LUDZIE

Eksperyment – sowa przez 3 tygodnie. Nie próbujcie!

sowa


Ponoć człowiek potrzebuje 21 dni, żeby zmienić jakiś nawyk. Możliwe, ale czy to wystarczy, by zmienić się w sowę? Ja sprawdziłam, Wy tego nie róbcie.

Przez trzy tygodnie byłam sową (czyt. prowadziłam nocny tryb życia), bo wydawało mi się to superracjonalnym rozwiązaniem. Okazało się, że myliłam się bardziej niż wtedy, gdy w przedszkolu uparcie twierdziłam, że chcę być dorosła. Najpierw o tym, dlaczego w ogóle spróbowałam.

DLACZEGO?

Cały czas mam wrażenie, że żyję z małym dzieckiem. Czuję, że od rana ciągnie mnie za rękę, krzyczy, że chce się bawić. Ciągle wysłuchuję, że chodź zobacz, popatrz jak umiem, posłuchaj jak mówię wierszyk, zatańczę dla Ciebie i nie odrywaj ode mnie, kurwa, wzroku.

Zabiera mnóstwo mojej uwagi. Cały czas, nieustannie, od rana do późnego wieczora. Krzyczy, skacze i wchodzi mi na głowę.

Aż w końcu zasypia. Dzieje się to jak na takiego malucha dość późno, bo dopiero około północy, może nawet godziny pierwszej. I nie wiem, czy kiedyś mieliście dziecko, młodszego brata, siostrzeńca albo innego potwora pod swoją opieką, ale na pewno możecie sobie wyobrazić to, co słyszycie i czujecie w momencie, w którym ten brzdąc zamyka oczy i wyrównuje oddech.

Cisza.

Spokój.

sowa1

Wreszcie jest tak przyjemnie. Nikt niczego od Was nie chce, nie ciągnie za rękę i nie odwraca Waszej uwagi od wszystkiego, co macie zamiar zrobić. Po całym dniu nieprzerwanego krzyku i walki o Wasz czas nagle to wszystko ustaje. Jest tak spokojnie, błogo, cicho. Tyle skupienia, koncentracji. No dobro, miłość, tęcza i jednorożce, a maluch śpi.

Otóż widzicie, moje dziecko ma na imię Internet

Od rana słyszę, że Facebook krzyczy, żeby go sprawdzić. Co pięć jebanych minut! Twitter nie lepszy, przypomina się co kwadrans. Instagram piszczy – zobacz jak umiem, zobacz jaki jestem ładny! Ciągle ktoś czegoś chce. Tu napisze, tu wrzuci artykuł, tu poprosi o radę. Chcę odpisać na maile, ale przerywa mi telefon; chcę poczytać komentarze, ale co minutę słyszę dźwięk nowej wiadomości.

Oszaleć można.

noc

Dlatego doceniam noc. Mogę spokojnie usiąść i napisać kilka tysięcy znaków bez stresu, że zaraz ktoś napisze, zadzwoni albo podsunie tekst. Jest noc, cisza i tylko jednorożce nie śpią, bo pilnują tęczy. Jak dobrze.

Mówię, że najlepiej pisze mi się między północą a piątą, ale to nie dlatego, że wtedy mam najwięcej pomysłów albo palce same układają się na klawiaturze. Po prostu wreszcie mi nikt, kurwa, nie przeszkadza. I tu nawet nie chodzi o ludzi, bo mogę im powiedzieć – sorry, zajęta jestem, pogadamy potem. Nie nie, byłoby za prosto.

podświadomość

To podświadomość, a z tą suką nie zawalczysz. W dzień co kilka minut włazi mi do głowy ze swoim „a może na Facebooku pojawiło się coś nowego, może wygrasz nowego iPhone’a bez folii albo znajomy z podstawówki wstawił na tablicę zdjęcia z wakacji, które koniecznie musisz obejrzeć”. W nocy jednak wie, że nie ma co odświeżać, bo przecież tylko jednorożce nie śpią, a one nie mają kont na Fejsie. I spokój.

być sową jak blogerka

Dlatego właśnie, przez ten spokój, zdecydowałam się być sową. Pomyślałam, że to dla mnie zajebiste rozwiązanie, w końcu jestem blogerką i mogę ustawić sobie życie jak tylko chcę.

tryb życia

No więc postanowiłam żyć w trochę inny sposób. Zaczęłam wstawać o 12, wypełniać swoje codzienne obowiązki (obejmuje sprawdzanie Facebooka co pięć minut i oglądanie seriali) do północy, a potem, gdy cały wirtualny świat zaśnie – pisać do piątej. O świcie kładłam się i przytulałam do Morfeusza.

Przez pierwszy tydzień byłam zachwycona. Dlaczego? Powód prosty – nigdy mi się lepiej nie pisało. Ze względu na to, że odkryłam jak piękna jest noc przy klawiaturze, na blogu pojawiały się czasem dwa teksty dziennie, a moja skrzynka odbiorcza jest już wolna od zaległych maili.

Super? No nie do końca

Och ja głupia! Zapomniałam, że zegar biologiczny, słońce i styl życia społeczeństwa nie dostosowują się na moje zawołanie „halo, jestem blogerką!”. Jeszcze nie teraz.

Szybko przekonałam się, że siedem godzin snu siedmiu godzinom snu nierówne, bo gdy budzicie się o 12, do 14 zbieracie siły na wstanie z łóżka. Potem dwie godziny możecie coś porobić i… zaczynacie ziewać (bo całe społeczeństwo zaczyna, zachodzi słońce, jednorożce mają akurat drzemkę i chcecie spać z nimi). Od szesnastej do północy jesteście tak użyteczni jak worki z ziemniakami, a dopiero potem zaczynają się te cztery godziny, w których Wasz mózg działa lepiej niż silnik w nowym Audi.

trzy razy mniej

Normalnie w życiu jesteśmy w stanie być jakkolwiek produktywni przez jakieś dwanaście godzin. Reszta to spanie, jedzenie, toaleta i scrollowanie Facebooka. W trybie sowy zmienia się to na cztery godziny. To jebane trzy razy mniej!

Owszem, może intensywniej, może spokojniej, może w większym skupieniu, ale to wciąż brzmi jak pierdolony żart, żeby tracić cały dzień na byciu trupem tylko po to, żeby w nocy przez kilka godzin dobrze nam się skupiało na pracy czy nauce.

21 dni

Mówi się, że potrzeba trzech tygodni, by zmienić nawyki i wprowadzić w swoje życie jakąś zmianę, dlatego przeczekałam i piszę ten tekst dopiero teraz (swoją drogą, o trzeciej). Po takim czasie mogę Wam powiedzieć – jest coraz gorzej. Serio, myślałam, że może faktycznie wystarczy przeczekać zaspanie, organizm musi się przestawić i tak dalej – ale nie. Gówno prawda.

Z każdym dniem mam coraz mniej siły i chociaż jestem zdrowa, czuję się jakbym leżała w szpitalu. Albo hospicjum. Życia jest we mnie tyle, co w balonie z helem po kilku dniach, a poza tymi czterema godzinami w nocy mój mózg pracuje tak jak u Kingi Rusin. Nie no, okej, przesadziłam, ale dobrze nie jest.

hospicjum

Jak będę miała kiedyś być w hospicjum to cóż, takie życie, ale po co fundować sobie je teraz, kiedy wszystko jest w porządku? Pod względem samopoczucia mogę śmiało powiedzieć, że te trzy tygodnie były dla mnie cięższe niż dla fanki One Direction, a ostatnio tak bezsilna byłam jak leżałam z czterdziestoma stopniami gorączki. Serio.


Ale już idę spać, bo wiem, że od rana dziecko będzie się tu drzeć. A ja? Ja będę z nim walczyć o mój czas – dokładnie tak jak każdy z Was.

Wiecie, z tego całego sowiego eksperymentu wynoszę coś więcej niż wiedzę o reakcji mojego organizmu na nocny tryb życia. Otóż chyba czas zacząć kontrolować spokój w Internecie wtedy, kiedy ja go chcę niezależnie od nowych powiadomień, maili i lajków.

Tylko ej, kliknijcie lajka pod spodem i udostępnijcie tekst. Sprawdzę potem.

  • Od siedmnastu lat żyje tym trybem. (może nie 12 – 5 dokładnie; czasem 11-3:30, czasem 15-9 rano)
    Tylko w ekstremalnych warunkach zauważam to o czym mówisz. Ale jak ja wstaje o 12 to o 12.15 mam już włączony program do montażu i wczytują się materiały. O 12.45 już mam pierwsze sklejki :)
    A jak mam plan to kładę się o 3-4 (bo organizacja, bo nie ma butów wiec kleimy do rana te płyt CD), na 9 jestem w gotowości do 22, a potem szybki przegląd netu, wyspanie i kolo 12 to samo :)
    Jak wstaje o 8 i nie mam wymagającego mojej uwagi i odpowiedzialności planu o 14 umieram, o 15 pragnę wejść w stan burrito, o 18 ledwo utrzymuje się na nogach, o 20 jest mi niedobrze ze zmęczenia a o 22 ożywam. True story :)
    Jak wstaje 11-12 to siedzę do 3; i załatwię wszystko w ludzkich godzinach, odpisze na maile, popracuje a nawet coś napisze, jeśli wlaśnie nie przemieszczam się miedzy miastami na kolejny plan :)
    To chyba kwestia tego, ze na sowę lub słowika nie da się przestawić, a tego, że się nim jest albo nie. I jeśli Ty po tygodniu czułaś się tak źle jak piszesz to znaczy ze jesteś słowikiem a nie sową :) I 21 dni czy miesięcy tego nie zmieni :)

    • To znaczy, ja jak się kładę o 2 i wstaję o 9 to też jest spoko, w zasadzie tak działam od kilku lat, ale tryb 5-12 już mnie złamał. Masakra.

      • No tak ale klaść się o 2 a wstac o 9 to wciąż wstać rano i połozyć się o ludzkiej porze. A powyżej (czy poniżej zalezy od perspektywy) 3 to już typowy sowizm że tak powiem :)

        • Teoretycznie tak. Czytałam też gdzieś, że najwięcej korzyści ze snu przeciętny człowiek ma między 22 a 24. W liceum postanowiłam się do tego stosować i chodziłam spać o 22.30. I teraz tak sobie myślę to nie wiem, czy ja Internetu nie miałam? :D

          • Tak a najlepszą porą na seks jest siódma rano, bo jak człowiek wstaje… wait, what? ;)
            Albo z innej ręki, że kobiety wyspane są gdy spią 7 godzin i 11 minut a faceci 7 godzin i 14 minut (Japońscy naukowcy).

            W sumie to tylko nasz organizm wie co dla nas dobre a nie uogólniające wyniki badań :)

          • Wat. Siódma. Rano. Wtedy albo już śpię, albo jeszcze śpię. Sorry bejbe.

            Tak tak, wiadomo, dlatego chciałam sprawdzić, np. te trzy tygodnie sowy. Ale widzisz, jest 4.20, a ja już umieram. Bessęs. Chyba dziś nie śpię i położę się o 18, żeby wrócić do normalnego trybu, lol.
            #typowypiąteczek #łóżeczkooosiemnastej

          • Nie no to jest wynik z cyklu „amerykańscy naukowcy z „Uniwersystu w Kalifornii” ;) Nie brałabym ich tak na super serio ;)

            Jest 4:50 a ja się czuję świetnie. Pewnie posiedzę do 7 sądząc po tym ile mam jeszcze zrobić. A potem wstanę koło 12, ogarnę resztę pracy i wyjdę ogarniać sprawy na mieście :)
            jak umierasz to polecam oglądanie głupot i śmianie się na głos. Wiem, że to hiper absurdalnie brzmi, ale moje doświadczenie pokazuje, że w chwilach kryzysu dużo śmiechu budzi lepiej niż kawa :) I można wytrwać i 26 godzin :)

  • Haniu, to dlatego ze swoim „dzieckiem” przyszłaś na Blogers Family Wawa? ;)

    Ja mam zupełnie na odwrót. Od samego rana intensywna praca i po południu jak starczy sił to blogowanie a jak nie to długi sen. Spanie jest super. Polecam ;)

    • Spanie jest super, ja wiem, ja baaardzo lubię spać. Właśnie po eksperymencie-sowie zrozumiałam, że lepiej dla mnie działa spanie w nocy niż w dzień i wracam do tego, nie ma co!

  • Nie rozumiem problemu, bo wyrobiłam nawyk nie sprawdzania co 5 minut otchłani społecznościowych.

    • Oczywiście w tekście przesadziłam – ale ta (pod)świadomość, że w ciągu dnia coś się dzieje, coś mnie omija jest wkurzające i ciężej się przez nie skupić. O to chodzi. ;)

  • Szalonaś:P
    Na takie eksperymenty to chyba bym się porwała tylko w czasie białych nocy na odpowiedniej szerokości geograficznej, bo jednak nawet pochmurny dzień, to jednak jakies naturalne światło, a ono czyni cuda.

    • No właśnie zdałam sobie sprawę, że to nie jest tak, że mogę zmieniać sobie dzień jak chcę. Ale przynajmniej w to mocno wierzyłam. :D

  • Ja jestem jak kura- wystarczy, że ktoś zgasi światło i mogę iść spać, a kiedy słońce daje po oczach to nie zasnę za żadne skarby. W klasie maturalnej uczyłam się do późnego wieczora, a jak wszyscy szli spać to szyłam- ale maksymalnie do 1. Jakoś dałam radę, ale było ciężko. Myślę, że łatwiej będzie Ci wyrobić nawyk nie sprawdzania fb od nocnego trybu życia.; )

    • O, to mnie zawsze dziwi jak ktoś mówi „no co Ty, słońce tak na Ciebie świeci, a Ty dalej śpisz?”. Dla mnie może się walić, palić, świecić i trząść, śpię dalej.
      Jak do pierwszej do jeszcze spoko, później się robi tylko gorzej.

      • W gorsze dni potrafię spać nawet za dnia, ale wtedy śpię z drugą poduszką na głowie. Egipskie ciemności muszą być.

        • Drzemki. Drzemki są dobre.
          Widzieliście kiedyś, żeby drzemka komuś zrobiła krzywdę, okradła kogoś, uderzyła? Nie? No właśnie.

          • Kiedyś wstawałam z łóżka i drzemka złapała mnie za nogi. Prawie straciłam zęby. Zima, wyrachowana suka, o.

  • Adam Niedbała

    Kiedy jeszcze byłem pięknym, dwudziestoletnim, młodym człowiekiem to potrafiłem miesiącami egzystować w takim trybie. Na dłuższą metę kończy się to ogromnym spadkiem wydajności, depresją i ogólnie kiepskim samopoczuciem. Generalnie słabo się żyje bez słońca po prostu. Przy okazji od razu Cię uprzedzę, kompletnie bez snu też próbowałem żyć. W okolicach czwartej doby bez snu zaczynają się halucynacje i omamy. To jest dopiero ciekawe.

    • 4 dni, wow. Mój rekord to około 50 godzin przy Diablo II. :D Omamów nie miałam, ale jak położyłam się do łóżka to przespałam ponad 24 godziny. Gdyby Ruscy rzucili na nas bombę atomową w tamtym czasie, to by mnie nie obudzili. Jestem tego pewna.

      • Adam Niedbała

        Nie wiem czy wiesz, ale podobno statystycznie po przesiedzeniu bez przerwy 50 godzin przy komputerze przyjeżdżają smutni panowie z foliowym workiem na odpady organiczne. Niemniej też zdarzało mi się naginać statystykę :D.

        • Myślę, że wiek też tutaj jest decydującym czynnikiem. Wątpię, żebym dziś wytrzymała dłużej niż 8 godzin. Młodym wolno więcej. :)

      • Hahah, ponad 24 godziny snu, ale hardkor! Ja po ośmiu/dziewięciu godzinach się budzę z przespania, ale do tego czasu też nic mnie nie obudzi. I to nawet, jak nie pykam w Diablo. (a jak pykam to nie wiem, bo nie próbowałam)

        • Adam Niedbała

          *za-młoda-na-diablo-II*

          • *Boże-jestem-stara*

          • Adam Niedbała

            *nieprawda-kłamiesz*

        • Nie pykaj! To je zuooooo, które uzależnia. Niebezpieczne narzędzie, pożeracz czasu. Zostaniesz no-lifem, zapuścisz bloga, zginiesz. Niech będzie przeklęty dzień, w którym przyszło mi zabić Diablo.

          • Spoko, ja nie z tych, co grają w gry. W ogóle nie zaczynam, bo to by było zue.

    • Brak witaminy D (ze słońca), serio. Jest winna depresjom i innym takim niefajnym rzeczom. Słońce ładuje akumulatory, odbieranie sobie go to jednak błąd.
      Ja po trzech dobach miałam odlot i bolące serce, potem przestałam się wygłupiać. To jakieś pół roku temu. W sumie z omamów mogłabym skleić jakiś tekst, bo takich rzeczy jeszcze nie pisałam!

  • Eksperymentowałam tak w młodości i byłam zachwycona tym, co udawało mi się zrobić w nocy, bo było to z reguły jakieś 200% normy. Teraz, gdy sama jestem babcią, z każdej imprezy zwijam się przed północą jak pożal się boże Kopciuszek. Bo jestem stara i zmęczona…taaaak….

    • Oesusku, czy ja zostałam babcią w wieku 19 lat?

  • Kurcze, to ja zawsze byłam sową i bardzo dobrze to na mnie działa. Na przykład dopiero wstałam, sączę kawkę, czytam Hanię, kot mi mruczy na kolanach i jest pięknie. Poranne wstawanie jest dla mnie katorgą. Nawet, jak wstanę o 8:00 rano to i tak zasypiam dopiero po 2, 3 w nocy, bo mój mózg jest jakiś pokręcony i dopiero o 20:00 wypuszcza związki odpowiedzialne za: „A teraz masz tu kobito, zajebistą dawkę energii i działaj jak po amfie”. :)

    • Jak widać, wszystko mocno indywidualnie. Ja jeszcze szukam, typowa sowa 5-12 się nie sprawdzała, 1-8 jest chyba okej, jeszcze muszę wypróbować wariant oszołomski czyli wstawania o 5. Pewnie spoko, tylko nie wiem jak się wtedy pisze. Hm, sprawdzę.

  • Kaja Pałucha

    Najgorsze jest to, że później ciężko jest się od takiego trybu odzwyczaić :<

    • Właśnie staram się przestawić – nie śpię już od 30 godzin, żeby wrócić do normalnego trybu. Trageeedia. Po jednej nocy to jest ok, po takim czasie – do dupy.

      • Maciej Cąderek

        Heh, to tak jak ja wczoraj, tyle że po nieprzespanej nocy zamiast się położyć o powiedzmy 22 poszedłem spać ok 5:00. I wstałem o 15:00. Super;/ Jakoś nie wychodzą mi te resety;) Chyba za słabo mi zależy na powrocie do „normalności”.

        • To rozregulowuje! Nie polecam, na dłuższą metę jest tragiczne. A teraz – już 22, uciekam. Czas wrócić do siebie.

  • Viola Urban

    Od bycia sową odzwyczają mnie tylko praca w standardowym wymiarze godzin ;)

    • Praca na 8 rano, mój antylifegoal. Najlepiej śpi się 22-6, ale to awykonalne jak dla mnie, więc 1-9. Tego się trzymam!

  • An

    A ja kładę się spać o 23, a wstaję o 10, bo inaczej umieram z niewyspania. Niestety, każdy jest inny.

    • Wow, to potrzebujesz dużo snu! Ja po 9 godzinach już czuję się jak Sims z całym zielonym paskiem wypoczęcia. :)

      • An

        Ja też się tak czuję, bardzo lubię to uczucie, że jestem stuprocentowo wyspana.

  • Angelika

    Z całego serca polecam wyłączenie wszystkich powiadomień :) Mój tryb życia (bardzo intensywny) pozwala mi na skończenie wszystkich ważnych spraw dla siebie do 17-18, a potem… hulaj dusza piekła nie ma! Do godziny 22 mam czas dla siebie, robię to na co mam ochotę, czytam książki, przeglądam fejsa, oglądam seriale. Po 22 jeszcze kąpiel i spanie. Kiedyś też prowadziłam tryb nocny i zdecydowanie odradzam. Genialnie jest wstać o 7 rano i już o 12 mieć na koncie tyle załatwionych spraw. Żyjąc tak, a nie inaczej czuję, że nie tracę ani jednej minuty :)

    • Chyba będę musiała to zrobić z pushami. Ciężko, bo ciężko i jeszcze podświadomość będzie działała („ej, a może ktoś właśnie coś wrzucił ważnego/może trzeba komuś odpisać na maila/może naszło nowych komentarzy/może ktoś zasługuje na bana”), ale chyba to też muszę trochę uspokoić. :)

      I mega propsuję Twój tryb życia, miałam tak całe gimnazjum i liceum (tylko nawet mniej czasu wolnego mi wychodziło przez treningi, ale i tak było super). W liceum nawet w weekendy chodziłam spać przed 23 i wstawałam o 7, bo lepiej się czułam – o 12 moja checklista była w połowie odhaczona. Najlepiej!

    • I chyba do tego wrócę w sumie, jak uda mi się przekonać samą siebie… hm, czemu by nie spróbować – tryb 23-7 przez trzy tygodnie? Brzmi kusząco. Kolejny eksperyment, tym razem mniej szkodliwy, hahah. Może faktycznie dobry plan.

  • Przerabiałem pracę w nocy, ale nie wytrzymałem tak długo jak ty. Ciężko jest normalnie funkcjonować gdy się wstaje o godzinie 12. Ja bym w moim przypadku przewrotnie nazwał takie funkcjonowanie trybem zombie. W nocy sowa, w dzień zombie. :) Dla mnie godziny typowo poranne są najbardziej wartościowe, w ciągu nich spokojnie można się wbić w tempo dnia z małym wsparciem mocnej kawy.

    • Dokładnie, ja po tygodniu już miałam dość. No ale pomyślałam, że muszę coś przeczekać – chyba jednak nie. Nie wiem w sumie czy wyzwanie trzech tygodni zasypiania przed północą nie będzie dla mnie trudniejsze (psychicznie, nie fizycznie). :D Może czas spróbować, hmm.

  • Aż tak ekstremalnie nie próbowałam, ale do tej prawie 2 codziennie siedzę. :) Nie umiem się przestawić i nawet kiedyś dopiero wtedy udawało mi się zebrać myśli do pisania. Obecnie ten czas bardziej marnuje niż w dzień, znaczy mam rytuał na relaks przed snem i odgonieniem myśli z całego dnia. Najlepiej pracuje mi się rano. A co do rozpraszaczy, mam na to dobry patent. Pisze na tablecie, który nie jest podłączony do Internetu. Póki nie napisze tego co mam zaplanowane router jest wyłączony, a tym bardziej laptop.

    • Oj nie umiałabym pisać gdzieś poza Makiem. Ale tak, zdarzało mi się wyłączyć sieć WiFi – jak miałam deadline i nie było zmiłuj. :) Czasem trzeba sobie pomóc w taki sposób, cóż.

  • Jedna uwaga: silnik w nowym Audi działa w miarę dobrze do momentu zakończenia gwarancji, po czym następuje seria ultradrogich awarii. Dlatego wolę stare Audi (i stare wszystko), które będą jeździć jeszcze długo po tym, jak ogolimy się tymi wyprodukowanymi dzisiaj, sam zaś jeżdżę 18-letnią Japonką (jakkolwiek nie miałoby to zabrzmieć, a zabrzmiało specyficznie).

    W ogóle nowe Audice są totalną antytezą tego, co lubię w samochodach, ale ja to dziwny jestem.

    • Mają ładne światła. To najważniejsze.

      • E. Najpiękniejsze światła miał Citroen DS21 (wersja produkowana między ’67 a ’74). Nie, czekaj, on wszystko miał najpiękniejsze.

        Mówiłem Ci, że jestem dziwny.

  • A, no i drące się od rana dziecko. Znam, oczywiście. Tyle, że moje ma 7 miesięcy, 4 kończyny i PESEL zaczynający się od 14 ;-) I gdy już jego paląca potrzeba, która wywołuje ten atak decybeli, zostanie zaspokojona, odwdzięcza się radosnym mlolaniem (to ten całokształt pociesznych dziecioodgłosów) i najpiękniejszym uśmiechem ever.

    EVER.

    Tylko czemu musi mieć te potrzeby koło 6 rano?…

    • Żebyś mógł rano zobaczyć ten najpiękniejszy uśmiech ever. Na dobry dzień. :)

  • Przepraszam za nadmierną ciekawość, ale co było wtedy ze studiami? Przez trzy tygodnie nie przychodziłaś na zajęcia?
    Odważna jesteś i silna, ja bym chyba nie dała rada. Do podobnych wniosków doszłam po rozmowach z przyjaciółką, która w weekendy i wakacje prowadzi życie nocnej sowy. O wiele bardziej wolę wstać rano i mieć produktywny dzień :) Btw, o 7:30 w sobotę też w Internetach nic się nie dzieje. Sprawdziłam wielokrotnie ;)

    • Kto by chodził na poranne zajęcia?

      O kurde. To idę spać, sprawdzę co tam jutro rano w Internetach. Ostatnio w sobotę o 7.30 byłam tu w liceum! :)

  • Marta Szatańska

    Moze wstawaj o 4?

    • Musiałabym chodzić spać o 21, a to chyba za trudne. ^^

  • Jednorożce mają swój fp, który pewnie jest aktualizowany w nocy. :D
    https://facebook.com/unicornsthemovie

  • Pingback: Test babeczek z mikrofali | Drinki w kokosie()

  • *czytałam-to-już-dawno-temu*
    *wiem-że-te-21-dni-to-mit*
    *ale-trzy-tygodnie-to-już-taki-czas-że-wszyscy-uwierzą-że-zrobiłaś-co-w-Twojej-mocy-i-nie-poddałaś-się-za-szybko*
    *poza-tym-miałam-taki-jet-lag-bez-zmiany-strefy-czasowej-i-nie-wiedziałam-ile-muszę-mu-dać-a-3-tyg-wydawały-mi-się-ok*
    *tak-naprawdę-było-23-dni-ale-nie-mów-nikomu-bo-będzie-że-złamałam-postanowienie-21-dni*

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: watch movies online()

  • Pingback: tv online, online tv()

Przeczytaj poprzedni wpis:
suszarka
Dziękuję wszystkim zjebom

Bo gdyby nie oni, nie byłoby mnie tutaj.

Zamknij