LUDZIE

Dlaczego gimnazjum jest do dupy?

dziewczyny młode przyjaciółki


Reforma systemu oświaty z 1999 roku to najgłupsza decyzja tamtego programu. Gimnazjum to najbardziej toksyczny twór, jaki można było stworzyć.

Rząd Jerzego Buzka uznał, że taki ruch upowszechni średnie wykształcenie i podniesie jego poziom. Może to był jakiś cel, może były ku temu powody, może w planach drukowano ten pomysł na różowym papierze i pachniał fiołkami.

Ale czy serio nikt się nad tym nie zastanowił?!

Przecież wprowadzanie takich reform to nie jest amatorski poker ani rozkręcanie z kumplami studenckiego biznesu. To nie są budżety wysokości dwóch obiadów w barze mlecznym ani decyzje podejmowane w pośpiechu.

laska

Nawet nie potrzeba było do tego psychologów, filozofów ani lekarzy (choć wierzę, że i tacy się znaleźli gdzieś po drodze do wprowadzenia tej reformy). No ale już pal licho znawców i ekspertów! Tu wystarczyło trochę poobserwować, pomyśleć, przewidzieć, zauważyć i wyciągnąć wnioski.

absolwenci gimbazy

A tak to robimy teraz my – absolwenci gimbazy. Niektórzy, wspominając, mówią o sobie z przerośniętą nostalgią zapożyczoną od dzieci z trudnych rodzin, skrzywdzonych przez los, tak jakby gimnazjum też wracało do domu najebane i biło nas po twarzach. Nie było tak, ale to dla wielu nie był zdrowy czas w życiu.

Dlaczego?

Co mam na myśli mówiąc, że wystarczyło pomyśleć i zrozumieć, że ta zmiana jest błędem?

Otóż widzicie, młodzież w wieku 13–16 lat to ciekawa grupa. Psychologowie przyjmują, że okres dojrzewania zaczyna się właśnie około 13. roku życia, a wiąże się z tym sporo problemów.

Hormony szaleją, fizyczne zmiany na ciele są widoczne bardziej niż Prokop w tłumie, a anoreksja, bulimia i depresja uśmiechają się do młodych ludzi trochę zbyt szeroko. To czas, kiedy potrzeba akceptacji jest przerazająco wielka, ale chce się też niezależności i tu ze zrozumieniem przychodzi tylko Holden Caulfield, buntując się bardziej niż górnicy pod Sejmem.

Dla wielu…

To czas śpiewania o porównaniach miłości do pluszowego misia, o tępych żyletkach, o wyrzynaniu wszystkich wkoło, o bułgarskim centrum hujozy. Czas czytania biografii Charlesa Mansona, noszenia koszulek z Kurtem Cobainem, kostek zdobionych naszywkami punk-rockowych zespołów i pieszczoch na rękach.

Albo, w cięższych przypadkach, czas oklejania ścian kilka lat starszymi chłopcami śpiewającymi popowe piosenki, a potem tatuowanie czy wycinanie sobie ich imion na ramionach. Czas niskiej samooceny, pierwszych kaców, beki ze wszystkiego, bardzo silnie działającej psychologii tłumu i oglądania się na innych.

Brzmi jak doskonały moment na to, by ich wszystkich zamknąć w jednym miejscu, co nie?

Zamiast rozłożyć, jak to było kiedyś, na najstarszych, czujących odpowiedzialność w podstawówce i najmłodszych, ciekawych nowego etapu licealistów, bo co!

Wrzucić do jednego budynku ludzi w jednym z najtrudniejszych czasów, jakie przeżyją. Jeśli przeżyją. Bo według statystyk amerykańskich, samobójstwo, spowodowane właśnie brakiem akceptacji i zrozumienia, jest wśród młodych trzecią co do znaczenia przyczyną śmierci.

Gimnazjum to szczelnie zamknięta puszka hormonów i emocji, która od czasu do czasu aż wybucha tragediami.

Właśnie dlatego jest do dupy.

  • Trii (kuunelakk.blogspot.com)

    Nie zgodzę się, ponieważ są takie przypadki jak ja. W podstawówce byłam szarą muszą na zawołanie szkolnej gwiazdki bo chciałam należeć do jej ekipy. Ciągle tylko ganianie za innymi, żeby być tacy jak oni. Idąc do gimnazjum postanowiłam sobie że będę inna. Bardziej pewna siebie i niezależna. I że będę miała koleżanki na równi ze mną a nie ponad mną. I tak się stało. Gdybym miała spędzić w podstawówce jeszcze dwa lata nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj^^

    • Nemesis Nave

      Każdy taki przykład należałoby rozpatrywać oddzielnie – ja z kolei w podstawówce byłam towarzyskim dzieckiem, w gimnazjum strasznie się wycofałam i popadłam w nieśmiałość, dopiero liceum ją przełamało.

      Jednak zgodzę się z tezą wysuniętą w tekście, patrząc na grupę 13-16 latków jako całokształ. Takie złe wzorce silnie oddziaływają na młodą psychikę, a że to wiek mocno buntowniczy, to takowe przeważają.

      • Konrad Norowski

        Wystarczy wiedzieć że wstrząsanie substancjami wybuchowymi jest kiepskim pomysłem ;)

    • Konrad Norowski

      Dowód anegdotyczny ciężko traktować poważnie – jeden ma tak, drugi ma inaczej.

    • ToJa

      O kurczę. To tak samo jak u mnie :)

    • No ale Ty jesteś jedna, a my mówimy o milionach ludzi. Sorry, ale Twoja historia naprawdę nie wpływa na ogół i psychologię ludzi w wieku dojrzewania.

  • gimnazjalistka

    A ja jednak będę bronić gimnazjum, bo uważam, że wszystko zależy od ludzi i, że niekoniecznie musi tam być tak strasznie, jak to malują. Co prawda, kiedy ja miałam te 13-16 lat nie było jeszcze gimbazy, a kulturalnie brzmiące gimnazjum, więc nie wiem jak sprawa wygląda obecnie. Jeżeli jednak o mnie chodzi, to wspominam ten czas jako chyba najpiękniejszy okres w moim życiu (poza obecnym, czyli studiami). Gdyby nie gimnazjum raczej nie wspominałabym dobrze szkoły, bo do podstawówki i liceum chodziłam raczej mocno bez przyjemności. I chociaż jest w Twoim opisie ziarno prawdy (głównie jeżeli chodzi o ten happysad), to jednak uważam, że utworzenie gimnazjów było spoko pomysłem i nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak hejtują. Nie wspominając o tym, że jeśli teraz miałyby znowu zostać zlikwidowane, wygenerowałoby to ogromne koszty plus kosztowałoby to setki, a może nawet tysiące nauczycieli gimnazjalnych utratę pracy.

    • Jakoś statystyki i natura człowieka mówią trochę co innego. I jasne, że wszystko zależy od ludzi, jak wszędzie, ale młodzież w tym wieku naprawdę nie jest grupą społeczną, którą powinno się zamykać w jednym miejscu.

      • ToJa

        Oczywiście, najlepiej zamknąć razem z sześcio- i siedmiolatkami.

  • To był planowany element zidiocenia społeczeństwa, takim się łatwiej zarządza, wzorce rodem z okresu międzywojennego im (politykom) się marzyły.

    • Konrad Norowski

      Ludzi nie trzeba wcale oglupiac, mamy naturalne mechanizmy w głowach które czynią nas glupkami ;)

      • A ja mimo to idę pod prąd i na swoim blogu staram się pisać dla tej zdecydowanej mniejszości, którzy chcą się rozwijać, mieć zasobniejszy portfel – mało to popularne tematy, bo dotyczą jakiś 3% populacji ;) Ale przynajmniej wiem, że warto nakierowywać tych nielicznych na właściwe tory.

        • Konrad Norowski

          A mi chodzi o naturalne mechanizmy które ze wszystkich robią głupków… dopóki ktoś sobie nie zda sprawy z tego jak działają;)

  • Daria

    Hania, jak ogólnie Cię uwielbiam, tak z tym postem się kompletnie nie zgadzam. Stek bzdur.
    Jakby nie było gimnazjów, dzieciaki nadal byłyby durne i wszystko to, co się dzieje w gimnazjum, miałoby miejsce w 8-letnich podstawówkach. I nie, gimnazja nie gorszą ludzi, to po prostu zaniedbania ze strony rodziców wychodzą na wierzch i biją po oczach. Mówiłam to ja, osoba, która w gimnazjum była, a dostałam w tamtym czasie od życia po dupie nieźle, chociażby ze względu na niepełnosprawność.
    Nie system jest zły, to ludzie są idiotami.

    • Dzieciaki nadal byłyby durne? W sensie nasi rodzice (ich pokolenie) są durni, bo nie byli w gimnazjum?

      • Daria

        Nie. Chodzi mi o bunt, hormony, dziwne zachowania, wyzywanie, alkohol etc – nasi rodzice może tego nie robili (bo też nie każdy nastolatek tyka się wszystkiego, co złe, mogę służyć nawet jako przykład). Ale jeśli ktoś uważa, że dzieciaki, które są teraz rozbestwione, uspokoją się, bo nie będzie gimnazjów, to dla mnie kompletnie nie myśli. Będzie to samo, tylko że w innym systemie. Bo to nie system odpowiada za zachowanie dzieciaków, tylko ci, którzy te dzieciaki wychowują.

        • Nie rozumiesz. To nie tak, że dzieciaki w ośmioletniej podstawówce nagle będą aniołami i nigdy nie pomyślą o tym, że powyrzynają wszystkich wkoło. ;)
          Tu chodzi o to, że zamykanie tej burzy hormonów razem, w jednym miejscu, bez w zasadzie nikogo innego, na kim mogliby się wzorować albo wobec kogo by czuli odpowiedzialność, jest toksyczne. Po prostu. Ludzie w tym wieku są zbyt niestabilni emocjonalnie, żeby ich tak izolować.

          • Daria

            Bzdura, nie ma niczego złego w tym, że dzieciak ma kontakt z rówieśnikami. Jak ktoś się boi, że zrobi mu to krzywdę, niech w ogóle dzieciaka do szkoły nie puszcza.

          • Dalej nie rozumiesz. Tu chodzi o to, że w tym czasie ludzie naprawdę mają trochę inne myślenie (to nie mój wymysł, a natury, sorry) i fajnie byłoby, gdyby miały wokół siebie ludzi z innym spojrzeniem.

          • Daria

            Ale to jest zawsze pożądane, fajnie się w różnorodnym środowisku obracać. Tylko że szkoła to tylko jakiś tam procent naszego życia, nie jego całość.

  • A ja się zgadzam. Po wejściu do szkoły średniej czuję się tą różnice, bo zaczyna się obracać w bardziej „dorosłym” towarzystwie. W gimnazjum każdy każdemu równy, obojętnie czy pierwszak czy trzecioklasista, w każdym buzuje ogromna ilość hormonów i dzieją się rzeczy jakie dzieją. Gdzie pije się pierwsze piwo, gdzie zapala się pierwszego papierosa, gdzie zaczyna się klnąć, wagarować i być zbuntowanym? W okresie gimnazjum. Różnica polega tylko na tym, że na tym etapie wszyscy tacy jesteśmy i nam ładnie mówiąc odwala, nie ma nikogo na kim moglibyśmy się wzorować. Bo nie sądze, że trzecioklasista jest wzorem dla pierwszaka, raczej bardziej go demoralizuje.

  • Zgodzę się z tym, że pomysł reformy oświaty na taką skalę jaką zrobiono, to pomysł z dupy. Jak sobie myślę o przekształceniach, których trzeba było dokonać i o pieniądzach, które trzeba było wydać to mi się kręci w głowie. Więcej o systemie edukacji tu pisać nie będę, bo ja go w ogóle w całości nie lubię.

    Nie uważam za to, że „wiek gimnazjalny” to zło wcielone. Tak jak napisałaś, to hormony i trudy dorastania, głupie pomysły i decyzje. Dostrzegam też plusy tego wieku. Bo to też żywioł i jak każdy żywioł ma wielką siłę. To czas, gdy w człowieku powstaje silna potrzeba autonomii, wyrażenia siebie, poszukiwania własnych zainteresowań. Wyrażania swojego zdania. Ten wiek ma wielki potencjał. Szczególnie, ze znam wiele osób w tym wieku i bardzo cenię te znajomości. Nastolatki mogą swoją energie wykorzystywać w rożny sposób, nie tylko destrukcyjny :)

    A tak na koniec dodam, że jestem przeciwniczką oceniania ludzi po tym ile mają lat. Jak się z kimś dogaduję, to się dogaduję i nie patrzę czy ma 30 lat czy 13.

  • Karolina Górna

    Dla mnie gimnazjum to był najlepszy okres w życiu. Zawiazały sie prawdziwe przyjaznie. Nie generalizujmy. Poza tym, pomyśl ile nowych znajomosci, ile nowych doswiadczen… nie zawsze gimnazjum wiąze sie z burzą rozchwianuch hormonów, wyobcowaniem i myślami samobójczymi, które mogą dopaść każdego, niezaleznie od wieku.

    • A ja na przykład wolałabym być ze znajomymi z liceum cztery lata. Ale to nieważne, bo ani Ty, ani ja, nie jesteśmy grupami reprezentatywnymi. Faktem za to jest, że zamknięcie w jednym miejscu ludzi w takich czasach swojego życia (tu: natura) nie jest dobre.

      • Karolina Górna

        Mysle tez ze wychowanie ma tu bardzo duze znaczenie i nie mozna o tym zapomniec. Ale! Trzyletnie liceum to największy paradoks. Pierwsza klasa zero rozszerzeń, 2,3 zapierdalanie, bo w końcu trzeba przerobić materiał, który kiedyś rozłożony był na 4lata…

  • ToJa

    Chodzę do 1. liceum.
    Gimnazjum było dobrym impulsem, dzięki któremu mogłem u części osób zerwać z moim „widokiem” który ciągnął się przez całą podstawówkę. Podobnie w liceum.
    Ponadto jest „wymieszanie” osób, dzięki czemu można lepiej poznać ludzi, czy nawiązać nowe przyjaźnie. Oczywiście jest szalenie trudno rozstać się z klasą gimnazjalną, ale ból szybko mija. :)
    Polscy gimnazjaliści są najlepsi w niektórych przedmiotach wśród krajów UE. Anglia też chciała polskim wzorem przeprowadzić taką reformę. Miało być na blogu więcej faktów, szkoda, że tego jednego zabrakło.
    Ponadto w gimnazjum jest dużo dojrzewających osób. Dzięki temu można lepiej dobrać nauczycieli, nie jakieś przedszkolanki, tylko „specjalistów” do takich nastolatków.
    Pamiętam, że gdy szedłem do 1. klasy podstawówki, szóstoklasiści wydawali mi się taaacy dorośli, bałem się ich i w ogóle. Dlatego nie wyobrażam sobie takiego 7, a teraz 6-latka z człowiekiem z gimnazjum, tak „rozstrojonego emocjonalnie” i buzującego hormonami!
    Oto moje argumenty za utrzymaniem obecnego systemu.
    Zresztą można wszystko robić w jedną i drugą stronę, ale i tak dzieci na tym najwięcej stracą. Niezależnie czy zrobi to PiS, czy PO.
    Jak ładnie określił to mój nauczyciel – co jak co, ale na dzieciach nie powinno się robić eksperymentów.
    No i te wszytskie smutne, złe wiadomości o szkole dotyczą gimnazjum – wiadomo dlaczego – ale to nie jest powód żeby zamykać te szkoły.

    • No właśnie to działa trochę inaczej. Jeśli chodzi o to „wymieszanie osób”, to nowe otoczenie w wieku lat 13 nie brzmi jak dobry pomysł. Młodzież w tym wieku naprawdę często nie widzi granicy i żeby zdobyć tych nowych znajomych są w stanie robić zupełnie głupie rzeczy. Poza tym to czas strasznie niestabilny emocjonalnie i nie potrzeba ich dodatkowo wrzucać na głęboką wodę w nowe otoczenie.
      Może i są najlepsi w niektórych przedmiotach, ale nie tylko o naukę tu chodzi. Serio ważniejsze od ocen jest to, na jakich ludzi wyrosną i jak się czują. Ja wiem, też się zawsze jarałam tym, że najwyższe oceny, że w naszej szkole wszyscy paski (byłam w bardzo dobrym gimnazjum), że taki poziom. Ale wyniki w nauce nie przekładają się na to, że wciąż mieliśmy po te 13 lat i w naszych głowach sprawy wyglądały trochę inaczej.

      A w podstawówce – bałeś się szóstoklasistów? Okej, ja nie. I co? Żaden z nas nie jest grupą reprezentatywną. To jest trochę bardziej skomplikowany problem, żeby można było go ująć na podstawie własnych doświadczeń.

      No i co do dobrze dobranych nauczycieli… ech, jakoś nie wydaje mi się, żeby ktoś na to patrzył. :) Nauczyciel to maksymalnie odpowiedzialny zawód, bo masz w rękach plastelinę, a nie ludzi, a naprawdę niewielu jest w stanie coś sensownego z tym zrobić. Dzieciaki biorą wtedy wszystko do siebie, to nie jest bułka z masłem. (Uprzedzę Twój komentarz: Twoi nie są grupą reprezentatywną, a ja miałam kilku naprawdę wspaniałych pedagogów.)

  • Maciek

    Tekst mi się podobał, ciekawy problem poruszylas i chętnie bede czytał podobnego rodzaju wpisy w przyszłości! Natomiast czasem aż biją po oczach porównania i uniemożliwia to spójne czytanie tekstu ):

    • Dobrze, że Ci się podobał i tego się trzymajmy. :)

  • Kuba Nowak

    Myślę, że w sporej części masz rację, ale ja chodzę akurat do gimnazjum i cieszę się z tego – po skończeniu podstawówki poszedłem do dosyć dobrej szkoły z normalniejszymi ludźmi, gdzie ambicja nie jest powodem do wyśmiewania.

  • Kamila

    Czyli lepiej żeby osoby w tym wieku były połączone z dziećmi 6-12 lat w podstawówce, tak? Żeby na nich wyładowywali swoje hormony na tych dzieciach, np. dręcząc je? Może jeszcze izolatki porobić dla osób w wieku dojrzewania, co? Bez przesady, gimnazjum dla większości osób nie jest do dupy, zależy jaką szkołę wybierasz, bo takie gadanie jest bez sensu. Jak się idzie do byle jakiej szkoły z niskim poziomem, to jest jak jest. Raczej jak ktoś pójdzie do wymagającej szkoły, to idzie tam, bo chce się uczyć i zależy mu na tym, a nie na uprzykrzaniu innym życia:)

    • No nie wiem, swoje doświadczenia opieram na takim och ach, z superwysokimi wynikami i poziomem. Zdradzę sekret: tam też ludzie mieli po 13–16 lat i uczucia typowe dla młodzieży w tym wieku.
      Nie wiem dlaczego Ty skupiasz się na dręczeniu czy uprzykrzaniu innym życia. To nie jest jedyne zagrożenie, serio, a tego nawet w tekście nie poruszyłam.

    • Agnieszka Piątkowska

      Chodzi też o to, że taki człowiek po podstawówce trafia do gimnazjum. Najczęściej wybranego przez rodziców. Bardzo często do takiego, w którym nie ma już jego znajomych z podstawówki. I co jest jego pragnieniem? Przypodobanie się. Bo przecież to najłatwiejszy sposób na zdobycie znajomych. Zapalę, to będę fajny. Wypiję to piwo, będę fajny. Wciągnę kreskę, uderzę go, będę go dręczyć – będę fajny. A mając system 8 lat podstawówki i 4 liceum unikamy zderzenia z nowymi dzieciakami. Taki dorastający człowiek nie ma potrzeby nikomu się przypodobać, bo chodzi do szkoły z tymi samymi dzieciakami, z którymi chodził do niej od początku. No dobra, może będzie kilku „nowych”. Ale nie większość. Rozpatrz też ten aspekt.

      Swoją drogą, urodziłam się w ’95 roku. Poszłam do gimnazjum, w którym na całą szkołę znałam jednego chłopaka. Chodziłam z nim do dużej podstawówki, znałam go w zasadzie tylko z nazwiska i z widzenia. Szkoła miała bardzo dobre opinie. I w tejże szkole nauczyłam się pić alkohol, nauczyłam się palić papierosy, narkotyków odmawiałam (to była dla mnie nieprzekraczalna granica, od zawsze). Byłam gnębiona i czułam się osamotniona. Depresja, żyletki, płacz, wymuszane przez moją psychikę (tak, to możliwe) choroby, by tylko uniknąć bagna, jakie czekało mnie w tej szkole.

      I jestem zdania, że lepiej, żeby osoby w tym wieku były połączone z dziećmi w podstawówce. Bo każdy każdego zna. Nikt nie chce zdobyć przyjaciół głupimi sposobami. Po prostu już ich ma.

  • Kamila

    A, druga sprawa, zawsze podobały mi się twoje porównania, ale w tym tekście tyle ich tu nawaliłaś, że w niektórych momentach nie dało się rady tego czytać… Nie hejt, opinia :)

    • A tu miałaś akurat rację, za dużo flowu, kilka linijek poleciało. :)

  • Muszę się nie zgodzić. Może jeszcze za młoda i głupia jestem, gimnazjum skończyłam dopiero w zeszłym roku, ale uważam, że to najlepsze, co mnie mogło spotkać w edukacji. Być może zależy to od tego, jaką szkołę się wybiera. Dla mnie gimnazjum było wyjściem z przeciętnej podstawówki do jednego z lepszych gimnazjów w mieście, gdzie nie dość, że nauczyciele potrafili zachęcić tematem, to jeszcze wreszcie spotkałam ludźmi z podobnymi zainteresowaniami i priorytetami jak ja. W tej chwili nie wyobrażam sobie, żebym miała zostać dwa lata dłużej w podstawówce, a potem pójść do tego liceum, w którym teraz jestem. Też podobno jedno z lepszych, a jednak gimnazjum a liceum to Niebo a Ziemia.

    • Mogło też być tak, że byłabyś w fajnej podstawówce i liceum, a beznadziejnym gimnazjum. To, że u Ciebie złożyło się w ten sposób – okej, fajnie. Ale mówimy trochę o czym innym i bardziej ogólnie, bo o naturze człowieka, dojrzewaniu i trudnych czasach (to nie mój wymysł, a psychologów).

      • Też kwestia taka, że jeśli człowiek na siłę chce zaimponować, to zrobi to bez względu na to, czy trafi na gimnazjum. Wszystko zależy od priorytetów.
        Myślę, że warto też dać szansę na wybranie konkretnego profilu wcześniej. W każdym gimnazjum i tak podstawa programowa jest taka sama, ale dzięki gimnazjum już w wieku trzynastu lat można wybrać w zależności od preferencji szkołę dwujęzyczną, z rozszerzonym programem matematyki albo jakąkolwiek inną. W systemie 8+4 profilujemy się dopiero w liceum, to tak jakby dwa lata w plecy.

  • Dlatego ja się cieszę, że mnie to ominęło i byłam kształcona normalnym ośmioklasowym systemem. Ufff… :)

    • Paulina Suszka

      a gdzie on jest ‚normalny’? Obowiązywał kiedyś w Polsce, w jakimś przejściowym okresie – wszak przed wojną też w systemie było gimnazjum, tak jak teraz. To PRL był wyjątkiem – i z punktu widzenia historii Polski i w kontekście reszty świata.

  • Cały czas powtarzam, że jestem skrzywdzona, że musiałam przez to przechodzić. Wiem, że to miał być piękny powrót do przedwojennej tradycji, ale coś im nie wyszło.

  • Koniczynka

    Jestem twoją rówieśniczką absolwentką gimnazjów i głupie jest według mnie jego usuwanie. Po pierwsze wielu, naprawdę wielu nauczycieli wyleci na bruk. Taka jest prawda i trzeba to wziąć pod uwagę. A naprawdę większość moich nauczycieli z gimnazjum była wspaniała i to aż smutne, że ludzie z takimi wartościami zostaną bezrobotni. Po drugie gdy kończyłam podstawówkę miałam łzy w oczach. Nie dlatego że to już koniec. Dlatego, że to był nareszcie koniec i mogłam przejść na nowy etap życia. Bez pierwszaków bawiących się w berka na całym korytarzu i drących swoje mordki najgłośniej jak się da. Owszem może i ma to swoje wady, ale zmiana otoczenia czasem dobrze robi i nie jestem pewna czy potrafiłabym wytrzymać w jednym miejscu 8 lat.

    • Koniczynka

      Gimnazjum*

    • Czy ja choć raz w tekście wspomniałam o usuwaniu gimnazjum? Wydaje mi się, że mówiłam o głupocie jego powstania.
      A w podstawówkach przecież najczęściej klasy 1-3 i 4-6 są wyraźnie oddzielone, bo mają zupełnie inne programy nauki. :)

  • Zanim skomentujesz – pamiętaj, że nie jesteś grupą reprezentatywną. Twoja historia nie wpływa na naturę i psychologię ludzi. Ja się naprawdę cieszę, że niektórym z Was w gimnazjum było dobrze, ale świat jest trochę większy.

  • Catwoman

    Jak raz muszę się z tobą w jakimś stopniu nie zgodzić. Podstawówka- jak sama nazwa wskazuje to podstawy nauki. Wszyscy są jeszcze traktowani jak dzieci. Liceum/technikum jest już drogą do dorosłości, wielu na nim kończy swoją edukacje i wkracza w świat „ważnych rzeczy”. Jak dla mnie trochę za duży schodek w tej piramidzie życia. Chodzę do ostatniej gimnazjum( i może nie jestem najbardziej kompetentną osobą do wypowiadania się na ten temat) ale nie wyobrażam sobie jakbym miała właśnie być już w liceum. Dla mnie ideologia Gimnazjum właśnie na tym polega, żeby stanowić „przedsionek” z tego bycia dzieckiem do bycia dorosłym i podejmowania decyzji w swoim imieniu. Gdyby go nie było to takie trochę rzucanie na głęboką wodę. Masa ludzi idących trybem 8-mo klasowym jakich znam twierdzą, że źle wybrali zawód w jakim pracują, i gdyby mieli więcej czasu na zastanowienia wybraliby inaczej. Ten dodatkowy rok daje naprawdę dużo. A trudnego wieku nie unikniesz. Hormony w dupie mają do jakiej szkoły chodzisz. Rozmawiałam nie raz z osobami starszymi idącymi jeszcze tym starym trybem szkolnictwa i o ironio! Wcale tak łatwo nie mieli. Da, słyszałam takie opowiadania, że nigdy bym o czymś takim nie pomyślała. Wszystko zależy od człowieka. Pozdrawiam.

    • Jeśli chodzi o definiowanie siebie, szukanie swojej drogi itd., to bez zaistnienia na rynku pracy niewiele się wie. 5 lat przed maturą „wiedziałem”, co będę studiować, 2 lata przed maturą „znałem” już uczelnię, którą wybiorę. Po miesiącu studiowania czegoś, w czym siedziałem hobbystycznie od lat, zrezygnowałem. Znowu byłem w strefie komfortu i marnowałem swój czas, jak w gimnazjum. Wiem, że jest presja społeczna, żeby coś wybrać. Ale jeśli wiesz, co chcesz robić w życiu dość wcześnie, to pewnie Ci się to zmieni. Dobrze nie wiedzieć. Dobrze oprzeć się presji znajomych, rodziców, szkoły i dać sobie czas na próbowanie. Studia 5 lat po maturze? Czemu nie? Profil szkoły średniej niczego Ci nie zamyka.

      A skoki na głęboką wodę uczą najwięcej, długie przebywanie w strefie komfortu jest szkodliwe w tym wieku.

  • jellyfish

    W pełni się z tym zgadzam. Jestem w pierwszej klasie liceum i nic mnie tak nie cieszy jak wyjście z tego patologicznego padołka. Choć będąc w jednym z lepszych liceów w Warszawie muszę z przykrością stwierdzić, że jak na razie ludzie nadal są mentalnymi gimbusami…

    btw bułgarskie centrum hujozy ciągnie się ze mną od podstawówki :)

  • W gimnazjum było mi zajebiście, ale w zasadzie zmarnowałem 3 lata życia. Kilka lat temu jeszcze oceniałem to doświadczenie przez pryzmat emocji. Teraz już nie wygląda ta kolorowo. Jasne, było mnóstwo czasu. Zwłaszcza jak się olewało szkołę po godzinach, ale moje olewanie to średnia powyżej 5.0 – gimnazjum po prostu ma minimalny poziom. Przez to stada ludzi są przyzwyczajone do niskiego poziomu, a w średniej trzeba marnować czas na wyrównanie poziomu.

    • Chyba mówisz właśnie o gimnazjum rejonowym.

      • A właśnie mama nie pozwoliła mi pójść do rejonowego, tylko do „najlepszego w mieście”, teraz jestem wdzięczny, że zmieniłem środowisko. Mimo wszystko poziom gimnazjalny niczego nie urywa.

        • To w takim razie wychodzi na to, że jestem strasznym debilem, bo w mojej szkole – „drugiej najlepszej w mieście” – trudno o średnią 4.0, ale spoko.

          • Wiesz, coś mogło się zmienić. Ja kończyłem gimnazjum ładnych parę lat temu.

          • Zależy gdzie i od zaangażowania, którego ja, no nie mam. Chociaż wcale to nie znaczy, że poziom jest niski.

  • W 99 zdawałam maturę :) Ośmioletnia podstawówka była świetna. Dziś w wieku od wczoraj 35 lat w dalszym ciągu mam przyjaciół z podstawówki. W ciągu tych ośmiu lat poznaliśmy się od każdej strony. Prawda jest taka, że z grona moich ścisłych przyjaciół w liczbie sztuk 6, 4 sztuki są od podstawówki.

    • Paulina Suszka

      no i co? Mój syn ma znajomych i z podstawówki, z gimnazjum, i z liceum, i ze studiów…

  • wiola

    Nazwa szkoły, czy jej sposób dzielenia nie zmienia faktu, że młodzież jest przechodzi okres buntu. Czy będą w 7 i 8 klasie, czy w gimnazjum i tak będą się buntować i tutaj nie jest zmiana sytemu szkolnictwa, a działanie na zasadzie konkretnego wsparcia i edukacji. Ponadto nikt nie zwraca uwagi na to jak zmiana na system 6+3+3 sprawiła, sprawia, ze 15-latkowie wypadają lepiej niż swoi rówieśnicy z innych krajów – więc tutaj de facto gimnazja spełniają swoją rolę edukacyjną i to jest niepodważalny fakt. Poza tym co nowy rzad ma zamiar zrobić z ilomaś nauczycielami, którzy w gimnazjach pracują – nie wiem. Oczywiście część znajdzie pracę w podstawówce i lo, ale zwrócmy uwagę na fakt, że większość nauczycieli nie pracuje na pełny etat – i to oni dostaną dodatkowe godziny na rzecz nauczycieli z gimnazjów.

    Już nie wspominając o absurdalnych kosztach zmiany – przystosowania budynków, przygotowania praktycznie całego systemu nauczania od nowa, wydanie nowych książek (co dla większości rodzin jest ogromnym kosztem – zakup NOWYCH a nie używanych książek). Okej, miło się wspomina podstawówkę 8-klasową. Ale powracanie do tego systemu jest największym absurdem.

  • faktyszit.wordpress.com

    Zrób z tego wpisu petycję, zbierz podpisy i wyślij do rządu, żeby pomysł z likwidacją gimnazjów doszedł jak najszybciej do skutku! Mój podpis będzie pierwszy. Pozdrawiam.

  • Niestety nauczycieli nikt 16 lat temu nie słuchał. A wskazywali jak patologiczny to będzie twór.

    Teraz wygląda to tak.
    6 klasa podstawówki – egzamin szóstoklasisty.
    1 klasa gimnazjum – nowa grupa społeczna, diagnoza wstępna, wyrównanie poziomu, poznanie się uczniów w klasie.
    2 klasa gimnazjum – może się czegoś nauczysz.
    3 klasa gimnazjum – egzamin.
    1 klasa liceum – j.w.
    2 klasa liceum – j.w.
    3 klasa liceum – egzamin maturalny

    Podsumowując – najpierw czeka cię nowa grupa, potem Cię zdiagnozują, może się czegoś nauczysz, a zaraz potem cisną Cię bo są egzaminy.

    System 8+4 dawał szansę na stabilniejszy rozwój zwłaszcza emocjonalny młodego człowieka, pozwalał na wytworzenie się normalnych relacji społecznych. Obecnie po podstawówce jest co 3 lata przerzucany do nowej grupy i zaczyna się wszystko od nowa.

    Mógłbym o tym dużo i długo pisać, ale po co? Dziś PiS postuluje rozwalenie gimnazjów. Jest to pomysł w tym momencie chory. Wygaszanie gimnazjów to największa w tym momencie głupota jaka można zrobić – choć od dawna uważam je za twór patologiczny. To co najbardziej razi w pomyśle PiS to brak logicznego planu przeprowadzenia tego, co chcą zrobić. Nikt z nich nie pomyślał o drastycznych zmianach jakie zajdą w programach dydaktycznych i nauczania. Nic tylko teraz płakać nad tym pomysłem.

    • Krzysztof Olszak

      Dokładnie! Jedyne co można zrobić, jeśli chce się „ruszyć” gimnazja, to skorzystać z pewnych rozwiązań II RP; tj. wprowadzić małą maturę i „zsynchronizować” ją z ukierunkowaniem zawodowym.

      7+4+2
      7-letnia podstawówka + 4-letnie gimnazjum z kursami kierunkowymi, zawodowymi i zdanie egzaminu (małej matury), po której kończy się obowiązkowa edukacja szkolna i młody absolwent gimnazjum może wybrać: iść do pracy, iść do liceum/technikum, zawodówki.
      2-letnie liceum – dla chętnych, którzy chcą iść na studia.

  • Kaja Lekan

    Hm, powtarzasz, że zamykanie ich razem nie jest dobrym pomysłem.
    Z jednej strony prawda, ale dzieciaki mocno dojrzewają, zmieniając szkołę (w szczególności na kolejny etap nauki, nie np gimnazjum na inne gimnazjum). Moja mama stwierdziła, że gdyby nie gimnazjum, bo to, co tam było (szykanowanie, prześladowania itd.), byłoby znowu w podstawówce. Ale może, gdyby nie gimnazjum, nie miałabym teraz czwartego z rzędu nawrotu depresji :/
    Trafiłam do świetnego liceum, nie tylko pod względem poziomu nauczania, ale też tego, że ludzie są naprawdę w porządku, a gimnazjum było straszne.
    Ale na to złożyło się kilka czynników:
    1. W liceum poszłam do klasy matematycznej, więc z oczywistych względów więcej osób zdolnych i/lub pracowitych, mniej zdolnych i leniwych imprezowiczów, bo nad majcą to trzeba, przeważnie, trochę przysiąść. W gimnazjum byłam w klasie językowej, do której naprawdę nie było trudno się dostać. Stąd oczywista oczywistość, że więcej ludzi było w stylu „imprezuję, a w szkole przechodzę, bo coś tam czasem kumam i nie jest trudno”. Generalizuję z tym imprezowaniem i, oczywiście, mam na myśli takie patologiczne – upijanie się w „trzy dupy”, żeby zaimponować znajomym.

    2. Liceum jest ewidentnie najlepsze w mieście, ma irracjonalnie wysokie progi punktowe i ogólnie z zewnątrz wygląda na wyścig szczurów, ale to na szczęście nieprawda. No chyba że w biolchemach, wiadomo, trenują przed medycyną ;) (to oczywiście żart). Gimnazjum jedno z lepszych, ale nie najlepsze, nie „elytarne” ani „akademickie”, stąd dużo więcej ludzi mniej skupionych na nauce, ale uczących się i wiarę zdolnych. Tutaj zdarzają się już dużo częściej jednostki, którym w którymś momencie odbija i stwierdzają, że „szlachta nie pracuje”.

    3. W gimnazjum byłam głupią, zakompleksioną kujonką, która popłakała się, kiedy dowiedziała się, że jej niespełna 14-letni wybranek pali papierosy i myślę, że to wystarczy Wam na obraz mojej osoby w tym czasie. Pół roku później udawałam, że jestem w związku, a potem w ciąży, żeby być popularna wśród koleżanek. Jeszcze coś?
    Do liceum poszłam niejako zaprawiona, poza tym dosyć szybko udało mi się zyskać sporo na pewności siebie, zacząć ćwiczyć i schudnąć (mój największy kompleks). Uniezależniłam się od rodziców emocjonalnie (to znaczy, nie do końca, po prostu byłam bardziej samodzielna, co mi raczej na dobre wyszło) i ogólnie skupiłam się na samorozwoju i tak dalej. To było bezpośrednią kontynuacją trzeciej klasy gimnazjum, kiedy nagle okazało się, że mogę uczyć się pięciu języków naraz i idzie mi świetnie (wszystkie w szkole), i zaczęło mnie doceniać i chwalić dużo ludzi, głównie nauczycieli, których opinię zawsze bardzo ceniłam. A na pewno bardziej niż rówieśników, którzy też przeważnie reagowali podziwem. Olewałam toksyczną klasę i poznawałam ludzi z klas równoległych, którzy byli zdecydowanie bardziej wartościowi. Jednemu z nich zawdzięczam krótkotrwałą wizytę w świecie chrześcijańskim, co wyciągnęło mnie z depresji (nie na długo) i ogólnie było raczej pozytywnym doznaniem. Poznałam też sporo fajnych ludzi, z niektórymi utrzymuję kontakty do dzisiaj.

    Cały mój wywód miał prowadzić do jednego stwierdzenia: Nie widzę szczególnej różnicy między gimnazjum a liceum. I tu, i tu są dzieciaki, których największym dokonaniem jest wypicie czteropaku naraz i powiedzenie „kurwa” przy najuczycielce, czy zabawa w to, kto głośniej krzyknie „kutas”. Chociaż realizacja tego przeważnie wygląda całkiem śmiesznie, nie chciałabym na co dzień przebywać w towarzystwie osób, które to uznają za najlepszą rozrywkę. I tu, i tu są patologiczne kujony, których życiem jest to, żeby ktoś inny miał mniej punktów na kartkówce albo taki bardziej zdrowy okaz: żeby on miał jak najwięcej. I tu, i tu są dzieciaki z problemami, z narkotykami, nadużywaniem alkoholu i tytoniu, z przygodnym seksem na imprezach, nastoletnich ciążach i długo można by wymieniać.
    W moim przypadku zadziałał głównie różnica postrzeganego poziomu obu szkół i fakt, że ja nabrałam pewności siebie i się zmieniłam.
    Najlepszym tego dowodem jest fakt, że w gimnazjalnym klasowym pajacu się zakochałam (to ten sam od papierosów), temu licealnemu współczuję, mimo że mnie strasznie irytuje czasami.

    Wracając do tego, o czym mówiłam na początku, że 13-16 to najlepiej rozdzielić. Wydaje mi się, że bardziej patologicznym wsadzeniem wszystkich do jednego wora mogą się okazać duże różnice wieku. Taki piętnastolatek nie odpyskuje dziewiętnastolatkowi, a nikt chyba nie oczekuje, że słowo „liceum” ma jakiś magiczny wpływ na ludzi. Prędzej już trzynastolatek piętnastolatkowi, bo są na podobnym poziomie. Oczywiście, to sprawa idywidualna, zaczepki ze strony starszych kolegów są bardzo przykre i trudne do zwalczenia.
    Analogicznie w ośmioletniej podstawówce. Myślę, że ta odpowiedzialność za młodszych kolegów to bzdura. Po wakacjach będę w trzeciej klasie i prawdopodobnie będę mieć głęboko w rzyci pierwszaków, bo będę miała maturę i zbieranie pieniędzy na kurs żeglarski na głowie.

    Tak więc w obecnym systemie najbardziej patologicznym tworem jest to, że te szkoły trwają tylko po trzy lata. W rezultacie masz maksymalnie rok, półtora regularnej nauki, reszta to egzamin końcowy lub nadrabianie materiału. W gimnazjum pół historii z pierwszej klasy i cały pierwszy rok geografii miałam przerobioną po podstawówce, natomiast takiej biologii i chemii nic, a koleżanki miały. Chociaż to może być akurat kwestia tego, że szkoła podstawowa była dosyć specyficzna. Tak więc, abstrahując od kwestii społecznych korzystnym bardziej jest układem 8+4, ale jeśli już mamy mówić o zmianach z 6+3+3, to ja proponowałabym raczej 6+6 czy, jak już ktoś w komentarzu 7+4+2 z małą maturą, co też jest sensowne. Wizja ośmiu lat w jednej szkole mnie trochę przeraża.

  • Paulina Suszka

    najlepiej zamknąć ich z młodszymi, jasne…

  • ExtendingOfEv

    I co sądzisz o reformie?

Przeczytaj poprzedni wpis:
starość śmierć spokój
Starość w śmiechu

Wiadomo, że nie chodzi o rok urodzenia – życie składa się ze zbyt wielu składowych, żeby to było tak proste....

Zamknij