LUDZIE

Dobry onkolog musi mieć raka

onkolog


A jak nie ma to niech się zamknie.

Za każdym razem jak piszę coś o wychowywaniu dzieci (na przykład Raz w dupę to jest przemoc, czyli NIE klapsom czy Dajmy dzieciom noże), to zastaję komentarz, że nie powinnam się wypowiadać na temat dzieci, bo ich nie mam.

To komentarze debili.

Dlaczego? Bo tylko debile są tak głupi i ograniczeni żeby sądzić, że powinno się wypowiadać jedynie na temat tego, co się doświadczyło.

Czy onkolog musi mieć raka, żeby się mądrzyć na jego temat?

Czy psychiatra musi być chory psychicznie, żeby był wiarygodny?

Czy żeby powiedzieć, że bicie żon jest złe, trzeba być żoną albo taką mieć?

Czy żeby sądzić, że gwałciciele powinni być karani, trzeba przeżyć gwałt?

No chyba kurwa nie.

Owszem – tak jak onkolog nie ma doświadczenia w chorowaniu na raka, psychiatra w przechodzeniu depresji, tak ja nie mam doświadczenia w wychowywaniu swojego dziecka… so fucking what?

Czy doświadczenie determinuje wiedzę albo empatię?

Nie. Bo dobry onkolog nie musi mieć raka, psychiatra depresji, a ja nie muszę być Murzynką, żeby być przeciwko dyskryminacji czarnych, lesbijką, by być za ślubami jednopłciowymi i mieć dzieci, żeby się wypowiadać na temat ich wychowywania. O karze śmierci też mówią raczej nieskazani.


Trzeba być debilem i zupełnym ignorantem by sądzić, że dopóki się czegoś nie przeżyje samemu, nie można się o tym wypowiadać.

Można. Wystarczy używać mózgu. Bo wiedza, myślenie i empatia są ważniejsze niż doświadczenie.

  • W wielu miejscach czytam, że np. księża nie powinni wypowiadać się o małżeństwie, seksualności itp., bo sami tego nie doświadczyli. Co Ty na to?

    • Jeśli mają wiedzę, myślą logicznie i ich empatia nie mieści się w łyżeczce od herbaty, to dlaczego nie? Pomijając fakt, że myślący logicznie księża to materiał deficytowy, ale wciąż. :)

      • To wręcz oksymoron. Równie dobry, co „inteligencja katolicka” czy „kultura korporacyjna”.

        • Konrad Norowski

          Ale proszę tu nie uogólniać, bo to brzydko.

      • julia

        ale jaką wiedzę mogą mieć o seksualności?
        jedynie teoretyczną

  • Bardzo dobre podejście do tematu i zobrazowanie całej sytuacji. Gdybyśmy mieli wypowiadać się tylko w kwestii rzeczy i sytuacji, które sami przeżyliśmy to świat byłby dopiero głupi. Wszyscy mądrzy ludzie a bynajmniej ci, którzy mają takie narzędzie jak mózg i go używają musieliby zamknąć paszczę bo według niektórych, najlepiej powiedzieć – „co oni wiedzą o życiu”.

  • To, że nie jestem kucharzem, nie oznacza, ze nie mogę powiedzieć, ze mi nie smakuje i tyle w temacie.

  • Niesamowicie mnie wkurza jak ktoś właśnie takim argumentem mnie zbywa – ” nie masz własnych dzieci to nie wiesz jak to jest” – i co z tego, że ich nie mam?! Na blogach parentingowych często można się spotkać z takimi właśnie mądrymi inaczej blogerami, którzy twierdzą, że tylko oni mają prawo wypowiedzieć się o wychowaniu dzieci. No super! Może powinniśmy każdego zapytać, najlepiej jeszcze przed rozmową, w jakiej dziedzinie jest ekspertem, żeby nie zapędzać w jego „działkę” (sic!). Opinia to opinia, a doświadczenie swoją drogą. Amen.

  • bastalena

    Zgadzam się! A mnie teściu cały czas powtarza, że co ja tam wiem, ja życia nie znam jeszcze, bo go nie przeżyłam. Masło maślane mi wyszło, ale mam nadzieję, że nadążasz ;)
    pozdrawiam!

  • concreteHero

    Ale to już było obgadane jeszcze na starym blogu o długiej nazwie (a potem na fejsie). Z doświadczenia wiem, że posiadanie własnych dzieci zmienia diametralnie punkt widzenia na wychowanie. Równie dobrze, można wypowiadać się o książce czytając opis na okładce.

    • Złe porównanie. Inaczej – równie dobrze można wypowiadać się o książce nie będąc pisarzem. Można.

      • concreteHero

        Wypowiadać się można o książce, ale nie o pisaniu.

        • alicja

          Ale każdy z nas jest dzieckiem, on też nie ma prawa się wypowiadać, jeśli czuł się realnie krzywdzony przemocą stosowaną przez rodziców? I nie mówię o rozwścieczonych bachorach, tylko dorosłych ludziach, którzy często muszą chodzić na terapię przez błędy w wychowaniu rodziców. To też powinno im być wybaczone, bo to w końcu święte krowy-rodzice?! Bosze, jak mnie takie myślenie denerwuje.

        • Paulina Skiba

          Można się wypowiadać o wszystkim. Niekoniecznie za każdym razem trzeba mieć rację. Ale Hania w tym momencie ją ma.. Po prostu głupie jest stwierdzenie „nie przeżyłeś to się zamknij”. Głupiegłupiegłupie! A dlaczego ? Moim zdaniem poprzez wyrażanie poglądów można się uczyć. Błędną opinię czy wiedzę można poprawić czy uzupełnić, uprzednio ją wyrażając i tym sposobem poddając do weryfikacji przez kogoś kto tę rację ma.

        • Maciej Cąderek

          Nie widzę analogii.

          • concreteHero

            Nie dziwi mnie, że nie widzisz. To tak samo oczywiste, jak to, że najwięcej o wychowaniu dzieci, wiedzą ci którzy ich nie mają.

          • Maciej Cąderek

            To wytłumacz i pokaż, że jednak jest w tym sens – właśnie o takich słabych, niemerytorycznych zagraniach jest ten tekst. Wysil się zamiast obrażać rozmówcę na wstępie.

          • concreteHero

            Nie zamierzam się wysilać, bo i po co? Przecież Cie nie przekonam. Będziesz mieć dziecko – zrozumiesz. Tego się nie da nauczyć inaczej niż przez (z dedykacją dla autorki) doświadczenie.

          • To ja tak tylko: wydaje mi się, że wszyscy mamy doświadczenie w byciu dziećmi.

            Już w ogóle abstrahując od tego, że opiekunki też mogą nie mieć dzieci, a im się jakoś gęby takimi głupimi stwierdzeniami nie zamyka. (psst, to ja)

          • concreteHero

            W sumie to Twoja teza jest bardziej chujowa niż moja. Szczególnie ostatnie zdanie. Powinnaś je zadedykować absolwentom :)

          • concreteHero

            Skoro usunęłaś mój poprzedni wpis, mogłaś też dać mi bana. Cóż, powtórzę tylko ostatnie zdanie: ostatni akapit droga autorko, zadedykuj absolwentom.

          • Maciej Cąderek

            Prosiłem o wytłumaczenie analogii, nic więcej. Nie wiem skąd wziąłeś to przekonywanie do czegokolwiek, czytaj co piszę zamiast sobie wymyślać jakiegoś chochoła.
            Ale ok, nie zmuszam do dyskusji (nawet zgadzam się, że można ją już zakończyć).

        • What the fuck? Mogę powiedzieć, że dany autor nie umie pisać dialogów. Albo że pisanie z długimi opisami niezrozumiałym językiem ciężko się czyta. I co, to też karygodne?

  • Maciej Cąderek

    Typowy argument ad personam – póki się tego rozmówcy nie uświadomi nie ma sensu dalej dyskutować.

  • AJD

    Człowiek ogarnięty posiada swoje zdanie. Głupio by było nie móc go wyrażać tylko dlatego, że się czegoś nie przeżyła na własnej skórze. Jasne, ludzie, którzy czegoś doświadczyli, mogą powiedzieć jak to wygląda od środka, ale przecież liczą się różne podejścia do spraw.

  • Paweł Majcher

    Wielkie dzięki za ten tekst! W końcu mam gdzie linkować tym debilom!

  • aga

    Tak bardzo masz rację!

  • Jasne, każdy ma prawo wypowiadać się na dowolny temat niezależnie od doświadczenia, mieć swoje poglądy. Zawsze jednak bardziej autentyczne będą wypowiedzi np. o wychowaniu dzieci pochodzące od ludzi, którzy już swoje mają. Z tytułowym onkologiem to co innego, bo aby leczyć trzeba mieć przede wszystkim wiedzę książkową, jednak nawet najlepszy lekarz nie opowie o tym co przeżywa chory człowiek tak jak on sam. Bo on to tylko widzi, a nie czuje.

    • I od psychiatry, który wyszedł z depresji. Ale co, to on ma więcej racji niż ten zdrowy psychicznie?

      • Jeśli chodzi o personalne odczucia, to tak – ma więcej racji. O ile w ogóle tutaj można mieć rację, bo każdy przeżywa inaczej, ale jest to tak samo prawdziwe.

        • Maciej Cąderek

          Nie wiem, czy zauważyłaś, ale sama sobie zaprzeczasz w powyższym komentarzu.

    • Maciej Cąderek

      Jak już pisałem poniżej – nikt nie neguje, że to rodzic najlepiej wie jak trudne jest wychowywanie dziecka, ale odczucia i zmagania rodzica to naprawdę co innego niż dyskusja o tym co jest dla dzieci najlepsze.

      Zauważ też, że rodzic ma doświadczenie w wychowywaniu SWOJEGO dziecka, więc idąc dalej tym tropem można by powiedzieć, że rodzice tez nie maja prawa wypowiadać się o wychowywaniu dzieci (o ile nie są to ich własne). Dalej – skoro tylko rodzic danego dziecka może się na jego temat wypowiadać, to jak ma zweryfikować swoje postępowanie? Skąd ma wiedzieć, że coś robi źle? Czy bardziej zaufasz opinii bezdzietnej pani psycholog, która 8h dziennie pracuje z najróżniejszymi dziećmi czy matki rozpieszczonego jedynaka?
      Sama widzisz jak to brzmi.

      • A ja pisałam powyżej – każdy ma prawo brać udział w takiej dyskusji, niezależnie od doświadczenia, niech śmiało wyraża swoje poglądy. :)

        Według mnie KAŻDY ma prawo się wypowiadać, a mój komentarz mówi jedynie o tym, że rodzic wypowiadający się nawet tylko na podstawie własnego dziecka jest bardziej autentyczny niż ktoś kto nie zna tego z autopsji.

        • Maciej Cąderek

          Ok, wiadomo – jakbym Ci, nie mając doświadczenia, powiedział jak uspokoić rozzłoszczone dziecko to można by taka radę o dupę potłuc;) Tyle, że chyba nie o tym mowa – na nic mi „autentyczność” rodzica, który mówi, że tłucze dziecko, „bo się inaczej nie da”. „Autentyczność” nie implikuje tego czy ktoś ma racje, czy nie.

  • To nie tak. I jakkolwiek dziwnie to zabrzmi: serio pojęcie o wychowaniu dziecka można mieć dopiero wtedy, kiedy się te dzieci posiada. Nikłe pojęcie. Bo to praca na żywym organizmie: na jedno dziecko działa to, na inne coś innego i nawet jak masz trójkę, to czwarte może Cię zaskoczyć. I może się okazać, że wszystkie swoje mądrości to o kant dupy. Bo w teorii brzmi ładnie, pięknie, ale w praktyce kompletnie nie działa!

    Choć wypowiadać swoje zdanie można, czemu nie? Natomiast pouczać: niekoniecznie. Ja już jestem po drugiej stronie barykady i serio nic tak nie wpienia jak zdanie bezdzietnej: „Ale jak możesz dawać dziecku soczki? Wiesz ile to cukru? Ja mojemu w życiu nie dam! Wodę będzie pić, o!” albo: „Ale jak możesz nie chcieć jechać z dzieckiem do Chorwacji? To tylko dwa dni w samochodzie! Wakacje all inclusive są dla leniuchów, wymyślasz, ja będę z moimi dziećmi zwiedzać, bo kuzyn kolegi mojego szefa zjechał z dwulatkiem całą Europę” (autentyk).

    Tak… Pożyjemy, zobaczymy. Taka jest moja reakcja, czyli… Lekceważenie. Tak samo jak ja jestem lekceważona przez rodziców dwójki/trójki dzieci (mam jedno). I wiesz co? Daję im do tego prawo, bo oni naprawdę wiedzą lepiej ;).

    • Alicja

      Ale przecież nikt nie mówi o soczkach i innych pierdołach. Mówimy o przemocy.

    • A bezdzietna opiekunka do dzieci spędzająca z nimi godziny dziennie też ma nikłe pojęcie o wychowywaniu?
      I tak jak poniżej: mówimy o przemocy. To nie jest tak, że jak rodzi Ci się dziecko to nagle bicie staje się spoko.

      • Wiesz, ja się opiekowałam dzieckiem brata w czasie studiów (i z zawodu jestem nauczycielką z kilkuletnim stażem – żeby było śmieszniej ;)), ale kiedy urodziłam swoje własne dziecko, to byłam w głębokim szoku O.o – bo nagle wszystkie metody wychowawcze wypracowane z obcymi dzieciakami okazały się kompletnie nieskuteczne. Bo przede wszystkim do swojego dziecka człowiek podchodzi zupełnie inaczej – nie rozumowo, a emocjonalnie.

        Hania, ja czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu z wielką sympatią i tematy wychowawcze, które poruszasz, nie dotyczą tylko przemocy. Nie jest tak, że się Tobą nie zgadzam – w większości się zgadzam, mądra z Ciebie babka i MASZ PRAWO wyrażać swoje opinie, natomiast rozumiem też tych, którzy piszą: „Nie masz własnego dziecka, co ty tam wiesz!”.

        Po prostu nie do końca zgadzam się z dzisiejszym porównaniem. W chwili porodu zmienia się perspektywa. Wspomnisz jeszcze moje słowa ;). Bożesz, zabrzmiałam teraz jak typowa mamuśka ;).

        • Może wspomnę, ale nie wyobrażam sobie zmienić poglądów. I tych o przemocy i tych w stylu „przestańmy chronić dzieci przed piaskiem i dajmy im się przewrócić”, „nie mówmy do dzieci podłymi zdrobnieniami i traktujmy je jak ludzi, a nie debili”. Może będę podchodzić do tego bardziej emocjonalnie, może będę musiała się czasem powstrzymywać przed głupimi zachowaniami, które teraz krytykuję, ale no ej – nie wydalę z łożyskiem mózgu. :)

          • O! Dobrze to ujęłaś! „Może będę musiała się czasem powstrzymywać przed głupimi zachowaniami”, bo dokładnie tak to wygląda, haha ;).

            Ale co zrobić, jak moje dziecko przez długi czas nie reagowała na słowa:”Uważaj, gorące!” tylko na: „Uważaj, hy-hy!”. Nosz kurde, też miałam tak do niego nie mówić. A w życiu!

            No to życie wszystko zweryfikowało ;).

  • Co do psychiatry – ten, który sam przeżył COŚ będzie lepszym terapeutą w tym CZYMŚ niż ten, który nie przeżył. Nie mówię, że w ogóle będzie lepszym lekarzem, ale nawiąże lepszą relację z pacjentem, jeżeli temat jest mu bliski. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność, bo doświadczenie czasem po prostu pomaga :)

    • A to da się zostać psychiatrą jeśli cierpiało się na jakąkolwiek chorobę psychiczną? Chyba nie, co?
      Serio, empatia+wiedza>doświadczenie.

      • No chyba jednak się da, więc tutaj nie siej fałszywek po sieci, bo potem dziwne stereotypy krążą.

        Tak, empatia + wiedza > doświadczenie, tu się zgadzam 100% zresztą napisałam jasno – doświadczenie ułatwia kontakt i może tylko wspomóc terapię :)

        • > spytaj się czy można zostać psychiatrą po chorobie psychicznej
          > przeczytaj, że siejesz fałszywki po sieci
          #aha

          • Znasz różnicę między pytaniami otwartymi, a sugerującymi? Polecam o tym poczytać, a nie walić puste #aha ;)

            Wyjaśniając – tak, zarówno psycholog, jak i psychiatra miał prawo w życiu cierpieć na jakąkolwiek chorobę lub zaburzenie psychiczne. Są pewne obostrzenia, że np. lekarzem nie może zostać osoba chora na przewlekłą i utrudniającą w znacznym stopniu funkcjonowanie społeczne chorobę psychiczną (np. schizofrenia), ale to wydaje się być logiczne i oczywiste. Koniec.

          • Sugerujące =/= sianie fałszywek. Weź, weź.

    • Aleksandra Kaczyńska

      Nie.

  • Wanda Pawłowska

    no właśnie! w końcu nawet się mówi ‚lekarzu lecz się sam’, więc coś w tym musi być…

  • Brawo Ty!

  • „Czy psychiatra musi być chory psychicznie, żeby był wiarygodny?” – hehe, tak szczerze to ja nigdy nie spotkałam normalnego psychiatry, więc pewnie coś w tym jest.

  • Rozumiem, że nawet nie posiadając dzieci masz prawo twierdzić, że jesteś przeciwna przemocy, klapsom. Nie rozumiem tych hejtów.
    Bo rozumiem, że tu tkwi „the point”?

  • Gimbus

    Te twoje tematy artykułów. „Dobry onkolog musi mieć raka” A potem wypowiadasz się na temat tego, że nie trzeba czegoś przeżyć by móc to ocenić. Gdyby nie tytuł to bym nie przeczytał. A co do treści artykułu to popieram.

    • Jeśli chcesz tu zostać, radzę włączyć myślenie.

      • Gimbus

        Sorry, czyli gdybym był przeciw temu co tu piszesz to nie miałbym tu wstępu? Gdzie jest tu to twoje równo uprawnienie o które walczysz w innych artykułach.

      • „gdyby nie tytuł to bym nie przeczytał” – to chyba komplement? że tytuł taki dobry, tak…?

  • Gimbus – tytuł posta jest sarkazmem i (udaną) prowokacją zarazem. Hania masz racje – ludziom zanika funkcja -myślenie-.

  • Może zrozumiałbym hejty, gdybyś na przykład podeszła do karmiącej matki i powiedziała „Pani to źle robi, dzisiaj powinna pani użyć lewego cycka.”. Doświadczenie z pewnością jest przydatne w wychowywaniu dzieci, ale nie zawsze konieczne, by móc się wypowiedzieć w niektórych kwestiach. Poza tym nie wszyscy jesteśmy rodzicami, ale każdy z nas zna świat z perspektywy dziecka i wiemy, jakie zachowania rodziców wpływały/wpływają na nas dobrze, a jakie nie.

    • O to to, mam dużo doświadczenia w byciu dzieckiem!

Przeczytaj poprzedni wpis:
kobieta iphone
Czy dziewczyna może napisać pierwsza?

Odpowiem Wam dzisiaj na problematyczne pytanie, które mąci w głowach i spędza sen z powiek wielu zagubionych niewiast. Czy dziewczyna może napisać...

Zamknij