LUDZIE WYOBRAŹNIA

Halo, 112, widzę samobójcę

112


Jak to gdzie? W lustrze.

Jest ciemno, siedzę w pokoju i myślę, że już nigdy nic mi się nie uda. Cisza, nawet zegar jakby ciszej tyka, żeby mi nie przypominać jak bez przerwy mija życie, które – mam wrażenie – już przegrałam.

W głowie czkawką odbija mi się słowo „ROZCZAROWANIE”, bo obiecywano mi więcej, nie tak miało być i miażdży mnie wielkie jak słoń poczucie winy, bo może to wszystko tak naprawdę były wygórowane oczekiwania i nikt inny, a wyobraźnia zrobiła sobie ze mnie żart.

Nieważne. Oddycham powoli, spokojnie, podjęłam decyzję, więc już się nie boję, już się nie waham, już się nie zastanawiam „a może jednak?”. Jestem opanowana, chociaż zaraz wszystko ma się skończyć, mam przyspieszyć proces zjadania mnie przez robaki, mam zostać zakopana i opłakana przez rodzinę, mam umrzeć w najbardziej egoistyczny, ale też wynikający z największego cierpienia sposób.

Chwytam telefon i wybieram 112. Kiedy słyszę sygnał, przebiegają mnie dreszcze, zaczynam się pocić, nie jestem w stanie wziąć oddechu. Po drugiej stronie kobiecy głos, nie jestem w stanie rozpoznać jej słów, ale mówię „jest tu samobójca — przełykam ślinę, kiedy zadaje mi proste pytanie. — Ja”.

Wiem, że mam mało czasu. Wiem, że zaraz przyjedzie karetka, że zaraz będzie zamieszanie, że powinnam oszczędzić sobie kolejnych sekund tutaj.

Za chwilę jest po wszystkim. Jest ciemno, jest cicho, zegar tyka dalej, ale już go nie słyszę. Moje ciało się rozluźnia, osuwa i opada na podłogę. Zaciśnięte dłonie powoli tracą napięcie, z każdą sekundą wyłącza się coraz więcej funkcji organizmu, jakby ktoś przesuwał bezpieczniki. Już po wszystkim.

A photo by Milada Vigerova. unsplash.com/photos/kT0tsYZ2YE0

Budzę się mokra od potu i z bolącą głową. Cały dzień nie opuszcza mnie myśl o ludziach, dla których ten scenariusz nie jest koszmar, a marzenie. Chcę ich uratować.

  • Najsmutniejsze, że tych ludzi DA SIĘ uratować, oni wręcz o to błagają. To tylko my wokół jesteśmy tacy ślepi.

  • A mnie przeraża właśnie to, że czasami możesz dawać z siebie wszystko, by kogoś uratować, lecz zwyczajnie nie ma na to szans… To chyba boli najbardziej. Kiedy widzisz to, czego tak naprawdę byś nie chciał.

  • Przejmujący wpis. Mnie przeraża zawsze ocena otoczenia. „A, bo tchórz, jak mógł zrobić to rodzinie, a bo to egoista”. Łatwość oceny takiej tragedii jest przytłaczająca.

    • Mnie zadziwia, że jak ktoś podejmuje taką hardkorową decyzję to tyle się mówi o cierpieniu rodziny (które oczywiście jest niewyobrażalne), a tak mało o tym, jak trzeba cierpieć, by posunąć się do takiego kroku.

      • Masz rację. Dla mnie w ogóle taki temat powinien pozostawać poza oceną dalszego otoczenia, czy w ogóle – kogokolwiek. Nie można ocenić, kto cierpi (czy cierpiał) bardziej. Trudno w ogóle to pojąć.

  • Wiktoria

    cholernie utożsamiam się z dwoma pierwszymi akapitami. aż poleciały mi łzy.
    przepraszam, musiałam to napisać.

Przeczytaj poprzedni wpis:
para góry miłość
Najsmutniejsze słowo świata

To jedno słowo, które potrafi przywalić Ci z półobrotu w twarz o trzeciej nad ranem.

Zamknij