LUDZIE ZDROWIE

3 największe katastrofy biegacza

biegacz


Bieganie to coraz bardziej popularny sport. Często wyczołgujemy się z naszych norek i ruszamy przed siebie truchtem. No ale cóż, shit happens.

Poniedziałek, dzień wyrzutów sumienia po weekendzie, czas się poruszać. Wkładam buty do biegania i w drogę. Mijają mnie inni trenujący, jedni kiwają głową, inni patrzą wzrokiem Uratuj-Mnie-Umieram.

Grubi, szczupli, uśmiechnięci, brzydcy (to rzadko, bo biegacze raczej o siebie dbają), zamyśleni, mądrzy i głupi. Przeróżni.

Łączy nas jedno. Wszyscy biegamy i wiemy, że są katastrofy związane z bieganiem. Powiem Wam o trzech największych.

biegi

Niewłączone Endomondo

Ten moment kiedy po zrobieniu kilku ładnych kilometrów spoglądacie na smartfona i okazuje się, że to wszystko na nic. Aplikacja nie zapisała Waszych wysiłków. Nie będziecie mogli się pochwalić (tak jak ja się chwaliłam moimi 15 kilometrami) na Facebooku. Trening w plecy. Wtedy nie pozostaje nic innego, trzeba pokonać tę trasę znowu. No bez screena na profilu się nie liczy.

Spotkanie kogoś

A już w ogóle najgorzej jeśli to ktoś, kto Wam się podoba. Nie, to nie jest jak na tych amerykańskich filmach, że biegając człowiek wygląda jakby dopiero wyszedł od fryzjera, ma nieskazitelny makijaż i oddech spokojny jak ciężarówka pełna tybetańskich mnichów. Niestety.

Jeśli w trakcie treningu kogoś spotykacie to jesteście w sportowych ubraniach, panie (panowie chyba też) zupełnie bez make-upu, z włosami związanymi tak mocno jak sznurówki w glanach u metala, zlani potem i niepotrafiący wykrztusić z siebie całego zdania nie wypluwając płuc. A poza tym jak staniecie pogadać to, oprócz tego że wystraszycie rozmówcę, Endomondo naliczy większy czas. Do kitu.

Jest materiał, ale tragiczny

Czyli: nie ma się czym chwalić. Załóżmy, że smartfon był naładowany, gotowy i monitorował cały bieg. Wy stanęliście po drodze porobić jakieś zdjęcia – to nóg w butach treningowych, to swojej pięknej buźki, to tabliczki z nazwą innego miasta – ale okazuje się, że wszystkie są do niczego. Tu nieostre, tu zły dzióbek, tu uda wyszły za grubo, tu nie widać logo najnowszych butów.

Pal licho foty – screen jest też brzydki. Trasa wygląda jakbyście stali w miejscu albo obiegli dwa domy, liczba kilometrów jest nieokrągła, a czas gorszy niż mojej babci jak zasuwa po bułki. Znowu trening do niczego. Nie ma nawet co na Insta wstawić, a przecież jakoś trzeba bieg udokumentować. Nie pozostaje nic innego, trzeba powtórzyć akcję i porządnie zebrać materiały.

nie zyj na czas

Bieganie nie jest łatwym sportem, wbrew pozorom nie wystarczy przebierać nóżkami. To złożony proces pełen screenów, zdjęć, aplikacji, wyjść na zakupy, termoaktywnych gaci, pulsometrów, godzin czytania by  orientować się w tematyce i wiedzieć o co chodzi w trakcie rozmowy z innymi biegaczami.
I to wszystko po to, żeby ze zrozumieniem kiwać głową czytając ten tekst.

A sami widzicie, wymienione wyżej katastrofy są porównywalne do tej smoleńskiej.

Więc lepiej dziś zostać w domu.

Z ciastkami.

  • Ciastka są dobre na wszystko, a akcja z Endomondo u mnie też już raz wystąpiła podczas biegania.

  • Kiedyś, będąc jeszcze w liceum, miałem cudowne, wręcz apollońskie ciało. I wtedy, tamtej tragicznej nocy z 20 na 21 czerwca stało się. Pobiegłem bez włączonego Endomondo, co wydarzyło się potem, możecie sobie tylko wyobrazić. Przebiegłem mój najlepszy czas, a nikt się o tym nie dowiedział. Ani rodzina, ani znajomi, ani nieznajomi też. Zacząłem pić. O bieganiu zapomniałem na długie lata i spadałem coraz niżej w przepaść smutku i przerażenia.

    No, to dlatego teraz mam słabą kondycję. Zdecydowanie dlatego! :)

    • Olaboga! Nie umiem sobie wyobrazić tego, co czułeś. Wielka szkoda, że świat nie dowiedział się o Twoim osiągnięciu. Życie musi być teraz bardzo ciężkie, rozumiem Twoją niechęć do tego sportu.
      Trzymam kciuki i mam nadzieję, że jakoś wrócisz do siebie po tym traumatycznym zdarzeniu, choć to pewne że już nigdy nie będzie tak jak dawniej :(

      • Po kilku latach od tego wydarzenia wszedłem na strych. Tam przygotowałem już taboret i linę. Moje życie bez tamtego wyniku na Endomondo było bez sensu. I ujrzałem je – moje najacze, w których biegałem leżące w kącie. Pożółkłe i zakurzone, ale nadal nadawały się do użytku.

        Założyłem je i miałem rację, były idealne. Mogłem w nich iść do biedronki po pizzę.

  • Znajomemu Endo padło podczas maratonu. Chyba na 27 kilometrze. Tragedia i ściana na miejscu :D

  • Hania, ale Ty jesteś fajna :) Czytam już kolejny wpis i Cię coraz bardziej lubię!! :)

    • O, Nishka u mnie, fajnie!
      Dzięki! Też Cię lubię ;>

      • [przybija piątkę]
        To super :)

  • Adorosa

    Zaczynam się Ciebie bać. Tak jak każdego innego człowieka, któremu bez trudu przychodzi podążanie za moim tokiem myślenia…

  • Dosia

    Dobra, powiem tak. Nie rozumiem kompletnie tej całej spiny, żeby być ciągle w sieci i podejścia, że bez internetu nie ma życia. Mam 18 lat, więc teoretycznie powinnam reprezentować to nowe, online pokolenie. Ale ja tego nie czaję: dla kogo to się robi? Biega się po to, żeby napstrykać sobie nowe fotki i pochwalić swoim wątpliwym nowym rekordem, czy zrobić coś dla siebie, dla zdrowia, odciążyć umysł, uwolnić się od wielu spraw i udowodnić sobie, że potrafimy? Czy próbował ktoś pójść bez telefonu do warzywniaka, albo wyrzucić śmieci? Uwierzcie, nic się nie stanie. Bo tak naprawdę nikogo nie obchodzi wasze zdanie. Uwierzcie, ludzie obserwują was uważnie, aby podnieść sobie samoocenę, słuchają uważnie komplementów usłyszanych od was, oraz waszych żali, gdy macie problemy. Ale nie słuchają, co macie do powiedzenia! Aaa, a więc wracając do tekstu, nie wiem, czy to była tylko prowokacja, gdyż nie zdążyłam się aż tak dobrze zapoznać z filozofią, którą wyznaje autorka tekstu. Więc jeśli ten artykuł miał być w zamierzeniu sarkastycznym komentarzem do tego, co się aktualnie dzieje z ludźmi, to gratuluję. Ale jeśli nie, to mogę tylko współczuć i dziwię się, że ta maszyna się ciągle nakręca właśnie przez takich ludzi. Bo jednak pierwsze wrażenie, jakie miałam po przeczytaniu było negatywne. I może tylko z niepotrzebną nadzieją próbowałam znaleźć ukryty sens.
    Pozdrawiam i doceniam Pani pracę, gdyż widać, że wielu osobom jednak pomaga przeczytanie takich cudzych-swoich przemyśleń.

    • Umiejętność rozumienia sarkazmu i nieczepiania się o wszystko jest bardzo cenna, polecam.

Przeczytaj poprzedni wpis:
2014-10-04 15.17.46
Łukasz Jakóbiak – człowiek inspiracja!

Byłam wczoraj na wykładzie motywacyjnym Łukasza Jakóbiaka. Nie lubię takich spotkań, bo najczęściej to poklepywanie widowni po główkach i mówienie, że są super. Ale...

Zamknij