LUDZIE

Dlaczego Święta nie wyglądają jak na filmach?

mikolaj


Przeczytałam gdzieś niedawno, że Święta to jeden wielki Festiwal Poczucia Winy i Rozczarowań. I w zasadzie ciężko znaleźć kogoś, kto się z tym na jakiejś płaszczyźnie nie zgadza.

Umówmy się – to jest dziwny czas. Kilka dni, kiedy siedzi się z rodziną przy stole, je, rozmawia, daje prezenty i je. Przy okazji ciągle ma się też nadzieję, że inni mają tak samo i to, że tak się czujesz, nie jest nienormalne.

kiedyś

Gdy mieliśmy kilka lat, to było w tym pewnie trochę funu. Słodka nieświadomość, siedzenie na parapecie i czekanie na Mikołaja, a gdzieś pomiędzy zabawy z kuzynami. Góra prezentów, sporo uśmiechu, zdjęcia z nową torebką w kształcie pluszowego pieska i tamagotchi.
Niektórzy mieli mniej szczęścia i musieli oglądać jeszcze najebanego ojca i wujka z potem na wąsach, którego drugim imieniem było „chodź no na kolanko do wujka”, na myśl o czym wciąż przechodzą dreszcze. Ale poza tym był Mikołaj, wolne od szkoły, umyte okna i zapach ciasta, co dawało trochę innego klimatu.

Ale z wiekiem to się zmienia, jest coraz mniej magii i coraz więcej pułapek – sytuacji, które chcą obrzydzić Ci ten czas.

Im jesteśmy starsi, tym nasze listy do Mikołaja są krótsze, bo tego, co naprawdę chcemy dostać, nie da się kupić.

W filmach tak nie jest. W filmach wszyscy już są kochani, nie czują się samotni, nie boją się odrzucenia, mają czerwone sweterki w bałwanki, cały dom lśni czystością – tam ludzie nie krzyczą, nie ma kłótni i napięcia. Nikt nie pije wódki przy stole i nie spiera się między karpiem a bigosem o politykę.

Naoglądasz się tych bajek, a potem jedziesz na Wigilię i okazuje się, że – no kurwa sorry – wcale nie ma czerwonych swetrów w bałwanki, nie ma spokoju i uśmiechu, tylko jest ten Festiwal Poczucia Winy i Rozczarowań.

schemat

To częsty schemat, że w Święta mama jest zmęczona po przygotowywaniach, nocy nad garami i myciu okien dla Jezusa, a do tego jest w niej jakiś stres, że mogło być lepiej, że niedoczas, że może coś nie będzie komuś smakować, że goście.
Tata niby kupił choinkę, pewnie też ubił karpia z wanny, poodkurzał dom i nagrał Kevina, ale jednak męczą go domysły, że mama ma wyrzuty, bo jej niewystarczająco pomagał.

W Święta wszyscy czują się bardziej niewystarczający niż zwykle.

I są drażliwe tematy, bo ktoś rzuca hasłem polityka, babcia mówi, że wnuczka Halinki zaszła w ciążę w liceum, więc zaczyna się rozmowa o aborcji i gówniarzerii, narzekanie, że kiedyś było lepiej, a teraz to ci młodzi, eh, załamać się można, więc młodsi kuzyni nie wiedzą co powiedzieć i idą bawić się w chowanego, brat nagle spoileruje wszystkim nowe Gwiezdne Wojny, a ciocia mówi, że woli oglądać Grę o Tron.

I wszystko jest takie stresujące, że siedzisz pośród tej całej sytuacji i masz tylko nadzieję, że inni też tak mają, że czują, że nie pasują, chcesz, żeby te Święta szybko się skończyły i żebyś już mogła wrócić do leżenia pod kołdrą, patrzenia się w sufit i myślenia o bezdomnych.

Ale nie kończą się, bo wszyscy jeszcze jedzą ciasto, odpakowują prezenty i pytają, czy cieszysz się z tego, co dostałaś, a Ty od tych perfum wolałabyś jednak trochę sensu życia, no ale co, mówisz cioci Janince, że się cieszysz, no przecież.
Więc żeby przełknąć te kłamstwa, żeby było lepiej, łatwiej i żeby już nie przeszkadzały te rozmowy o polityce, poczucie winy, bycie niewystarczającym i rozczarowania, to wszyscy zaczynają pić alkohol, i ani trochę nie jest tak, jak w filmach z czerwonymi swetrami.

Bo w filmach jest kłamstwo, tam Święta ani trochę nie są Festiwalem Poczucia Winy i Rozczarowań, a poza tym na ekranie wszyscy są magicznie wystarczający i nikt siedząc przy stole nie ma w sobie tej wątpliwości, czy to wytrzyma.

Dlatego wiecie, ja Wam życzę tylko, żebyście te Święta przetrwali.
Jesteście wystarczający i inni też tak mają. Serio.
  • Kuba

    Jeśli święta faktycznie wyglądają tak jak w Twoim tekście, to naprawdę cieszę się, że w mojej rodzinie się nigdy ich nie obchodziło.

    • E, nie zawsze, nie u wszystkich, ale bywa. Trochę mocniej wskazałam na kilka aspektów, wiadomo, ale ta spina i poczucie, że się tyle powinno, że trzeba, jest w jakiś sposób hardkorowy.

  • Konrad Norowski

    Rozmowy o polityce. Przy stole. Ugh.

  • Konrad Norowski

    „ale jednak męczą go domysły, że mama ma wyrzuty sumienia, bo jej niewystarczająco pomagał.”
    To chyba nie mama ma te wyrzuty sumienia? :)

  • Agata

    to wszystko prawda! już od wczoraj mam ochotę wrócić do szkoły i lekcji, do normalności. Zyczenia rodzinnych świąt nie wywołują u mnie uśmiechu. Ale sylwester będzie lepszy :)

  • Dominika

    A u mnie w domu tak nie jest. Zawsze cieszę się na święta, wspólne siedzenie przy stole. Może dlatego, że mogę spotkać się z rodziną, którą rzadko widzę. Jedynie fragment o prezentach jest mi bliski. Owszem, nie zawsze są trafione, ale myślę, że one nie są najważniejsze. Mimo tego i tak uwielbiam święta i wcale nie cieszę się na powrót do codzienności.

    • To super, cieszę się! :) Ale w takim razie ten tekst nie jest dla Ciebie, zdaję sobie sprawę, że tacy są.

  • Paulina Żmuda

    kiedy święta BOŻEGO narodzenia faktycznie obchodzi się jak urodziny małego Boga, to jest totalnie pięknie. serio.
    polecam taki styl – święta z solenizantem

    • U mnie to bardziej tradycja niż jakieś religijne sprawy, bo w Boga nie wierzę. Ale życzę w takim razie super świętowania! :)

      • A może to jest powód?
        Może gdzieś podświadomie ludzie czują, że ktoś zmusił ich do siedzenia przy wspólnym stole i buntują się przeciwko temu. Bo nie rozumieją tak naprawdę czemu ubrali to drzewko i zapakowali prezenty.
        No ale tradycja.
        Więc siedzą i się męczą.
        To po co siedzieć?

        • Ja dokładnie rozumiem – to tradycja. To nie wystarczy? W czym powód urodzin Jezusa jest lepszy od tradycji?

          • To chyba zależy od perspektywy.

            Dla katolika urodziny Jezusa są powodem do radości.
            Dla ateisty tradycja może być miła (np. zabawa sylwestrowa) albo uciążliwa (np. siedzenie przy wspólnym stole). W tym drugim przypadku można po prostu zrezygnować z kultywowania takiego zwyczaju – skoro przynosi więcej problemów niż pożytku.

      • Paulina Żmuda

        cieszę się, że umiesz to uszanować. dzięki! :)

  • Paweł Lebiedziński

    Jezus, już mi lepiej! Jestem na świętach w górach, pierwszy raz w większym gronie niż mama, tata, brat i myslałem, że tylko ja mam tak ch****e święta z rodziną. Dziękuję za ten wpis!

    • Inni też tak mają, tylko o tym nie mówią. Tego się trzymam.

  • Btw. wreszcie do tego z rodziną doszliśmy, wyciągnęliśmy wnioski i to były lepsze Święta niż przez ostatnie 20 lat (ustaliliśmy brak rozmów o polityce, założyłam nieprzejedzenie się i nie było też wujka od siadania na kolanko, więc sporo do przodu!). Wracam do leżenia, a Wam spokoju. :)

  • Moje nie wpisują się ani w schemat ani we wzorce filmowe. Czy było normalnie? Bynajmniej. Ale za to zabawnie. Dystans i luz to klucz do sukcesu ;).
    Hoł hoł hoł Hania ;)

  • I tylko myślisz „kiedy można się stąd ewakuować?”.

  • xyz

    O, nie zgadzam się – znalazłaś mnie jednak :)

  • I ta myśl: kiedyś to były święta, nie to co teraz. Ja na następne święta wypieprzam w Bieszczady i będę pił drinki z palemką i wygrzewał się na słoneczku, bo specjaliści już zapowiadali – śniegu za rok nie będzie. :)

  • Pionierka

    No to najwyraźniej inni nie mają tak samo. Bo ja już kolejne święta spędzam zapraszając rodzinę do siebie. Szykuję wszystko wspólnie z ukochanym mężczyzną, na luzie, bez stresu. Wieczorami pijamy grzańca, z jego dziećmi ozdabiam pierniczki. Jest choinka, są kolędy w tle, są wszystkie świąteczne zapachy. I co najważniejsze – miłość. A potem wszyscy przychodzą, nikt nie pije wódki przy stole, nikt nie gada o polityce i nie zadaje dziwnych pytań. Prezenty są trafione i widać, że wybrane starannie. Perfumy mnie cieszą, bo sens życia to sobie sama znalazłam, ale na luksusy kasy nie starczyło, a teraz pachnę sobie luksusowo. A potem jest leniwy czas, czytanie książek spod choinki pod kocem, planszówki, oglądanie filmów. Fajny czas, mój ulubiony w roku.

  • Weronika

    Trochę mi przykro, że tak u niektórych mogą wyglądać Święta. W mojej rodzinie od zawsze jest tak, że wszyscy zjeżdżają się do domku na wsi mojej babci. Nie ma tam internetu, ani zasięgu, więc jakoś więcej czasu spędza się razem. Dzień wcześniej, Jakoś upychamy się w małej kuchence, przy piecu i lepimy pierogi, robimy ciasto marchewkowe. Przy stole chyba jeszcze nigdy nikt nie pokłócił się o politykę, czy o cokolwiek innego. A co do prezentów, wręcza się je dzieciom, a tym starszym po prostu gotówkę. Dorośli zazwyczaj dostają od dzieciaków czekoladę, czy coś takiego, a później wszyscy razem siedzimy przy stole i po prostu rozmawiamy. Jak już mówiłam, współczuję tym, których Święta nie są miłym czasem :(

  • BanujMnieToNieZatrzyma

    mnie to tam nie obchodzi bo jestem ateista/satanista

Przeczytaj poprzedni wpis:
rozstancie sie
It’s cool to hate me

Niektórych w dobrym guście jest nienawidzić i nimi gardzić. Ponoć.

Zamknij