DZIECI LUDZIE

Dajmy dzieciom noże

nogi dzieciaki


Niech biorą i się bawią – tak jak kiedyś my.

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Pamiętacie obtarte kolana, siniaki i to, jak bardzo nikogo one nie obchodziły? Pamiętacie jak sąsiadka na widok Waszych obitych nóg myślała „ale była zabawa!”, a nie dzwoniła do MOPSu krzycząc, że widziała bite dziecko?

nasza codzienność

Pamiętacie jak biegaliśmy po podwórku, spadaliśmy z roweru na beton, wchodziliśmy po piłkę w pokrzywy i wyskakiwaliśmy z karuzeli albo huśtawki? Pamiętacie jak bawiliśmy się dopóki zrobiło się ciemno, a wieczorna rosa przemoczyła nam buty?

Kiedy krzyczeliśmy „idę na dwór”, nasi rodzice nie dostawali zawału. Kiedy mówiliśmy „ale się wywaliłam”, nikt nie wiózł nas do lekarza. Kiedy płakaliśmy, że mamy piach w oczach, nie przeszukiwaliśmy apteczki. To była codzienność.

cud, że żyjemy

Jak myślę teraz o swoich zabawach z dzieciństwa, to cud, że jeszcze żyję. Razem z innymi siedmiolatkami chodziliśmy po zmrożonym morzu, gdy lód już topniał. Właziliśmy też na ruiny opuszczonych domów i skakaliśmy stamtąd na drzewa. A do tego bawiliśmy się w rzucanie nożami tak, żeby się wbiły. Takimi normalnymi, ostrymi nożami.

Wy na pewno mieliście podobnie niebezpieczne zabawy, no nie? I co, pewnie też dalej żyjecie, cali i zdrowi? Jak myśmy to, cholera, przetrwali? Jak to jest, że wyszliśmy z tego w nieopłakanym stanie, z wszystkimi kończynami i całkiem niewieloma bliznami?

udało się

No a jednak się udało. Nie trzeba było nas trzymać pod kloszem. Nie trzeba było nam wszystkiego zakazywać. Nie trzeba było nas pilnować na każdym kroku. Nie trzeba było pędzić z nami co chwilę do lekarza i na płukanie żołądka, gdy zjedliśmy trochę piachu.

Wyobrażacie sobie teraz dziecko z nożem na podwórku? Zaraz ktoś by mu zabrał i zadzwonił pod odpowiednie służby, by udupić nieodpowiedzialnych rodziców. Wyobrażacie sobie teraz kilkulatka siedzącego do wieczora na placu zabaw i matkę, która nie sprawdza co 10 minut, czy maluch żyje i ma się dobrze? To wszystko stało się mocno nierealne, bo ześwirowaliśmy.

ale to inne czasy

Jasne, że przez te lata wiele się pozmieniało. Ja się bardzo cieszę, że moje dziecko będzie mogło sobie pograć na konsoli, porysować na tablecie, dzwonić do kolegów i robić sobie zdjęcia telefonem. Bardzo się też cieszę, że teraz zwraca się większą uwagę na to, żeby dzieci nie były bite i żeby nie żywiły się samą chemią.

nie wariujmy

Ale na Żabę Przenajświętszą, nie wariujmy – tak jak nie wariowali nasi rodzice. Nic się nie stanie, kiedy taki maluch się wywali. Nic się nie stanie, kiedy się ubrudzi, pójdzie samo pobawić na podwórko albo nawet naje piachu.

Skoro my to jakimś cudem przeżyliśmy, oni jakoś też dadzą sobie radę.

  • hide

    Za niedługo wychodzę do pracy, ale przypuszczam, że przez całą drogę będę sobie przypominała jakie zajebiste miałam dzieciństwo :)
    Jak dziś pamiętam bieganie po dachach garaży, podarte nowe dzinsy, smak ziemi i obite czoło po starciu z trzepakiem. A jednak żyje i mam się dobrze.
    Zastanawiam się czasem jak odwiedzam rodziców gdzie są jakiekolwiek dzieciaki bo na placu za oknem cisza.

    • Jak myśmy to robili na tych trzepakach, teraz bym się bała! :D

      • Ej, ja też! :D

      • hide

        I największy szpan na podwórku, kto zrobi fikołka do tyłu na górnym szczeblu;)
        Fikołka do przodu zrobię ale wszystkie inne trzepakowe zabawy odpadają jak tylko o nich pomyślę, wyobraźnia robi swoje :)

        • Do tyłu to lajtowo, ja nie umiałam do przodu. Kilka razy mi wyszło, potem się wywaliłam na łeb i się odechciało.

  • Konrad Norowski

    Problemem jest właśnie to że niektórzy do „skakaliśmy po drzewach ” dorzucają „dostawaliśmy lanie ” i kończą ( z pretensjami? ) ” i wyrośliśmy na ludzi”. Swoją drogą, społeczeństwo wychowane na dworze wyrosło na… społeczeństwo idiotów ;) Bo przecież ludzie to idioci w większości. Coś ten trzepak nie pomógł.

    • Ale halo, Ty poszedłeś w jakiś zupełnie inny temat niż tekst. Wyrośliśmy na ludzi, bo spadnięcie z roweru nas nie zabiło. Bo brak paniki naszych rodziców był najwyraźniej uzasadniony, bo wszyscy żyjemy.
      A jak ktoś wyrósł na ludzi, a dostawał lanie to nie DLATEGO, że je dostawał tylko POMIMO, że je dostawał – ale o tym już było, no ej.

      • Konrad Norowski

        No wiem że było, wskazuje tylko na „logikę” która się czasem panoszy. Ludowa logika czasem działa a czasem nie.

  • Zapomniał wół jak cieleciem był, vczy może raczej to kwestia tego, że teraz się o tym mówi. Nagłaśnia się i piętnuje, a kiedyś nikt sobie głowy specjalnie nie zaprzatał szeroko pojętymi konsekwencjami i och ach bezpiecznym wychowaniem. Nikt sobie nie wyobrażał, że mozna by tworzyć złotą klatkę. A teraz się straszy (vide ta reklama, co ja puścili w czasie superbowl, co wywołała wiele szumu w internietach), a wyłam się, to inni zaczną piętnować i wskazywać. >) De facto rodziców sprawa jak dziecko wychowują, w praktyce… :]

  • 8-latek łapie rower i po śniadaniu leci na osiedle. Ma wrócić jak będzie głodny albo jak będzie ciemno. Zwykle wybiera to drugie, albo ewentualnie wpada na szybki obiad. Albo bierze psa i znika na godzinę. 11-latka melduje się po kilku godzinach nieobecności, że będzie później, bo z koleżankami jeżdżą rowerami po całym mieście, są pod Pałacem Kultury, a chcą jeszcze na Starówkę podjechać. Przecież to normalne.

    • Justyna

      wcale. mój 13 letni kuzyn nie chodzi sam do szkoły, dzień w dzień jest odprowadzany i odbierany (ścisłe centrum Krakowa, ulica równoległa do jego domu). Zawożony na angielski i tenisa. Baa, ten chłopak nie zostaje sam w domu. Nigdy. Każda jego niedyspozycja to nieobecność matki w pracy. Ale ja się nie wypowiadam, bo jestem z patologii -do przedszkola chodziłam sama.

      • Ja się chciałam niedawno umówić z 14-latką z rodziny (nie nieznajomą!) na kawę na mieście, a ona „muszę zadzwonić i spytać mamy”. Trochę szok, lol.
        Ja w tym wieku 100 km w pociągu na koncert Hey jechałam z siedemnastolatkami. I wysłałam tylko SMSa, że dojechałam, a potem, że wracam.

    • Pionierka, ja Cię lubię i wiem, że Ty masz zdrowe, normalne podejście – super. Ale niestety, uwaga, zderzenie z rzeczywistością: większość ludzi tak nie ma. I zdaję sobie sprawę, że to totalnie ludzkie, że siebie i swoje myślenie bierze się za normę, punkt wyjścia – z tym że wcale tak nie jest.

      • Ale dzieciaki same nie ganiają przecież tylko z kolegami i koleżankami. Jak się robi cieplej to między blokami pełno dzieci. Przedszkolaki to wiadomo, że pod opieką, ale szkolne to już w grupach. Więc więcej osób musi mieć normalne podejście.

  • Ty byłaś mała i młoda i tak jakieś 15 lat po mnie i o niektórych rzeczach, które robiliśmy nawet nie śnisz (i to nawet lepiej, bo koszmary gotowe ;).
    Ja myślę, że u dzisiejszych rodziców działa mechanizm wyparcia, ale na szczęście to się leczy :) Idę pogonić mojego Miśka na jakieś drzewo na weekend, przyda Mu się.

  • yumekko

    Ej, bez przesady. Jestem rocznik 2000 i jeszcze się nie spotkałam z taką nadopiekuńczością ani u siebie, ani u znajomych, ani u młodszych dzieci z sąsiedztwa. Zjeżdżałam ze skałek (takich porządnych) na worku, wracałam do domu po ciemku, organizowałam sobie z ziomkami biwak w lesie. Jak to powiedziała kiedyś moja znajoma, „to że jestem rocznik 2000+ nie oznacza że urodziłam się z iphonem w ręku”.

    • Po pierwsze – wow, rocznik 2000 tutaj! I jasne, może Ty się nie spotkałaś, ale faktem jest, że taka nadopiekuńczość teraz jest większa niż kiedyś. Porównaj swoje dzieciństwo do tych z ’90 i tych z 2010. ;)

  • AJD

    Czy to nie ironiczne, że nadopiekuńczymi rodzicami stajemy się my, którzy w przeszłości mieliśmy takie niebezpieczne zabawy? :D
    Tak czy siak, kwestia wychowania to indywidualna sprawa rodziców. Moim zdaniem dzieciaki i tak znajdą sposób by zaszaleć gdzieś poza czujnym wzorkiem mamy i taty, a ta szczypta buntu i sekretu sprawi, że będzie jeszcze fajniej. Przecież tak było z nami.

    • Jasne, że poza zasięgiem wzroku rodziców, ale jednak lepiej, żeby wiedzieli co się z nami dzieje, nie? Moi wiedzieli: nie ma mnie, bo się bawię. Jestem z X i Y w promieniu X od danego miejsca. Nigdy nie uciekałam, nie robiłam nic wbrew im, bo nie miałam takiej potrzeby – dlatego, że rodzice dawali mi luz. I sądzę, że to jest spoko.

  • Tacy nadopiekuńczy rodzice trafiają się w każdej epoce. Pamiętam koleżankę, która mieszkała dwa piętra pode mną. Jej mama kontrolowała ją na maksa. Nigdy nie bawiła się z nami na podwórku. Naprawdę. NIGDY nie grała z nami w chowanego, dwa ognie i ciuciubabkę. Nie mogliśmy jej nawet odwiedzać. Jej mama dobierała jej towarzyszy zabaw i to w określonych godzinach. My się nie plasowaliśmy. Byliśmy jak pospólstwo, a ona jak szlachcianka. Dziś takich różnych przepisów i rodziców jest po prostu więcej. Po drugie same dzieci dzisiaj w określonym wieku wolą internet niż podwórko.

    • Konrad Norowski

      Internet też daje sporo bodźców, kto wie czy nie więcej niż podwórko. Z ciekawości: wiesz jak skończyła ta księżniczka?

      • Tak. W okresie buntu słuchała metalu. Mocny makijaż, glany, kolczatki i te sprawy. Wyrosła na w porządku babkę. Ma męża i dziecko. Nie odbiło jej. Ale też się z nią nie przyjaźnię, więc nie wiem co jej w duszy gra. Nie twierdzę, że internet jest zły. Stwierdzam tylko, że dziś część dzieciaków woli inny typ rozrywki.

        • Konrad Norowski

          Ciekawa sprawa jak dzieci potrafią być odporne na konsekwentne próby psucia ich przez rodziców. Z drugą częścią zgoda.

  • jestem z pokolenia zabaw z „nożem” w piaskownicy. Dyżurny nóż dostawałam od mamy, abym nie brała ze świątecznego kompletu :P
    mam dwójkę dzieci. w życiu nie dałabym im takiej „zabawki”.
    i nie wiem czy to wina mojego doświadczenia z dzieciństwa i totalnego braku zainteresowania rodziców tym co się działo na dworze, czy dzięki mediom, gdzie każdą tragedią jestem bombardowana gdy tylko odpalę wiadomości, więc zaczynam być przewrażliwiona.
    Staram się uciekać od skrajności i nadkontroli – czasem się udaje :)

    • To znaczy ej, żeby było jasne: ja też mojemu trzylatkowi nie wręczyłabym tasaka. :D

  • Człowiek. Dobro. Hehe.

  • Nigdy w życiu nikt mi nie dawał noża do zabawy – dla mnie to jakaś abstrakcja, że tak w ogóle można. Na drzewa też się nie rzucałam. Ale może to dlatego teraz jestem taka poje.bana.

  • Dominika Łach

    Tak bardzo się cieszę, że miałam normalne dzieciństwo :D Ale jak już inni tu pisali, kiedy pomyślę o tym, że moje dzieci miałyby się podobnie bawić to..jakoś sobie tego nie wyobrażam i już włącza mi się panika w głowie :D

  • sfetrum

    tak sobie czytam twoje wpisy o dzieciach/rodzicach i naprawdę – byłabyś świetną mamą ;-)

  • LoczekPisze

    Mimo, że jestem już rocznik ’99, to doskonale pamiętam dużą część tych zabaw. Najlepsze było i tak siedzenie na drzewie i zajadanie się jeszcze zielonymi czereśniami czy śliwkami! :3 Jakoś nikt się nie martwił, gdy na całe dnie znikałam z domu- ważne poprostu było, czy przed wyjściem zjem śniadanie, czy wrócę na obiad i kolację. Tęsknię za tymi czasami. No i rozwaliłaś mnie z tą „żabą przenajświętszą” :D <3

  • TEKSTacja

    Na Żabę Przenajświętszą [jesteś boska, niezmiennie jestem pod wrażeniem Twojego języka :-))], masz świętą rację :-)

  • Pamiętam!
    Najlepsza była gra w chowanego do 24 na górce (tam jest taki lasek, ciemno, idealne miejsce na kryjówkę)… Jednak teraz nikt by się tam nie bawił, bo strach. W dzień rodzice dziecka tam nie puszczą, a co dopiero w nocy! A jednak nikomu z nas nic się nie stało.
    Też miałam same siniaki, do tego byłam chuda jak z Oświęcimia, więc teraz starsze panie miałyby o czym mówić!
    Mimo tego nadmiernego dbania o dzieci, trzeba przyznać, że kiedyś nie było aż tylu otyłych dzieci, co jest moim zdaniem zmorą tych czasów…

  • Ludzie nie umią w ryzyko, więc nic z tego – tego nie da się cofnąć.

    • Konrad Norowski

      Tylko dlaczego społeczeństwo poszło tą drogą? Telewizja? Niby każdy wie że świat nie składa się tylko ze zła i katastrof ( co zdają się sugerować niektóre media) a jak przychodzi co do czego to ” nie wychodź sama ze szkoły bo porwie cie Pan”, „nie biegaj bo się przewrocisz”…

  • Na dwór zaczęłam wychodzić sama w wieku pięciu lat. Wiecznie zdarte kolana. Jedzenie kwiatów. Rzepy we włosach. Oranżada w proszku wyjadana brudnymi palcami. Urządzanie pogrzebów dla każdej martwej myszy/ptaka. No i szaber! Jabłka, czereśnie, gruszki, wszystko z opuszczonego sadu. Jednak można przeżyć.

  • Borówka

    Ja się cieszę, że urodziąlm się w tym ostatnim pokoleniu, „żyjącym” na dworze. Ale teraz większość moich rówieśników (czytaj: w większości gimbusy) uzależniła się od Internetu i na przerwie zamiast wyjść pobiegać na boisko woli grać na telefonie :(

    • Borówka

      *urodziłam

    • Patryk Włodek

      Mam tak samo.
      Niestety te czasy już nie wrócą.

  • Marcin Sławek

    W ogóle witam,
    Scyzoryk finki to było coś co każdy musiał mieć. Ile to zabawy dawało i uczyło respektu..

  • Pingback: Fajne Internety: 19 kwietnia 2015 | Irydowy Vujek()

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: free movie downloads()

  • Pingback: watch movies online free()

  • Iwona

    oooo! jaki fajny tekst!!! Ja myślałam, że to moje pokolenie robiło to o czym piszesz. Jesteś jakieś 20 lat młodsza, a piszesz to samo….patrzę na moje dzieci.. ok, jest więcej eklektroniki, ale one nadal wybiorą kolegow i zabawę niż tablety. Fakt- trochę trzeba to moderować, aby tak było. Wniosek? nie jest tak źle… Pozdrawiam :)

    • Super! :) Mam wrażenie, że przesadzamy, bo za bardzo się boimy tego, że za naszych czasów było lepiej – czy to tyczy mnie, czy pięciu pokoleń wzwyż. Więc wniosek bardzo słuszny – nie jest tak źle. :)

      • Iwona

        ponoć Arystoteles rownież narzekał na młodzież… to co piszesz i jak piszesz jest dowodem na to, że …easy ;) jaki czas, taka młodzież ;) ja „lubię to” :) jest ok

  • dede

    Moje robi co hce ma scyzoryk i nóż a ręce wiecznie bródne ja sie załamie

Przeczytaj poprzedni wpis:
dżentelmen
Kto pierwszy powie „kocham” – przegrywa

To najprostsza i najbardziej debilna instrukcja do gry udającej miłość.

Zamknij