwiać. Tylko że z czegoś wynikają i dopóki nie są jedynym rozwiązaniem, da się z tym coś zrobić.

            Tak właśnie – tu chodzi o zrozumienie. Ale Twój pierwszy przykład – dziewczynki, którą ojciec pół roku przepraszał kwiatami – to nie jest żadne zrozumienie. Przeprosił – OK, na kolanach – no dobra, kwiatek – też, ale tak długo to już kompletnie niewychowawczo. Dobrze, że to zbyt dobre zachowanie się źle na jej charakterze nie odbiło, choć pytanie, jak to się odbiło na relacjach rodzinnych w 4 ścianach, nie tych, które widzisz, jako znajoma, bo znajomi nie zobaczą wszystkiego.
            Druga Twoja znajoma – też super przykład. Ale wyjdźmy z idealnych rodzin do przeciętnych.

            A skoro przypadki – pisałam o zupełnie innym przypadku ;)

      • Maciej Cąderek

        A nie przyszło ci do głowy, że korelacja pomiędzy dawaniem klapsów przez rodzica a agresją dziecka jest złudzeniem? Bo może to nie wychowanie a geny? To nie jest takie oczywiste jak ci się wydaje.

        • Nie. Tu jest silna korelacja.

          • Maciej Cąderek

            Potrafisz to jednoznacznie uzasadnić? Ja nie potrafię, więc jestem ostrożny w wydawaniu takich sądów.

          • observer

            Ona też nie, ale to jej nie przeszkadza w niczym :)

      • Skoro dzieci uczą się bicia w domu – jak wytłumaczysz fakt, że moja dwuletnia siostrzenica, która nigdy w życiu nie została uderzona, nigdy w ogóle nie miała żadnego kontaktu z przemocą, powtarzam: żadnego, wątpię, żeby w ogóle gdziekolwiek nawet widziała tego typu zachowania, pewnego dnia zezłościła się, że nie dostanie lizaka i uderzyła swojego tatę w buzię?

  • zmeczonymisio

    jestem zepsutym człowiekiem i mam zepsutych rodziców

  • Bardzo, bardzo prawda.

    Tak się składa, że jestem ojcem (czy jak się teraz mawia w internetach, JESTĘ TATUSIĘ!!!1 ) – mój synal ma dopiero 3,5 miesiąca więc jeszcze w ogóle nie ma dyskusji w tej kwestii, ale postanowienie, że nie podniosę na niego łapy (no chyba, że po to, by go złapać i przestawić w bezpieczniejsze miejsce, gdy będzie miał zamiar zrobić coś kretyńskiego typu wlot na pełnej kurwie na ruchliwą ulicę – dzieciaki po prostu to robią because fuck you, that’s why) powziąłem już dawno. Bo czego miałoby go to nauczyć? Że rację ma ten, kto jest większy i silniejszy? Nie, dziękuję. Kar cielesnych nie przewiduję, koniec, kropa.

  • maciek

    raz w dupę to przemoc? są różne opinie xd

  • Też mam taką nadzieję, bo naprawdę współczuję tym dzieciom.

  • Jaga

    dzięki za ten wpis. mój młody ma prawie 3 lata i nigdy nie dostał. i nie dostanie.

    • Super! Cieszę się, że są tu normalni rodzice :)

  • dk-homestudio

    świetny tekst. Najgorsza jednak jest hipokryzja i to, że ktoś kto oficjalnie twierdzi, że nie bije swojego dziecka, regularnie daje mu klapsy twierdząc, że to nie jest przemoc.

  • Maciej Cąderek

    Tekst całkiem niezły, z wyjątkiem końcówki.
    Popieranie karania rodziców dających klapsy jest przejawem hipokryzji. Przemoc wobec dzieci – nie, przemoc wobec dorosłych – tak. Gdzie jest ta magiczna granica gdzie przemoc jest już dozwolona? A może po prostu istota tkwi w czymś innym?
    Tekst „każdego rodzica napierdalającego swoje dziecko z dumą i uśmiechem na ustach powinno się izolować i skazywać” jest żenujący.

    Myślę, że nie do końca wszystko przemyślałaś.

    • Przemyślałam wszystko. I tak, powinno się ich izolować i skazywać.

      A gdzie napisałam, że przemoc wobec dorosłych jest okej?

      • Maciej Cąderek

        Nigdzie nie napisałaś, że jest ok – ale w niektórych przypadkach na nią przyzwalasz. Nie oceniam czy to złe czy dobre, ale niekonsekwentne na pewno. I nielogiczne.

        • No, gdzie?

          • Maciej Cąderek

            Załamka. Już raz zacytowałem, cały czas mi o ten sam cytat chodzi.

          • Załamka. Izolowanie i skazywanie to nie jest przemoc. To kara za przestępstwo. Nie wiem czego nie rozumiesz.

          • Maciej Cąderek

            A danie klapsa to kara za włożenie palca do kontaktu (przynajmniej kierując się Twoim tokiem rozumowania). Jak znajdę więcej czasu to postaram się Ci wytłumaczyć gdzie popełniasz błąd skoro nadal go nie widzisz.

          • Nie popełniam żadnego błędu, więc nawet się nie trudź.

          • Maciej Cąderek

            A ok. Pozdrawiam.

          • Maciej Cąderek

            Miałem sobie dać spokój bo wyraźnie nie jesteś zainteresowana tym co mam do powiedzenia, ale szczerze mówiąc nie potrafię. Gdy widzę takie teksty w komentarzach itp to to zlewam, ale jak ktoś jest opiniotwórczym blogerem to nie ma przebacz.
            „Izolowanie i skazywanie to nie jest przemoc” – wybacz ale takiej bzdury dawno nie słyszałem. Rozumiem, że nie miałabyś nic przeciwko gdybym ktoś Cię izolował i skazał za cokolwiek. Kara to przemoc – zawsze, z definicji. Inna sprawa czy to przemoc uzasadniona czy nie.
            Uznajesz, że przemocy nie można w żadnym przypadku stosować wobec dziecka, w żaden sposób nie można jej uzasadnić.
            W przypadku dorosłych uznajesz stosowanie przemocy gdy jest to uzasadnione (np. dopuszczeniem się przemocy wobec dziecka). Stąd proste i logiczne pytanie gdzie leży granica kiedy już można w uzasadnionym przypadku zastosować wobec człowieka przemoc?

          • Okej, wytłumaczę łopatologicznie.
            Jest tak, przemocy wobec dziecka nie można stosować ani uzasadnić. Dziecko się uczy, nie możemy go karać za coś, czego nie wie, nie rozumie, nie umie – bo to wszystko robi dlatego, że jeszcze mu tego nie wytłumaczyliśmy, nie nauczyliśmy, nie wyegzekwowaliśmy, a robienie tego siłą naprawdę nic nie da.

            Jeśli jesteś dorosły to wiesz, że nie można bić dzieci. Więc jesteś za to karany. Wiesz też, że nie można wsiadać za kółko po alkoholu i za to tak samo jesteś karany – i co, to wtedy jest przemoc?
            Bo na tej samej zasadzie co za jazdę po pijaku powinno się izolować i skazywać tych, którzy biją dzieci.
            Nie wiem nadal, gdzie tu przemoc.

          • Maciej Cąderek

            Po pierwsze -zapoznaj się z definicją przemocy – bez tego dyskusja jest jałowa, dla uproszczenia przeklejam tekst z wiki:
            „przemoc – wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku przyzwolenia tej osoby na taki wpływ”.

            „[…]bo to wszystko robi dlatego, że jeszcze mu tego nie wytłumaczyliśmy, nie nauczyliśmy, nie wyegzekwowaliśmy[…]” – naprawdę nie wyobrażasz sobie sytuacji, że dziecko zrobi coś świadomie wbrew rodzicowi? Nie mówię tu o niemowlakach, nie traktuj dzieci jak debili.

            „Jeśli jesteś dorosły to wiesz, że nie można bić dzieci.” – Ty wiesz, ja wiem. I na tej podstawie generalizujesz. Większość rodziców jak widać w ankietach wie tylko, że prawnie jest zakazane bicie dzieci. Część nie wie nawet tego. Nikt im tego nie wpoił, nie wytłumaczył, że jest to szkodliwe. Są tak samo ukształtowani przez środowisko jak Ty czy ja. Mają takie zdolności poznawcze jakie im się trafiły w genach, zachowują się tak jak nauczyli ich tego rodzice, nauczyciele, koledzy itd.

            Między dorosłym a dzieckiem, które potrafi już postępować świadomie nie ma różnicy jakościowej.

            Co do przykładu z jazdą po pijaku – nie wiem czy z dajesz sobie sprawę ale jazda po pijaku nie wszędzie jest zakazana. Poza tym nie ma to nic wspólnego z przemocą (poza samym zakazem).

            Zrozumiałbym gdybyś napisała, że dorośli (statystycznie!) są bardziej odporni psychicznie niż dzieci dlatego mniejszą szkodą będzie przemoc wobec nich w celu uniknięcia przemocy wobec dziecka. Lub jeszcze prościej: skoro inicjuje przemoc to przemoc wobec niego jest uzasadniona (obrona). Tyle, że co wtedy gdy np. trzynastolatek inicjuje przemoc?

            U ciebie następuje przeskok o 180 stopni – dzieci są nietykalne, z dorosłym można zrobić wszystko jeśli „zasłuży”.
            Otóż nie. Dorosłym, tak jak dzieciom, należy tłumaczyć, wyjaśniać edukować (co ty przez 90% tekstu robisz za co Ci chwała).
            Oczywiście, szybsze i bardziej praktyczne jest karanie – tyle, że tu też można bardziej dziecko skrzywdzić niż mu pomóc (potrafisz jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy lepsze jest dostawanie pasem czy wychowanie się w domu dziecka?). Podobnie bardziej praktyczne dla matki, która nie radzi sobie z dzieckiem i nie ma odpowiedniej wiedzy wychowawczej jest danie klapsa.

            Naprawdę – każdy przypadek jest indywidualny. Czy chcesz karać rodziców bo są głupsi od Ciebie, mniej wykształceni, słabsi psychicznie? Ot tak, z zasady?

          • Ok, najwyraźniej mówimy o innej przemocy. No ale wiem o co Ci chodzi, więc przejdźmy do sedna.

            Tak, dzieci czasem robią coś świadomie na złość. Wtedy też nie należy ich bić.
            Ale wiesz, ja nie jestem też za biciem dorosłych. Jestem za to za egzekwowaniem głupoty szkodliwej i tępienia jej. Czyli: jeśli ktoś uważa, że ateiści są głupi i tylko tak sobie uważa, albo, że blondynki to najgłupsze kobiety na świecie – okej. Niech sobie tak uważa, to głupota nieszkodliwa. Ale jeśli sądzi, że trzeba bić dzieci i będzie to robił – taką głupotę trzeba egzekwować, więc tak, chętnie takiego człowieka ukarzę.

            Ale tak, najpierw trzeba dorosłych edukować. Dlatego – halo – chodzą do szkoły, uczą się prawa (dlatego powinni wiedzieć, że jest to zakazane) i tak dalej. A skoro nie wiedzą to niech czytają blogi. :)

            I owszem, dzieci są nietykalne w tym temacie. Bo dzieci się kształtują. To są ludzie-plasteliny i wszystko co robimy maksymalnie na nie wpływa. Generalnie jestem zdania, że wszyscy rodzą się dobrzy, tylko potem są psuci, często przez rodziców.

            Nie „ot tak, z zasady” tylko jeśli ktoś bierze na siebie odpowiedzialność kształtowania człowieka to nie powinien być głupi, bo niszczy kogoś kolejnego.

          • Maciej Cąderek

            No ok, ale nadal odnoszę wrażenie, że trochę „pływasz” w temacie. Tym bardziej, że konsekwentnie unikasz odpowiedzi na jedno pytanie;)

          • Sławek

            A jeśli dziecko wie, rozumie, a mimo wszystko robi? Myślisz, że to niemożliwe, że zawsze to rodzic popełnił błąd? Ty nie jesteś żadnym blogerem. Jesteś po prostu mało inteligentna.

          • Sławek

            A lanie to też kara za przestępstwo – na miarę dziecka. Jesteś tak głupia, ze nie rozumiesz najprostszych rzeczy.
            By the way – kara ma przede wszystkim odstraszać, a nie wychowywać. Większość wychowania odbywa się przy okazji.

  • Agata Filewicz

    Nie urodziłam dzieci po to, żeby je bić. Doskonale wiem jak to boli.

    Słyszałam kiedyś taki argument: „Moi rodzice mnie bili i wyrosłem na porządnego człowieka, więc co szkodzi klaps?”. Serio, nie rozumiem jak ktoś może mówić o sobie, że wyrósł na porządnego podczas gdy potrafi komuś innemu (mniejszemu, bezbronnemu) zadawać ból? I nie ma żadnego znaczenia czy klaps był wybrykiem patologii czy próbą zastosowania metody wychowawczej. To zawsze boli. Boli, upokarza, rozczarowuje.

    • Świetny komentarz, dzięki! :)

      • Sławek

        Bardzo prosto. Wychowanie to „regulowanie”. Są potrzebne plusy i minusy, a dzieci są różne. 90% procent społeczeństwa dostawało lanie i 90% to w miarę porządni ludzie. To znaczy płaca podatki, nie zabijają, pracują, itd. Lewaki chcą nowego świata, oczadziałe nowoczesnymi koncepcjami, pedagogiką miłości, itd. Do czego to prowadzi widzimy na każdym kroku.

  • Dobry tekst… ja niestety dostawałam wpiernicz od ojca i bardzo mocno się to odbiło na naszych relacjach. Nie potrafiłam w ogóle z ojcem zatańczyć na swoim ślubie, bo nie lubię, jak się do mnie zbliża. Niestety coś się we mnie złamało, kiedy dostałam pierwszego „klapsa” i nie czuję z nim takiej więzi, jaką miałam z mamą. Tak więc, drodzy rodzice, jak chcecie mieć dobre relacje z dziećmi przez całe życie to pamiętajcie, że głupi klaps może wszystko rozwalić.

    • Sławek

      Michael Jackson też miał złamane dziecińśtwo – a jednak wyrósł z tego Michael Jackson.Podobnie Almodovar i miliony wybitnych ludzi. Skąd wiesz, jakie miałąbyś relacji z ojcem bez tego? Nie wiesz tego.
      A ja dodam jedną rzecz – bardzo bym nie chciał, zeby mojego bezpieczeństwa na ulicy strzegł policjant, który nigdy nie dostał lania w dziecińśtwie. Bo do czego to prowadzi, to mieliśmy przykład na wyspie Utoja.

      • A ja nie chciałabym, by mojego bezpieczeństwa strzegł policjant, który był bity.
        To, że Twoim marzeniem jest, by nasze społeczeństwo było pełne skrzywdzonych przemocą ludzi, naprawdę nie oznacza, że wszyscy mamy takie nienormalne pomysły.

  • Weronika

    Ten tekst jest po prostu świetny. Tylko mam jeden problem, mimo, że całkowicie zgadzam się z tym, co piszesz, trafia do mnie jednak argument, że czasem są sytuacje, w których dziecko jest marudne, rozdrażnione i tak dalej i po prostu rodzica nie słucha i konkretnie w tym momencie robi coś, co może zagrozić jego życiu – np. wsadza palec do kontaktu. I w takiej sytuacji potrzeba mu bardzo mocno dać do zrozumienia, że tego absolutnie nie wolno robić – a jeśli słowa nie pomagają, to klaps pomoże na pewno – szczególnie, jeśli nie był wcześniej stosowany. Co o tym sądzisz?

    • To głupota.

      Jasne, że zadziała. Przestraszy się, zacznie płakać, odejdzie od kontaktu. Uda się ten jeden raz, ale co jeśli dziecko dzień później zrobi coś podobnego? Jeszcze jeden klaps. I jeszcze jeden. Och, i wychodzi, że bijemy dziecko co drugi dzień, bo dzieci mają tendencję do robienia rzeczy, które nie podobają się dorosłym. Wyjdzie, że na każde przewinienie najlepiej stosować klapsa i – sprawiać, żeby nasz maluch się nas bał – bo to najbardziej skuteczne. Nie, nie i jeszcze raz nie.
      To nigdy nie jest raz. A jak jest – to o raz za dużo.

      • Sławek

        Zapewniam cię, że jak się będzie bało, to nie podejdzie. Tylko kochając swoje dzieci trzeba mieć odwagę je karać. Jak ktoś nie ma odwagi, to wychowuje byle jak i namawia do tej samej bylejakości innych, by ta bylejakość stała się nową normą. Efekty widać na ulicy na każdym kroku.

    • Ola Brol

      Jak dasz dziecku klapsa, bo pcha paluchy do kontaktu, wybiegnie na ulicę, lub tympodobne „horrory”, to nie nauczysz go, że nie wolno tego robić, tylko dasz dziecku przekaz, że nie może tego robić przy Tobie. Następnym razem wrazi palce do kontaktu wtedy, gdy będziesz w kuchni. I co? Lepiej, mądrzej, kucnąć, popatrzeć dziecku w oczy i powoedzieć mu, czym grozi takie zachowanie. Dasz mu szansę zrozumieć, dlaczego nie należy tego robić. Klaps NIGDY nie jest edukacyjny. Klaps ZAWSZE jest destrukcyjny. Niszczy więź pomiędzy dzieckiem i rodzicem – agresorem, niszczy jego zaufanie do rodzica, rujnuje jego samoocenę.

      • Ale dobry komentarz, dzięki!

        Poza tym widzę, że właśnie dużo ludzi wpada na ten tekst i pisze mądre (uff) rzeczy. Skąd przychodzicie? :)

        • Ola Brol

          Z fejsa

          • aga

            dokładnie,ja sama mam tysiąc razy ochotę walnąć w dupę dziecku,sekundę potem łapiąc się na swoim debiliźmie,i zacofaniu umysłwym-bo inaczej tego nazwać się nie da!każda krnąbrność dziecka to efekt lustra drodzy rodzice,mój,Twój,Nasz!zacznijmy od siebie!!

          • emka

            Dokładnie, jeśli dzieciak robi coś nie po naszej myśli – to trzeba mu wyjaśnić, dlaczego dane zachowanie nie jest ok. Wówczas nawet wtedy, kiedy nas nie będzie przy nim, będzie wiedział, dlaczego paluchów do kontaktu nie wtyka się – i tego nie zrobi.

    • Mariola Bożek

      Dziecko wsadzając palec do tego kontaktu nie robi przecież tego specjalnie…robi to, bo „odkrywa świat”…i przepraszam, ale za co on/ona ma dostać? są naprawdę inne metody wychowawcze i najważniejsze- nie bijąc nie wychowuje bezstresowo! w moim przypadku brak np.kupienia loda jest o wiele bardziej dotkliwszą karą niż „klaps”, tylko ja nie rozumiem za co w ogóle bić dzieci? co Wam takiego robią? skoro zdecydowaliście się na dziecko to je kochajcie! Bo…dzieci się nie biję, dzieci się kocha…:)

    • Eudiane

      Dziewczyny napisały tu już ładnie, czemu w takich sytuacjach klaps nie jest usprawiedliwiony. Ja dodam jeszcze jedno: gdy moje dzici były w wieku, gdy mogły wsadzić palce do kontaktu, a nie rozumiały jeszcze dlaczego nie wolno, kupiłam zaślepki i powtykałam do każdego jednego kontaktu w domu. Dzieci to dzieci. Ja jestem dorosła, ja jestem matką i ja jestem odpowiedzialna za ich bezpieczeństwo. I to JA muszę myśleć. I to JA powinnam przewidywać niektóre sytuacje, być uwrażliwiona na niebezpieczeństwa różnorakie i starać się znaleźć wyjście z takich sytuacji. A jeśli chodzi o bycie marudnym, to mi też się zdarza mieć humory, PMSy i różne złe dni, ale nikt mnie z teg powodu nie bije.

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: weight loss techniques()

  • Agata

    Nie wiem jeszcze, co mam o Tobie sądzić. Siedzę już którąś godzinę i czytam Twojego bloga oraz sposób, w jaki dyskutujesz z innymi.
    Na początku zirytowałaś mnie jakimś wpisem, nie pamietam, który to był, ale stwierdziłam, że będę czytać dalej. I czytałam, i czytałam… Zaciekawiły mnie, jednak nie do końca się zgadzam z każdą Twoją opinią. Ale też myślę, że nie o to chodzi, żeby dostawać same ahy i ohy.
    Masz swoje zdanie, to się chwali.W wielu wypadkach potrafisz je w konstruktywny sposób obronić. Ale uwierz, czasem warto być trochę bardziej otwartym na opinie innych. Wydaje mi sie, że nie do końca taka jesteś. Sama często mam z tym problem, każdy by chciał mieć w wielu kwestiach rację, niestety nie zawsze się tak da. Poza tym byłoby to nudne:)
    Pozdrawiam

  • Kaja

    Zgadzam się właściwie ze wszystkim. Przeczytałam komentarz poniżej i nie sądzę, by „izolowanie i skazywanie” rodziców-oprawców (bo rozumiem, że mówimy o takich przypadkach) było przemocą. Nie uznaję zasady „oko za oko”, ale nie zrobienie niczego jest równoznaczne z przyzwoleniem na bicie, a nikt nie ma prawa podnosić ręki na drugiego człowieka; więc w kwestii poniższej dyskusji zgadzam się z Tobą.

    Nie zgadzam się natomiast z tym zdaniem: „Szanowanie kogoś to popieranie tego, co robi”. Nie, nie jest tak. Szanować kogoś, to go poważać, uważać za ważnego – wielu ludzi uważam za ważnych, ale nie zawsze się z nimi zgadzam. To nie oznacza jednak, że automatycznie tracą mój szacunek. Chyba, że podpadną do reszty. :P Można szanować przyjaciół i właśnie ze względu na szacunek do nich dać do zrozumienia, że to, co robią, uważamy za złe. Itp.

    Pozdrawiam.

    • Ale ej, to zdanie to nie jest złota myśl. To jest odpowiedź na argument, że wpierdol uczy szacunku. A nie uczy.

  • Iver

    Taki bardziej ogólny wniosek po przeczytaniu notki i komentarzy pod spodem:
    Na ironię zakrawa fakt, że „przemoc rodzi przemoc” powtarza jak mantra osoba, która kipi wulgaryzmami w większości notek i komentarzach.
    Sama pokazujesz też, że spokojna rozmowa nic nie daje – uparcie wiesz lepiej.

  • xD

    japierdole jaki rak xD

  • Ania

    Nie twierdzę, że nie zgadzam się z „przesłaniem” tego tekstu, ale mam jedno pytanie… Czy masz dzieci? Bo nie wiem, jestem tu 1 raz, ale z tego co widzę chyba nie. Wychodzę z założenia, że osoba która czegoś osobiście nie doświadczyła (w tym przypadku posiadania dzieci) nie powinna wypowiadać się na dany temat ponieważ nie ma o nim pojecia. Chyba, ze jest tak jak w tym przypadku, czyli porusza się „głośny” temat po to, by zaistnieć w blogosferze i rzucić kilka przekleństw, które niczego temu tekstowi nie dodają, wręcz przeciwnie.

    • Nie doświadczyłam bycia żoną ani posiadania żony. Czyli idąc Twoim tokiem myślenia: nie powinnam mówić, że nie można bić żon? Aha.

      • aga

        dokładnie..czy mam dzieci czy nie to mam wyobraźnię chyba tak?bijemy słabszych!nie takich jak my!bijemy nasze dziecko!

      • Idalianna

        Oczywiście, że tak. Oj Hanka… :/ Nie możesz mówić też, że gwałcicieli powinno się zamykać za kratami, póki ktoś Cię nie zgwałci. Bo skąd wiesz, może to tak naprawdę jest super sprawa!

    • emka

      A ja mam dzieci, dwójkę, i zgadzam się w stu procentach z artykułem. Miłość nie wymaga „przekonywaczy” w postaci przemocy fizycznej czy przemocy emocjonalnej. Dziecko to też człowiek i należy z całą odpowiedzialnością do jego odrębności podejść – ma też prawo mieć inne zdanie, jeśli pragniemy, żeby zdanie zmieniło – należy rozmawiać, przekonywać.
      Chyba, że uważasz, że klaps jest ok? Jeśli tak, to nie chcę się z Tobą spotkać na spotkaniu matek – bo a nuż mi przywalisz, bo wg Ciebie nie będę mieć racji?

      • Słąwek

        A ja mam też dwójkę i w stu procentach się nie zgadzam z artykułem. No i co dalej?

  • Od kiedy onet jest źródłem wiedzy naukowej?!

    • Rozumiem, że nawet jak podpiera się konkretnymi badaniami to jest „be”, bo to Onet?

      • Zero bibliografii. O tym, że „Amerykańscy naukowcy dowiedli…” to ja też mogę sobie pisać. Ale spokojnie, właśnie od pół godziny przetrzepuję archiwum American Journal of Psychiatry (tak się składa, że korzystam z materiałów stamtąd w pracy licencjackiej więc wykupiłam dostęp) i jak na razie na żadne takie badania z 2013 roku nie natrafiłam. Ale zostało mi jeszcze trochę, może się znajdzie. Autentycznie jestem ciekawa, czy takie badania miały miejsce. Już nawet pomijając, że badania na 300 przypadkach to trochę śmiech na sali.

        • Google wypluło mi wyniki na potwierdzenie obu tych badań (Kings College i University College London) po 30 sekundach, więc nie są one wyssane z palca.

          PS. Londyn nie leży w Ameryce ;)

          • Sanji02933

            haha

  • Monika

    Za biciem nie jestem i nie będę bo KOCHAM . Ty jak widzę także i brawo ! ale Twoje dziecię będzie perfekcyjnie rzucać słówkami takimi jak ” Lamus jesteś ! , Napierdalasz , ni chuja , wpierdol itp ” jak dla mnie matka wylewająca swoje żale i teorie na temat dzieci powinna posługiwać się innym słownictwem . Faktycznie temat jest taki ,ze czasami przeklnąć na rodzica bijącego trzeba ale bez przesady ; )

    • Jak dla mnie nie. :) http://www.hania.es/przeklinanie/
      Poza tym hej – to, czym będzie rzucać moje dziecię nie zależy od tego, co piszę na blogu, serio.

    • jula

      właśnie to samo miałam napisać… słownictwo wyszukane, aż się od razu ciśnienie podnosi…

  • Piotr

    Ja mam 2 corki 7 i 1,5 roczna i nie raz starsza gdy juz naprawde przeginala po wielu upomnieniach slownych dostala klapsa i uwazam ze nic zlego jej sie nie stalo ani nie wplynie to negatywnie na jej psychike a efekt jest bardzo pozytywny poniewaz po ok.30min.od klapsa zmienia sie diametralnie i zamienia sie na jakis czas w aniolka.Z drugiej strony zobaczcie jak zachowuje sie wiele dzieci bezstresowo wychowywanych sa jak rozwydrzone bachory ktore wiedza ze moga zrobic prawie wszystko bo wiedza ze rodzice najwyzej im pogadaja a dzieci dalej beda robic to co chca.Ps.ja z bratem nie raz dostalismy wciry i nic nam nie jest.

    • aczkolwiek

      „ja z bratem nie raz dostalismy wciry i nic nam nie jest”. Jest Ci to, że teraz sam bijesz swoje dziecko.

    • Paulina Skiba

      Dziecko bezstresowo wychowywane jest spokojne, kulturalne i mądre, a taki bachor rozpuszczony o którym Pan pisze to jest raczej z grupy tych olewanych przez rodziców, coś w stylu „masz tą zabawkę i zejdź mi z oczu”, tyle że po latach zabawki rosną razem z dzieckiem. Bo bezstresowe wychowanie nie polega chyba na kupowaniu ton wszystkiego, tylko na włożeniu ton cierpliwości w naukę, tłumaczenie i wychowywanie. Mogę się mylić, ale tak wynika z moich długich obserwacji.

  • Zuzanna

    Żaden artykuł, napisany takim językiem i w taki sposób do mnie nie przemawia. Co więcej, powyższe świadectwo kultury osobistej sprawia, że wątpię, czy autorka miała jakiekolwiek pojęcie o wychowaniu dzieci.
    Co do podjętego tematu, czyli bicia dzieci:
    Tłumaczenie jest ważne. Spokój jest ważny. Ale hierarchia też jest ważna. Rodzina to NIE DEMOKRACJA. Trzeba to sobie zapamiętać. Dzieci i rodzice nie mają równych praw, i to jest NATURALNE. Rodzic może na dziecko nakrzyczeć, ale dziecko nie może krzyczeć na rodzica. Starszym osobom wolno więcej, niż młodszym. Starsi mają prawo do głosu, a dzieci dopiero wtedy, kiedy im się go udzieli. To jest naturalna kolej rzeczy.
    Jeśli sprawa tyczy się owego „wychowawczego klapsa”… Szczerze mówiąc, żyjemy w epoce skrajnej przesady. Postawmy jednak sprawę jasno: nie jestem za biciem dzieci.
    Wyjaśnij mi jednak: masz przed sobą dziecko, które NIE SŁUCHA, SZANTAŻUJE (nie jest to przesadzone słowo), PŁACZE i popada w HISTERIĘ. Byłam świadkiem sytuacji, kiedy dziecko tak bardzo płakało, że doprowadziło to do wymiotów, a przyczyną była niespełniona zachcianka. Mniejsza o to, że rozpuszczone – jak chcesz takiemu dziecku coś WYTŁUMACZYĆ?
    W momencie, kiedy na dźwięk dziecko przestaje reagować, „wychowawczy klaps” jest jak najbardziej UZASADNIONY. Nie dlatego, żeby pokazać dziecku, że jestem silnym rodzicem. Nie dlatego, żeby zbić na kwaśne jabłko. Celem jest to, żeby dziecko OTRZĄSNĄĆ z tego stanu. Taki płacz jest po prostu NIEBEZPIECZNY dla dziecka i musi być jak najszybciej przerwany. Dopiero wówczas można zacząć tłumaczyć.

    Powtarzam: bicie dzieci jest złe. Ale w powyższej sytuacji nie zawahałabym się. I mówię to z czystym sumieniem.

  • Rid

    Ale bzdury artyłuł robiące z dzieciaki sieroty. Jasne że napier.. na potęgę to przemoc ale klaps całkiem dobry środek wychowawczy, którego nie należy nadużywać. A ta pier… dobroduszność i oszczędzanie prowadzi to takiej patologii jaka aktualnie jest hodowana w szkołach. Pobłażanie wszystkiemu bo wszystko to przemoc i nękanie delikatnych duszyczek naszych dzieci. „Poprawność” i „Humanitarność” niszczy cywilizowane społeczeństwo ale spoko islamiści załatwią sprawę

    • Nie bijesz dziecka – jest sierotą. Aha. #fucklogic

    • Pati

      Kiedy wiesz, że masz rację,ale Twój argument jest inwalidom

    • Kate

      Uważasz, że mam prawo uderzyć Cię w twarz za każdym razem gdy będziesz mnie denerwować a żadne inne sposoby uspokojenia Cię nie będą dawały rezultatu? Nie wydaje mi się by ktokolwiek był z tego zadowolony. Tak samo jest z klapsami. Jakkolwiek dziecko by się nie zachowywało, są inne sposoby na to by do niego trafić. Klaps to jest przemoc. Chcesz czy nie dziecko odbierze to jako atak i opłaci Ci za to strachem. Nie szacunkiem.

  • Rid

    Hehe nie ma jak usuwanie mądrych postów o zdrowym podejściu do klapsa. Tekst był inteligentny i napisany bez przekleństw. Gratuluje pani Zuzannie (autorce). Nie wiem kto jest moderatorem komentarzy ale jest to osoba bardzo żałosna skoro kasuje takie posty.

  • Pati

    W dzisiejszych czasach lubimy przechodzić ze skrajności w skrajność. Jednorazowy klaps staje się przemocą w rodzinie i jest porównywana z biciem żon(? nie wiem już mi się te komentarze wymieszały wszystkie). Zastanawiam się jak mocno trzeba dać klapsa w tyłek, żeby wyszły siniaki – chyba, że używamy do tego pięści. Z tymi klapsami to jest trochę jak z piciem u kobiet w ciąży. Jeden kieliszek niby nie zaszkodzi, ale nie wiemy tak naprawdę jak wpłynie na płód, więc lepiej całkowicie z tego zrezygnować. Z drugiej strony jednak, kiedy oglądam animal planet, widzę, że jak młode jest niegrzeczne – naskakuje mamuśce, to ona je lekko podgryza tak,aby dać do zrozumienia, gdzie jego miejsce. Czyli można to uznać za dość powszechną metodę wychowawczą wśród zwierząt. Gdzie jest złoty środek w tym wszystkim? Może metoda zależy od charakteru dziecka? U niektórych to rzecz zbędna, wręcz szkodliwa a u innych trzeba zastosować. Kiedyś widziałam w sklepie matkę z dzieckiem, na oko miał może z 8 lat. Wydzierał się na cały sklep, że chce batona. Matka cierpliwie tłumaczyła z 15 minut czemu go nie dostanie. W odpowiedzi usłyszała: „Dobra, zamknij się kurwa”. Tak wygląda bezstresowe wychowanie u tych, którzy nie umieją je stosować. Kiedyś oglądałam program, gdzie dziecko zostało pobite do krwi, bo chciało pomóc mamie sprzątać, ale nie wyszło i zbiło naczynia. Tak wygląda klaps wychowawczy u tych, którzy nie umieją go stosować. Może po prostu nauczmy się używać tych metod tak, aby wychowywały a nie niszczyły.

    • No tak, a to, że nie możesz się dogadać z dzieckiem, to jest oczywiście jego wina, a nie tego, jak je rodzice wywołali. Ofkors.

      • Sławek

        Ach, bo oczywiście wszystko co robi dziecko jest winą rodziców, tak? Nie mamy własnej biologii, nie istnieją inne czynniki wywołujące niewłaściwe zachowania, nie istnieje czynnik przypadku, wszystko jest winą rodziców, tak? Współczuję pani.

  • Karolina Gonicka-Skiba

    Trafiłam tu po artykułach o przemocy wobec dzieci, spodziewałam się mocnego, chwytającego wpisu na temat, który budzi we mnie wielkie emocje… Zamiast tego przeczytałam stek wulgaryzmów. Niby wszystko ujęte w temacie, niby racja, ale tak na prawdę nie pamiętam tu nic poza chujami, gównami, i ogólnym brakiem ogłady i kultury wypowiedzi.
    Dla mnie brak umiejętności pisarskich postanowiłaś zakryć wulgaryzmami tak, aby Twój post budził emocje równie mocno co posty blogerów trafiające prosto i dobitnie do wyobraźni czytelnika. I możesz się tłumaczyć, że przeklinać każdy może, że przekleństwo użyte w celu podkreślenia, wzmocnienia czy czegotamchcesz – jest okej, dla mnie głupie tłumaczenia nic nie zmieniają. Kompletny brak kultury wypowiedzi, szacunku do czytelnika.
    I żeby było jasne – sama przeklinam, czasem mało, czasem dużo. Ale uważam, że wyflaczając się publicznie należy trzymać się pewnych zasad.

  • Linka

    Według mnie wychowawczy klaps to nie jest przemoc. Jest to ostateczność, kiedy inne metody naprawdę nie przynoszą skutku. A strach przed klapsem jest wtedy, kiedy dziecko nie wie, co jest dobre a co złe i boi się, że zostanie ukarane za cokolwiek co zrobi, bo rodzic się nad nim znęca z różnych powodów (ale na pewno nie z takich, które zasługują na karę). Ale kiedy już dochodzi do sytuacji, kiedy dziecko na karę zasługuje, bo skurwielsko przegięło pałę, klaps nie jest niczym złym. Takie dzieci nie boją się niczego i czasem trzeba wyraźnie im przekazać, że na niektóre rzeczy nie ma aprobaty, bo inaczej będą pomiatać rodzicami. To jest generalnie temat rzeka… Tak czy siak – jest różnica między laniem do krwi a tzw. dydaktycznym klapsem.

    Pokolenie naszych rodziców wychowało się w czasach, kiedy walenie kabel i klapsy były na porządku dziennym, rodzice i nauczyciele mieli autorytet i jakoś nikt nie krzyczał, że to przemoc. A ludzie z tamtego pokolenia są o wiele lepsi i bardziej ludzcy od nas (ja rocznik ’93).

    „To jest mały człowiek, który bezinteresownie kocha…” – nie wierzę. Nikt nie umie kochać, jeśli się go tego nie nauczy. A współczesne dzieci niestety są uczone bycia interesownym. Nie przez przemoc, ale właśnie przez to tzw. „bezstresowe wychowanie” (czytaj jego brak).

    Przypomniałam sobie laskę, która w gimnazjum płakała mi w słuchawkę, że bardzo zawiodła się na chłopaku, a to była jej pierwsza miłość, a mama jest nieludzka i jej nie rozumie, bo zamiast ją wspierać i współczuć, powiedziała, że to bardzo dobrze, bo była naiwna (żeby nie było – ostrzegała ją przed typem), żeby przestała marudzić i zabrała się za sprzątanie. Zgodziłam się z matką – i dziewczyna nie odezwała się już do mnie. Ale z tego co wiem do dziś zmienia facetów jak rękawiczki i płacze, że ją wykorzystują.

  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

  • Ilona

    Jedno pytanie do wszystkich komentujących rodziców mówiących, że wydaje się wam że wasze dziecko wyszło na ludzi a dostawało klapsy. Serio? Zapytaliście je o to? O tą konkretną rzecz? Nie sądzę. Bo gdybyście zapytali (i gdyby to dziecko chciało powiedzieć prawdę) to usłyszelibyście zgoła inna odpowiedź.
    Tak, wyszło na ludzi. Tak, radzi sobie w życiu. I jest to tylko i wyłącznie zasługa jego samego. Jego mocnej psychiki, jego nauczenia się zapominania o tych sytuacjach, jego długiej i nie prostej pracy nad sobą i swoimi wspomnieniami, strachami, uprzedzeniami.
    Tylko że nikt z was nie zapyta, nie będzie nigdy wiedział ile te klapsy spowodowały strachu, niepewności, przepłakanych godzin. Powiem więcej, nawet w tym poukładanym super życiu to wraca. Nawet gdy znajdziesz kogoś kto zrozumie to wszystko, kogoś z kim w końcu będziesz mógł być bezgranicznie szczery to i tak są momenty w których to wraca.
    Bo naturalne jest że to rodzice są naszymi największymi autorytetami. Zapytajcie swoje dorosłe dzieci jakie to uczucie gdy największe zło jakie może ich spotkać przyszło ze strony tych właśnie „autorytetów”. I nie, nie przesadzam. W świecie siedmiolatka taki klaps jest największym złem.

    I choć teraz wiem, że chcieli jak najlepiej, że przecież nigdy nie zrobili mi prawdziwej krzywdy, że kochają nad życie, niczego to nie zmienia. Nie cofnie to czasu. Nie sprawi że zapomnę i wymarzę z pamięci.
    Powiem wam co sprawi. Wasze dzieci nauczą się lub już się nauczyły żyć z wami tak żeby wam wydawało się że są aniołkami. Czyli nauczą się kłamać, oszukiwać, nie mówić wam wielu rzeczy. Będą wydzielać informacje, mówić tylko to co chcecie usłyszeć.

    Smutne jak wielu rodziców nie zdaje sobie z tego sprawy.

    Jedynym sposobem na to żeby naprawdę znać swoje dziecko jest wychowywanie szacunkiem, a nie strachem i klapsami.

    Haniu jeszcze słówko do Ciebie. Jesteś super dziewczyną, masz świetne poglądy, czytam Cię i popieram w większości. Jedno muszę Ci tylko powiedzieć. Teksty napisane z taką ilością przekleństw rażą w oczy. Po prostu trochę za dużo.

    • Ilona, dzięki za ten komentarz. Bez ostatnich dwóch zdań był fajny. :) Serio, co kogo razi to naprawdę nie moja sprawa.

      • Ilona

        hmm.. skoro nie jest to Twoja sprawa to czemu usuwasz?

        Nie obraziłam Cię, nie powiedziałam nic niestosownego. Wyraziłam swoje zdanie.
        A co więcej akurat jestem zdania, że to powinna być Twoja sprawa bo przecież piszesz bloga dla czytelników a nie tylko dla siebie.

        • Piszę bloga dla tych czytelników, którzy chcą czytać to, co piszę. Tylko dla tych. Ci, którzy chcą innej tematyki/języku/czegokolwiek – niech stąd idą. Proste.

    • Sławek

      Tak, zapytałem. Wyszło na ludzi. Niezależnie od tego, co jakaś ochujała od lewackich idiotyzmów kretynka wypisuje.

      • Nie mam jak polemizować z tak wyrafinowanymi argumentami z ostatniego zdania. Naprawdę współczuję Twoim dzieciom.

        Jak pisaliśmy poniżej – „wychodzimy na ludzi“ POMIMO klapsom, nie DZIĘKI nim. Zostawiam do przemyślenia.

  • noname

    Oj Hania… Jak czytam te wszystkie komentarze pod tym postem, aż mi słabo. Zero samokrytyki w Tobie. Nie potrafić zrozumieć, że ktoś ma odmienne zdanie, a Ty i tak nadal brniesz w swoje i starasz się wpoić swoją rację drugiej osobie. Z deka żenujące. Pozdrawiam. :)

  • dobrymjud

    Czytałam już ten tekst, ale dzisiaj jakoś kątem oka zobaczyłam, że jest w „najpopularniejszych” i zjechałam, żeby zobaczyć te komentarze.
    Jebłam.
    Bardzo żałuję. Naprawdę nie sądziłam, że znajdę tu komentarze mówiące o tym, że bicie dzieci (oczywiście w celach edukacyjnych) jest dobre. Jest mi autentycznie smutno i niedobrze jednocześnie – pewnie dlatego, że na co dzień otaczam się ludźmi o innych poglądach i nie myślałam, że ktoś może żyć w takim przekonaniu. Nie rozumiem, dlaczego ludzie chcą wykorzystywać pozycję „silniejszego” (bo przecież fizycznie są silniejsi i są w stanie – słowo „mogą” chyba nie przejdzie mi przez klawiaturę – uderzyć słabsze dziecko), na dodatek chwalić się tym i próbować przeforsować swoje idiotyczne, zaściankowe i totalnie patologiczne myślenie jako słuszne. Pierwszym, co pomyślałam po przeczytaniu tego była chęć wytropienia takich ludzi po IP i, nie wiem, zgłoszenia tego, zrobienia czegokolwiek, ale zaraz po chwili zdałam sobie sprawę z tego, jak bezsensowne są takie działania. Chyba dlatego, że nic się i tak nie stanie, ale to nie aż tak istotne. Jak wiele osób myśli, zachowuje się podobnie – ale nie pisze o tym publicznie, nie trafiło na tego bloga, albo nigdy nie miało Internetu?
    Nie byłam w stanie przeczytać wszystkich podobnych komentarzy poniżej. Początkowo, widząc je, chciałam sięgnąć do argumentów, wspomnieć, że nikt mnie nigdy nie uderzył, a mimo tego uważam, że wyrosłam na silną kobietę, która potrafi sobie radzić w podbramkowych sytuacjach – ale nie jestem w stanie nawet myśleć o podjęciu dyskusji z kimś, kto swoimi poglądami tak daleko wykracza poza moje rozumienie świata. Powtórzę się: jest mi autentycznie niedobrze. Niedobrze na myśl o tym, jacy ludzie mogą żyć w klatce obok.
    Wy wszyscy, którzy może to czytacie i myślicie, że można uderzyć dziecko – nigdy nikomu nie życzyłam śmierci, nie będę też tego robiła teraz. Bardzo chciałabym, żeby za każdego klapsa, ktoś przyjebał Wam z całej siły. Najlepiej tak bardzo, byście nigdy więcej nie mogli podnieść na nikogo ręki.

    • Też mam problem, bo pojawiają się tu ciągle nowe komentarze, z którymi nie mam już siły polemizować, czasem je usuwam, bo nie mogę znieść tego, że ktoś tak uważa i próbuje mnie do tego przekonać. Serio, ręce opadają tak, że mi i smutno, i niedobrze.

  • Pingback: Dlaczego gimnazjum jest do dupy? - hania.es()

  • Yui♥

    Nie chcę mówić, co moi rodzice robili, kiedy byłam mała, ale teraz boję się wyjść z domu, boję się ludzi i ogólnie się boję. Życia. Także ten.

    • Ałć. W takim razie bardzo współczuję i trzymam kciuki, żeby było lepiej (z Tobą, bo dzieciństwa Ci nikt nie naprawi).
      A byłaś na terapii? O tym, dlaczego warto, między innymi pisałam tutaj: http://www.hania.es/pojdz-do-psychologa/

      • Yui♥

        Byłam, leczyłam się, rozmawiałam. Mój problem był trochę poważniejszy, więc nie obyło się bez leków. Teraz na pewno jest już lepiej. Dziękuję :)

  • Pingback: Wszyscy wiedzą najlepiej - hania.es()

  • Dziecko to nieświadoma istota, więc bicie go to przejaw totalnego kretynizmu. To tak jakby bić psa za to, że szczeka. Bić, a raczej napierdalać można, a raczej trzeba, ludzi, którzy robią źle świadomie. Wtedy bez litości. Pobiłeś niewinną osobę, dostajesz taki wpierdol, że transportują Cię na OIOM. Zabiłeś, zgwałciłeś dziecko, dostajesz kulkę w łeb bez poszanowania żadnych Twoich praw. Ale do chuja, nie małe dzieci, które nie wiedza, że robią źle. Ich można socjalizować rozmową, ewentualnie karą, ale nie cielesną :)

  • Pingback: Dobry onkolog musi mieć raka - hania.es()

  • Pingback: Niedziela Nie Działam #3 - hania.es()

  • W skrócie:
    Myślisz, że stosowanie przemocy wobec osoby niebędącej dla ciebie zagrożeniem i jednocześnie najbliższego członka rodziny, dla którego podobno chcesz jak najlepiej, tylko dlatego, że zrobił coś, co ci się nie podoba? Boję się z tobą przebywać, bo potencjalnie mogłabym być dla ciebie zagrożeniem i nie chroni mnie to, że jestem twoim dzieckiem i mnie podobno kochasz.

    • Nie. Czy ten komentarz na pewno jest do mojego tekstu?

      • Nie, jest do komentujących, którzy są za klapsami.

  • Wojciech Grochowski

    Czekam na art. o przemocy dzieci wobec rodziców.

  • Lekki klaps (dla chłopca) to niekoniecznie od razu przemoc, ale z pewnością jest to niepotrzebne i, co najważniejsze, nieefektywne.

Przeczytaj poprzedni wpis:
kobieta
My, współczesne kobiety

Czym się różnimy od tych sprzed trzystu lat? Więcej pijemy, mniej pierzemy i ubieramy krótsze spódniczki. Ale czy oczekujemy innych...

Zamknij