LUDZIE

Nie popierasz feminizmu? Jebnij się w łeb!

kobieta


Zadeklarowani przeciwnicy feminizmu dzielą się na dwie grupy. Debili i debili.

Ten tekst miał nigdy nie powstać, ale kilka durnych pytań na Asku uświadomiło mi, jak bardzo nieoczywiste jest to zagadnienie. Niestety jest jeszcze wielu ludzi, którzy nazywają się antyfeministami i nawet się tego nie wstydzą. Powinni się jebnąć w łeb.

Debile no 1

Debile no 1 to przypadek lżejszy, ale wciąż głupi. To ludzie używający słowa, którego znaczenia nie znają i nie rozumieją. Bo wiecie, wciąż powszechne jest myślenie, że feministki to brzydkie, zakompleksione lesbijki, których jedynym celem w życiu jest stworzenie świata bez mężczyzn.

To tak głupie, że każdemu takiemu debilowi kupowałabym słownik. Taki gruby, żeby się nim jebnął w łeb, a potem przeczytał kilka definicji.

slownik

Słuchajcie – feminizm to ruch społeczny dążący do równouprawnienia. Bardziej łopatologicznie: ideologia, która mówi, że kobiety i mężczyźni powinni mieć równe prawa. Nie większe, nie mniejsze, ale, no kurwa, równe! Żeby też mogły głosować, uczyć się i zarabiać tyle samo za to samo co faceci.

Słowo feminizm sprawia więcej kłopotów niż gżegżółka.

Jest mnóstwo osób, które mówią mi, że są przeciwko feminizmowi, a za równouprawnieniem. Damn, ludzie, to nie ma sensu! Jeśli generalnie rozumiecie założenia poglądu, zgadzacie się z nimi, ale nie z tym słowem to… no, jesteście głupi. Bo to tak jakbyście mówili, że jesteście za rasizmem, ale murzyni są w porządku.

Serio, każdy ma prawo do niewiedzy i mi też czytając książkę zdarza się widzieć słowo, którego znaczenia nie jestem pewna. Ale wiecie co wtedy robię? Sprawdzam albo olewam i go nie używam. Róbcie tak samo, nie bądźcie debilami.

Debile no 2

Debile no 2 to przypadek o wiele gorszy, często nieuleczalny. To są te szkodniki, które wiedzą, że feminizm wiąże się z równouprawnieniem i… wciąż są przeciwni. Czyli, prościej mówiąc: nie chcą, żeby kobiety miały równe prawa. Ba, nawet nie wstyd im się przyznać do tak debilnych i zacofanych poglądów!

Wiecie, że ci ludzie szkodzą naszemu społeczeństwu bardziej, niż wszyscy politycy razem wzięci? Naprawdę, jeśli jawnie mówicie, że jesteście antyfeministami czy antyfeministkami i nadal nie uważacie się za skretyniałych pojebów, jebnijcie się w łeb. Serio. Powinniście być izolowani i nie chcę wiedzieć o Waszym istnieniu. No wiecie, wolę otaczać się ludźmi z mózgami.


Bądźcie za równouprawnieniem. Nie bądźcie debilami.

A jeśli nadal twierdzicie, że jesteście przeciwko, jebnijcie się w łeb.

  • <3 kocham

  • Agnieszka Piątkowska

    Debilom nie wytłumaczysz.

  • Problem z feminizmem jest taki, że ma bardzo negatywny wizerunek ze względu na głupie akcje, często pozbawione logiki. No, bo skoro jest równouprawnienie to po co jakieś projekty finansowane przez Unię, ale tylko dla kobiet? Albo kierunki studiów, też tylko dla kobiet? Albo kobiecy parytet na stanowiskach kierowniczych? To ostatnie jest dla mnie największą głupotą w dziejach ever. Parytet inteligencji, parytet kompetencji tak. Parytet płci nie. Oczywiście feminizm jest wciąż niestety potrzebny, ale z głową i sensem, a nie takie głupoty w stylu, że feministka czuje się obrażona, bo facet mówi jej: „Uśmiechnij się”, a ona akurat ma zły dzień i ją to obraża.

    • Pomijając sprawę wymuszania uśmiechu, która jest głupia w każdej płci – tru.
      Tylko że wiesz – tak samo negatywny wizerunek ma wegetarianizm, homoseksualizm itp. Zawsze najgłośniejsze są oszołomy, ale to nie znaczy, że mamy prawo być nietolerancyjnymi debilami.

      • Oczywiście. Ale jest to też wina „normalnych” feministek, które nie krytykują takich oszołomskich działań z dupy. Powinny głośno i wyraźnie mówić: „My się pod tym nie podpisujemy”! To trochę polepszyłoby PR.

        • Napiszę w końcu na blogu, że jak ktoś mówi, że jest feminist(k)ą, to ma być feminist(k)ą, a nie debilem, który nie rozumie co mówi… oh well, dziś to zrobiłam. Serio, to działa w dwie strony – po prostu nie zmieniajmy znaczenia słów, które używamy, lol.

          • Tylko słowa zmieniają znaczenie na przestrzeni lat. To nie jest tak, że słowo coś znaczyło 100 lat temu i dziś znaczy to samo. Im częściej nagina się dane pojęcie do różnych racji tym częściej nabiera ono innego wydźwięku. Coś, co było pozytywne może stać się negatywnie i odwrotnie. Dobrym przykładem jest właśnie feminizm i gender. Nie możesz się posiłkować jedynie definicją słownika i powiedzieć, że feminizm i gender są w porządku. Zawsze trzeba patrzeć na sprawę pod szerszym kontem: ideologii i jej realizacji. A z tym jest coraz gorzej. Feminizm potrzebuje zmiany. Podoba mi się pomysł o zniesieniu w ogóle pojęcia feminizmu i zastąpienia go walką o równouprawnienie. Po prostu.

          • No jasne, spoko, walczmy o równouprawnienie – przecież o tym piszę. Ale mówienie, że feminizm nie jest w porządku jest co najmniej bezmyślne.

          • Zależy od tego, jak rozumie się to pojęcie. A coraz częściej, przez głupie parytety i inne prawa dyskryminujące mężczyzn, rozumie się je negatywnie. Stąd rozumiem ludzi, którzy mówią, że są za równouprawnieniem, ale feminizm w dzisiejszym zakresie mają gdzieś.

          • Powielam komentarz z góry:
            Tylko że na jakiej podstawie będziemy teraz mówić, że feminizm to ruch dążący do dyskryminacji mężczyzn? Bo ja otworzyłam właśnie słownik i dopóki feminizm wiąże się z równouprawnieniem (a wiąże się), tak będę go traktować. I wszyscy powinni.

            I wiesz, to nie jest „jak rozumie się to pojęcie”, bo zaraz każdy będzie miał własną definicję rasizmu. No nie tak to działa.

          • „Nacjonalizm (z łac. natio, „naród”) – postawa społeczno-polityczna uznająca naród za najwyższe dobro w sferze polityki. Przejawia się głoszeniem pamięci o bohaterach danego narodu, głosi solidarność wszystkich grup i klas społecznych danego narodu.” Czy nacjonalizm jest w porządku? Tylko z definicji.

      • Maciej Cąderek

        Trochę nie trafione porównanie bo orientacja seksualna czy preferencje żywieniowe to nie pogląd (choć wegetarianizm najczęściej, ale nie zawsze, wynika z poglądów).

        • Nieważne, chodzi o to, że najbardziej krzyczą oszołomy.

    • Dokładnie.

      Ludzie nie rozumieją, że feminizm to ruch dążący do realizacji postulatu równości wobec prawa a nie jakiegoś psedomatriarchatu, ale to niestety wina pań pokroju „aktywistek” z Femenu, które robią świadomym femninistkom straszny syf jeśli chodzi o wizerunek. Dziwię się, że dosyć rzadko słychać jakiś głos stanowczej krytyki z ich strony.

      • No ale tacy ludzie nie powinni nazywać się feministami/feministkami, bo przecież nie popierają tej ideologii. -,- Znowu: to jakbym nazwała się rasistką i kochała murzynów. How come?

        • Nie powinni, ale się nazywają. A inne organizacje feministyczne się od tego nie odcinają.

        • Pełna zgoda.

          Najzwyczajniej w świecie chodzi o celowe pomieszanie znaczeń. Głownie w celach szeroko pojętej propagandy. Coś jak dzisiejsi amerykańscy „liberałowie” (czyli de facto socjaldemokraci), którzy z ideą liberalizmu mają tyle wspólnego co Brevik z Matką Teresą. Ale PRowo pomaga świetnie. Liberałowie = wolność = silna gospodaka = postęp. Myślę, że znalazłoby się więcej przykładów.

        • Maciej Cąderek

          Tyle, że definicja rasizmu jest dla większości mniej więcej jasna.

          • Feminizmu też – dla tych, którzy mają słowniki i/lub mózgi.

    • Maciej Cąderek

      Hehe, widzę nawiązanie do tekstu Pawła Opydo „Czy zdanie uśmiechnij się może być przemocą?” ;)

  • Jedynymi osobami, które szkodą feminizmowi, są kobiety, który traktują feminizm jako walkę płci. Dlatego jak zobaczę kolejną „feministkę”, która będzie walczyła o parytety, ale tylko na stołkach dyrektorów (bo na budowie czy w hucie, to już nie bardzo) czy projekty z Unii gdzie 80-90% miejsc jest przeznaczonych dla kobiet (a miałem swój udział przy min. 20 różnych projektach i WSZĘDZIE są takie wytyczne), to chyba sam zostanę antyfeministą, a feminizm, trzeba będzie po prostu (i w końcu) zacząć nazywać równouprawnieniem i odciąć się od tych oszołomów.

    • No właśnie, mnie też brakuje silnego męskiego ruchu, który zacząłby walczyć o równouprawnienie mężczyzn, bo sam feminizm ma z tym (równouprawnieniem ogólnie) coraz mniej wspólnego. To nie tylko walka płci, ale przede wszystkim walka o wpływy, władzę i pieniądze.

    • „zostanę antyfeministą, a feminizm, trzeba będzie po prostu (i w końcu) zacząć nazywać równouprawnieniem” – Ej, ale wiesz, że to zdanie nie ma sensu?

      Wszyscy traktujący feminizm jako walkę płci są debilami nierozumiejącymi pojęcia, bo to tak jakby traktować rasizm jako strach przed pająkami.

      Dziwne, że ludzie nie rozumieją, że równe prawa to nie większe i nie mniejsze, a, szkurwa, RÓWNE prawa. Tego akurat nawet w słowniku nie trzeba sprawdzać.

      • Nie, no to zdanie ma sens. Chodzi o to, żeby odejść od podziału na feminizm i maskulizm,(?) czy jakby taka męska walka o równouprawnienie mogłaby się nazywac, i zacząć po prostu mówić o równouprawnieniu bez względu na płeć.

        • Tylko że feminizm to jest ruch społeczny dążący do równouprawnienia. Częściej dyskryminowane są kobiety, więc jest tak popularny, ale wciąż – jak zostaniesz antyfeministą, to nie będziesz popierać równouprawnienia, lol.

          • Częściej nie znaczy zawsze. Feminizm jest ruchem dążącym do równouprawnienia, ale tylko kobiet. Nie jest ruchem, który dąży do równouprawnienia mężczyzn czarnych i białych, Azjatów i Arabów, dzieci i dorosłych.

      • Właśnie problem jest w tym, że obecnie feminizm to jest walka płci, a nie żadne równouprawnienie. Nie widziałem chyba jeszcze żadnego działania feministek, które miałoby na celu rzeczywiste równouprawnienie. W większości ich działania opierają się na „dajcie nam więcej, bo my mamy mniej”. To jest jednak socjalizm, a nie feminizm. Ja się oczywiście zgadzam, że w teorii to ma sens. Niestety w praktyce nie wychodzi, bo feminizm to nie równouprawnienie, tylko równouprawnienie kobiet. Czyli chodzi wyłącznie o poprawę stanu kobiet – facetów ma się w dupie.

        Z ostatniej chwili: kilka dni temu odezwał się do mnie ojciec, który opiekuje się swoimi dziećmi, bo matka odeszła. Nie może jednak iść do sądu po alimenty, bo ma 95-98% szans, że zabiorą mu dzieci i dadzą matce (która się notabene się nimi w ogóle nie interesuje i zrobi odbierze mu je tylko po to, żeby się na nim zemścić, że miał czelność ją prosić o kasę). Pokażcie mi ruch feministek, które walczą o to, żeby takich sytuacji nie było.

  • Problem jest nieco głębszy i rozbija się o semantykę. Sęk w tym, że współcześnie ani feminizm, ani równouprawnienie nie pokrywa się ze słownikową definicją.

    Ja jestem wielkim fanem oryginalnego, prawdziwego feminizmu, który faktycznie wywalczył równouprawnienie dla kobiet, ale to, co dzisiaj widzimy, nie ma z tym już prawie nic wspólnego. Wychowanie bezpłciowe? Parytety na listach wyborczych? Obniżone wymagania dla kobiet w wojsku? Hasła typu „Nienawidzimy białych, bogatych, heteroseksualnych mężczyzn”? To nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem, to intelektualny holokaust. I wszystkie te kobiety nazywają się feministkami, i to one są najgłośniejsze.

    Niestety mało kto wyraża chęć rozdzielenia pojęć, które jest tutaj konieczne. Jest jedno dobre określenie na współczesny „radykalny feminizm” spopularyzowane przez Rusha Limbaugha – feminazistki. Może warto zacząć stosować.

    • To nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem, ale nie ma też nic wspólnego z feminizmem. To, że one się tak nazywają oznacza wyłącznie tyle, że zaliczają się do debili no 1 i nie rozumieją co mówią.

      I nie wiem jak feminizm może być radykalny albo nie, równe prawa to równe prawa, a większe prawa dla kobiet to po prostu nie jest już feminizm. Tylko dyskryminacja mężczyzn.

      • Dlatego napisałem to określenie w cudzysłowie.

        Powinniśmy się pogodzić z tym, że język ewoluuje. Jest to jego naturalna cecha, nie odwrócimy tego, nie jest to czyjąś odgórną decyzją. Po prostu słowa stopniowo zmieniają i wydaje mi się, że feminizm już znaczenie zmienił.

        To samo zresztą ze słowem „debil”. Używasz go w innym znaczeniu niż pierwotne. Bo chyba nie uważasz, że każdy antyfeminista ma IQ poniżej 70, prawda? Kiedyś bym oponował (i oponowałem zresztą) przeciwko nazywaniu głupich ludzi debilami, ale z czasem się pogodziłem z ewolucją języka.

        • Tylko że na jakiej podstawie będziemy teraz mówić, że feminizm to ruch dążący do dyskryminacji mężczyzn? Bo ja otworzyłam właśnie słownik i dopóki feminizm wiąże się z równouprawnieniem, tak będę go traktować. I wszyscy powinni.

          Słownikowo: debilizm – niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim. I tak chyba za lekko ich oceniam, bo to nie jest lekki stopień, lol.

          • „Tylko że na jakiej podstawie będziemy teraz mówić, że feminizm to ruch dążący do dyskryminacji mężczyzn? ” Na podstawie właśnie tych durnych przepisów. Niestety. :(

          • Nie musimy tak mówić, ale nie musimy też wylewać wiadra pomyj na kogoś, kto feminizm łączy ruchem uprzywilejowania kobiet.

            Ludzie kreują swoją wizję świata na podstawie tego, co widzą w telewizji. Nie widziałem np. nigdy w TV feministki, która martwiłaby się o nierówności społeczne trzeciego świata. W TV pokazuje się tylko te bojowniczki, które najgłośniej krzyczą i mają najgłupsze hasła. I wydaje mi się, że takie utożsamienie feminizmu przenika już do literatury naukowej.

            Tak, czerpanie wiadomości o świecie wyłącznie z TV jest głupie, ale nie jest to domena debili. Tak robią ludzie o przeciętnej inteligencji. Nie jest to debilizm, tylko lenistwo intelektualne. I to będzie postępować.

            Jeśli chodzi o słowniki, to należy zauważyć, że wiele haseł ma po kilka znaczeń. Ta nowe znaczenia dopisywane są arbitralnie przez autora słownika, jeśli stwierdzi, że dane słowo jest już powszechnie kojarzone z daną definicją. Więc ja mówię: przymknijmy oko na semantykę, wszyscy wiemy, co mniej więcej ludzie mają na myśli mówiąc, że są antyfeministami.

          • Nie będę przymykać na to oka, bo nie pozwolę, żeby ktoś w moim otoczeniu mówił, że jest przeciw równouprawnieniu, serio.

            A pisałam też o dyskryminacji facetów: http://www.hania.es/faceci-niedorozwoje/

          • Gość

            Na twoim miejscu ponownie przeczytałabym definicję debila i zastanowiła się, czy ona tutaj pasuje i czy przypadkiem kogoś nie obraża. Mogłaś napisać Downy nr 1 i Downy nr 2.
            Nie wiem skąd cały pomysł na taki niby „ostry” i „bezpośredni” blog. Moim zdaniem to nie jest alternatywny, a prostacki styl pisania.

      • O radykalizmie mówi się zawsze pod kątem działań. Nacjonalizm sam w sobie też nie jest zły. Przecież w założeniu to tylko taki silny patriotyzm. Problem pojawia się, kiedy masz do czynienia z radykałem. On zrobi wszystko, żeby walczyć o swoje racje, a do celu dojdzie po trupach.

  • Mocno stroniłem od feminizmu. Media go pokazują najczęściej w debatach jako ruch nienawiści. Tzn. było tak zawsze kiedy akurat trafiałem. Może dlatego, że zwykle było tam zestawienie feministek z przeciwną skrajnością. Ale olewałem jak każde oszołomstwo. Tyle, że z feminizmem o którym piszesz nigdy się nie zetknąłem (poza Twoim i Pawła Opydo wpisem). Zakładam, że poznałem debilizm, a nie feminizm. Ale do rzeczy. Myślę, że normalny, zdrowy człowiek sam z siebie jest za równouprawnieniem. Byłem tak wychowywany choć w robolskiej rodzinie. Po prostu szacunek. Nie spotkałem się bezpośrednio z dyskryminacją, a obecnie w mojej pracy jestem rodzynkiem ivmam tyle ile dziewczyny, tyle samo pochwał i tyle samo opierdoli. Mam szczęście? Ale jeśli już potrzebna ta etykietka by nie być żaba-debil, to ok, moge być feministą :)

    • No tak, myślący człowiek jest za równouprawnieniem, ale niestety, widzisz, to wciąż wywołuje kontrowersje.

  • Konrad Norowski

    To jest po części wina mediów – nazywanie wściekłych kretynek warczących na każdego faceta feministkami bardzo gładko przyjęło się w społeczeństwie. Jedyna nadzieja w pracy u podstaw ale to ciężka i trudna robota, skoro przeciętnemu Januszowi feminizm kojarzy się z parytetami i wariatkami profanującymi kościoły – pokazali to w telewizji, to musi być prawda! Z drugiej strony czytałem kiedyś gdzieś że ten oszołomizm istnieje z cichym poparciem części kobiet, i to jest kolejny problem.
    Niemniej sytuacja gdy kobieta jest równa facetowi jest mmegaoptymalna, bo wtedy wszyscy są wolni i pozbywamy się głupich, niemalże feudalnych zależności.

  • Każdy mężczyzna i każda kobieta powinni w byle której wyszukiwarce znaleźć wystąpienie Emmy Watson na inauguracji kampanii „He for She”. Jeśli nie zatrzęsie serduchem napakowany emocjami głos tej niesamowitej dziewczyny to napewno zatrzęsie wszystkim treść jej wystąpienia…

  • Agnieszka M Sikorska

    a ja łącze dwie zasady: pierwszą jest stwierdzenie mojego taty że
    „70% społeczeństwa to debile” – czasami odnoszę wrażenie że to zbyt optymistyczne
    z drugą – twoją
    „Serio, każdy ma prawo do niewiedzy i mi też czytając książkę zdarza się widzieć słowo, którego znaczenia nie jestem pewna. Ale wiecie co wtedy robię? Sprawdzam albo olewam i go nie używam.”
    i po prostu nie używam i ignoruję słowo feminizm, zastępując równouprawnieniem, bo co z tego że ja je rozumiem, kiedy większość wręcz przeciwnie :)

    • Konrad Norowski

      „70% społeczeństwa to debile” pomyślało 90% społeczeństwa ;)

      • Maciej Cąderek

        Ja sam nie jestem pewny do której grupy należę.

    • Tylko że wiesz, jak zaczniemy wykluczać słowa, których ludzie nie rozumieją i zastępować je prostszymi, to zaraz zaczniemy mówić na poziomie podstawówki, nie? Po to one są, żeby je używać – tylko w swoim znaczeniu.

      • Agnieszka M Sikorska

        nie mówię że zaraz tam wykluczać.. wszystko zależy od aktualnego rozmówcy, a w niektórych przypadkach to zwyczajnie szkoda życia na kolejne tłumaczenia co się tak naprawdę ma na myśli (irytujące jak przeliterowywanie po raz setny swojego trudno brzmiącego nazwiska)… a feminizm zazwyczaj się kojarzy z feminazizmem i oszołomami z telewizora

  • Maciej Cąderek

    Co do pierwszego przypadku – język ewoluuje, często widać w tv babę z durnymi poglądami nazywającą siebie samą feministką (parytety, ustawowo równe płace i inne bzdury), więc tu bym wrzucił na luz. Tak jak już inni pisali – lepiej mówić „równouprawnienie”.

  • Maciej Cąderek

    Przeczytaj sobie Haniu chociażby artykuł o feminizmie na Wikipedii. Ta definicja jest baaardzo obszerna i w żadnym wypadku nie definiuje jednoznacznie czyichś poglądów.

  • yumekko

    Jeśli chodzi o przypadek drugi – borze i chlorze, jak można być takim idiotą?

    • Agnieszka M Sikorska

      „no bo dlaczego kobiety mają mieć takie same prawa jak ludzie?” ;)

  • AJD

    Jestem za feminizmem, ale nie tym lansowanym wszędzie w około. Feministki kojarzą mi się z kobietami, które chcą WIĘCEJ od tak, bo są kobietami. Nie. Kobiety i mężczyźni mają być równi, chcesz zarabiać tyle samo to też pracuj tak samo. Czasami wydaje mi się, że niektórzy tego nie ogarniają. Smutne. (Żeby nie było, na pewno wszystkie feministki takie nie są.)
    Choć, szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie kobiet w kopalniach. Ok, nie jestem przeciwna, ale wydaje mi się, że mężczyźni mają lepsze uwarunkowania fizyczne. Ale tak, od wszystkiego są wyjątki.
    Równouprawnienie- tak, więcej za nic- nie.
    By the way, w Konstytucji RP napisane jest „Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa…”. Czy nie smutne jest to, że choć mamy być równi to i tak jesteśmy oddzielnie wymienieni, jakby nie mogło być „wszyscy”? Z jakiegoś powodu trzeba było podkreślić, że chodzi i o kobiety i o mężczyzn.

  • piaxie

    Niestety w Polsce są „feministki” i feministki. Te pierwsze najwięcej krzyczą, a najmniej robią, chciałyby mieć maksymalnie dużo praw, udogodnień, itd., itd. W tym wypadku równouprawnienie to fikcja, bowiem te pseudodziałaczki oczekują, że będą miały wyższą pozycję niż mężczyźni. Chyba nie trzeba mówić, że cośtuniegra. Oczywiście dodatkowo psują ogólną opinię dotyczącą feminizmu, a także aktywistek, które naprawdę coś robią w kierunku zwiększenia praw kobiet i polepszenia ich sytuacji społecznej.

  • Klusek

    Kurczaki, weź się zdecyduj, bo nie nadążam. ;)

    http://www.hania.es/rownouprawnienie/

  • Paweł Majcher

    Feminizm? Dziękuję, wolę równouprawnienie.
    H2O? Dziękuję, wolę wodę.

  • Sephi

    Problem w tym, że termin „feminizm” jest używany z jednej strony przez rozsądnych ludzi z którymi ciężko się nie zgodzić (bo równouprawnienie jest okej, c’nie?) a z drugiej strony przez te egzotyczne pysie, które uważają faceta za kombinację penisa i zła. A te drugie bardziej zapadają w pamięć i w efekcie stają przed oczyma jak tylko padnie słowo „feminizm”. Analogicznie to działa z każdą grupą „ideowców” – muzułmanie, katolicy, grinpisowcy, wyborcy Korwina i ci, którzy uważają że sukienka była czarno niebieska.

    • Ale ona była czarno-niebieska!
      *tak-serio-to-się-zgadzam-wiadomo*

  • denfoi

    Nie jestem za feminizmem choć jestem kobietą. Przez feminizm kobiety nie dość że muszą charowac w domu to jeszcze w pracy. Feministki nie zyskały równouprawnienia tylko dokopaly kobietom więcej problemów niż miały. Nie byłyśmy traktowane gorzej tylko lepiej. Ale oczywiście nie możemy mieć lepiej bo to zaszkodzi naszej dumie…

    • Ej serio, czy Ty widzisz co piszesz? Jeśli Twoją ambicją jest sprzątanie i gotowanie obiadków – proszę bardzo. Ale wiesz, są kobiety, dla których to koszmar. W ogóle po co nam edukacja, tylko faceci powinni się uczyć, a baby niech wychowują dzieci i polerują okna, tak?
      Ja pierdolę, właśnie przez takich szkodników jak Ty jesteśmy jako społeczeństwo w tym miejscu.

      • DonJakubo

        Jeśli kobiety miałyby predyspozycje do postępu ( nie tego pseudo postępu ) to byśmy nie byli w tym miejscu. „Feminizm pojawia się w głowie kobiety tylko i wyłącznie dlatego, że jej z chłopem nie wyszło. Nie ma innych przypadków” Wojciech Cejrowski. Polecam dodać do cytatów znanych ludzi o feminizmie.

    • Nie wiem czy traktowanie kogoś jako darmowej pomocy domowej jest takie proste i przyjemne. Ja w każdym razie tego nie czuję. Co więcej, od kiedy siedzę z dzieckiem w domu nie czuję się pełnowartościowym człowiekiem, bo nie mogę się rozwijać, pracować i żyć tak jakbym sobie tego życzyła.

      PS. To Wy same wychowujecie sobie synków na panów i władców, którzy po pracy jedyne co mogą zrobić to usiąść w foteliku, włączyć telewizorek i czekać aż podadzą pod ryj.

  • Feministki mają problem, ponieważ dzielą się one na normalne dziewuchy, które walczą o swoje i debilki, którym rzeczywisty świat dawno przesłoniły ich chore wizje. Jest to powód zdezorientowania ludków i niezbyt pochlebnego odbierania feminizmu wśród społeczeństwa.

    I moja subiektywna prawda na temat hejtu na feminizm jest taka, że większości głoszą ją ludzie, którzy uważają, że ich kobiety(w ich mniemaniu niewolnice), mają jeden cel w życiu, jakim jest pranie ich brudnych gaci i podawanie nieprzesolonej zupy.

  • Garu

    To, co napisałaś nie tyczy się tylko feminizmu, ale ogólnie wszystkich, hejtowanych jawnie przez część społeczeństwa (i, o zgrozo, nie ponoszących za to żadnych konsekwencji!) cech ludzi.

  • vincentvanbush

    Jestem za równouprawnieniem, więc jestem zwolennikiem feminizmu (bo feminizm popiera równouprawnienie).
    Jestem za przyzwoleniem na eutanazję, więc byłbym zwolennikiem Hitle… wait, nope.

    Miło dowiedzieć się w takim razie, że należę do grupy „debili nr 1”.

    • Idź dalej z tą nadinterpretacją, jestem ciekawa dokąd Cię zaprowadzi.

      • vincentvanbush

        Nadinterpretacją odpowiadam na zastosowane przez Ciebie we wpisie uproszczenia i uogólnienia. Nie zgadzasz się z tym, to jesteś debilem, jesteś, no, po prostu, głupi.
        Łatwiej napisać silnie polaryzujący i naładowany jadem tekst, niż użyć rzeczowych argumentów (z którymi prawdopodobnie nie sposób byłoby się nie zgodzić!), ale co ja tam wiem – przecież jestem tylko debilem.

  • Sephi

    Swoją drogą, z definicji słownikowej wynika, że feminizm to ruch dążący do równouprawnienia kobiet. Konkretnie kobiet. Fakt, mężczyźni równouprawnienia w tamtych czasach nie potrzebowali. I fakt, to dalej sympatycznie, miejscami godne podziwu, a na pewno nieszkodliwe. Ale jednak mężczyźnie coś zgrzyta, jak słyszy, że jest ruch wspierający grupę do której nie należy (a od tego zgrzytu niedaleko do „i jeszcze mi pewnie zabiorą moje piniądze i siłą wrzucą kobietę do rady nadzorczej, patrzcie ich”).

    No i w erze mowy fallicznej, ministr i tego całego wyczulenia na punkcie języka może faktycznie ułatwiłoby życie pójście za zmianami i znalezienie terminu, który pozwoli na płynny kontakt między większą grupa ludzi? Ewolucja języka i cały ten jazz. Można ich też bić po głowach młotem edukacji, ale większość to bestie twardogłowe, i trzeba by bić długo i boleśnie :D

    • Serio, jeśli np. byłby ruch dążący do równouprawnienia homoseksualistów to nie popierałbyś go, bo jesteś heteroseksualny? To głupota.

      • Sephi

        Pewnie bym popierał, ale pewnie nie z takim zaangazowaniem co ktoś, kogo to bezpośrednio dotyczy.

        I dalej, czy termin „feminizm” jest wart sam w sobie tyle, żeby nie pójść na ugodę i go zmienić? Bo może jest, ja nie wiem, ja zaangazowany jestem tylko troszkę, bo z sympatii a nie z potrzeby.

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: free weight loss ebook()

  • Heheszek Heheszkowicz

    hihiih

  • Maciek

    Przeczytałem tu kilka tekstów i hmm… W sumie nie jestem zszokowany bo mniej więcej orientowałem się już wcześniej na jakim poziomie intelektualnym funkcjonują mózgi współczesnych nastolatków. Bardzo drażni język wszechobecnych wulgaryzmów, które autorka używa z niebywałą lekkością, jakby wręcz urodziła się w rynsztoku. Kłóci się to trochę z warstwą merytoryczną tekstów bo przecież podaje się w nich za osobę najmądrzejszą, wspaniałą i niebywale światową. Ale wiadomo, artyści – kto ich zrozumie… Czasem żałuję, że na ludzkość spadła plaga internetu, spadła tak szybko i intensywnie, że nikt nie wiedział jak sobie z tym poradzić. Ucierpieli na tym najbardziej jak zwykle niewinni – dzieci. Właśnie takie dzieci jak autorka bloga. Może trochę za szybko „dorośli”, może napatrzyli się na nieodpowiednie wzorce, których w internecie jest tak dużo. Nie wiem. Wiem za to, że wyrosło nam pokolenie narcystyczne, próżne, niegrzeczne, bezczelne i bez kręgosłupa moralnego. Pod hasłami tego nieubłaganego postępu który niosą lewicowi mesjasze kryje się właśnie takie zepsucie oderwane całkowicie od tradycji, religii i jakiejkolwiek moralności. Życzę autorce, żeby trafiła na swojej drodze na mądrych ludzi, wiedzących więcej niż co to jest feminizm, lajki i twitter. Pozdrawiam.

  • Pingback: streaming movies()

  • Łucja

    Kurczę, czytam twoje wypociny i dochodzę do wniosku – ty naprawdę nie masz nic sensowego do powiedzenia. To, co tutaj znalazłam to nie „merytoryczne, bezkompromisowe” wypowiedzi, a jedynie zbieranina frazesów przetrawiona przez osobę bez większej wrażliwości, dla której wytykanie palcami i obrażanie wszystkich wokół stało się metodą na życie (i wątpliwą sławę). A tłumaczenie, że coś było pisane pod wpływem emocji nie wyjaśnia ignorancji bijącej z każdej twojej wypowiedzi – wydaje ci się, że wiesz wszystko. Przykro mi, musisz jeszcze trochę podrosnąć.

    Choć wiem, że wypowiedzi „plebsu” cię nie interesują, mam nadzieję, że to przeczytałaś i masz na tyle dojrzałości, żeby przetrawić tę krytykę. Może tkwi w tobie potencjał, ale muszą minąć lata świetlne, żebyś rozwinęła się jako „blogger”. I jako człowiek.

  • Pingback: free movie downloads()

  • Włodzimierz Wilk

    jestem za, a teraz skocz do łazienki i wyjmij włosy zatykające syfon od brodzika

  • Żyleta

    Po co w ogole o tym gadać skoro równouprawnienie mamy od niepamiętnych czasów, to tak jakbym miała walczyć obecnie np o zwolnienie chłopów z pańszczyzny…

    • Serio? Uważasz, że mamy równouprawnienie i wszystko jest spoko?

  • Oj Haniu, znielubisz mnie teraz, jesli kiedykolwiek lubiłaś xD
    Ale ja też jestem przeciwko feminizmowi. Bo według mnie tu gdzie jesteśmy- nie mówię o innych państwach czy kulturach, gdzie kobieta jest towarem na sprzedaż i nie może mieć własnego zdania- równouprawnienie jako takie zostało osiągnięte. Więcej. Kobiety mają lepiej. I dalej się biją. Serio no, mogą się uczyć? Mogą. Mogę się uczyć, jestem oceniana tak samo jak facet i nie będe robiła wojny bo on może przyjśc do szkoły w bluzce na naramkach a ja nie- okej, wkurzy mnie to, ponarzekam sobie trochę, ale no bez przesady, są gorsze problemy.
    Mogę pracować i studiować. Femiznim sprawił, że wręcz muszę, bo gdy mówię, że nie chce iśc na studia tylko prać, sprzątać i gotować swojemu facetowi i dzieciom, to patrzą na mnie jak na debila.
    Kobiety walcza o równouprawnienie, ale goddamit, nie da się zrobić więcej niż już jest. chcą zapierdalac w korpo na wysokich stanowiskach, to niech nie planują dzieci. Planują dzieci i mówią o tym na rozmowie kwalifikacyjnej? To niech się nie dziwią, że na ich miejsce przyjęty zostaje facet bez żony, który będzie miał więcej energii i czasu na pracę. I nie trzeba mu bedzie dawać płatnego macierzyńskiego. Płatny macierzyński, dziewczyno! Siedzisz w domu, zajmujesz się dzieckiem i płaca ci za to. I to jest anturalna kolej rzeczy, bo przecież nie polecisz zaraz po porodzie na konferencję czy inne korpo-spotkanie. Urlopem tym owszem, można się dzielić, można oddac jego część mężowi, ale facet za ciebie nie urodzi, nie odpocznie po połogu i nie nakarmi dziecka. To jest Twoja rola, naturalna rola kobiety, która feminizm stara się, cholera jasna, wyprzeć.
    Współczesne feministki (i znów, wyjątkiem są kultury i państwa gdzie faktycznie kobieta jest nikim) walczą o nic. Bo mówienie „pani prezes” jest niefeministyczne i trzeba mówić „prezesa”? To jest kurwa, faktycznie, problem. Kobiety mają przywileje. Facet musi za nie zapłacić w kinie, w restauracji, kupić kwiatka najlepiej regularnie raz w tygodni, zabrąc na wakacje, generalnie zrobić dobrze. I to nie stereotyp, tylko element kultury, tego, że przed kobietą zawsze otwierało się drzwi, odpalało się jej papierosa, puszczało ją przodem i tak dalej. Dlatego własnie faceci zarabiają więcej, bo kultura nie wymaga od nas tego, bysmy same za coś płaciły. Wymaga tego od nich. I ja sobie nie zrezygnuje z tego dostawiania kwiatów, puszczania mnie przodem, płacenia za mnie, ustepowania mi miejsca i innych przywilejów na rzecz równouprawnienia, bo mnie poślą do pracy w kopalni i każą iśc do wojska (swoją droga, wiedziałas, że kobieta w wojsku ma mniejsze wymagania na testach sprawnościowych niż mężczczna? HALO, FEMINISTKI, TUTAJ NIE MA RÓWNOUPRAWNIENIA, PROSZĘ IŚC O NIE WALCZYĆ!)

    Przeszkadza mi, owszem, parę rzeczy. To, że facet generlanie może przeklinac, a przeklinająca kobieta jest be. To, że on może rżnąc na potęge i jest spoko, a ja będe puszczalska. I niby podobno jakoś to zakrawa na te całe „feministyczne poglądy” (tak kiedyś słyszałam) ale uważam ,że nie potrzeba wielkiej idei, wychodzenia na ulicę i krzyczenia o tym, jak to jest kobietom gorzej. Bo wiesz co, ja mam w dupie to, czy ktoś mnie nazwie puszczalską, czy ktoś mi powie, że nie powinnam przeklinać. Naprawde mam to gdzies i nie będe walczyć o to, żeby mnie tak nie nazywano ,bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał odmienny pogląd. Facetom może na przykład przeszkadzać to, że baba może założyć różowy, a oni nie. Biją się o to? Krzyczą, że im źle? Nie, gdy ktoś chce założyc rózowy, to po prostu zakłada różowy i ma w dupie.

    • Jeszcze nigdy nie opublikowałaś tu tak głupiego komentarza. Serio.

      • Ej no, ale że niezgodne z Twoimi poglądami, to od razu głupie? Bo takie odniosłam wrażenie po tej wypowiedzi.

        • Nie. On jest po prostu głupi.

          • A masz coś więcej do napisania? Bo Twoja „riposta” jest uboga w argumenty. Mówiąc łagodnie.

          • To nie jest riposta, a stwierdzenie. Serio, wystarczy chwilę pomyśleć i sam do tego dojdziesz.

          • Nie pomyślałaś nigdy, że świat nie jest czarno-biały i nie wszystko da się zbyć stwierdzeniem „to głupie”? Są pewne kwestie, które ja nazywam „filozoficznymi”, których nie da się obejść, założenia, które nie są ani dobre ani złe.

            Przeczytałem komentarz przed napisaniem swojego i pomyślałem. Analizuję wszystko co czytam i zgadzam się ze sporą częścią tego, co napisała Rara. Może Ty powinnaś pomyśleć? A może powinnaś po prostu otworzyć nieco umysł na opinie innych ludzi. Polecam trochę więcej pokory.

            Wyjaśnisz, dlaczego ten komentarz jest taki głupi, czy wszelkie próby nawiązania z Tobą dorosłej dyskusji są po prostu bezcelowe?

          • Nie. To jest głupie i takie pierdolenie, że trochę pokory, jest jeszcze głupsze.

            Po pierwsze zobacz, że ona napisała „Równouprawnienie jako takie zostało osiągnięte”. To jest pierwsza głupota, a potem lecą kolejne lawinowo (w ogóle fragment z pracą i dziećmi, ja pierdolę).
            Równouprawnienie nie zostało osiągnięte, przynajmniej nie w naszym społeczeństwie i jeśli ktoś tego nie widzi, to jest głupi albo ślepy. W każdym razie: bardzo ograniczony.

          • O, już lepiej, na takim gruncie możemy dyskutować.

            Co byś jeszcze chciała? Ustawy regulującej płace, dzięki której kobiety i mężczyźni będą zarabiać tyle samo? Czy o coś innego? Olśnij mnie, proszę, bo może nie siedzę w tym temacie, może jestem głupi, ślepy i nieczuły na problemy dyskryminowanych kobiet/mężczyzn. Nie zbywaj wszystkiego pierdoleniem o pierdoleniu.

          • Chciałabym, żebyśmy byli równi. Po prostu, wow.

            I hmm, wiesz, może najpierw przeczytaj to: http://www.zombiesamurai.pl/2014/07/feminizm/

          • Ok, przeczytałem, ale to przecież nijak się nie odnosi to tego, co napisałem. Autor powtarza ciągle, że feminizm to nie wyzbywanie się kobiecości i obcinanie włosów tylko walka o równouprawnienie. I ja się z tym zgadzam, a przynajmniej z założeniami. Ale nie ma w tekście nic o tym, co mnie najbardziej intryguje: o co walczą prawdziwe feministki w naszym kraju, co konkretnie jest nie tak i co trzeba zmienić, żebyśmy mieli upragnione równouprawnienie.

            Szczerze jestem gotów zmienić zdanie, jeśli mnie przekonasz, chociaż wydaje mi się, że fundamentalny problem jest głębszy i nie dotyczy równouprawnienia.

          • No ale jaki jest problem? Oboje sądzimy, że kobiety i mężczyźni powinni mieć równe prawa, tak? Bo jeśli sądzisz, że tak powinno być, a nie popierasz feminizmu, to coś tu jest nie tak.

          • Tak, tylko ja uważam, cytując za Rarą, że w Polsce „równouprawnienie jako takie zostało osiągnięte”, Ty uważasz, że to głupota, więc zastanawiam się, gdzie widzisz aż takie nierówności, żeby podnosić je do rangi problemu społecznego.

          • Konrad Norowski

            Ja bym zamienił „jako takie” na „jako tako”.
            Osobiście bliski jest mi pogląd że równouprawnienie jako takie to równość szans a nie wyników.
            W tym kontekście wszelkie parytety itp bzdury to naruszenie równouprawnienia.
            Sprawy rozwodowe – matka z defaultu dostaje prawo do opieki nad dzieckiem, no bo przecież matka = lepszy rodzic.
            Jest też kwestia nierówności płac na tym samym stanowisku.
            Hania przyjdzie to może dorzuci więcej.

            To że ktoś w imię walki o coś dobrego robi głupoty( taki obraz medialny mają feministki) nie oznacza że całe środowisko jest be.

          • Justyna Bednarska

            Nie do końca. Jest różnica między definicją „feminizm to ruch społeczny dążący do równouprawnienia” a „feminizm to ruch społeczny dążący do równouprawnienia kobiet”. Gdyby założeniem feminizmu była walka o równość obu płci, to „walka” toczyłaby się także w kwestii prawa do opieki nad dzieckiem po rozwodzie. W tym przypadku kobiety mają większe prawa. Feminizm jednak walczy o równouprawnienie kobiet, czyli wywalczenie sobie takich samych praw – nie większych, jak wiadomo, wyłącznie przez kobiety. I masz rację – trzeba być po prostu dziwną i ograniczoną osobą, aby komuś przeszkadzał fakt, że dana grupa społeczna walczy o równe prawa, ale kopiując czy przepisując definicję zapomniałaś o słowie „kobiet”. To jednak jest walka kobiet, nie ma w niej nic złego, ale tylko kobiet, nie obu płci. Zmierzam do tego, że to jednak nie jest oczywiste, że jeżeli ktoś uważa, że kobiety i mężczyźni powinni mieć równe prawa, to znaczy, że popiera feminizm. Na pierwszy rzut oka brzmi to logicznie, gdyby nie fakt, że feministki walczą o to, by być z mężczyzną na równi, a nie aby obie płci miały identyczne prawa – przykład podałam wyżej.

      • beeert

        Typowa odpowiedź dwudziestoletniego bezmózga.

  • wert

    Ja te jestem za równouprawnieniem. Chcę aby kobiety pracował przy kopaniu rowów na budowie, pracowały w kanalizacji, by zajmowały się spawaniem, mieszaniem betonu, zajmowały się wnoszeniem na 10 piętro mebli. To będzie idealne równouprawnienie da feministek. I z chęcią zatrudnię feministkę do kopania rowów. 10zł/h.

    • Tylko że wiesz, że nie na tym polega równouprawnienie? Ja pierdolę, ludzie.

      • wert

        Ależ oczywiście że na tym polega. Skoro feministki chcą równe prawa to automatycznie powinny być również dla nich te same obowiązki. Czyli jeśli mają być parytety w sejmie, równe płace itd, itp. To tym samym kobiety powinny pracować przy kopaniu rowów, mieszaniu betonu, w kanalizacji, na murarce, pracować jako tragarz mebli.

        I jeszcze przy okazji, jeśli nie podobają ci się poglądy i opinie które nie są zgodne ze twoim światopoglądem, to usuń z tego bloga opcję komentowania, a nie blokujesz możliwość by cokolwiek napisać.
        Bo tak postępuje obrażalska, rozkapryszona, nastoletnia gówniara, a nie dwudziestoletnia dorosła kobieta którą się tak kreujesz.

        I powtarzam moje ogłoszenie z chęcią zatrudnię feministkę do kopania rowów. 10zł netto/h.

      • qwert

        Oczywiście że na tym polega. Skoro feministki chcą równych prawa, to
        automatycznie powinny mieć, te same obowiązki. Skoro chcą parytetów,
        tych samych płac itp, itd, to tak samo powinny pracować na budowie przy
        kopaniu rowów, mieszaniu betonu, pracować w kanalizacji, na wysypiskach
        śmieci, pracować na murarce, przy spawaniu.
        Bo feministki pragną
        jedynie tego co jest dla nich wygodne i dobrze płatne i korzystne, a o
        obowiązkach to już nawet nie wspomną.

        A także jeśli niepodobna
        ci się czyjeś zdanie które jest sprzeczne z twymi poglądami to usuń
        możliwość komentowania wszystkim, a nie blokujesz lub usuwasz komentarze
        tak zwanego przez ciebie plebsu, bo takie metody świadczą że jesteś
        rozkapryszoną i nadętą smarkul, a nie dorosła dwudziestoletnią kobietą.

        I powtarzam swoje ogłoszenie, z chęcią zatrudnię feministkę do kopania rowów. 10zł netto/h.

    • Madix

      Pamiętaj, że równouprawnienie to nie zamiana ról. Poza tym spoko. Jako niedoszła studentka budownictwa wcale nie uważam za szczególnie uzasadnione preferowanie mężczyzn na budowlance, bo owszem – mimo że średnio mężczyźni są wyżsi i silniejsi od kobiet, nie wyklucza to przecież istnienia kobiet silniejszych i wyższych od facetów, i takie się zdarzają. Gorzej, że kobiety menstruują i zachodzą w ciążę – a to faktycznie obniża ich predyspozycje do wykonywania zawodów, w których sprawność fizyczna jest kluczowa.

      Poza tym to nie do końca jest tak, że kobiety się nie garną do prac fizycznych, ale też tak, że nie pchają się tam, gdzie nikt ich nie chce. Gdybyś np. wiedział, że jesteś debilem z matematyki, naprawdę próbowałbyś nadal usilnie zostać programistą/analitykiem? No nie sądzę. Z kobietami tak samo – idą do zawodów, w których będą miały większe szanse na rynku pracy, a te polegające na typowo fizycznej pracy do nich nie należą.
      Dla mnie np. nie ma najmniejszego problemu kopać rów, mieszać beton, tynkować ścianę czy wnosić meble (zdarzyło mi się pomagać w tego typu czynnościach rodzicom, którzy zakupili działkę z ogrodem, na której wybudowaliśmy dom), ale absolutnie nie wyobrażam sobie swojej przyszłości zawodowej w tym kierunku ze względu chociażby na to, że jestem z wyglądu bardzo filigranowa i niewielu facetów jest w stanie patrząc na mnie uwierzyć, że chociaż ważę 50 kg to tyle samo udźwignę ;)

      We współczesnym feminizmie widzę podobny problem, co w innych ruchach społecznych – najbardziej wpływowe grupy zajmują się kompletnie nie tym, co powinny. Tak jak Greenpeace walczy o foczki na Arktyce, ale kompletnie olał temat ropociągu na bałtyku, tak feministki walczą o parytety i „ministrę” zamiast ministra, zamiast np. dopracowywać reformy, ułatwiające kobietom pogodzenie pracy z wychowaniem dziecka (pomysł z urlopem tacierzyńskim fajny, ale nadal IMO nie rozwiązuje on kompletnie kwestii zwalniania pracowników z tytułu pójścia na dłuższy urlop z powodu wychowywania dziecka – lepsze byłoby wprowadzenie urlopu częściowego, by np. chodzić do pracy na 1/4 etatu, a reszta pensji dopłacana z ubezpieczenia).

  • Pingback: Nie rozumiem kobiet przeciwko feminizmowi - hania.es()

  • Madix

    Popieram :)

  • Ela Sroka

    Nooo typowa feministka, klnąca jak chłop czyli ewidentny babo-chłop, blee

Przeczytaj poprzedni wpis:
zdjecia dziadek
Coś poszło nie tak

Są takie dni, w których uświadamiasz sobie, że w Twoim życiu czegoś zabrakło i coś poszło nie tak.

Zamknij