LUDZIE

Granice narkomanii

busik


Chowam karnet do torby treningowej, rozpuszczam włosy i popijam wodę. Zaraz dwudziesta trzecia, wsiadam do autobusu i zmęczona nie wyjmuję nawet słuchawek, książki, niczego. Byle do domu.

Miało się nic nie przydarzyć. Patrzę się w jakiś odległy punkt, nikomu nie wadzę, nie nadeptuję na żadne nowe sportowe białe buty, nie rozmawiam przez telefon, nie robię nic, co mogłoby zdenerwować przeciętnego człowieka. Stoję tylko i czekam aż lektor wyczyta nazwę mojego przystanku; po cichu liczę na to, że nie stanie się już nic dziwnego i zaraz padnę na miękkim materacu na długie godziny.

Wtem, kiedy zajeżdżamy na kolejny przystanek, drzwi otwierają się, a tu słyszę klap – lekkie uderzenie w tyłek – za chwilę „no weź!”, widzę głupi uśmiech i do autobusu dosiada się para.

Moje ulubione gatunki.

Ona – taka Trybsonowa gąska z suchymi, kruczoczarnymi włosami farbowanymi co czwartek przed trzema nocami imprez. Usta wypełnione kwasem hialuronowym, pomalowane mocną, czerwoną szminką. Obcisła sukienka, która kończy się niebezpiecznie wysoko, bo jakieś osiem milimetrów pod pośladkami. Do tego buty na obcasie cieńszym niż poczucie humoru polskich kabareciarzy i wyższym niż wymagania Twojego szefa.

On – taki Trybsonowy Trybson. Jak zrobią kolejne Warsaw Shore, to bardzo polecam tę parę, powinni się świetnie sprawdzić. Zniekształcony smok na ramieniu, łańcuszek na szyi i opięta na zajebiście wyćwiczonej klacie koszulka. Trochę żelu na włosach i dużo wpierdolu w oczach. Naprawdę dużo. I to nie takiego na ulicy z dresami pod sklepem, a wpierdolu bardziej luksusowego. To raczej ten typ, który nie jest brutalem byle gdzie. On się szanuje.
Stanowczo wolę, żeby na mnie nie zawieszał wzroku, dlatego nie zwracam na siebie uwagi.

***

Jadę więc z tlącą się nadzieją na przeżycie i czekam na rozwój sytuacji.

– Ej, skoro ktoś bierze już wszystko i to bez przerwy, ciągle, i nie widzi w tym nic złego, żadnego problemu ze sobą, to coś tu jest chyba kurwa nie tak. – wypala dziewczyna.

W sumie, co by tu dużo mówić, gada niegłupio. Jestem pod wrażeniem, a nawet jestem z niej trochę dumna, że umie składać całe zdania, używa tylko jednej kurwy na wypowiedź i do tego mówi coś, z czym się zgadzam.

Dlatego słucham dalej, coraz bardziej zaciekawiona.

– No kurwa – dodaje elokwentnie Trybson. – Mądra z Ciebie dupa.

Super. Ona szczęśliwa, a on zadowolony łapie swoją dziewczynę za biodra i przyciąga do siebie. Zupełnie nie przeszkadza im chyba obecność kilkudziesięciu innych osób wokół, którzy boją się podnieść wzrok, bo opcja wpierdolu wciąż wydaje się jakaś taka namacalna, chociaż wszyscy jakoś tak trochę ich polubili po ostatniej wymianie zdań.

– No ej, jeśli on nie umie przyznać, że jest już w tym gównie, to chyba po nim. Ćpun. – wygarnia mocno, chwieje się na szpilkach i czeka na aprobatę.

– Ta. – koleś kiwa głową i poprawia łańcuszek – Przepadł.

Wiecie, ponadprzeciętnie ucieszyłam się z tego rozwoju zdarzeń. Niby norma, ale jednak fajnie zobaczyć taką do bólu stereotypową, typową parę z Platinium, która nie pieprzy głupot o kolejnej domówce, nie przechwala się żałośnie wlaną w siebie ilością alkoholu, a mówią jakieś całkiem ważne, niegłupie rzeczy.

Przecież to właśnie oni trafiają do innych ludzi z podobnego środowiska. Myślę sobie, że to naprawdę super, że tak to jawnie potępiają. A potem słucham dalej…

– Jedna krecha dziennie jest okej. Nie ma przesady, wszystko pod kontrolą. Jak u nas, przecież jest opór bez problemów. – zastanawia się przez chwilę – Ale dalej to już kurwa narkomania.

I chuj.

  • dobrymjud

    Widać im daleko do upadku :)

  • Alexundra

    A kierwca zatrzymał autobus i wszyscy zaczęli klaskać…

  • A ja durny jeżdżę samochodem…

  • Komunikacja miejska jest chyba dla mnie aż za ciekawa. ;_;

  • Tu się śmiejemy, ale założę się, że co trzeci czytelnik bloga uważa, że już piwko dziennie to żaden problem. Bo jak się nie pije wódki i film się nie urywa, to wszystko jest pod kontrolą. (Chyba że masz bardzo wyjątkowych czytelników…).

  • Grygiel

    aż chyba zacznę jeździć autobusami…

  • Sepijka

    Cały tekst genialny, a te porównania (zwłaszcza z obcasami) to już w ogóle OPÓR przesada :D

    • OPÓR.
      *zawsze-mnie-to-bawiło*
      *no-ale-opór-spoko*

  • Stephen King by Cię potępił za porównania. Pisał, że dla kogoś, kto używa przesadzonych porównań, nikt nie będzie czytał.
    A jednak. Uwielbiam Twoje porównania!

    • Jak dobrze, że nie jestem Stephenem Kingiem. ;)

  • Ten tekst: „bo opcja wpierdolu wciąż wydaje się jakaś taka namacalna” – <3

  • „nie, nie ja nie jestem uzależniony” powiedział koleś wciągający „coś” do nosa :D

  • Pingback: Jak odpowiadać na maile - 4 zasady - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
restaurant_food
Odłóż połowę jedzenia, czyli o rozepchanych żołądkach

Jemy za dużo. Bo babcia tyle nałożyła. Bo taka porcja w knajpie. Bo tyle się sypnęło przy gotowaniu. Bo się...

Zamknij