MOTYWACJA

Jak zdobyć 200.000$ w dwa dni?

dolary


Okazało się, że to wykonalne. I nawet nie trzeba być blogerem.

Niedawno napisała do mnie na Facebooka dziewczyna, z którą rok temu zamieniłam dosłownie kilka słów. Nie znałam jej, ale wiedziała o blogu i chciała o coś zapytać.

Po kilkunastu minutach rozmowy stwierdziłam, że zdobędę 200.000$ w dwa dni.


 

Moja przyjaciółka z dzieciństwa mieszkała siedem lat w Nowym Jorku. Pamiętam, że wracała do Polski na wakacje, a wtedy się spotykałyśmy na podwórku i opowiadała mi o tym, jak to jest w Ameryce. Bujałyśmy się na placu zabaw, a ona mówiła jakie mają fajne słodycze, przeróżne gadżety, super zabawki i dużo Murzynów. Pomyślałam wtedy, że też chcę tam kiedyś pojechać. Skoczyłyśmy z huśtawki, położyłyśmy się na trawie i opowiadałyśmy sobie jakie kształty widzimy w chmurach.

Zobaczyłam walizkę i szeroko się uśmiechnęłam.


 

Nie bez powodu publikuję ten tekst dopiero teraz. Wcześniej zdradziłam Wam w dwunastu faktach o mnie, że podejmuję decyzje szybko, a w O spontaniczności napisałam, że takie sprawy są napakowane silnymi emocjami i dlatego wychodzą. I właśnie to tu zadziałało. Bardzo zadziałało.

nyc

Rzecz działa się ponad dwa miesiące temu i trwała dokładnie dwie doby. Dwie najbardziej intensywne doby mojego życia. Do tego najdziwniejsze, najbardziej odważne i szalone. Pisząc to zerkam na swoje pełne emocji notatki, które wtedy nabazgrałam. Wtedy – o szóstej rano, chwilę po godzinie deadline’u. Pamiętam, że wróciłam do domu, padłam na łóżko i zastanawiałam się nad tym, co właśnie (przez ostatnie czterdzieści parę godzin) zrobiłam. Maksymalne zmęczenie i maksymalna ekscytacja, gdzie ani jedno ani drugie w pełni do mnie nie dochodziło. Zdarzało mi się już nie spać i nie jeść dwie doby, ale nigdy nie załatwiałam w tym czasie tak wiele tak ważnych spraw.

Do rzeczy więc.

Tamta dziewczyna mi napisała o swoim college’u w Stanach. Mówiła ciekawie, a że byłam niezadowolona ze swoich studiów na Politechnice, weszłam na ich stronę z ciekawości i trochę poczytałam. Wiecie co tam znalazłam? Dobrą szkołę, a na niej kierunek, który idealnie do mnie pasował, związany z tym, co chcę robić w przyszłości. Na próżno go szukać na polskich uczelniach, a tam proszę – jest i czeka na mnie! Razem z tymi amerykańskimi gadżetami, które miała moja przyjaciółka dziesięć lat temu, z Murzynami i wielkim, pięknym kampusem.

dolary2

 

Moja wizja: przemyślę sprawę, porozkminiam za i przeciw, skonsultuję z bliskimi wyjazd, dokładnie przeanalizuję i zobaczymy jak to będzie. Już źrenice zmieniły mi się w małe tęcze, ale wtedy spostrzegłam cenę. Jeb.

Dwieście tysięcy dolarów.

Skąd ja kurwa wezmę dwieście tysięcy dolarów? Skąd ja wytrzasnę tyle pieniędzy?! Blog się rozwija, no ale bez przesady… To jednak nie koniec. Dostrzegłam kolejny element – datę składania papierów. Jeb.

Dwa dni.

Czułam się tak, jakbym otworzyła pudełko po lodach, a tam koperek. Jakbym w przedszkolu pociągnęła świętego Mikołaja za brodę i odkleiła jakieś zabawkowe gówno. Taaaak dużo rozczarowania. Bo przecież w dwa dni nie zdobędę dwustu tysięcy dolców, ni chuja.

Już miałam dać sobie spokój, ale stwierdziłam, że hej, może jednak spróbuję je wyczarować, może jest jakiś sposób. Może… ach, no dobra, trochę marzyłam. No ale przecież nie mam nic do stracenia.

Ale zrobiłam maksymalny, błyskawiczny research i chwilę później znalazłam pewien kontakt, który mógłby mi pomóc. Spadł na mnie jak dar od Żaby Przenajświętszej i już w moim sercu zarżał jednorożec. Po wymianie maili jednak ugaszono mój zapał, bo powiedziano mi, że z reguły zajmuje to pół roku.

Pół roku?! Nie miałam tyle czasu. Usłyszałam jeszcze, że w dwa dni to raczej niemożliwe, ale hej! – kiedyś mówili, że niemożliwe jest chodzenie po Księżycu. Nie miałam czasu na rozmyślanie, więc po prostu uruchomiłam wszystko. Dzwoniłam do bliskich i mówiłam „nie pytaj proszę, nie mam czasu na tłumaczenie, ale potrzebuję Twojej pomocy”. O trzeciej w nocy wrzuciłam tweeta:

Jeśli myślicie, że ciężko jest zdobyć tyle pieniędzy w dwie doby, to tak, macie rację. To było naprawdę najbardziej intensywne 48 godzin mojego życia, ale cały czas, co kilka minut, w obliczu zmęczenia, głodu, pragnienia i czegośtamjeszcze, powtarzałam sobie:

Nic nie stracisz. Jeśli teraz będziesz nad tym rozmyślać, nie zdążysz. Jeśli odpuścisz, będziesz sobie wyrzucać, że nie zrobiłaś wszystkiego co w Twojej mocy. Jeśli zaczniesz tłumaczyć innym o co chodzi, nie wystarczy Ci czasu. Nie postaw się w sytuacji, w której będziesz pluła sobie w brodę, bo odmówisz sobie szansy przez jakieś tam głupie zmęczenie. Przecież to stan przejściowy, ono minie.

Więc stwierdziłam, że skoro bardzo tego chcę, będę napierdalać, a pomyślę później.

Kiedy gorąco czegoś pragniesz, to cały Wszechświat potajemnie robi wszystko, żeby Ci dopierdolić.

Szło pod górkę. Dokumenty, które wypełniałam w środku nocy przez cztery godziny nagle przepadły, bo nie zapisały się na dysku. Straciłam tyle czasu, ale zamiast się wkurzać i płakać, opanowałam się, zrobiłam herbatę i powtórzyłam cały proces papierologii. Nawet podczas konferencji z dyrektorem college’u wypełniałam kolejne wnioski, by nie tracić czasu. Stwierdziłam, że zjem później, pośpię później, ogarnę wszystko później. Musiałam wrzucić się na najwyższe obroty na te dwie doby. Ta świadomość mnie trochę przerażała, ale nie dawałam sobie czasu na zastanawianie się.

Nie będę mówić, ile zachodu to wszystko kosztowało – jak musiałam okłamać tłumacza przysięgłego, biegać do dziekanatu Politechniki po kilka papierów, złamać prawo kilka razy (ale psst, nie mówcie nikomu) i dlaczego bliska mi osoba na drugim końcu Polski pędziła w ostatniej minucie godzin otwarcia poczty po stosowny stempel, ale było tego generalnie w chuj. I mam na myśli: w chuj.

Dwustu tysięcy dolarów nie wydaje się za ładny uśmiech. No ale ej, da się!

dolary1

Parę minut przed deadlinem, kiedy już stałam w kolejce po ostatni podpis i stempel, kiedy już wszystko inne było gotowe, w drżącej od nadmiaru kofeiny dłoni ściskałam koszulkę z dokumentami, a drugą wyjęłam telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Odbiera i mówię:

– Hej. Jadę zobaczyć Twój dom.
– Jak to? – odpowiedziała zdziwiona – O czym Ty mówisz? Jaki dom?
– W Nowym Jorku. Wszystko Ci wyjaśnię jak się wyśpię, pewnie za dwa dni. Trzymaj kciuki, żeby już nic mi się nie zjebało. Buzi. – wyłączyłam się.

Kilkanaście dni później dostałam piękny list ze Stanów, dyplom i podpis dyrektora. Dopiero teraz, na chłodno, mogę się zastanowić jaką decyzję podjąć, ale przynajmniej mam wybór. Z tego cieszę się najbardziej, z opcji.

Działajcie szybko i otwierajcie sobie jak najwięcej furtek. Będziecie myśleć później. No i pamiętajcie – jeśli wydaje się, że coś jest niemożliwe, a profesor mówi Wam „you’re the most yolo person I’ve ever talked to”, to wcale nie znaczy, że się nie uda.

Może po prostu trzeba się będzie trochę bardziej postarać.

Nie poddawajcie się. Jeśli czegoś chcecie, to bezczelnie to sobie bierzcie. Nawet jeśli to dwieście tysięcy dolarów.

Da się.

  • Hania Lewandowska

    Cały wpis czytałam z uśmiechem na twarzy :) gratuluję spontaniczności i determinacji. Oby tak dalej ;)

  • Ty to chyba cudotwórcą jesteś, że takie rzeczy robisz :) Jestem pod wielkim wrażeniem.

  • AJD

    Wow! Gratulacje! I mega szacun!

    To teraz tęcza i jednorożce w Stanach? :O

  • Ciekawski

    To w końcu jak zdobyłaś te pieniążki?

    • Szkurwa, „pieniążki”, serio?

      • Ciekawski

        Dobra, dobra. SKĄD HAJSY?

        • Stypendium! :)

          • Ale stypendium czego? Bo to najciekawsze :)

          • Nauki, no przecie.

          • Czy to stypendium było naukowe? W sensie: jesteś zajebista, politechnika sypie hajsem. Czy Stany: będziesz zajebista, kiedyś na Tobie zarobimy, to masz tu biedna Polko dwieście tysięcy?

  • ownriddler

    Nic tylko pogratulować! Mistrz Hania ;)

  • Gratuluje! To chyba najwyższy czas popracować nad swoją spontanicznością :)
    Btw, jeśli moge spytać, jaki kierunek Ci się spodobał tak bardzo?

    • Ich Communications, które są tam świetnie rozwinięte.

  • Gratki! :D

  • Ula Trepczynska

    Uau! Congrats. Szczery podziw, tylko pozazdrościć determinacji i wiary! Czyli USA czeka na cudowną Hanię? Kiedy się zobaczycie?

  • Gratulacje, jesteś inspiracją do walki o marzenia. :) Nie dobrze, ja powinnam mieć na podjęcia decyzji tylko kilka dni bo od 3 miesięcy wiszę w nicości. Inspirujesz.

    • Wiszenie w nicości jest najtrudniejsze. Działaj! :)

  • Ala

    Gratulacje!!! Mam tylko nadzieję, że wykorzystasz tą szansę i będziesz dodawać snapy z USA. :D

  • niesamowita jesteś!
    jakie wyniki trzeba uzyskać z matur, żeby móc ubiegać się o studia w USA?

    • Żadne. Nikt się o to mnie nie pytał. Tylko o świadectwa z trzech lat.

  • Czyli tak powinnam zrobić ze studiami lekarskimi. A. Ja. Się. Boję.

  • dobrymjud

    Jaram się, że kiedyś jakimś randomowym linkiem trafiłam na bloga tak pozytywnie zdeterminowanej i silnej osoby. Pozdro, Hania. Zawsze się da!

    • Pozdro dobrymjud, lubię Cię, więc też spoko, że tu trafiłaś. :)

      • Ja tu trafiłam przez IMHO fatalny (wybacz, Haniu) tekst o obleśnych ludziach, po którym stwierdziłam, że na pewno laski czytać nie będę. I tak zostałam ;)

  • Wow! Teraz dowaliłaś do pieca. Fajna, szybka, konkretna decyzja. Do tego element podróżnoiczy więc dla mnie bomba :)

  • Jak mówił klasyk: Mogę wszystko :) gratuluję kurewskiej cierpliwości i zaangażowania

  • Kamila

    Jakiś czas temu wspomniałam mamie, że ta Hania to do Warszawie teraz mieszka, na co ona odpowiedziała, że „tą to zawsze nosiło”, ciekawe co powie o takiej sytuacji xD

    • Jakąkolwiek Kamilą jesteś, pozdro mama, lol.

  • Maciek

    Brakuje mi słów jak czytam o Twoim zaangażowaniu. Kiedy podzielisz się nazwą kierunku : >?

    No i G R A T U L A C J E

    • A jakoś minutę temu pod spodem się podzieliłam. Ale hej – to tylko opcja. :)

      • Maciek

        Wiadomo, ale jesteś bliżej o te 200 000 usd : D.

        A co do kierunku, jeżeli google mnie nie okłamał to wygląda na zajebiście ciekawy. A uczelnie w USA zdecydowanie mają prestiż. No i bractwa.

        • dobrymjud

          Tam uczelnia. Borze, Hania, jeśli będziesz w BRACTWIE to będę Ci TAK ZAZDROŚCIŁA…

          • Maciek

            Czemu wyczuwam tu #sarkazm : <

          • dobrymjud

            Nie wiem, źle wyczuwasz. Serio, jak byłam mała zawsze myślałam, że na studiach będę w bractwie, potem poszłam na uczelnię i okazało się, że pomyliłam kraje. Przegrałam w życie.

  • Zawsze jak ktoś się mnie pytał o osobę którą podziwiam to odpowiadałam, że tylko mamę. Od dziś będę mówiła, że mamę i Hanię Es, bo to jest niesamowite co teraz zrobiłaś. Życzę Ci wspaniałej przygody! :)

  • Iza

    WOW i tylko tyle jestem w tej chwili z siebie wydukać… o.o

  • rzeźbionawpumeksie

    Maaatko, to jest niesamowite, jesteś mega inspiracją, uwielbiam zmotywowane i pozytywne osoby! Ale zdradź trochę więcej szczegółów, skąd te wszystkie dolary?! :D
    Wielkie serduszko dla Ciebie!

  • sfetrum

    no chyba nie mam nic do dodania w temacie – niesamowicie inspirujące i pozytywne. Wow! :-)

  • Przechodziła to samo, jak ogarniałam wyjazd na uniwerek do Chin. Były momenty, że przez biurokrację miałam ochotę rzucić to wszystko. A potem jeszcze, kiedy już w Czajna siedziałam, uniwerek medyczny robił mi problemy w PL i chciał skreślić z listy studentów, bo im jakiego zaświadczenia z chińskiej uczelni nie wysłałam. Akurat wtedy było jakieś święto narodowe i też nie mogłam załatwić tych dokumentów, więc pisałam do dyrektora instytutu w Poznaniu, co by mi pomógł i zagadał do pań w polskim dziekanacie. Ogólnie to była jakaś porażka. No, nerwów się najadłam, nie powiem, że nie. Ale co przeżyłam i zwiedziłam to moje. Jedź do tego NYC jak tylko masz możliwość. Czemu nie? :)

  • Mega motywujace. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Trójkąt

    Wow, jesteś najbardziej motywującą i nieprawdopodobną osobą jaką znam. Jestem pod wielkim wrażeniem oraz życzę ci powodzenia. :)

  • Czekałem na ten post. Nie zawiodłem się.

  • Kurdeż, dziewczyno, JEST MOC.

    Pamiętaj tylko o jednym: aby dokonać to, czego Ty dokonałaś, trzeba mieć jedno: POMYSŁ. 99% procent (no, może 95%), nawet naprawdę solidnie zmotywowanych poczuje najzwyklejszą pustkę w głowie. Wykazałaś się nie tylko determinacją i zaradnością, ale też pomysłowością. A kombinacja tych cech jest rzadka. Gratuluję! I zazdroszczę trochę – sam jestem z tych, co – gdy muszą coś wymyślić na szybko – z automatu czują w głowie podciśnienie wywołane próżnią ;-)

  • Adam

    Wiesz jakie to jest motywujące? Okej, na pewno wiesz. Ale po przeczytaniu mój pomysł odwiedzenia przyjaciółki z przeciwnej strony kraju (morze–góry) stał się bardziej realny. Dzięki!

  • TEKSTacja

    Ty to jesteś! <3

  • Wanda Pawłowska

    No ładnie!

  • Nieszka

    „Czułam się tak, jakbym otworzyła pudełko po lodach, a tam koperek.” <3 Jedno z największych rozczarowań z dzieciństwa. A co do wpisu, wow, gratuluję samozaparcia! :)

  • Pingback: 20 minut na zmartwienia - hania.es()

  • Pingback: Dziś: live na Periscope! - hania.es()

  • Pawel

    Skąd ta kasa? How’s that possible?

    • Coache mówią, że wszystko jest możliwe!

      • Pawel

        Jedynie ci nie rzetelni ;) …come on.

  • Pingback: Jak coś robić, nic nie robiąc? - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
majowe
Nie ominął Cię maj?

Maj to piękny miesiąc. Długi weekend, piękna pogoda, pierwsze piwa w plenerze i coraz więcej uśmiechu na twarzach przechodniów. Nie...

Zamknij