LUDZIE PSYCHOLOGIA

Jak być takim sobie?

kobieta kapelusz inspiracje relaks motywacja


W dobie poradników „Jak osiągnąć sukces”, treningów motywacyjnych i haseł mówiących, by bez przerwy dążyć do celu, bardzo potrzeba nauki o tym, jak być takim sobie i lubić życie.

To nie jest modne żeby być smutnym, nie mieć ochoty osiągać sukcesów, sobie nie radzić. Nauczono nas wielkich ambicji, nauczono nas marzenia o wyjątkowości, najlepszości i wygrywania w życie. Ogromna większość z nas (ja bardzo) tak ma, stawia sobie wysoko poprzeczkę, każe poprawiać niedociągnięcia, bo każdy dobrze wie, że sukces, że cel, że bycie podziwianym, że wpływ na innych.

wyścig

Kilka dni temu byłam na turnieju tańca. Światła, piękne, balowe suknie, panowie we frakach, pantofelki jak pożyczone od Kopciuszka, lśniący parkiet. Kilkanaście par w kategorii, każda z nich przyjechała po wygraną, kolejny puchar na półkę, satysfakcję i pogłaskanie swojego ego, patrząc na zostawioną w tyle konkurencję.

Przyszedł czas na ogłoszenie wyników i dziewczyna z miejsca czwartego – tego beznadziejnie ocierającego się o podium, choć wciąż finałowego – schodzi do szatni i szklą jej się oczy. Jest załamana, nie odzywa się do gratulujących jej rodziców. Dla siebie samej jest przegraną. Bo czwarte miejsce, bo nie pierwsze, bo zawsze może być lepiej.

przede wszystkim zadowoleni

Tak się teraz chwali to niezadowolenie z siebie, pragnienie perfekcji i wieczną walkę o najlepszość, że zapomnieliśmy chyba, że z życia mamy być przede wszystkim zadowoleni. Bo, cholera, nie wiadomo kiedy się skończy – czy po upragnionym podium, czy może jeszcze dziś.

Droga do sukcesu nie jest dobra, gdy buduje się ją na frustracji.

Małgosia Halber powiedziała niedawno, że za te książki mówiące o osiąganiu sukcesu, za tę presję „obierz cel i nieprzerwanie do niego dąż”, powinno się iść do więzienia. Myślę o tym, bo cały ten motywacyjny szał to w jakimś stopniu kolejna cegiełka do naszego społecznego, pospolitego nieszczęścia.

nic łatwego

Przeżywanie życia to nie jest łatwa sprawa. Czasem się jest smutnym, czasem siedzi się pod kocem i nie ma ochoty słyszeć o żadnych sukcesach, czasem chodzi się dookoła bloku przez dwie godziny i błądzi myślami.

Musiałam porozmawiać z kilkoma mądrymi osobami, by doszło do mnie, że nie ma w tym zupełnie nic złego, że może tak być, że to nie jest porażka. Teraz zdaję sobie z tego powoli sprawę i wiem, jak bardzo potrzebna to wiedza. Każdemu polecam kogoś takiego z zaciekawieniem posłuchać, bo wyrzuty sumienia są gorsze niż wrzody żołądka.

***

Pięknie byłoby, gdybyśmy umieli być szczęśliwi bez tych wszystkich sukcesów i na czwartych miejscach. Gdybam sobie, jak wspaniale żyłoby się w świecie, gdzie ludzie umieliby nie stawiać sobie samym nogi na gardle.

Ale nie – pomyślałam, z przerażeniem wizualizując sobie niezrealizowane plany – to nie w tym życiu.

  • callay

    Napisałaś w tym poście wszystko to o czym od dawna myślę. Ciągle jesteśmy otaczani ludźmi sukcesu, presja rośnie, a zadowolenie z życia maleje. Czasem się zastanawiam czy nie rzucić tego wszystkiego i nie zamienić na spokojne życie, szczęśliwe. Ale wtedy przychodzi strach, że jednak są pragnienia, które chcielibyśmy zrealizować.

  • To tzw. samorozwój do porzygu. Gdy praca nad sobą i osiąganiem postawionych sobie celów przestaje cieszyć to znak, że coś jest nie tak…

  • Ja mam straszne uczulenie na te całe gadki motywacyjne. Na mojej uczelni organizowane są własnie obowiązkowe wykłady dla piątego roku. Mają one przygotować przyszłego absolwenta do „pójścia w świat”. Przychodzi do nas taka urocza pani, która w kółko powtarza, że jeśli będziemy bardzo chcieli i mocno wierzyli, że się uda, to dostaniemy wspaniałą pracę, za fantastyczne pieniądze nawet zaraz po studiach. Cóż. Przecież obie wiemy, że to nie prawda, więc po co ciskać takie puste frazesy?

    • Nemesis Nave

      Wśród pomysłów coachów wygrywają „wizualizacje sukcesu” – mistrzostwo… :D

      • Od razu mam przed oczami tego gościa od „jesteś zwycięzcą”:D Ale masz rację, zgadzam się w 100%

  • Nemesis Nave

    Ostatnio myślałam o tym słuchając znajomych ze studiów – cały czas zestresowani, zmęczeni, niewyspani, część ściga się o stypendium. W tym momencie stwierdziłam, że moje podejście „jakoś to będzie” wcale nie jest najgorsze. Oceny mocno przeciętne, ale jeśli to ma być cena za spokój to ja to kupuję, spełniam się prywatnie. Jasne, że lubię osiągać sukcesy – jak każdy, ale nie za wszelką cenę.

    • Ja największy ubaw mam jak widzę studentów z roku niżej, którym się akurat udało załapać na „kierunek zamawiany”. Kobieto, to jest dopiero zabawa, bo połowa roku dostaje 1000 zł miesięcznie. Oni się słowem do siebie nie odzywają, już nie mówiąc o wzajemnej jakiejkolwiek pomocy. A i przy okazji, paznokcie zjedzone do krwi :D

      • Och! Jestem właśnie na czwartym roku kierunku zamawianego. Zniszczyło mnie to totalnie, bo nie przywykłam do takiej rozrywki jak wyścig szczurów.

        I chociaż kiedyś miałam ambitne plany bycia „wybitną” studentką to zamieniłam je na spokój sumienia.

      • Nemesis Nave

        Na mojej uczelni nie ma kierunków zamawianych z tego co się orientuję, ale wierzę na słowo, jeżeli o same stypendium rozgrywają się dantejskie sceny – więc co dopiero o te 1k miesięcznie… :D

  • Ciągłe nastawianie się na sukces, pokazywanie (głównie) w mediach tzw. ludzi sukcesu, wbijanie do głowy tego jacy powinniśmy być idealni w każdej dziedzinie życia powoduje, że wielu ludzi tego nie wytrzymuje i na zewnątrz pokazuje co innego niż w rzeczywistości reprezentuje. Dalej powoduje to sprzeczność pomiędzy tym czym udajemy, że jesteśmy a tym kim naprawdę jesteśmy.

  • Liczba poradników motywacyjnych, mówiących jak żyć i jak osiągać sukces jest coraz więcej, aż człowiek może zgłupieć. Zauważyłam, że czym więcej tym mniejsza efektywność a nawet bym powiedziała, że zupełny brak jakiegokolwiek wpływu na odbiorce. Czytanie dla samego czytania. Jak się czegoś w końcu nie zrobi samemu to żaden poradnik motywacyjny nie pomoże.

    • Nemesis Nave

      Tzw. ćpanie rozwojowe.

  • Wypisałam się z wyścigów szczurów w swoim życiu. W pewnym momencie płaciłam za nie nawet depresją. Dziś jestem zadowolona z siebie i szczęśliwa w grupie społecznej „przegranych”. Można? Można. Tylko trzeba zdjąć klapki z oczu!

  • Ten samorozwój to jedna wielka sieczka i papka. Zmusza nas by dązyć do celu, zapisywać cele, cięzko pracować i wierzyć, ze osiągniemy sukces jak Zukenberg. Z pozoru rozwój osobisty pokazuje by olewać porazki, zmieniać je w lekcje, ale jesli masz ich za duzo i wciąz nie jestes najlepszy to pewnie z tobą cos nie tak i wina lezy tylko w Tobie.
    Czasami, zycie tak się ulozy, ze nie wszystkie plany zrealizujesz. Zawsze będzie ktos lepszy od Ciebie. A spelnienie marzeń często zalezy od decyzji innych ludzi nie Twojej. Chyba, ze musisz się produkować i stresować, by ich do siebie przekonać. Trzeba cięzko pracować ale wszyscy tak samo cięzko pracują a gdzie są zawody (dobry przyklad z tym tańcem) to zawsze zywcięzca jest tylko jeden.
    Moje zycie stalo się lepsze w dziedzinach: zdrowie, samopoczucie, spokój ducha, relacje, brak poczucia winy kiedy zaakceptowalam je w takim punkcie w jakim się teraz znajduję. Czasem trudno taki stan utrzymać ale warto.
    Tak, jestem taka sobie, przeciętna i do wielu sukcesów mi wciąz daleko. Wolę spokojnie pracować nad swoimi planami dziękując za to co mam teraz i pogodzić się z tym czego brak. A zamiast czytać kolejną ksiązkę motywacyjną wolę pouczyć się angielskiego lub poblogować u siebie. Zamiast wydać kasę na motywacyjny event wolę wydać ją wycieczkę w góry. Korzystać z zycia takim jakie jest zamiast marzyć, ze będę szczęsliwa dopiero jak zostanę milionerką. Puki nie znajdziesz szczęscia w sobie to nigdy się go nie doczekasz. Pozdrawiam

  • milenka22224

    Racja, obieranie celu i slepo badz bardziej racjonalnie biegnac do jego spelnienia dazymy rowniez do wlasnego nieszczescia. A co za tym sie ciagnie choroba XXI wieku- depresja, a jesli depresja to wspomnianie wyzej wrzody wynikajace ze stresu, nastepnie brak apetytu i wiele innych nieprzyjemnych rzeczy.

Przeczytaj poprzedni wpis:
world
Muzułmanie i terroryści to nie synonimy

Nagle wszyscy stali się ekspertami od zamachów, Koranu i uchodźców, więc ja tylko napomknę, że są słowa, których nie można...

Zamknij