…przed poznaniem.

Patrzę na tłum ludzi w tramwaju i się domyślam. Większość jest szara, niewyraźna, opatulona w szare płaszcze i widocznie zmęczona. Ja też.

Obserwuję krótką scenę: dziewczyna prosi młodego mężczyznę, by skasował jej bilet, nie chce się przepychać. Chłopak – jakoś dwudziestokilkuletni – wzdycha pod nosem „tsaaaa” i przewraca oczami, ale ostatecznie pomaga nieznajomej. Po chwili ona, ku jego wielkiemu zdziwieniu, mówi:

— Dziękuję Ci bardzo, a przy okazji powiem, że masz super czapkę i życzę Ci miłego dnia! Niech Ci dzisiaj przytrafi coś fajnego!

Naprawdę miał spoko czapkę, ale nie o to chodzi. Sprawa jest taka, że to był jedyny moment, kiedy ktoś się w tym tramwaju uśmiechnął, a do tego – o, ironio! – ten bez powodu burczący chłopak. Jedyny, kiedy nie byliśmy zwyczajną anonimową, smutną masą w metalowej, poruszającej się puszce.

I ja wiem, że rozmowy z obcymi ludźmi są stresujące i niewygodne, wiem, że życie w społeczeństwie nie jest dla wszystkich zachęcające, wiem, że nie zawsze ma się dobry humor, rozumiem. Sama ostatnio go nie mam i nie szczerzę się, idąc przez miasto.

Ale skoro już rozmawiamy, gdy z jakiegoś powodu nasze życia krzyżują się z kimś trzecim – mamy kilka wyjść z tej sytuacji: możemy albo mu dzień zepsuć, albo na niego wcale nie wpłynąć, albo ten dzień mu „zrobić” i po prostu czymś małym uczynić fajniejszym.

Wybierajcie świadomie. To nic nie kosztuje.