LUDZIE MOTYWACJA

Da się nauczyć nie musieć?

Death_to_stock_photography_Vibrant (7 of 10)


Jest takie dziwne uczucie, które pojawia się, gdy uświadamiasz sobie, że nagle większość obowiązków znika, masz luz, nie musisz nic. Tylko… co wtedy?

Pamiętam, że to przychodziło zawsze po zakończeniu roku szkolnego. Trzeba było się zastanowić, co zrobić z tym wolnym czasem, którego nie będziemy teraz już spędzać w szkole, na odrabianiu zadań domowych i nauce do sprawdzianów.

Ja wspominam to trochę inaczej, bo co roku dzień po odebraniu świadectwa wyjeżdżałam na obozy sportowe, gdzie całe dnie miałam powypełniane zajęciami, dlatego też odczuwanie słodkiego luzu było u mnie opóźnione. A jak już nadeszło – nie wiadomo kiedy mijało, bo marnowałam mnóstwo czasu na głupoty!

 

Death_to_stock_Marzocco_Coffee_10
wyrzuty sumienia

Po wejściu w dorosłe życie niestety kończy się ten beztroski okres, kiedy lato jest równoznaczne z dwumiesięcznymi wakacjami. Zaczynamy zapominać, jak to jest się niczym nie stresować, nie mieć żadnych pilnych obowiązków, nie układać sobie w głowie listy rzeczy do zrobienia. Odzwyczajamy się od wakacji, totalnego luzu, wylegiwania się przed telewizorem bez poczucia, że powinniśmy robić coś innego. I jasne, że możemy sobie z tym radzić, zarządzać „leniwe niedziele” czy zatrudniać ludzi, którzy wykonają za nas jakieś prace, ale na ogół coraz ciężej nam przychodzi odpuszczanie i beztroskie uczucie wolności od obowiązków.

Death_to_stock_communicate_hands_2

Wbrew pozorom relaks bez wyrzutów sumienia to nie taka prosta sprawa!

a może?

Mi to w ogóle nie wychodziło. Nawet wtedy, kiedy robiłam sobie wolne – wyłączałam telefon, brałam książkę, kakao, koc i odcinałam się od świata żeby trochę odpocząć, ciągle towarzyszył mi jakiś niepokój – może powinnam jednak usiąść jeszcze do pracy? A co jeśli wydarzyło się coś ważnego? Czy zdążę wyrobić się z mailami, jeśli nie zacznę w tej sekundzie? Powinnam robić coś innego, bardziej produktywnego!
Chyba nie muszę mówić, że taki odpoczynek wcale nie odpręża i – mimo, że przecież nic nie zrobiłam – jestem po nim tylko bardziej zmęczona? Dopóki towarzyszy mi poczucie, że coś muszę i że to, co robię, nie jest w stu procentach okej, nie ma szans na porządny relaks.

Wtem!

Z pomocą przyszła mi… choroba. Spędziłam miesiąc w szpitalu i zrozumiałam, że faktycznie są w życiu takie sytuacje, kiedy nie musisz nic – i wcale nie jest to wielka tragedia.

Miesiąc nie pracowałam. Sprawdzałam maile co drugi dzień i odpisywałam tylko na najpilniejsze. Nie śledziłam statystyk, nie robiłam raportów, nie pisałam tekstów. Nie chodziłam na treningi, nie oddzwaniałam do babci (uwaga, to już groźne). Nie próbowałam śledzić wszystkiego, co się dzieje na świecie, w branży, w mediach. I wiecie co? Świat się nie zawalił. Nie stało się nic strasznego – oczywiście poza tym, że ominął mnie kolejny śmieszny mem i viral ze słodkim kotkiem.

DeathtoStock_Clementine2

jeszcze więcej nieobowiązków

Jak na czas urlopu można mieć w dupie pracę, projekty czy samorozwój, tak ciężko totalnie olać wyrzucanie śmieci, przygotowywanie obiadu czy zamiatanie podłóg – żeby nie ucierpiała na tym nasza wewnętrzna potrzeba ładu i higieny. Za to szpital pokochałam – co ranek wchodził na moją salę Pan Zdzisiu z mopem i wyręczał mnie we wszystkim, a potem ta pielęgniarka z dziwną trwałą na włosach przynosiła mi pod nos jedzenie (no, ciężko to nazwać jedzeniem, ale doceniam próby). Wyszło więc tak, że nie musiałam absolutnie nic oprócz dbania o to, żebym czuła się coraz lepiej.

Przez pierwsze dni myślałam, że mogłabym w sumie porobić coś produktywnego, że nie ma czasu na chorowanie, że życie mi ucieka, że co ja tu wyprawiam, że to tragedia, że może się jednak zmuszę do pracy chociaż wieczorami, gdy lekarzy nie ma, a potem zrozumiałam, że to właśnie elementy, które tylko spowalniają mój organizm w regeneracji. Ciągły wyścig, napięcie, wyrzuty sumienia, że coś muszę, coś powinnam, coś trzeba, wiecznie boląca głowa i coraz więcej problemów.

Death_to_stock_photography_Vibrant (8 of 10)

krzyżóweczki, leżenie i nic poza tym

Kiedy otaczają Cię ludzie, którzy całymi dniami leżą, czytają romanse albo robią krzyżówki, zaczynasz rozumieć, że po to tu jesteś. Że teraz nic nie musisz. Że nic nie trzeba. Że możesz sobie czasem odpuścić i nie mieć wyrzutów sumienia dlatego, że nie osiągnęłaś dzisiaj wystarczającej liczby sukcesów (cokolwiek to nadużywane słowo znaczy).

kobieta nogi góry las

gramy?

W domu nikt nie posprząta za mnie podłogi i obiad sam nie zaserwuje się na stół (a mógłby!), ale lekcja jest taka, że dobrze jest zaplanować sobie czas, kiedy na sto procent, legalnie masz wszystko w dupie i nic nie musisz, a każda myśl o robieniu rzeczy zostaje odrzucana. Idzie mi to ciężko, ale powoli się uczę, że życie wcale nie jest grą, w której chodzi tylko i wyłącznie o odhaczanie leveli.

A gdyby jednak, to nawet Simsy potrzebowały czasem dać sobie spokój.

  • Hej Haniu! (Nie)stety, doskonale znam to uczucie. Mam identyczne wspomnienia z młodszych lat, grafik wypełniony po brzegi, został mi we krwi.
    Nawet nie potrafię zliczyć dni wolnych , które zmarnowałam na zadręczaniu siebie… Najpierw, że nic nie robię i tracę swój czas, a później, że nawet nie umiem normalnie odpoczywać. Koło się zamykało i czasami był smutny finał z chusteczkami w rękach. ;) Odpoczywania uczę się do dziś, takiego prawdziwego, nie fizycznego, a bardziej tego w głowie. Doskonale znam to uczucie i dzięki za ten tekst! Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że szpital zaowocował samymi dobrymi wiadomościami! :)

  • YouKnowWho

    „Po wejściu w dorosłe życie niestety kończy się ten beztroski okres, kiedy lato jest równoznaczne z dwumiesięcznymi wakacjami.” – chyba, że jesteś nauczycielem! Ja właśnie rozpoczynam dwumiesięczne lenistwo bez wyrzutów sumienia! :D

    • MałaHass

      Tak mi się skojarzyło – niektórzy ludzie zostają nauczycielami z dwóch powodów, a są nimi lipiec i sierpień. :D

      Pozdrowienia, wiem, jaka to wykańczająca praca, moja mateńka jest nauczycielką… :D <3

  • Byłem w szpitalu przez zaledwie 4 dni. Owszem takie wylegiwanie jest czasami korzystne, jeżeli później nie masz problemu z zabraniem się do pracy. U mnie z tym był największy kłopot, a podczas pobytu w szpitalu oglądałem sobie różne inspirujące nagrania :) Także nie taki diabeł straszny

  • Pięknie napisane i bardzo trafne :) To w ogóle ostatnio temat na czasie, chyba wszyscy na raz zaczęli odczuwać przepracowanie!

    Skojarzyło mi się w pewnym momencie bardzo podobne uczucie, które mi towarzyszy – a mianowicie kiedy chcesz zrobić coś dla siebie, poćwiczyć jogę, pojeździć na rowerze, poczytać książkę i… nagle uświadamiasz sobie, że czujesz presję, żeby ćwiczyć szybciej, jechać do domu na skróty i przewracać po dwie strony, bo produktywnym trzeba być nawet w odpoczynku. Dziennie należy wykonać przynajmniej 5 czynności relaksujących, na czas!

    I kiedy sobie to uświadomiłam, zwątpiłam :) Pisałam o podobnych tematach u mnie, o overthinkingu i downshiftingu przede wszystkim. Sprowadza się do tego, że w dzisiejszych czasach tożsamość człowieka mierzy się osiągnięciami, więc sekunda odpoczynku = utrata tożsamości…

  • Złapałam taki relaks, o którym piszesz na ostatnim urlopie, prawie całkiem offline. Dałam radę, leżeć na piasku, czytać książki i korzystać z ciepłego morza. Czasem pojawiała się tylko myśl, że gdzieś tam zostawiłam swoje życie i obowiązki i one się piętrzą, coś mnie omija i ja nawet nie wiem co. To jest straszne to ciągłe ,,muszę”, dzięki 7 dniom bez codziennego sprawdzania maili, pracy i natłoku informacji zyskałam nową motywacje:)

    • Super! Fajnie słyszeć, że się da aż tak kompletnie wyłączyć. Na pewno spędziłaś świetnie czas ;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
spanie mops
Jak by było, gdyby nie było tak, jak jest?

Może czasem wystarczy po prostu posłuchać nieznajomej staruszki. Albo i nie. Poczekajmy na odpowiedź trzydzieści lat.

Zamknij