DZIECI LUDZIE

Dziecko to człowiek, nie debil

dzieckoo


Nie mogę patrzeć na ludzi, którzy traktują swoje pociechy jak kogoś niższej kategorii. Jak debili. Hej, to jest mały człowiek a nie idiota! Chcielibyście, żeby inni zachowywali się w stosunku do Was tak, jak do dzieci? Ja nie.

Ręka może być rączką. To normalna, słownikowa forma, zdrobnienie. Ale ręczuni, ręczusi, ręczusieńki…

no nie zniesę!

Łyżka i łyżeczka są okej. Ale, noszkurwamać, łyżeczunia zupeczki?! Co to do cholery jest?

Jak ten mały człowiek ma się nauczyć świata, jak uczymy go jakichś nieistniejących słów i podchodzenia do innych jak do totalnych debili?

dziecko

Dla Waszej córki czy syna jesteście guru, całym światem, idolem. Będą Was naśladować przez najbliższe lata, kopiować te czynności, które robicie. Zastanówcie się – chcecie żeby młodzi właśnie tak się zachowywali?

Jest jeszcze jedna taka wkurwiająca rzecz, którą wielu dorosłych robi.

Oj jaka jestem ładna, jak pięknie się uśmiecham, jakie mam duże oczka!
Jaki jestem duży, jaki silny, jakie robię ładne minki!

Znacie te teksty, nie? Mam tylko nadzieję, że to nie z Waszych ust padają. Przypominam:

Dziecko to człowiek.

Taki sam jak Wy, tylko mniejszy. Pomyślcie: chcecie, żeby do Was tak ktoś mówił?

O jaki mam cellulit, jakie wyraźne kurze łapki, jak pięknie hoduję brzuszek! Jak się wczoraj ślicznie spiłem, jakie głupoty na Fejsie wypisałem, jak dostałem mandacik!

Nie. Samo słuchanie czegoś w tej formie jest idiotyczne.

Więc nie róbcie tego dzieciom.

To mali ludzie, nie debile.

 

PS Jeśli chodzi o mówienie do dzieci i nazywanie rzeczy po imieniu – zobaczcie też wpis Oczekując.

  • Hania, zajebiście trafne, na masę też mnie to wkuRRwia. Robienie z siebie błaznów, a z dzieci jakichś dałnów. Hmm, dobrze pamiętam, że masz w okolicy przedszkole? Coś ciekawego zaobserwowałaś ostatnio?

    • Hej hej hej, Zespół Downa to choroba. Nie używaj tego mylnie, bo to prawie jak mówić, że każda chuda dziewczyna to anorektyczka.

      Owszem, mamy odprowadzające dzieci do przedszkola to nieustanna inspiracja, ale to akurat mnie denerwuje odkąd pamiętam.

      • stąd słowo przepraszam za taki potocyzm.

      • Agnieszka Piątkowska

        A co powiesz na mamę odprowadzającą 18-letniego syna do szkoły? Mam taką sąsiadkę… Chłopak nie wyszedł z zerówki, bo mu matka nie pozwalała chodzić do szkoły, jak temperatura spadła poniżej 0 stopni. Zagłodziła go prawie na śmierć, bo był uczulony na coś tam i miał dostawać specjalne mleko modyfikowane. Dawała mu je przez rok, ale zamiast zważyć na to, że dziecko rośnie i trzeba zwiększyć i dawkę i porcję – dawała taką samą jak wcześniej.
        Odprowadza go do szkoły i na praktyki zawodowe. Chłopak nie potrafił włączyć kuchenki (przystawił garnek do przekręconego kurka od gazu i myślał że na tym polega gotowanie) na praktykach w gastronomie. Jego największą rozrywką jest ganianie kóz dookoła domu. Obnażał się, gapiąc się w nasze okna, bezpardonowo. Wszyscy traktują go jak debila. Jego wuj wylewał naturalny nawóz na pole, chłopak spytał po co to robi, z ciekawości, wuj odpowiedział „bo tak ma być”. Chłopak nie ma kolegów. Na rowerze jeździ tylko wokół domu, na sankach wokół domu. Nigdzie nie może sam iść, w wieku 18 lat… To jest dopiero masakra. Nauczyciele mówili, że z niego byłby mądry człowiek, ale rodzina go cofa w rozwoju. Także taka gadanina do małego dziecka jest jeszcze do przeżycia, w porównaniu z niszczeniem życia, jakie serwuje chłopakowi matka.

        • Idioci są wśród nas. Co to ma do tematu i znowu – czemu mam wybierać jakieś mniejsze zło – mówić do dziecka jak do debila czy traktować go jak debila skoro można… traktować go jak człowieka i mówić do niego jak do człowieka?

          To takie pierdolenie – „to złe, ale do przeżycia, bo zawsze może być gorzej.”. W ogóle „zawsze może być gorzej” to idiotyczny zwrot. Bo może być też dobrze.

  • Hehehe kupiłaś mnie tym „nie zniese” :D a wpis strzał w dziesiątkę! :P

  • Nie spotkałem się z takim mówieniem do dzieci. Aż tak infantylne zdrobnienia niektórych słów do 1-2 dziecka nie są jakimś poważnym grzechem. Jeśli zrobimy to w granicach rozsądku, rzecz jasna ;).

    Trochę głupie porównanie, ale troszkę w temacie tych zdrobnień. Mnie z kolei jasny szlag trafia jak sie tak do psa mówi. Z nich też nie róbmy debili… A na razie mam punkt odniesienia do nich, bo swoich juniorów jeszcze nie mam.

    • Miałam o tym napisać, ale w końcu opublikowałam i już mi się nie chciało zmieniać. O tych psach oczywiście. Czy do kotów, jak moja Mamusia :D z tym, że ja już się musiałam do tego przyzwyczaić, ale i tak to czasem irytuje ;)

    • Są.

      Do psów? No jasne! I babeczki, które ubierają psy w jakieś niesamowite ubrania (bo wnuki za granicą). A potem „oj jaką piękną kupeczkę zrobiłem”, no daaamn.

    • Agnieszka Piątkowska

      Ja gadam do swojego psa :D Bo ją to niesamowicie cieszy, zawsze prycha z radości i chce się bawić jak do niej gadam zasłodzonym tonem z milionami zdrobnień :D Oczywiście „normalne tematy”, czyli: „No cześć Tinuuusia! Głodna jesteś? Chcesz papu? No już pańcia da papu! No chodź na spacerek Ty mój dziabągu jeden wśtlętny Ty!”. Nie doszłam i nie dojdę do ekstremum o pięknej kupeczce :D

      • Rozmawianie ze zwierzętami jest okej, to wręcz normalne, ale kurde, na pewnym poziomie. Zwierzaki są bardzo inteligentnymi stworzeniami. Jak dzieci.

        Ale nie sepleń jak do kogoś mówisz. To głupie.

      • Kurde, jak czytałem co mówisz do swojego psa, to w głowie wyobrażałem siebie jak sam się do swojej suni zwracałem. Teraz wyrosłem z tego, bo wiem, że pies można uznać nas za ćwierćinteligenta :P To tak jakby mama do mnie mówiła „chodźże tu Mateusiu, Twoja ulubiona zupińska z pomidorecków czeka”. LOL Wiem, że reakcja psa na takie nasze gadanie jeszcze bardziej nas zachęca, ale litości ^^. To samo z dzieci. Mamy wrażenie, że nasze wygłupy je bawią, ergo robimy z siebie jeszcze większych idiotów. O! Tak właśniepowinien brzmieć tytuł – „dziecko to człowiek, nie rób z siebie debila” :D

        • *polewam*

          Psy są mądre. Dzieci też. W ogóle, nikogo nie powinno się tak traktować, to głupie i z naszej strony i z nich.

  • Agnieszka Piątkowska

    Lepsze to niż w ogóle olewanie kontaktu i zdziwko, że dziecko w wieku dwóch lat nic nie mówi. Moja mama pracuje sobie dorywczo jako opiekunka do dzieci. Trafił jej się chłopczyk, który prawie nic nie mówił. Tylko stękał i jakieś półsłówka. Przy niej (pracuje tam 3 miesiące) zaczął mówić. Rodzice przypisują oczywiście zasługę temu, że „przyszedł jego czas na gadanie”. A prawdziwy powód? Rozmowa dziecka z mamą.
    Młody: „Niania!” (pokazuje paluchem na moją mamę)
    Mama Młodego: „Tak, kochanie!”
    Młody: „Buti!” (moja mama ściąga buty)
    Mama Młodego: „Tak, kochanie!”.
    I tak wygląda pogadanka. Moja mama od zawsze do mnie gadała. Zabierała mnie w wózeczku do kuchni i „Teraz mama gotuje zupkę dla ciebie, kochanie. Weźmiemy tylko marcheweczkę, obierzemy, wrzucimy do garnka razem z czymś tam. A jak się ugotuje zmiksujemy i zrobimy zupkę dla Agi”. I tak opisywała mi wszystko co robi, dlaczego tak robi itd. Wszyscy myśleli że to idiotyczne, a owocem jej zdzierania języka na ciągłej gadaninie było to, że bardzo wcześnie nauczyłam się paplać :D

    • Dzieci to ludzie. Z ludźmi i do ludzi się rozmawia.
      Niemówienie do dzieci dlatego, że jeszcze same tego nie umieją to idiotyzm (bo jak inaczej mają się tego nauczyć?). Ale nie, traktowanie ich jak debili to nie jest rozwiązanie i ustalanie co jest lepsze a co gorsze jest bez sensu. Nie chcę wybierać mniejszego zła, bo po co?

  • Są pewne rzeczy, które zdrabniamy, głównie dlatego, że dziecko jest dzieckiem, a nie małym dorosłym. Inaczej postrzega świat. W okresie niemowlęcym moje dziecko śmiało się z głupich min i musiałam robić z siebie takiego ,,debila”, żeby wychwycić bezzębne uśmiechy na jego ustach. Myślę, że jak będziesz miała dzieci to ten fenomen zrozumiesz. :)

    Natomiast problem się zaczyna jak zaczynamy zmieniać słowa nie na zdrobnienia a np. jedzenie na ,,am” a picie na ,,tutu” czy inne tego typu słowa. Wiem, miałam problem ze słowem ,,am” więc piszę z autopsji. :)

    Zdrabniałam i mówiłam i mówię po dziś dzień ,,Chodź na rączki” nie mówię ,,Chodź na ręce”. Podobnie jak ,,zjesz trochę zupki” zamiast ,,zjesz trochę zupy”.

    Dziecko ma niesamowicie bogaty zasób słów. ;) A, że ma 5 lat mogę z całą stanowczością wyrazić własne zdanie poparte doświadczeniem.

    • Na co dzień mam kontakt z małymi dziećmi. Robię głupie miny, śmieję się w głos i tańczę, ale to nie jest nic dziwnego dopóki jestem wszystkiego świadoma etc. Dziwne zaczyna się robić jeśli ktoś przy dziecku traci zmysły.

      Ale wiesz, zupka i rączka to słowa, które istnieją. Nic dziwnego, że do małego człowieka powiesz łyżeczka, bo czemu nie? Jak najbardziej mówię, że to spoko. No ale am, tutu i inne dada to twory mi obce i używanie ich to raczej ograniczanie dziecku słownictwa niż poszerzanie go. No i lol, traktowanie jak debila.

      • Zgadzam się. ;)

        Ale patrz – małe dziecko uczysz ,,papa” a nie ,,do widzenia”.
        Pewne rzeczy można zamienić, ale inne mówimy z wygody. Zgadzam się jednak, że dziecko potrzebuje do prawidłowego rozwoju prawidłowe słownictwo.

        • „papa” jest akceptowane, niżeli „papateczki”, „papusie”. Rozumiem, że tego typu zdrobnienia głównie @Hania Sywula:disqus miała na myśli.

          • Nigdy nie spotkałam się w swojej rodzicielskiej karierze z takimi określeniami.

            ,,Paputki” ewentualnie na buciki, ale nie wiem czy ,,papcie” i zdrobnienie ,,paputki” czy ,,papucie” nie podchodzi pod regionalizm.

  • moi bratankowie uwielbiali mnie zawsze chyba właśnie za to że odnosiłam się do nich zawsze jak do ludzi, a nie maskotek. Czuli że traktuję ich trochę bardziej serio – co w moim rozumieniu oznaczało brak jakiejkolwiek taryfy ulgowej kiedy np. grałam z nimi w róźne gry, które czasem sama im wymyślałam. W jakiś absurdalny sposób byli tym zachwyceni

    • Dokładnie tak jest, to nie absurd. Każdy człowiek lubi być traktowany jak człowiek, niezależnie od tego, czy ma 3 lata czy 30.
      Piona dla Ciebie :>

  • Żeby to był koniec. Ja nieraz słyszę, jak do trzy, czteroletnich dzieci, rodzice mówią „Chcesz siiii (w sensie siku)?” albo „am, am?”. Jak gdyby, tak jak mówisz, dziecko było debilem i tylko monosylabami potrafiło się komunikować.

  • Jak ktoś tak mówi do dziecka, to nie tylko traktuje go jak debila, ale i sobie robi kłopot, bo dziecko później nie będzie umiało dobrze mówić.

    • Racja. A nadal to tak bardzo popularne. Nie mam pojęcia dlaczego.

  • Vicliv

    Kiedyś zwróciłam się do mojego ówczesnego faceta, odnośnie jego anatomii, w sposób „Oj jakie mam duże oczka!” :D Był w niebo wzięty

  • Dobre, fajne, podoba mi się. Nie byłem świadom, ale ma to dla mnie masę sensu. Sam do swego Jamochłona zwracam się specyficznie i – przyznaję – czasem używam jego języka („guuu”, „ghhhh”, „gli” – wtedy najczęściej odpowiada ;-) ). Ale raz to jemu zdarzyło się użyć mojego, choć jeszcze o tym nie wiedział. Stajemy przed lustrem, trzymam go na rękach i pokazuję, mówiąc: „No patrz, kto jest taki przystojny?” Odpowiedź była krótka i zwięzła: „MY!”. Jedna z najpiękniejszych chwil ever. EVER.

  • Pingback: Eksperyment - sowa przez 3 tygodnie. Nie próbujcie! - hania.es()

  • Pingback: Odpierdol się od karpia - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
tucholski
15 pytań do Andrzeja Tucholskiego

Spotkałam się z Andrzejem Tucholskim, autorem jednego z najbardziej popularnych blogów - jestKultura.pl, książki Admiralette i super inspirującym, ciekawym, pełnym życia człowiekiem....

Zamknij